piątek, 5 lutego 2016

Jak nie kupować sukni ślubnej i troszkę o tym jak złamałam niemal wszystkie zasady ;)

Elizabeth Messina via Once Wed
Jednymi z moich ulubionych poradników ślubnych są te dotyczące wyboru sukni ślubnej, z całą masą zasad i wskazówek dotyczących tego jak zrobić to dobrze. Uśmiecham się pod nosem czytając każdą z nich, bo ja, niemal w każdym punkcie, zrobiłam inaczej i kompletnie na tym nie ucierpiałam (przynajmniej tego nie czuję) ;)
Myślę, że będzie to lista rzeczy dla dziewczyn, którym przyda się informacja o tym na co warto zwrócić uwagę i dla tych, które mają ochotę kopnąć zasady... w kąt, bo mają inne priorytety ;)

Brak określonego budżetu i mierzenie "za drogich" sukni

Prawda. Tylko czy kiedykolwiek w życiu będziesz miała okazję przymierzyć te najdroższe, bez skrępowania wchodząc do salonu sukien ślubnych? Raczej nie, teraz masz taką okazję. Jeśli znasz siebie i wiesz, że będziesz potrafiła sobie poradzić z konsekwencjami takich decyzji, to wchodź i mierz! 
Ja tak robiłam i uważam to za fajne doświadczenie. Jeśli sukienki, które wydawały mi się wystarczająco ładne, okazywały się za drogie, to kombinowałam jak je zdobyć taniej/inaczej.
Dlaczego to ryzyko? Jest szansa, że po przymierzeniu "luksusowego" modelu żaden inny Ci się nie spodoba (poczujesz tę różnicę). Miej też na uwadze, że kupowanie rzeczy na które Cię nie stać niesie za sobą wiele zmartwień (zabraknie mi teraz na X, musisz uważać na suknię, bo to "skarb", musisz ją po ślubie sprzedać, jak ją sprzedasz?! itd.).
Nie chcesz ryzykować, bo znasz siebie i wiesz, że to nie skończy się dobrze? W salonie mów otwarcie o swoim budżecie, nikt Cię za mały nie wyrzuci (zanim odwiedzisz jakiś salon zorientuj się w jakim przedziale cenowym jest jego oferta).

Research, ale bez nadmiaru inspiracji

Z pewnością warto poszperać w internecie, zwłaszcza jeśli jest się osobą, która chce się na wszystkim znać i wszystko rozumieć. Wiedza o trendach, materiałach, koronkach nie jest niezbędna, ale może okazać się przydatna.
Tysiące inspiracji i obejrzanych sukni? Fajne, ale trzeba umieć sobie z tym poradzić. Bo im większy wybór, tym wiesze napięcie i niepokój - tak twierdzą psycholodzy.
Nigdy nie funduj sobie wizyty w kilku salonach w ciągu jednego dnia.
Mnie osobiście ciągle jest głupio, bo na materiałach i koronkach nie zam się wcale. Ale... inspiracji widywałam miliony ;)

Niewłaściwi doradcy

Ich duża liczba, gust odmienny od Twojego, pochlebcy albo krytykanci w szeregach, nieszczere intencje są dużo przeszkodą w wyborze. Obiektywnie najlepiej rozwiązać ten problem decydując się na 1-2 szczere osoby, o w miarę zbliżonym do Twojego guście, otwarte na nowości.
Ja mam dla Ciebie pytanie pomocnicze: Z kim najczęściej chodzisz na zakupy? To właśnie z tą osobą będzie Ci najlepiej ;)
Co z mamą? Jeśli masz zupełnie inny gust, to zabierz ją na kolejne przymiarki, gdy zawęzisz swój wybór lub będziesz dopasowywać tą właściwą.
I uważaj na panie z salonów - tu z łatwością wyczujesz czy są obiektywne czy chcą Ci wcisnąć którąś ze swoich sukienek.

Niedostosowanie sukni do miejsca ceremonii

To ważne, jeśli nie chce się wyglądać dziwnie, niewłaściwie lub śmiesznie. Weź tylko pod uwagę to, że wiele sukni i miejsc jest uniwersalnych, pułapką bywają tylko te kontrastowe.

