piątek, 31 marca 2017

Najpiękniejsze polskie suknie ślubne cz. 2

Planowałam zamieścić na blogu wpis z podsumowaniem wszystkich najnowszych i wartych uwagi polskich kolekcji sukien ślubnych na 2017 rok. Nie wyszło, bo w między czasie stwierdziłam, że w swoim zeszłorocznym wpisie ominęłam kilka wartych uwagi nazwisk, dodatkowo odkryłam kilka nowych. I... wybór był prosty ;) Mam wrażenie, że zdecydowanie cenniejsze dla Was będzie poznanie (lub utrwalenie sobie) czegoś "nowego" :)

Poniżej znajdziecie moim zdaniem najciekawszą dziesiątkę o których jeszcze na blogu nie wspominałam. Z różnych rejonów Polski, z różnym stażem i rożnymi wizjami sukien ślubnych. Los chciał, że najwięcej zdjęć (nie umiałam się powstrzymać) znajdziecie pod nazwiskiem Angeliki Jakubas. Nie dało się inaczej, bo dla mnie Angelika to odkrycie ostatniego roku :) Drugą projektantką na którą koniecznie zwróćcie uwagę jest Anna i Ochocka (i Olga) i... ich malowane kurtki, którym ja wróżę bycie (moim prywatnym) hitem obecnego roku :) A dalej... zachwycajcie się sami :)

ANEMOI

Lokalizacja: Warszawa


Lokalizacja: Kraków



Lokalizacja: Kraków, Warszawa


Lokalizacja: Łódź


Lokalizacja: Śrem


Lokalizacja: Łódź


Lokalizacja: Gliwice

 Fot. Ewa Lena Brzozowska Photography dla Magazynu Wesele

Lokalizacja: Łódź


Lokalizacja: Warszawa


Lokalizacja: Poznań, Warszawa


piątek, 24 marca 2017

Concept Weddings, czyli magia, kolor i szaleństwo ;)

Ze wszystkich wyjątkowych (aka alternatywnych) targów w Polsce, te są mi najbliższe. Nawet jeśli najtrudniej wsiąść w tramwaj i jechać te 30 minut z gratisem, nawet jeśli kolidują ze skokami narciarskimi :D, nawet jeśli… to i tak tam dojadę i znajdę coś co mnie zachwyci, do tego stopnia, że nawet z całego wpisu zrobiłabym jeden wielki nieślubny off top ;) Ale spokojnie, nie zrobię, poza końcóweczką :D :D :D

O sukniach nie będzie…
Nie będzie, bo o wszystkich wartych uwagi już wspominałam w niedalekiej przeszłości – o tu, przy okazji Off Wedding (podobnie jak nie będzie też o innych wystawcach, którzy znaleźli się w tamtym wpisie, wybaczcie). Jedyne na co koniecznie muszę zwrócić uwagę, to... piękne suknie, cudowne stoisko (dywany i buty!!!) i przepyszne ciastka z zielonej herbaty u Karoliny Tomczak.

Alicja w Krainie Czarów
Zacytuję samą siebie: "Zawsze zwracam uwagę na wygląd stoisk. Jest to dla mnie oznaka nie tylko tego, że ktoś się przygotował i chce przyciągnąć uwagę, ale także traktuje to jako formę… zaproszenia uczestników targów do swojego świata. Pokazania kawała siebie, swojej głowy i swojej pracy.". W tym przypadku dodałabym jeszcze: Jeśli targi mają motyw przewodni (co wg mnie jest świetnym zabiegiem sprawiającym, że nie wszystko jest w 100% boho-rustykalno-industrialne), to wpisanie się w niego, jeśli nie jest obowiązkiem, to jest możliwością pokazania Parom Młodym, że wystawcy potrafią się odnaleźć we wszystkim co narzuci im potencjalny klient. Czyli co, kto się bawi, ten potrafi i trzeba to docenić?
Śmiałam się, że zazwyczaj robię swój prywatny, wewnętrzny ranking na najpiękniejsze targowe stoisko. Tym razem też i tym razem, wręcz tradycyjnie, mam dwóch faworytów, dwie firmy, których zawsze stoiska nie mają sobie równych ;)
Numer 1 to Kwiatownia. Ich bociany i papugi, ich kwiaty w torebkach i latające balony, ich bukiety w wiszących dzbankach/czajniczkach (chce takie do domu!), ich kolorowe stołki, szkło i geometryczne świeczniki. Kolor, który zawracał w głowie i... genialnie kontrastował z hotelowymi dywanami :D Ja jestem zachwycona, oczarowana i... brak mi słów :)
Numer 1 po raz drugi: Papier i Tusz. Firma zajmująca się poligrafią ślubną. Robiąca świetne zaproszenia (i dodatki do nich ;)), a przy okazji tworząca świetne aranżacje na swoich targowych stoiskach, za każdym razem inne, za każdym razem zachwycające, a tym razem wręcz magiczne. W teorii nie zajmują się dekorowaniem, ale... chyba by chcieli. Więc można śmiało ich polecać w dwóch kategoriach :D
Dodatkowo na znacznie dłużej moją uwagę przykuły także stoiska konsultantek ślubnych ze Slodkave (dekoracje stworzone przez La Vida, 100% Alicji w krainie czarów) i KK flowers&more (i bardzo mnie cieszy, że ponownie wracają na rynek ślubny). I genialne lustro u Weroniki!

