piątek, 17 marca 2017

Galeria Niepoprawnych Panien Młodych: Magdalena

Historia Magdy:

My,  między sobą "Łotr i Łobuz"

Ja - Magdalena – Panna Młoda,
Adam – Pan Młody.
Nasze drogi nie zeszły się do końca… na początku. I dobrze dla nas – spotkaliśmy się kilka lat później, wiedząc, że warto było tak długo czekać… ;-) I tak po 6 latach w kwietniu 2016 Adam oświadczył mi się, gdy byliśmy razem na nartach, a  22.10.2016 wzięliśmy ślub.
Gdy trafiłam na bloga "Niepoprawna Panna Młoda" od razu pomyślałam sobie - jak ja! Trafiłam, szukając nietypowych okryć do sukni ślubnej, tzn. czegoś, co nie byłoby białym/kremowym bolerkiem… ale o tym później ;-)

O CO TYLE KRZYKU Z TYM PLANOWANIEM?
No właśnie. Miejsce wybrane jednogłośnie – całkiem niedaleko, nowa sala weselna od razu mnie oczarowała: drewniane meble, kredensy, wysoki sufit, dużo drewna, belki nad naszymi głowami, lekki rustyk i trochę elegancji, miejsce z klimatem. Dobre jedzenie to drugie kryterium, które restauracja spełniała.
W restauracji na 2016 rok było kilka wolnych terminów, od razu przekonały nas 2 październikowe – odpowiednio nie za wcześnie, ale też nie za późno. Przecież żadne z nas nie chciało czekać dłużej niż rok na TEN DZIEŃ. Idźmy za ciosem.
Terminy w kościele i na sali oraz menu załatwiliśmy w 2 tygodnie po powrocie – czyli najważniejsze, resztę robiliśmy na spokojnie, bez żadnego pośpiechu i z wszystkim zdążyliśmy na czas, rozdzielając zadania :)
Lista gości sięgnęła 110 os., ale w efekcie było nas 88 - wprost w sam raz. Dużo rodziny (bo mamy dużą i wspaniałą), dużo przyjaciół (bo ich mamy i kochamy)!

ZAPROSZENIA
Z tym mieliśmy wiele frajdy. Wymyśliliśmy grafikę, która nawiązuje do nas: Lisek – od mojego nazwiska, rower – od naszego hobby. Grafikę wykonała dla nas znajoma Asia (Panterart), a zaproszenia świadkowa, przyjaciółka  – Agata (Precjoza). Sprawnie i pięknie.

PANNA MŁODA BEZ WELONU
"Ale jak to będziesz bez welonu?" (Adam) – i tutaj mój narzeczony mnie zaskoczył, ale ja go także, już w finale ;)
Suknia – wymyślona przeze mnie (dobór kroju, tkanin i dodatków), zaprojektowana i uszyta u mnie w pracy ;-) – tak, jestem szczęściarą. Miała być lekka, raczej prosta, zwiewna.
Garnitur Adama – niepoprawny, bo musiał być w kratę. Do dziś pamiętamy nasz ubaw, gdy w salonie Vistuli mierzyliśmy tylko kraty, a naprzeciw nas jakiś 6ciu Panów Młodych mierzyło ślubne smokingi i klasyczne garnitury ślubne.

PRZYGOTOWANIA
W babskim gronie: świadkowa, siostra, mama, fryzjerka Ewa i makijażystka Madzia, fotograf Maciek, do tego Prosecco i przekąski oraz atmosfera, którą będziemy długo wspominać. Chciałam żeby Adam zobaczył mnie dopiero w kościele. Poszedł w ten dzień na rower i ubierał się na 20 minut przed ślubem – co dla mnie było niepoprawnie stresujące ;-)

ŚLUB
Miał być kościelny. Na ślubie czułam się niezwykle swobodnie, atmosfera była wzruszająca i nie zabrakło śmiechu i żartów, za co dziękujemy serdecznie naszemu przyjacielowi – księdzu Tomkowi.
Do ołtarza (tak jak moją siostrę) prowadził mnie mój tata. Adam czekał na mnie pod ołtarzem – niesamowite przeżycie. Tren z mojego ślubnego płaszcza niosły 3 najmłodsze członkinie rodziny, obrączki podawał mój 4 letni siostrzeniec. To był najpiękniejszy ślub na jakim byliśmy… No i ten chór, z którym ustaliliśmy repertuar, a na wyjście zagrali naszego ulubionego Johna Legenda "All of me".