Nie zostawiaj zakupu na ostatnią chwilę.

Chcesz kupić suknię w salonie? Weź pod uwagę, że niektóre suknie lub materiały (koronki) do nich są sprowadzane z zagranicy i ekstremalny czas oczekiwania na nie to czasem 6-8 miesięcy.
Szyjesz suknię? Nawet jeśli krawcowa będzie szyła ją na ostatnią chwilę, to musi mieć Cię zapisaną w swoim notesiku na dłuuuuugo przed.
Gdy ja szukałam sukni, to wszystkie salony straszyły mnie tekstem: "ale to już, proszę do końca tygodnia się zdecydować". Czy to prawda? Prawda, ale nie zawsze. Znam wiele sympatycznych (trzeba mieć znajomości lub być wyjątkowo sympatyczną) dziewczyn, którym suknie uszyto z materiałów sprawdzonych wcześniej dla innych Panien Młodych (to możliwe jest jednak przy najpopularniejszych modelach, nienajdłuższych kolejkach Panien Młodych i "dobrze" zlokalizowanym miejscu z którego materiały/suknie są sprawdzane - jednym słowem: przy sporym szczęściu) ;)

Nie zamykaj się na nowe pomysły

Suknia idealna w internecie wcale nie musi wyglądać idealnie na Tobie, a ta niepozornie wisząca na wieszaku może okazać się strzałem w dziesiątkę. 
Słyszałaś, że należy mierzyć także modele, o których nie pomyłabyś, że mógłby Ci się spodobać? Zawsze jest szansa, że wśród nich znajdziesz tę jedyną. To mądre podejście, wiele dziewczyn w ten sposób znajduje suknie (i ląduje w princessach).
Ja stwierdziłam, że wolę nawet nie próbować, bo przeraża mnie myśl, że mogłaby spodobać mi się suknia kompletnie nie pasująca do mojej osobowości i (chwilowego ;)) gustu. Dla mnie to była podstawa w wyborze.

Nie decyduj się na za mały rozmiar

Myślisz, że schudniesz? Większość osób chudnie ze stresu, ale są i takie, które stres zajadają i ich waga skacze do góry.
To chyba mój zakupowy hit, bo kupiłam za małą sukienkę (kupowałam gotową/używaną). Wiedziałam, że się nie dopina (lekko, ale jednak), ale miałam świadomość, że jest z czego popuścić (wiem, głupio brzmi, ale to termin, który słyszałam u krawcowych). Na szczęście zdrowe jedzenie i wznowiona aktywność fizyczna (przez 6 wcześniejszych miesięcy nie mogłam ćwiczyć i zyskałam nowe kilogramy) pomogły.
Nie polecam brać ze mnie przykładu. Jestem raczej szczupła i wystarczyły mi bezproblemowo zrzucone 2 kilogramy.

Nie kupuj przez internet

Zapewne widziałaś śmieszne zdjęcia pokazujące różnice pomiędzy tym jaką suknię Panna Młoda zamówiła, a jaką ostatecznie otrzymała (przykład). Prawdą jest, że zakup przez internet to ryzyko, tym bardziej, gdy kupujemy na podejrzanym drugim końcu świata, suknię znanej marki za grosze ;)
Mniejsze ryzyko jest w przypadku zakupu na allegro itp. portalach i w małych pracowaniach krawieckich (typowo ślubnych lub specjalizacyjnych się w tiulówkach). Zawsze warto taką suknię zobaczyć na żywo i przymierzyć.
Pamiętaj, że kupując suknię, która wymaga poprawek dokładasz sobie kolejne koszty. I to dotyczy nie tylko sukni z internetu, ale także tych z outletów czy promocji 
Moja suknia? Prawie z internetu, bo jednak zdecydowałam się ją przymierzyć ;)

Nie kupuj sukni dla kogoś

Nie dla mamy, nie dla narzeczonego... Kup ją dla siebie :)

Nie zakładaj, że znajdziesz tę jedyną i po policzkach popłyną Ci łzy!