Zaproszenia
O tym, że najlepszą poligrafię ślubną w Polsce ma Wrocław powtarzam Wam bardzo często. Mamy tych obecnych na targach często przeze mnie wyróżnianych (Paper StoryCudowiankiPapier i TuszmagnetCards - ze świetnymi nowościami) i nieobecnych, mamy też tych, których dopiero poznaje i którzy gonią moją czołówkę ;) - Pastellove i Papierove.

Cały Wrocław ;)
To jest ten moment w którym czuję się wystarczająco dorosła do tego aby zachwycić się wszystkim co oferuje branża ślubna we Wrocławiu i województwie dolnośląskim. Tak totalnie, tak wręcz nie dostrzegając tego co ma do pokazania reszta Polski. Obecnie, gdy myślę o organizacji świetnego ślubu i wesela, to myślę firmami i miejscami z dolnośląskiego. Jesteście chyba najlepsi w Polsce ;) 
Poza już wymienionymi wyżej, na CW byli i inni genialni ludzie ze świetnymi działalnościami: Złoty JarDecokiLiterowe InspiracjeNikola Baron (jak Nikola rozmawia z ludźmi, to ja się dziwię, że oni się na nią nie rzucają, aby się przytulić), Weronika KrysiakNazajutrzPetite Pivoine... I mogłabym tak dalej, ale... chyba wystarczy ;)

Natura rzeczy i warsztaty
Jesteście z Wrocławia i nie znacie Natury rzeczy? To niedopuszczalne ;)
Tym razem na Concept Weddings zamiast słuchać o ślubach, można było działać na kreatywnych warsztatach. Podobają się Wam makramy w tle za Parą Młodą, chcecie dać rodzicom w podziękowaniu "las w szkle" (bo zwykłe bukiety Was nudzą ;)), stworzyć kokedamy do dekoracji, wianki na głowę (choć na sesję kilka dni po ślubie), świecie czy peelingi na wieczory po ślubie? Jeśli przegapiliście te warsztaty na CW, to nadal możecie z nich skorzystać w Naturze Rzeczy ;)
A dla niezdolnych - Natura Rzeczy to też sklep, więc wszystko co piękne, możecie tam bez problemu kupić :)

Inspiracje (raczej) poza ślubne
Nie raz usłyszycie, że na targi, poza szukaniem wystawców, chodzi się dla inspiracji, rozumianych trochę tak jak te na pinterescie, czyli widzisz, wgapiasz się i kopiujesz ;) Dla mnie targi to coś więcej i w dużej mierze inspiracje także poza ślubne.
Największą inspiracją na targach może być dla Was rozmowa z drugą osobą, dopytywanie, doszukiwanie się, dostrzeganie. Czasem czegoś tak banalnego jak konkretna rzecz (wiecie skąd się bierze tak fajne znaczki (przeklikajcie dalej i znajdziecie to o czym mówię) do dekoracji kopert (prościzna, ale wydobyta z Pastellove) albo gdzie kupić taaaaakie świetne kubki jak na stoisku Biały Kadr? Czasem czegoś więcej, w rozmowie o swoim spojrzeniu na ten dzień.
I ostatnie, moje potargowe odkrycie. Takie, po którym kilka ostatnich dni przesiedziałam z myślą o tym jaka ja jestem mało bystra ;) Jak przystało na osobę, która często chodzi na prelekcje o podróżach, czyta, ogląda i relacje i wystąpienia na youtubie, dawno, dawno temu obejrzałam ten film (trochę o miłości, trochę o podróży, trochę o historii, polecam obejrzeć). Jedna z najlepszych historii i jedno z moim ulubionych wystąpień. Pamiętam, że zmusiłam do jego oglądania nawet mojego Pawła starając mu się pokazać, że podróż koleją transsyberyjską mogłaby być ponad jego siły ;) :P I dopiero teraz, po haśle "zielona sukienka", odkryłam, że to Meg. Meg ze Złotego Jaru, organizatorka targów Concept Weddings. Wow! Teraz to ja biegnę po książki, a potem po autografy :D
I na koniec mam pewną myśl. Nawet jeśli czasem człowiek ma szalenie dość ślubów i wesel, to przez takie rzeczy i takich ludzi, to dość trwa szalenie krótko i wydaje się kompletnie... nierozsądne ;)

















