czwartek, 29 września 2016

Dlaczego warto zaangażować narzeczonego w przygotowania do ślubu?

Our Love Is Loud / greenweddingshoes
O tym, że jak zaangażować narzeczonego w przygotowania do ślubu napisze Wam większość portali i blogów. O tym, że większość dziewczyn tego oczekuje wywnioskujecie na forach i grupach. O tym, że nie zawsze kończy się to tak jak narzeczona sobie wymarzyła, nawet ja kiedyś pisałam (o tu). Wychodzę więc z założenia, że Ty chcesz (pomimo wszystko ;)), ja to popieram i części mającej wątpliwości udowodnię, że, mimo wszystko, WARTO :)

Dlaczego warto zaangażować narzeczonego w przygotowania do ślubu i wesela?

1) Bo to też jego ślub!
Proste i oczywiste. Bez niego ten ślub się nie odbędzie, bez niego to wesele będzie wybrakowane. Dlaczego więc, na pierwszym etapie Waszego wspólnego życia jako narzeczeństwo/małżeństwo, jego ma nie być?
Jeśli ten dzień jest Wasz, to powinien zaspokoić potrzebu obu stron.
Ktoś mądry zapytał mnie czy brak narzeczonego na etapie przygotowań to nie jest, w niektórych przypadkach, początek złej relacji i brak odpowiedniego podziału ról? Jeśli tak uważasz, to jest. Bo jeśli on nie będzie z Tobą w tym momencie, to dlaczego potem ma z Tobą sprzątać, urządzać mieszkanie i zajmować się dzieckiem. Przecież, we wszystkim, Ty jako kobieta będziesz lepsza ;)
Wiem, to duże uogólnienie, ale... coś prawdziwego w tym jest.

2) Sprawdzenie się w sytuacjach organizowania
To prawdopodobnie pierwsza okazja do sprawdzenia się przy wspólnym organizowaniu, ale z pewnością nie będzie ostatnią. Przed Wami parapetówki, chrzciny, imieniny, święta i cała masa innych wydarzeń wymagających współpracy, chodzenia na kompromisy, negocjowania, radzenia sobie ze stresem i działania pod presją. Warto wiedzieć czego po drugiej osobie możesz się spodziewać i co zrobić, aby działało się Wam lepiej :)

3) Nauka współpracy
Punkt trzeci wynika z punktu drugiego. Wspólne działanie uczy. Uczy o Tobie, o drugiej osobie i o tym co jest miedzy Wami. Uczy komunikatywności, odpowiedzialności, wzajemnej pomocy, dzielenia się, zespołowego wykonywania zadań, nie wchodzenia w swoje kompetencje, ustępowania, osiągania wspólnych celów i wspólnego rozwiązywania problemów (teraz banalnych, potem... być może większych). To coś co wykorzystacie nie tylko przy organizacji, ale i w codziennym życiu, choćby w postępowaniu z dzieckiem.
Wiecie jak współpracę definiuje choćby Wikipedia? Jako "zdolność tworzenia więzi". Więc... no jasne, że WARTO :)

4) Poznanie swoich granic i preferencji
Oczywistym jest, że nie każdy we wszystkim będzie ekspertem, że są zadania, które komuś można odpuścić, bo ich nie cierpi, a Ty radzisz sobie z nimi dużo lepiej. Wszystko jest kwestią wyczucia i/lub rozmowy, zaangażowania się w to co Wam odpowiada, sprawiedliwego w odczuciu obojga podziału zadań, doceniania umiejętności drugiej osoby, pomocy w sytuacjach, gdy ona sobie nie radzi i podejmowania wspólnych decyzji.

5) Zaangażowanie w... Was
Razem możecie więcej/lepiej :)
Jedno z najfaniejszych zdań jakie przeczytłam o  wspólnych przygotowaniach brzmiało: 

"Tak naprawdę to dzięki temu te przygotowania były takie super, bo zbliżyły nas do siebie we wspólnym projekcie, w końcu to nasz dzień, a nie tylko mój.". Bo tak to działa, gdy działa dobrze :)

środa, 28 września 2016

Wedding Show, czyli wszystko czego możecie oczekiwać od targów ślubnych ;)

W ubiegłym sezonie jesienno-zimowym starałam się odwiedzić znaczną liczbę targów ślubnych organizowanych w Polsce. Po co? Nie po to, aby znaleźć najlepsze (bo o zawsze subiektywna ocena), ale po to, aby wiedzieć które komu warto polecić. Więc... komu i dlaczego poleciłabym tegoroczną edycję Wedding Show?