DEKORACJE
Wiele wykonaliśmy sami:
JA I MAMA: Rozety z papieru na sufit.
JA: Odnowiona stara drabina – jako plan stołów.
JA I ADAM: Banery z tablicą kredową.
BUTELKI NA KWIATY NA STÓŁ: Zbierane przeze mnie i siostrę.
SUKULENTY: Jako podarunek dla gości i winietka. Zasadzone przeze mnie i Adama, ozdobione (ja i mama).
KWIATY, BUKIET, BUTONIERKI, DEKORACJA BUTELEK i SALI: Magda z Kwiaciarni Cuda Wianki.

WESELE BEZ ZABAW, ALE ZABAWA PRZEDNIA
O ślubie i weselu często rozmawialiśmy. Wiedzieliśmy czego chcemy, a czego nie. Bez zabaw, bez orkiestry/zespołu (za to  ze znajomym Dj-em), bez oficjalnych podziękowań dla rodziców, bez oczepin, ale z rzucaniem bukietu i muchy, wszystko dla zabawy i wspólnego świętowania.

PIERWSZY TANIEC
Musiał być oczywiście trochę niepoprawny. Choreografię ułożył dla nas Mateusz z Mk Studio Tańca. Trochę walca, trochę cza-czy, trochę… czadu ;) Można powiedzieć, że mieliśmy układ spersonalizowany, oczywiście do Johna Legenda ("P.D.A. We just don’t care"), czyli całkiem niepoprawnej piosenki ;-) 

NIEPOPRAWNIE BO:
- bez welonu, z garniturem w kratę ,
- bez orkiestry, bez zabaw weselnych,
- z tortem weselnym w stylu "naked",
- z młodą parą przy stole z przyjaciółmi tj. świadkami,
- z ankietą weselną zamiast księgi gości,
- z chórem i "naszą" piosenką na wyjście z kościoła,
- ze strefą chilloutu z kanapami i leżakami dla zmęczonych.

Moja rada dla Panien Młodych: najważniejsze by na swoim weselu czuć się swobodnie, w tym miejscu, w tej sukni, z tą muzyką. Wtedy będzie naprawdę wyjątkowo. 

Polecam szczególnie:
Zdjęcia: Badcompany
Ciasta/tort weselny: Good Cake
DJ: 
DJ Smyku
Miejsce: Restauracja w Starym Młynie, Zbrosławice (woj. Śląskie)
Wianek, bukiet i bukiety na stolach: Cuda Wianki (niestety już nieistniejąca kwiaciarnia)
Zaproszenia/winietki/menu weselne: Precjoza














Kilka słów od NPM:
Po raz kolejny mam okazję zachwycić się stylizacją Pana Młodego. O wyjątkowo wyglądającą w dniu ślubu kobietę jest... dość ławo, o wyróżniającego się z tłumu mężczyznę już nie. Tym bardziej więc cieszy mnie taki widok. W towarzystwie pięknej Panny Młodej, luzu (jazda na rowerze i "taniec z odrobiną czadu" :D), strefy chillout, apetycznego słodkiego stołu, bliskimi gotowymi do pomocy.
"To był najpiękniejszy ślub na jakim byliśmy…" - dokładnie tak powinna zaczynać lub kończyć się historia każdego ślubu. Z subiektywnym przekonaniem, że żaden inny dzień nie może równać się z naszym. I to, razem z poczuciem, że ciężko o to bez swobody i odrobiny spontaniczności (ślub zorganizowany w pół roku lekkiej spontaniczności wymaga ;)), jest dla mnie myślą przewodnią relacji Magdy i czymś o co warto zadbać organizując swój ślub i wesele. Więc dbajcie :)

czwartek, 16 marca 2017

SHARE WEEK 2017: Najlepsze blogi (około) ślubne wg NPM

Po raz trzeci jako NPM biorę udział w akcji SHARE WEEK - twórcy polecają twórców. Trochę dlatego, że lubię mówić ludziom miłe rzeczy (tu je im napiszę) i trochę dlatego, że lubię się wymądrzać, także na temat tego co w sieci warto śledzić.