poniedziałek, 20 marca 2017

Czy ślub to tylko formalność?

Od kiedy tylko pamiętam słyszałam, że ślub to formalność, że polega głównie na podpisaniu papierka ułatwiającego wspólne funkcjonowanie w społeczeństwie. Sama, jako osoba nienależąca do kobiet marzących o tym dniu od kilkudziesięciu lat, przez większość życia obserwując śluby i wesela myślałam podobnie. To tylko papier, cyrk dla rodziny, a potem... wracamy do cudownej normalności ;)
Dziś nawet trochę siebie rozumiem, ale... już tak nie myślę, dziś reaguję ironicznym uśmiechem pod nosem na każde stwierdzenie "Ale my się przecież kochamy, ślub nie jest nam do niczego potrzebny, to tylko formalność" ;)

I to całkowicie dzięki Wam :)

Free The Bird Photography / nouba

Ślub to formalność, fakt.

Ciężko dyskutować z tym argumentem, bo największe zmiany jakie niesie ze sobą wstąpienie w związek małżeński to zmiany formalne. Obecnie są to znacznie mniejsze zmiany niż kiedyś (gdy kobieta zmieniała nazwisko, adres i od razu kilka ról społecznych), ale nadal są. Status żony to zupełnie inna jakość, z perspektywy społecznej, niż status narzeczonej. Jeśli para mieszkała ze sobą przed ślubem i nie planuje mieszkaniowych zmian, to możliwe jest, że nie odczuje żadnej większej zmiany w codziennym życiu. To co się zmieni będzie bardziej prywatne: w myśleniu o sobie ("ja żona"), w patrzeniu na drugą osobę ("mój mąż", "mój najważniejszy ktoś"), w poczuciu jeszcze większej odpowiedzialności za związek. I to nie ślub, a lekka zmiana podejścia czy inne spojrzenie, mogą coś zmienić.
Poza podpisaniem dokumentów dla USC, ślub jest wydarzeniem, które dotyczy tylko dwójki osób. To oni sami udzielają sobie ślubu, to ich chęci i obietnice są niezbędne do zawarcia małżeństwa.

Ślub to nie tylko formalność, ślub to święto miłości!

Miłości, intymności, radości, pozytywnych emocji, bliskich ludzi... I nie ma tu znaczenia jak ten ślub wygląda, czy zapraszacie na niego 200 osób czy nie zapraszacie nikogo, czy robicie to w kościele, obskurnym USC czy gdzieś wysoko w górach - bez świadka, urzędnika, celebranta, fotografa, kogokolwiek. Nieważne czy obok Was będzie tańczył i śmiał się tłum bliskich ludzi, czy przytuleni pod kocem będziecie patrzeć na świat we dwoje. Jeśli wychodzicie z założenia, że do tego miejsca i tego momentu sprowadziło Was to najważniejsze -  uczucie, to wszystko jest tak jak w Waszej bajce powinno być, na właściwym miejscu.


Wiem, że bardzo często stres potrafi zdominować te uczucia, że presja otoczenia i internetu (przepraszam w swoim imieniu) potrafi przyćmić podstawy, że czasem ciężko się z tego co modne i popularne uwolnić. I wcale nie trzeba, wystarczy z tylu głowy mieć myśl o tym czym ten ślub jest. I tym się cieszyć, ekscytować, podniecać.