Tak bywa w filmach, w świecie rzeczywistym niezbyt często. Ta jedyna nie musi wywołać łez, a nawet więcej - możesz nie trafić na "tę jedyną", a jedynie na "fajną kieckę". I to też jest dobry wybór (moja była fajna, nie idealna) :)

To troszkę dziwny wpis, bo moje podejście do zakupu sukni nie było standardowe. Moja sukienka miała przede wszystkim być (bo w coś trzeba się ubrać). Nie musiała być nowa, nieskazitelna, dopasowana co do milimetra. Musiała być... o tym będzie kiedyś, bo mam na ten temat prawie gotowy wpis ;)

Dodatkowo, za około miesiąc, pojawi się pozytywniejszy wpis o tym jak przygotować się do wizyty w salonach sukien ślubnych z kilkoma praktycznymi radami :)

13 komentarzy:

  1. ja do wszystkich czułam to coś ;P może to dziwne, bo nie lubiłam nigdy sukienek, panie w salonach okazały się cudowne i dobrały wszystko tak świetnie, że teraz mam niezły dylemat, którą wybrać ;) ale jestem już coraz bliżej tej mojej ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeżeli chodzi o sukienki ślubne polecam salon mody Evita tam panie dobierają wszystko idealnie suknię do danej figury plus dodatki:) sama kupiłam i jestem najszczęśliwszą panną młodą

      Usuń
  2. Ja też z chęcią mierzyłam "za drogie suknie". Korzystałam z możliwości przymiarek. :) Mierzyłam w większości dość podobne suknie, bo bardzo dokładnie wiedziałam, czego chcę, ale zdarzyło mi się założyć "rybkę", co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że to zdecydowanie nie jest mój krój. :)
    Zrobiłam bardzo wnikliwy research, byłam w ponad 30 salonach, niemal w każdym coś przymierzałam i momentami miałam problem "a jak za dwa miesiące mi się zmieni?!" albo "jest tyyyle opcji...", ale koniec końców uważam moje rozeznanie w temacie (i znajomość materiałów) za zaletę. :)
    Moja suknia była idealna dla mnie, ale z chęcią powtórzyłabym ślub w jakiejś innej :D Może na jakąś okrągłą rocznicę? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem mam wrażenie, czy to przeglądając blogi czy grupy ślubne, że panny młode uważają, że coś trzeba, że wypada - suknia z trenem na 3/4 kościoła, fotobudki, słodkie stoły itd... Twój wpis apeluje o rozsądek i podpisuje się pod nim rękami i nogami.

    Ja chodziłam po salonach sama lub z przyjaciółką, mierzyłam tylko to, co pasowało w jakiś sposób do tego, co miałam wyklarowane w głowie, a mamę i chrzestną wzięłam ze sobą dopiero, gdy nastał czas decyzji z którego z dwóch materiałów będzie dół, a i tak nie uniknęłam lekkiego starcia na temat wcięć czy rękawów. Wiedziałam od początku, że moje wyobrażenie mnie będzie się bardzo różnić od innych, dlatego Pannom Młodym, które są świadome różnicy zdań polecam postawić osoby o odmiennym zdaniu przed faktem dokonanym - przy butach zadziałało, i już żałuję, że poddałam pod "publiczną" wątpliwość chęć wystąpienia w welonie :)

    Przy okazji od innej znajomej, która bierze w podobnym okresie ślub usłyszałam dość roszczeniowym tonem "no bo ty możesz sobie ze swoją figurą na to pozwolić, a mi tylko princeska pasowała..." - tak, mogę sobie na to pozwolić, dlatego roszczę sobie prawo, by wyglądać tak jak ja chcę!

    OdpowiedzUsuń
  4. To nieprawda, że nie można odwiedzać kilku salonów dziennie. Ja zdecydowałam się na zakup w 4-tym salonie, do jakiego weszłam tego dnia. Decyzję o zakupie przyśpieszyła wiadomość, że ktoś te suknie przede mną już mierzył i też zastanawia się nad kupnem.
    Narazie nie żałuję, przede mną przymiarki i przeróbki. Mam nadzieję, że obejdzie się bez niespodzianek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie jest w stu procentach obowiązujące :) Sporą część osób męczy mierzenie sukien, zwłaszcza gdy nie idzie po ich myśli i przy większej liczbie salonów dziennie wysiadają. Ale jak widać nie każdy tak ma :)