W skrócie: Co znajdziecie na Wedding Show?

Liczne warsztaty, panele eksperckie
Wedding Show nie należą do klasycznych targów ślubnych. Wg mnie to najlepsze edukacyjne targi w Polsce. Jeśli poza szukaniem inspiracji, rozmowami z wystawcami i oglądaniem pokazów sukien ślubnych macie ochotę na dużą dawkę praktycznej wiedzy do wykorzystania podczas własnego ślubu, to z pewnością znajdziecie ją na warsztatach i panelach eksperckich.

W moim odczuciu wiedza to najcenniejsze co z jakichkolwiek targów możecie wynieść. I bardzo gorąco polecam Wam zapisywanie się na warsztaty… mniej typowe, bo mnie w ubiegłym roku najbardziej oczarowało nowe spojrzenia na coś na co nie patrzyłam :) 
Pełen harmonogram warsztatów pojawi się na stronie Wedding Show już niedługo, a zapisy na nie wystartują 3 października (przypomnę Wam o tym na fb).

Inscenizacja ślubu plenerowego (w sobotę) oraz show dekoratorskie na żywo (w niedzielę)
Ślub plenerowy to… bardzo "myląca" nazwa. W marzeniach Panien Młodych dotyczyła wyjścia poza mury USC i ceremonię pod gołym niebem. A przecież ślub plenerowy nie musi ograniczać się do plaży, łąki i lasów. Może odbyć się we wnętrzach, które w niektórych przypadkach są bolesnym planem B. Mam wrażenie, że inscenizacja przygotowana przez Rock&Flowers pozwoli niektórym przychylniej spojrzeć na możliwości jakie niesie ze sobą plan B i ślub w czterech ścianach :)
Jeśli jesteście ciekawi jak wygląda taka inscenizacja, to odsyłam do mojej relacji sprzed roku (link na końcu wpisu).

Pokazy mody ślubnej
Pokazy kolekcji ślubnej Paprocki&Brzozowski, Juliette Atelier, Laurelle i mody męskiej.

Wystawcy
Starannie wyselekcjonowane grono wystawców w kategoriach: suknie ślubne, moda męska, fotografia, biżuteria, dekoracje, florystyka i wiele innych. Nie znam jeszcze dokładnej listy wystawców, ale opierając się na zeszłorocznych doświadczeniach myślę, że będzie to ciekawa alternatywa dla alternatywnych targów ślubnych ;)

Konkursy
W ramach Wedding Show odbędą się dwa konkursy. W pierwszym nagrodą jest (o jak ja zazdroszczę zwycięzcy!) lot dla dwóch osób do Dubaju, w drugim ślubna metamorfoza (od stylizacji przez make-up po fryzurę).

Certyfikacja branży ślubnej
Brzmi tajemniczo? Dla mnie trochę ;) Więc zacytuję organizatorów:
"Po zakończeniu pierwszego dnia targów, o godzinie 19:30, odbędzie się uroczysta gala, podczas której zostaną rozdane certyfikaty w dziesięciu wiodących kategoriach. Będzie to pierwszy raz w historii tej branży, gdzie usługodawcy zostaną nagrodzeni prestiżowym mianem partnera honorowego Polskiego Stowarzyszenia Konsultantów Ślubnych oraz WeddingShow. Gala będzie eleganckim wydarzeniem, na które zostaną zaproszone najważniejsze osobistości branży. Po uroczystości odbędzie się przyjęcie integracyjne, które potrwa do godz. 1:30."

Informacje praktyczne:
Data: 22-23 października 2016
Miejsce: Hotel Mariott, Warszawa
Godziny otwarcia: 10.00 – 18.00
Wstęp na targi: 20 zł za jeden dzień, 28zł za dwa dni
Organizatorzy: Agnieszka Hyży oraz Rock&Flowers


Zainteresowani? Planujecie wybrać się na Wedding Show do Hotelu Mariott?