Sceptycy zapytają o to co i mojemu wewnętrznemu sceptohejterowi przyszło do głowy: "A to nie można tej miłości celebrować każdego dnia? Bez poklasku, bez piedestału, tak normalnie. Bez robienia z tego drugich Walentynek.". Ano można. Nawet trzeba. Tylko... dlaczego jeśli się tego chce i potrzebuje, nie podzielić się tym z najbliższymi i nie wykrzyczeć tego całemu światu? Dlaczego nie mieć jeszcze jednego dnia, powtarzanego co roku, o którym myśli się jeszcze cieplej? To przecież nikomu nie odbierze uroku celebrowania miłości każdego, także tego, dnia.

piątek, 17 marca 2017

Galeria Niepoprawnych Panien Młodych: Magdalena

Historia Magdy:

My,  między sobą "Łotr i Łobuz"

Ja - Magdalena – Panna Młoda,
Adam – Pan Młody.
Nasze drogi nie zeszły się do końca… na początku. I dobrze dla nas – spotkaliśmy się kilka lat później, wiedząc, że warto było tak długo czekać… ;-) I tak po 6 latach w kwietniu 2016 Adam oświadczył mi się, gdy byliśmy razem na nartach, a  22.10.2016 wzięliśmy ślub.
Gdy trafiłam na bloga "Niepoprawna Panna Młoda" od razu pomyślałam sobie - jak ja! Trafiłam, szukając nietypowych okryć do sukni ślubnej, tzn. czegoś, co nie byłoby białym/kremowym bolerkiem… ale o tym później ;-)

O CO TYLE KRZYKU Z TYM PLANOWANIEM?
No właśnie. Miejsce wybrane jednogłośnie – całkiem niedaleko, nowa sala weselna od razu mnie oczarowała: drewniane meble, kredensy, wysoki sufit, dużo drewna, belki nad naszymi głowami, lekki rustyk i trochę elegancji, miejsce z klimatem. Dobre jedzenie to drugie kryterium, które restauracja spełniała.
W restauracji na 2016 rok było kilka wolnych terminów, od razu przekonały nas 2 październikowe – odpowiednio nie za wcześnie, ale też nie za późno. Przecież żadne z nas nie chciało czekać dłużej niż rok na TEN DZIEŃ. Idźmy za ciosem.
Terminy w kościele i na sali oraz menu załatwiliśmy w 2 tygodnie po powrocie – czyli najważniejsze, resztę robiliśmy na spokojnie, bez żadnego pośpiechu i z wszystkim zdążyliśmy na czas, rozdzielając zadania :)
Lista gości sięgnęła 110 os., ale w efekcie było nas 88 - wprost w sam raz. Dużo rodziny (bo mamy dużą i wspaniałą), dużo przyjaciół (bo ich mamy i kochamy)!

ZAPROSZENIA
Z tym mieliśmy wiele frajdy. Wymyśliliśmy grafikę, która nawiązuje do nas: Lisek – od mojego nazwiska, rower – od naszego hobby. Grafikę wykonała dla nas znajoma Asia (Panterart), a zaproszenia świadkowa, przyjaciółka  – Agata (Precjoza). Sprawnie i pięknie.

PANNA MŁODA BEZ WELONU
"Ale jak to będziesz bez welonu?" (Adam) – i tutaj mój narzeczony mnie zaskoczył, ale ja go także, już w finale ;)
Suknia – wymyślona przeze mnie (dobór kroju, tkanin i dodatków), zaprojektowana i uszyta u mnie w pracy ;-) – tak, jestem szczęściarą. Miała być lekka, raczej prosta, zwiewna.
Garnitur Adama – niepoprawny, bo musiał być w kratę. Do dziś pamiętamy nasz ubaw, gdy w salonie Vistuli mierzyliśmy tylko kraty, a naprzeciw nas jakiś 6ciu Panów Młodych mierzyło ślubne smokingi i klasyczne garnitury ślubne.