Zawsze starałam się, aby linki, które tu podrzucam były w większości związane z etapem na którym obecnie jesteście i w związku z którym zaglądacie do mnie. Mam nadzieję, że i tym razem w większości te miejsca do Was trafią.

1. Najlepszy, bo mój ulubiony, blog ślubny.
Lubię czytać (to słowo klucz) blogi ślubne. Podobnie jak w życiu, lubię tych, którzy... mnie inspirują, o których pomyślę "chciałabym umieć tak jak ona", przez lekturę których samej mnie chce się to co robię robić lepiej. W polskiej blogosferze jest tylko jeden taki, dobrze (najlepiej!) i mądrze pisany, blog. Blog, który nie polega na wrzucaniu ładnych zdjęć z internetu (wiem, że to kusi, bo to takie ładne, szybkie, proste), a ma... większą wartość.
I w tym roku nie polecę Wam żadnego innego ślubnego bloga, bo... w moim prywatnym rankingu to blog, który nie ma i prawdopodobnie jeszcze długo nie będzie miał konkurencji.
Maja i Madame Allure

2. Branża ślubna też pisze!
I robi to bardzo dobrze. Co tam zdjęcia, co tam filmy, co tam muzyka, co tam piękne kwiatowe dekoracje... Ja do poczucia tego co widzę potrzebuje literek. Mam w swojej głowie pomysły na dwie firmy, które zasługują na wyróżnienie w tej kategorii, ale... jedna zdecydowanie za mało w ostatnim roku pisała ;) Więc zostają ci, którzy publikują "wystarczająco dużo" zdjęć, tworzą piękne wstępy do pięknych historii, potrafią doradzić i piszą tak, że chce mi się ich prace nie tylko oglądać, ale i czytać, z przyjemnością.
Karolina, Michał i Bajkowe Śluby (i tak, wiem, że przesadzam, bo oni tu już wyskakują z lodówki)

3. Podróże (poślubne).
Ja wiem, że śluby, wesela, suknie... Czasem jednak myślę sobie, że w życiu nie wytrzymałabym z tą tematyką tyle czasu, gdyby nie fakt, że w mojej głowie wszystko pięknie połączyło się z podróżami. Dla mnie nie ma ślubu bez podróży. Przed ślubem, w trakcie, pierwszej i każdej kolejnej po ;)
Ten punkt będzie uzupełnieniem zeszłorocznej list, bo jednego wyjątkowego bloga (m.in.) o podróżach tam nie wymieniłam. Bloga z pięknymi zdjęciami (czasem sobie myślę, że gdybym miała się uczyć robienia zdjęć - to od niej) i okazjonalnymi ślubnymi inspiracjami (jak choćby miejsca na wesele, weekendy panieńskie, wszystkie okazje do podróż). 
Kasia i Travelicious

Gratis. Bliskie sercu :)
Muszę się Wam przyznać, że najbardziej czekałam na tegoroczny ranking ze względu na Dagmarę i możliwość wymienienia tu jej wirtualnego dziecka - Nasze ślubne opowieści :)