Moją relacje z ubiegłorocznej edycji możecie przeczytać tu.

środa, 21 września 2016

"Najpiękniej bowiem jest, kiedy ..." - chodźcie zachwycić sie ze mną :)

Nawet nie macie pojęcia jak ja lubię, gdy na zdjęciach dużo się dzieje. Gdy widzę szalone emocje, zachwycające miejsce (najlepiej z całego świata, po co się rozdrabniać ;)), zjawiskowe stylizacje. A na zdjęciach, które zaraz zobaczycie dzieje się niewiele. Bo nie musi. Wystarczy, że jest magicznie. 

No dobrze, obowiązkowo muszę przyznać, że w tej sesji do stylizacji nie można się przyczepić, a nawet więcej: to chyba pierwsza sesja ślubna w której nie mogę się zdecydować czy Panna Młoda czy Pan Młody podoba mi się bardziej. Oboje są zachwycający! Do tego piękne krajobrazy, cudowne słońce, uśmiechy i… miłość!

Kojarzycie autorkę zdjęć? A czytacie blogi? Moje pierwsze skojarzenie z Anitą to… blogerka, drugie: fotografka, nie tylko ślubna, blogerek. Dopiero, gdy zaczęłam pisać o ślubach, odkryłam kolejne swoje skojarzenie. Gdy ktoś pyta mnie o najlepszego fotografa w dolnośląskim, to moja odpowiedź jest tylko jedna. Anita :)

Zdjęcia: Anita Suchocka Photography 
Sukienka: Karolina Twardowska Atelier (no bo kto ma w Polsce piękniejsze sukienki?)
Wianek: Mchy i Paprocie (no bo… jak koniecznie z Wrocławia, to nie da się lepiej)
Na zdjęciach: Zuza i Olek :)














































Nie dam rady tego nie dopisać. Od pierwszego obejrzenia tych zdjęć, jak nieznośnie uporczywie powtarzają się w głowie piosenka, tkwią mi w głowie słowa z wiersza L. Staffa:

"Najpiękniej bowiem jest, kiedy
Piękna nie czuje się zgoła
I tylko jest się, po prostu
Tak, jak jest wszystko dokoła."

poniedziałek, 19 września 2016

Jak przygotować się do pierwszej wizyty w salonie sukien ślubnych?

Carina Romano Photography
Wybór sukni dla sporej części Panien Młodych jest najważniejszym i najbardziej emocjonującym wyborem, ustępując miejsca w tej hierarchii jedynie powiedzeniu swojemu mężczyźnie pierwszego, rozkręcającego całą machinę, "tak". Dla pozostałej części wybór ten jest... neutralnym, oczywistym obowiązkiem (w końcu w coś trzeba się ubrać). Niezależnie od tego, którą grupę Panien Młodych reprezentujecie, jest duże prawdopodobieństwo, że na drodze swoich poszukiwań traficie do salonu z sukniami ślubnymi. Boicie się tej wizyty? Zastawiacie się jak to jest? Postaram się Wam pomóc w przygotowaniu do niej (i uwierzcie, będę bardzo starała się Was nie przestraszyć) :)

Jak przygotować się do pierwszej wizyty w salonie sukien ślubnych?

1) Sprawdzenie oferty salonu ( i więcej)
Zapoznajcie się ze stroną internetową, stroną na facebooku, instagramem i innymi miejscami w sieci w którym możecie znaleźć dany salon. Obejrzyjcie na zdjęciach suknie ślubne, oceńcie czy oferta salonu Wam odpowiada, spiszcie na kartce nazwy tych, które najbardziej Wam się podobają. Jeśli nie macie pewności czy zakres cenowy sukien mieści się w Waszym budżecie i czy salon oferuje
niestandardowe rozmiary, napiszcie/zadzwońcie do salonu.
Możecie również przejrzeć zawartość swojej szafy (zobaczcie w jakich fasonach, dekoltach chodzicie na co dzień i czujecie się najlepiej), zapoznać się z typami sylwetek i najpopularniejszymi fasonami sukien, zastanowić się czego nie lubicie w sobie, co chciałybyście ukryć, a co pokazać. Jakie podobają się Wam materiały, jakie kolory, co sądzicie o koronkach, prześwitach itd.