PRZYGOTOWANIA
W babskim gronie: świadkowa, siostra, mama, fryzjerka Ewa i makijażystka Madzia, fotograf Maciek, do tego Prosecco i przekąski oraz atmosfera, którą będziemy długo wspominać. Chciałam żeby Adam zobaczył mnie dopiero w kościele. Poszedł w ten dzień na rower i ubierał się na 20 minut przed ślubem – co dla mnie było niepoprawnie stresujące ;-)

ŚLUB
Miał być kościelny. Na ślubie czułam się niezwykle swobodnie, atmosfera była wzruszająca i nie zabrakło śmiechu i żartów, za co dziękujemy serdecznie naszemu przyjacielowi – księdzu Tomkowi.
Do ołtarza (tak jak moją siostrę) prowadził mnie mój tata. Adam czekał na mnie pod ołtarzem – niesamowite przeżycie. Tren z mojego ślubnego płaszcza niosły 3 najmłodsze członkinie rodziny, obrączki podawał mój 4 letni siostrzeniec. To był najpiękniejszy ślub na jakim byliśmy… No i ten chór, z którym ustaliliśmy repertuar, a na wyjście zagrali naszego ulubionego Johna Legenda "All of me".

DEKORACJE
Wiele wykonaliśmy sami:
JA I MAMA: Rozety z papieru na sufit.
JA: Odnowiona stara drabina – jako plan stołów.
JA I ADAM: Banery z tablicą kredową.
BUTELKI NA KWIATY NA STÓŁ: Zbierane przeze mnie i siostrę.
SUKULENTY: Jako podarunek dla gości i winietka. Zasadzone przeze mnie i Adama, ozdobione (ja i mama).
KWIATY, BUKIET, BUTONIERKI, DEKORACJA BUTELEK i SALI: Magda z Kwiaciarni Cuda Wianki.

WESELE BEZ ZABAW, ALE ZABAWA PRZEDNIA
O ślubie i weselu często rozmawialiśmy. Wiedzieliśmy czego chcemy, a czego nie. Bez zabaw, bez orkiestry/zespołu (za to  ze znajomym Dj-em), bez oficjalnych podziękowań dla rodziców, bez oczepin, ale z rzucaniem bukietu i muchy, wszystko dla zabawy i wspólnego świętowania.

PIERWSZY TANIEC
Musiał być oczywiście trochę niepoprawny. Choreografię ułożył dla nas Mateusz z Mk Studio Tańca. Trochę walca, trochę cza-czy, trochę… czadu ;) Można powiedzieć, że mieliśmy układ spersonalizowany, oczywiście do Johna Legenda ("P.D.A. We just don’t care"), czyli całkiem niepoprawnej piosenki ;-) 

NIEPOPRAWNIE BO:
- bez welonu, z garniturem w kratę ,
- bez orkiestry, bez zabaw weselnych,
- z tortem weselnym w stylu "naked",
- z młodą parą przy stole z przyjaciółmi tj. świadkami,
- z ankietą weselną zamiast księgi gości,
- z chórem i "naszą" piosenką na wyjście z kościoła,
- ze strefą chilloutu z kanapami i leżakami dla zmęczonych.

Moja rada dla Panien Młodych: najważniejsze by na swoim weselu czuć się swobodnie, w tym miejscu, w tej sukni, z tą muzyką. Wtedy będzie naprawdę wyjątkowo. 

Polecam szczególnie:
Zdjęcia: Badcompany
Ciasta/tort weselny: Good Cake
DJ: 
DJ Smyku
Miejsce: Restauracja w Starym Młynie, Zbrosławice (woj. Śląskie)
Wianek, bukiet i bukiety na stolach: Cuda Wianki (niestety już nieistniejąca kwiaciarnia)
Zaproszenia/winietki/menu weselne: Precjoza














Kilka słów od NPM:
Po raz kolejny mam okazję zachwycić się stylizacją Pana Młodego. O wyjątkowo wyglądającą w dniu ślubu kobietę jest... dość ławo, o wyróżniającego się z tłumu mężczyznę już nie. Tym bardziej więc cieszy mnie taki widok. W towarzystwie pięknej Panny Młodej, luzu (jazda na rowerze i "taniec z odrobiną czadu" :D), strefy chillout, apetycznego słodkiego stołu, bliskimi gotowymi do pomocy.
"To był najpiękniejszy ślub na jakim byliśmy…" - dokładnie tak powinna zaczynać lub kończyć się historia każdego ślubu. Z subiektywnym przekonaniem, że żaden inny dzień nie może równać się z naszym. I to, razem z poczuciem, że ciężko o to bez swobody i odrobiny spontaniczności (ślub zorganizowany w pół roku lekkiej spontaniczności wymaga ;)), jest dla mnie myślą przewodnią relacji Magdy i czymś o co warto zadbać organizując swój ślub i wesele. Więc dbajcie :)