Najlepsze teksty
Niespodzianka: wśród tekstów o związkach (tak się złożyło) nie ma żadnego tekstu napisanego przez blogerów ślubnych. Ale jest i tak lepiej niż rok temu, gdy zapomniałam o jednym tekście (teraz nadrabiam) i takiej listy nie stworzyłam wcale.
1. Ona. Dziewczyna. Kobieta. To moje nadrobienie zaległości, bo tekst jest z... 2015 roku. Nadal to jeden z najpiękniejszych tekstów mężczyzny o kobiecie jaki czytałam.
2. I ŚLUBUJĘ CI, ŻE BĘDZIEMY ŚMIAĆ SIĘ AŻ DO ŚMIERCI, CZYLI 10 RZECZY KTÓRE SPRAWIAJĄ, ŻE CIĄGLE ZA NIM TĘSKNIĘ, KIEDY WYJEŻDŻA. A to świeżynka, tekst z tegorocznych Walentynek ;) Cu-do-wny (i jak pewnie pamiętacie już Wam go polecałam... gdzie się tylko dało ;)). Nawiasem mówiąc: dzieci Sary to moje ulubione dzieci w internecie :D
3. Krótkie nóżki - ykhm... całość. Gdyby Michalina pisała tylko o ślubach, to Maja miałaby konkurencję ;)

Pamiętajcie, że rok i dwa lata temu też pisałam o polecanych w sieci miejscach i zdecydowanie więcej było tam typowo ślubnych blogów. Zainteresowanych zapraszam tu (2015) i tu (2016). Warto tam zajrzeć, bo wszystko co tam znajdziecie nadal uważam za aktualne.

Teraz Wy zdradźcie mi co i kogo lubicie czytać w sieci, tak najbardziej.

piątek, 10 marca 2017

3 miesiące do ślubu, czyli niech ktoś zatrzyma świat, my wysiadamy! [Jagoda]

W naszym życiu dzieje się dużo i szybko, nawet nie wiadomo kiedy z poniedziałku robi się niedziela i znowu kolejny tydzień. Tak bardzo chciałam świętować studniówkę do ślubu, a i tak ją przegapiliśmy! Jesteśmy już zmęczeni, nie tylko ślubem, ale też pracą, różnymi zobowiązaniami rodzinno-towarzyskimi, chórem, próbami zespołu PM… Nie mamy dla siebie czasu, często się mijamy, do tego przesilenie wiosenne i wychodzi mieszanka skutkująca tęsknotą i frustracją. Dlatego postanowiliśmy rzucić wszystko i za tydzień jedziemy na Mazury. 

Może nie będzie to jakaś wielka wyprawa, na pewno nie odpoczniemy na tyle, ile chcemy, ale myślę, że przyda nam się chociaż taki trzydniowy wypad na podróż przedślubną ;) Robimy coś, czego żadne z nas przedtem nie próbowało, czyli zarezerwowaliśmy hotel ze spa i zamierzamy chillować w basenie, spacerować i zafundować sobie jakiś masaż. Relaks pełną gębą. Od dwóch tygodni żyję tylko myślą o tym, że zrobimy sobie wolne od całego świata i dzięki temu jakoś sobie radzę z natłokiem obowiązków.

Jeśli już jesteśmy w temacie podróżniczym, to zaplanowaliśmy też miesiąc miodowy (a w zasadzie dwa tygodnie). Zaplanowaliśmy to może za dużo powiedziane, bo po prostu podjęliśmy decyzję, że spakujemy namiot, śpiwory i ruszamy gdzieś w południowym kierunku (na północ to raczej wpław i zimno, bo mieszkamy w Gdańsku) – pewnie skończy się na górach, Tatrach lub Bieszczadach, ewentualnie z noclegiem w jakimś ciekawym miejscu po drodze. A na sam koniec wyjazdu wylądujemy na woodstocku :) Nie mamy teraz głowy do planowania wyprawy, która zasługiwałaby na miano podróży życia, więc postanowiliśmy odłożyć ją na sezon zimowy, czyli pół roku po ślubie. Aktualnie na tapecie jest Tajlandia, przyszła teściowa odwiedzała ją z plecakiem już cztery razy, chętnie dzieli się doświadczeniami i dobrymi radami, więc chyba zdecydujemy się na ten kierunek. Uwielbiam wyjeżdżać z moim PM, zostawiać wszystko w tyle i mieć siebie na wyłączność. Palić ogniska na plaży, pić piwo w namiocie w czasie burzy i przede wszystkim odciąć się od internetu, filmów, gier, od wszystkiego, czym czasem niepotrzebnie zaśmiecamy sobie wspólny wolny czas. W takich podróżach na sto procent jesteśmy obecni dla siebie i te chwile dla mnie stanowią najcenniejsze chwile i wspomnienia na całe życie :)