      Usuń
  5. Miałam dokładnie taką samą sytuację - najbardziej podpasowała mi suknia Anny Kary, która jednak przekraczała założony budżet, więc początkowo próbowałam znaleźć jeszcze coś innego, ale kiedy po 2 miesiącach ciągle nie mogłam o niej zapomnieć, zaczęłam kombinować jak zdobyć ją taniej, no i koniec końców okazało się, że siostra znajomego o podobnej sylwetce może ją odsprzedać, także suknia już jest u mnie i czeka na małe dopasowanie ;) Też nie zależało mi jakoś super szczególnie na nówce sztuce, po prostu cena salonowa była jak dla mnie trochę przesadzona, więc znalazłam sposób jak ją zdobyć i zaoszczędzić prawie połowę ceny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też pozwolę sobie opisać moje doświadczenia w poszukiwaniu tej Jedynej :)
    Gdy szukałam sukienki na studniówkę (matko, to było 5 lat temu...), schodziłam mnóstwo sklepów, przymierzyłam dziesiątki modeli, może trochę dlatego, że nie miałam żadnej wizji... W końcu wybrałam: ostatni sklep jaki odwiedziłam, dość niepozorny, panie dobrze doradziły, ja po 2-miesięcznych poszukiwaniach przeżyłam efekt "wow"...
    To doświadczenie wpłynęło na mnie tak bardzo, że na myśl o sukni ślubnej aż ciarki przechodziły mnie po plecach...
    Na wszelki wypadek postanowiłam rozpocząć poszukiwania (choć nadal niepewna swego kroku) na 11 miesięcy przed ślubem. Wolałam zabezpieczyć się czasowo. W planach miałam salony w 4 większych miastach i 3 mniejszych (krawcową i Internet wykluczyłam od razu- wolę coś gotowego, by za bardzo nie wymyślać w związku ze zmiennym gustem, ale z drugiej strony wolałam by wszelkie poprawki były w cenie i, żebym sama się tym nie zamartwiała). Pełna trwogi umówiłam się na pierwsze przymiarki w Krakowie, w którym studiuję. Mama z racji wolnego w pracy pofatygowała się te 130km, wzięłam ze sobą kumpelę ze studiów, która fajnie potrafi doradzić w kwestii trendów :)
    Pierwszy salon, pierwsza przymiarka, pani pyta o wizję, ja na to, że nie mam, że się w tym nie widzę. Pani pyta o styl wesela. Ja: rustykalny, słoneczniki, chabrowy kolor, słoma, tak naturalnie, wiejsko, że nie podobają mi się princesski, bo w ostatnim czasie na wszystkich weselach, na których byłam to Młode jak te księżniczki, a ja chciałabym coś innego, bo nie boję się nowości czy eksperymentowanie. Ja to tak bardziej bym chciała jak rusałka, bo wianek sobie zamówiłam, żeby przełamać moją blado-blond aparycję wraz z bielą sukienki... Aha, nie chcę świecidełek i koła, bo to nie dla mnie. Pani westchnęła i stwierdziła, że jak na mój brak wizji sukienki to jestem wysoce konkretna :) Dała mi do przymiarki pierwszą suknię i... Wow, to ta... Matowa koronka, wydłuża szyję, nie skraca mnie (mam 1,6m wzrostu), zwiewna i lejąca u dołu, dopasowana, mimo braku gorsetu u góry, wyszczupla i podkreśla kształty, w dodatku ma rozcięcie na nogę... Zakochałam się od razu. Nie było łez, tylko słyszalne podniecenie w głosach doradców, a panie z salonu same nie mogły wyjść z podziwu.
    Nie zrezygnowałam jednak z dalszych przymiarek. Tam poprosiłam o kilka innych fasonów i rodzajów materiałów dla porównania, dzięki kompetencji pań w salonie dowiedziałam się większości rzeczy o krojach i materiałach w przeciągu godzinki (ta wiedza przydała się w kolejnych salonach). Dla uciszenia sumienia jeszcze przez 2 tygodnie intensywnie przeszukiwałam salony, lecz te, albo nie miały mi nic "w moim stylu" do zaoferowania, albo próbowały mi wcisnąć coś w czym źle się czułam i prezentowałam ("proszę pani, wszystkie ją biorą!", "w ostatnim sezonie najlepiej się sprzedawała", "tu się zmieni górę, ten pasek się usunie, to się wytnie, tamto przeszyje, doda koronkę z tamtej i będzie suknia idealna dla pani"), albo pokazały niekompetencję pań tam sprzedających (jedna wyprowadziła mnie z równowagi "kto to widział zamawiać wianek na głowę? To moja babcia miała [pani na oko 45-50 lat], teraz modne woalki! I kto to widział bez koła? Pani się zabije w tańcu! Góra musi być gorsetowa, żeby się wszystko trzymało i jakby się pani przytyło (!) to można to zatuszować... A pan młody to chudy czy otyły? Bo jak okrągły to pani nie może mieć dużo warstw jednak na sobie...", naprawdę?).
    W końcu wróciłam do pierwszego salonu, a pani stwierdziła "ja wiedziałam, kochana, że do nas wrócisz...". I tak na 10 m-cy przed ślubem zamówiłam sukienkę i już nie mogę się doczekać dopasowania w sierpniu na miesiąc przed weselem ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam . Super wpis . Ja od początku wiedziałam jaki typ sukni mi sie podoba i w jaki bedzie mi dobrze . Po przejściu wszystkich salonów w Krakowie okazało sie ze tylko w salonie Anna kara jest mój ideał ale po pierwsze cena mnie Bardzo odstraszyła i terminy ( ma czas tylko w sobity ) i pierwszy wolny termin na przymierzenia sukni marzeń był za 2 miesiące . Moja suknie znalazłam na olx.kupilam ja w czerwcu a slub mam w maju . ( była obawa a co jak za 2 mies spodoba mi sie inna , a co jak przytyje lub schudnę ) nic takiego sie nie stało suknia dalej jest dla mnie przepiękna s ja trzymam wagę . Pozdrawiam cieplutko .