Wracając na ziemię – cały czas coś tam klecimy w sprawie przygotowań weselnych. PM zrobił rozpoznanie terenu wśród hurtowni alkoholu, ja z kolei wśród kwiaciarni, które mogłyby podjąć się ustrojenia sali weselnej. W zeszłym tygodniu zamówiliśmy też obrączki! W końcu wybraliśmy najzwyklejszy, klasyczny i prosty wzór z żółtego złota z soczewką wewnątrz, żeby łatwiej było je zdejmować. Niestety w pracy będę to musiała robić bardzo często. Muszę przyznać, że to ja byłam mężczyzną u jubilera, bo praktycznie od razu wskazałam na to, co mi się podoba, natomiast PM zaświeciły się oczy na widok białego złota, różnych kombinacji białego z żółtym i różnorodności kształtów, przymierzał, wybrzydzał, dopytywał... Ale jak to bywa w kwestii biżuterii, to w końcu kobiece zdanie zostało przeforsowane. Jubiler, na początku grzeczny i profesjonalny, tak się przy nas wyluzował i uśmiał, że nieświadomie przeszedł z nami na "ty" ;)

Trudne wyzwanie tego miesiąca to tort. Moim niekwestionowanym faworytem był naked cake, G. chciał po prostu, żeby był i żeby był w miarę smaczny ;) Pierwsza cukiernia, do której zadzwoniłam policzyła sobie za naked tyle, co za "ekstradekoracyjny", czyli dodatkowe 300 zł. Przyznam, że łączna cena zwaliła mnie z nóg i moim pierwszym odruchem było - "rezygnujemy z tortu, jego i tak nikt nie pamięta, w sumie to pewnie podczas wesela ludzie by nie zauważyli, że zabrakło tortu". Ale z pomocą przyszła jedna z facebookowych grup, na której polecono mi prywatną pracownię tortów artystycznych – tam pani, której portfolio oglądaliśmy z wybałuszonymi oczami cały wieczór, oszacowała koszt naked cake dwukrotnie niższy, niż w pierwszej cukierni. Czyli wszystko toczy się po dobrych torach!

Rozdaliśmy już ostatnie zaproszenia z podstawowej puli. Póki co prawie wszyscy zarzekają się, że będą, ale czekamy do kwietnia na ostateczne RSVP i wtedy ewentualnie doprosimy osoby, które bardzo byśmy chcieli, aby towarzyszyły nam w tym dniu, ale niestety ze względów logistycznych zabrakło miejsca dla nich. Niesamowite w organizacji wesela jest to, że zdajesz sobie sprawę, ile w twoim życiu jest ważnych i bliskich osób. Wyszło nam naprawdę więcej niż myśleliśmy :)

I uwaga! Coś co spędzało mi sen z oczu, czyli makijaż i fryzura. Ogarnęłam już drugą próbną fryzurę i pierwszy makijaż. Do perfekcji z katalogów ślubnych albo zdjęć najlepszych reportaży, które oglądałam w internecie, to jeszcze sporo brakuje, ale wiecie co? Już nie chcę być perfekcyjna. Od makijażu oczekuję tylko, żeby ktoś pomalował mi w miarę powieki (sama zazwyczaj używam jednego koloru, bo kiedy próbuję smoky eyes, wychodzi mi śliwa a’la przemoc domowa), do tego żeby dokleił rzęsy i aby to się trzymało kupy chociaż do północy. A fryzura już niech będzie jakakolwiek, byle bez rokokoko, jak przy poprzednim razie. Prosty warkocz i tyle. Niech się nawet rozwali przy tańcach, z wiankiem będzie wrażenie słowiańskiej dziewoi ;)

Ostatnio, po pewnym okresie fascynacji organizacją wesela (pewnie związaną w byciem zapisaną do facebookowych grup ślubnych), wróciłam do punktu, kiedy… Przestało mi się chcieć perfekcyjnej imprezy. Znajomi mówią, że są strasznie ciekawi naszego wesela, bo na pewno będzie wyjątkowe. Zaczęłam drążyć temat – co to znaczy? Otóż wcale nie chodzi o to, że będzie jak z okładki. Raczej wspominają coś o tym, że znając nas, będzie bez wzruszających uniesień, bez pompy i nadęcia, ale raczej dużo… Śmiechu, szaleństwa i głupot. No i super, takich oczekiwań chcę od gości! Chcę wziąć ślub z ukochanym (tutaj moim jedynym oczekiwaniem jest nie wywalić się po drodze do ołtarza, poza tym jestem otwarta na wszelkiego rodzaju głupoty i wpadki), potem zajechać naszym żółtym fiatem na hot-doga na stację benzynową (To jest nasze marzenie od początku planowania wesela. Ewentualnie do tego jeszcze ja tankująca benzynę w sukni ślubnej… Widzicie w głowie te miny obsługi?), a na końcu dobrze się bawić z najbliższymi. Zamierzam wytańczyć się z PM za wszystkie czasy, pojeść, popić, powzruszać i wyśmiać do utraty tchu. I tyle. Płacę, to wymagam ;)

A perfekcyjne śluby i reportaże z nich pooglądam na ekranie komputera – w domu, w piżamie i kapciach, popijając piwo!

wtorek, 28 lutego 2017

Bridelle Style. Inspirujące pomysły na ślub - recenzja i konkurs

Siadałam do lektury "Bridelle Style. Inspirujące pomysły na ślub" tradycyjnie... z lekkim niepokojem. Nie mam zwyczaju czytania książek po raz drugi, bywam mistrzem porównań (a tego chciałam uniknąć) i zastanawiało mnie czy lekko zmienioną książkę po 1,5 roku uznam za wciąż aktualną. Mam wrażenie, że w Polsce śluby "zatrzymały" się na rustykalnej modzie, choć branża ślubna robi stale duże kroki do przodu. Może odświeżona "Bridelle Styl" to znów krok w dobrą stronę... W stronę czegoś więcej.

"Bridelle Style" to książka, która ma przedstawić czytelnikowi, wkraczającemu w świat ślubów i wesel, różne style ślubne. Nie zrobi z niego eksperta, bo nie ma takiej konieczności, ale pokarze mu możliwe wybory, praktyczne, proste i czasem tanie rozwiązania, przekona do tego, że w Polsce też można znaleźć ludzi, którzy w spełnieniu tego marzenia Parom Młodym pomogą.
A co poza tym?

Inspiracje
Czerpcie inspiracje ze wszystkiego co Was otacza – dla mnie to, ukryta, myśl przewodnia książki. Niemal w każdym rozdziale natykamy się na informacje jak w prosty sposób stworzyć dekoracje, gdzie szukać elementów które do niej wykorzystamy (np. na giełdzie rolniczej, na skupie złomu, proste, prawda?). Kolejne kartki i przedstawione style pozwalają oglądać, analizować, wybierać.
Off-top. Jakie macie skojarzenia z hasłami "Kalifornia, fortepian, lata 70.", takie... lekko wykraczające poza te ramy? W "Bridelle Style" to akurat inspiracje do Whimsical. U mnie - "La La Land"! To świetny pomysł na motyw przewodni wesela czy sesje narzeczeńską (taka już nawet była - do zobaczenia jest tu).