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się w 100% z ostatnim punktem, spodziewałam się fajerwerków których nie było i długo myślałam, że to może nie jest ta sukienka, że to zły wybór, no ale coś wybrać trzeba, bo nie da się wiecznie szukać ideału.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja wielokrotnie byłam świadkiem jak panie w salonach ślubnych przekonują klientki o wyborach sukni, w których te wyglądały fatalnie. Trzeba iść za głosem serca ale i rozsądku. Ciężka suknia sprawi, że latem będzie w niej bardzo gorąco, dlatego warto też rozważyć porę roku i rodzaj ślubu, zanim podejmiemy ostateczną decyzję. Co do trendów, to nie zawsze te drogie i na topie suknie są najlepsze. Czasami bardzo drogie sukienki są zrobione z bardzo tanich materiałów, a ich cena zależy od statusu firmy, która je robi i nie ma nic wspólnego z jakością. Fajnie tak poczytać Wasze doświadczenia i powodzenia wszystkim, którzy mają ślub już w tym roku. Dziewczyny, bawcie się dobrze i tańczcie jakby nie było jutra!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeśli chodzi o panie w salonach, to starałam się ich nie słuchać. Chodziłam mierzyć suknie z koleżankami, już mężatkami. Ekspedientka wcisnęła na mnie najdroższą suknię w salonie (przyznaję całkiem ładna). Powtarzała co chwilę: "To nasz najnowszy model, dostarczyli nam go w kolekcji na 2017, dlatego taki drogi". Po czym jak wyszłam jedna z moich koleżanek powiedziała mi, że to ściema bo ona jak szukała 2 lata temu sukni na swój ślub mierzyła tą samą, w tym samym salonie i nawet miała w niej zdjęcie robione... Koniec końców kupiłam gdzie indziej, piękną suknię 2 razy tańszą.

    OdpowiedzUsuń
  11. To prawda, ciężko jest znaleźć salon gdzie dobrze doradzą bo byłam w kilku salonach, ale w końcu udało mi się dobrze trafić. Profesjonalnie, bez pośpiechu i przyjemnie na luzie i przede wszystkim duży wybór. Także jeśli ktoś szuka dobrego salonu to ja mogę polecić Evite

    OdpowiedzUsuń