Estetyka
Jeśli pisze się o dobrym przykładzie, to trzeba go dawać. Książka, podobnie jak jej pierwsza edycja, jest świetnie wydana. Ma piękne zdjęcia (to album który mówi zdjęciami!), zawodowo dopracowane wszystkie elementy sesji zdjęciowych, świetne zestawienia kolorystyczne, dobrą oprawę graficzną. Poza znanymi sesjami zawiera dodatkowo sesję Tiffany łączącą jeden z najmodniejszych kolorów ślubnych z bielą i czernią. To coś za czym niektórzy tęsknili.
Ku mojej wewnętrznej radości nawet reklam jest wyjątkowo mało, a ja się nie zmieniam - nadal u mnie króluje kolor i "Gypsy" :)

Wiedza
O praktycznym wykorzystaniu DIY (jeśli się nie mylę, to jest więcej DIYowych wskazówek niż w poprzedniej edycji), o wartych uwagi usługodawcach w branży (śmiało można ściągać pomysł na usługodawców z listy firm biorących udział w sesjach - sami świetni), o tanich sposobach na dekoracje, o kwiatach, ziołach i wielu innych. To wiedza, którą dostajemy... w gratisie. Bo "Bridelle Style" to nie poradnik, to nie sucha książka o stylach, to książka o pomysłach na ich realizację pozwalająca w każdym z nich zobaczyć, lub nie, siebie.

Normalność
Nie pomyślałabym, że to tu odkryje. Za drugim razem ;) Normalność, która dla mnie kryje się w naturalności i zdrowym podejściu do tematu. Tu niesamowicie spodobało mi się to, że nie zawsze modelki mają umalowane paznokcie u stop. I super, bo jak idziemy w stronę jakiegoś stylu, to fajnie robić to spójnie (lub miksować z głową ;)).
Jedyne czego mi zabrakło i co odkryłam teraz to... więcej Pana Młodego i może choć jednej typowo męskiej sesji ;)

W skrócie. Książka idealna dla każdego kto kocha piękno.

Moją poprzednią recenzję znajdziecie tu. A w Empiku możecie książkę kupić :)

Na koniec najlepsze. KONKURS :) 

Co możecie wygrać? 

Egzemplarz książki "Bridelle Style. Inspirujące pomysły na ślub".

Zadanie konkursowe:
Uruchom wyobraźnie :) Jest rok 2047, to wyjątkowy rok dla Twojej rodziny, ponieważ Twoja córka wychodzi za mąż. Jest szczęśliwa, podekscytowana tym co się dzieje, a Ty stoisz u jej boku. Cieszyć się razem z nią, obserwujesz wszystko, wspominasz swój dzień ślubu i... widzisz różnicę. Będzie inaczej, bo... Co widzisz? Jak, wg Ciebie, będą wyglądały jej ślub i jej wesele?

Kilka zasad i informacji:
1. Konkurs trwa od 28.02.2017 do 7.03.2017. 
2. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone do 12.03.2017 na fanpage'u i blogu NPM pod wpisem konkursowym.
3. Każdy uczestnik może zamieścić tylko jedną odpowiedź. Powinien to zrobić w komentarzu pod wpisem konkursowym na blogu Niepoprawna Panna Młoda i podpisać się w nim imieniem i adresem e-mail.
4. Fundatorem nagrody jest Bridelle.
5. Nagroda nie podlega wymianie na ekwiwalent pieniężny. Jej wysyłka możliwa jest tylko na terytorium Polski.

Wyniki:
Książka "Bridelle Style. Inspirujące pomysły na ślub" wędruje do Klaudii (k.ziatek15). Gratuluję :)

poniedziałek, 27 lutego 2017

Czy Panna Młoda nie je na weselu?

Spersonalizowany talerz? I to jak!
Będąc jeszcze przed swoim ślubem usłyszałam, że podczas wesela Pary Młode, a zwłaszcza ich żeńskie połówki, nie jedzą. Pomyślałam: "Jakim cudem, przecież to odbiera 50% radości z imprezy?". Śmieszyło mnie to, dziwiło, ale stale uważałam to za jedną wielką bzdurę, którą powtarza internet. Z czasem miałam okazję sprawdzić to na sobie - ja jadłam, wg mnie dużo, choć zapewne na miarę możliwości i pojemności żołądka. Czy to ja byłam inna? To też, metodą facebookowej ankiety, pozwoliłam sobie sprawdzić. I wyniki mnie zszokowały – prawie ¾ Panien Młodych z wesela wychodzi nienajedzonych, a ponad 40% jest godne. To nie jest już śmieszne, to… nienormalne?

Zacznijmy więc pod podstaw :D


Dlaczego warto jeść?
1. To Wasze wesele, jako Para Młoda macie być na nim najważniejszym gościem, macie świętować, bawić się, jeść i pić. Spędzać czas tak jak lubicie.
2. Potrzeby fizjologiczne to najbardziej podstawowe potrzeby w hierarchii. Trzeba je zaspakajać. Nie wyobrażam sobie bez tego dobrze spędzonego dnia (nawiasem mówiąc - bez jedzenia, bez toalety? to tortury? ;)).
3. Jesteście także gospodarzami wydarzenia, możecie dowolnie ułożyć menu, modyfikować je i jeść dokładnie to co lubicie najbardziej. Organizujecie słodkie czy tematyczne stoły z Waszymi ulubionymi przysmakami, stajecie na głowie (bo jedzenie to podstawa polskiego wesela), aby wszystkim i Wam smakowało. Dlaczego z tego nie korzystać?
4. Zapłaciłyście za to. Prawdopodobnie (bardzo) dużo.
5. Pijecie alkohol? Jedzcie dla dobra żołądka, głowy i Waszego dnia jutrzejszego.

Brakuje Wam na to czasu?
1. "Bo tyle się dzieje."
Panna Młoda musi być wszędzie. Dopilnować podania tortu, poprawić ustawienie księgi gości, coś jeszcze ustalić z DJem, zerknąć na to co dzieje się w kuchni, pobiec po prezenty dla rodziców…
Pary Młode często mówią, że nie potrzebują konsultantów ślubnych do koordynacji wesela, bo poradzą sobie same, z pomocą rodziny. A w praktyce nie zaspakajają swoich podstawowym potrzeb, bo im brakuje czasu...
2. "Bo trzeba z gośćmi tańczyć, rozmawiać, zrobić sobie zdjęcie, przyjmować życzenia, dziękować za przybycie, żegnać…"
Rozumiem, że to może zajmować czas, ale… wesele to kilka długich godzin. Nie robicie (i nie musicie robić) tego non stop, a część z tych rzeczy da się robić jedząc ("Wujku, byłeś już przy słodkim stole? Ja nie, chodźmy na ciacho!").
3. "Bo nawet w przerwach ciągle podchodzą goście."
Po pierwsze: nie rozumiem braku wyczucia ze strony gości. Podchodzą do Pary Młodej w momencie w którym kelnerzy podają im ciepły posiłek i zaczynają z nimi rozmowę? Mam problemy z wyobrażeniem sobie tego ;) Po drugie: jeśli nawet tak jest, to… przecież możecie grzecznie gościom odmówić i powiedzieć, że po skończonym posiłku do nich podejdziecie. Po trzecie: jeśli wszyscy goście się na Was rzucają, bo chcą już opuścić imprezę, to pożegnajcie ich i potem usiądźcie do posiłku. Proste. I do zrobienia.
Chcecie usłyszeć coś zabawnego? Znam jedną Pannę Młodą, która jadła batona w ukryciu w toalecie i drugą, którą dokarmiali w kuchni kucharze. A wystarczyło powiedzieć gościom, że w tym momencie umierają z głodu i potrzebują ekspresowo zjeść obiad.
4. "To nie brak czasu. To z nerwów."
Przez całe wesele? No dobra, wierzę ;) Pamiętajcie jednak, że cokolwiek warto zjeść, choćby po to, aby przypadkiem nie zemdleć.

Proszę, bawcie się, korzystajcie ze wszystkiego co przygotowujecie przez długie miesiące i najedzcie się na swoim weselu. Smacznego.