2) Umówienie na wizytę
Są salony do których możecie wejść z ulicy i przymierzać suknie. Myślę, że jednak w wiekszosci obowiązują zapisy. Jest to komfortowe zarówno dla pań pracujących w nich, jak i przyszłej Panny Młodej - każdy ma czas na przygotowanie się do takiej wizyty i poświecenie się sobie w pełni.
Na sobotnie wizyty w najpopularniejszych salonach czasem trzeba czekać 2-3 tygodnie. Wizyta w salonie będzie trwała od 45 do 60 minut. Ile wizyt w ciągu dnia jesteście w stanie przetrwać i coś z nich wynieść? Wg mnie maksymalnie 3-4. W zależności od salonu najlepiej pierwszą wizytę zaplanować na 6-9 miesięcy przed ślubem (czasem wystarczą 3 miesiące, czasem na koronki, wg salonów, czeka się nawet pół roku).

3) Osoby towarzyszące
Zastanówcie się z kim na taka wizytę chciałybyście się udać. Z mamą, siostrą, przyjaciółkami? Ile osób chciałybyście zabrać? Czy nadmiar doradców będzie Wam służył? Osobiście radzę Wam zabrać jedną, maksymalnie trzy osoby. To liczba, która nie da Wam nadmiaru opinii i jednocześnie zmieści się w większości salonów. A może jest ktoś, kogo kategorycznie nie chcecie zabierać, bo ma zupełnie różny gust od Waszego i boicie się presji ze strony tej osoby? W takim przypadku warto zabrać ją nie na pierwszą zapoznawczą, ale na jedną z końcowych (już po decyzji lub bezpośrednio przed nią) wizyt w salonie. Jeśli nie lubicie w takich momentach mieć doradców i czujecie się pewnie same ze swoim gustem, możecie pójść same.
O tym jak wyglądają wizyty w salonie sukien ślubnych z niewłaściwie dobranymi doradcami możecie przeczytać w tekście Horror z salonu sukien ślubnych. 

4) Oswojenie z wizytą
Co złego może czekać Was w salonie sukien ślubnych? Trochę o tym przeczytacie w tekście Lista zażaleń do salonów sukni ślubnych. Więcej złego... nie przewiduję ;) Jest nawet duża szansa na to, że to będzie całkiem miła wizyta :D 
Zadbajcie tylko o dobry humor i sporo wolnego czasu :)

5) Strój i makijaż
Jak ubrać się na wizytę w salonie? Wygodnie i tak, abyście nie czuły się jak Kopciuszek :) Nie musicie na pierwszą wizytę zabierać ze sobą właściwej bielizny (warto jednak mieć bieliznę w kolorze nude i stanik z odpinanymi ramiączkami) i właściwych butów (polecam jednak zabrać buty o wysokości zbliżonej do tych jakie planujecie mieć na sobie w dniu ślubu). Jeśli właściwe już macie wybrane i zakupione, to je zabierzcie.
Postawcie na delikatny makijaż i wygodną fryzurę. Pamiętajcie jednak, aby znaleźć kompromis między delikatnym makijażem (który nie ubrudzi sukni) i dobrym samopoczuciem w nim. Jeśli będziecie czuły się ładne, to i w sukni poczujecie się pięknie :)

6) Budżet
Zastanówcie się nad swoim budżetem. Ile maksymalnie chcecie wydać na suknię? 
Śmiało mówcie, że interesują Was suknie w takim i tylko takim zakresie cenowym.

7) Otwartość na propozycje
W punkcie pierwszym kazałam Wam przejrzeć ofertę salonu i spisać nazwy sukien, które Wam się podobają. To je powinnyście przymierzyć w pierwszej kolejności, ale... nie oznacza to, że nie powinnyście poszaleć i poeksperymentować. To co dobrze wygląda na modelce, wcale nie musi dobrze wyglądać na Waszej figurze. Jeśli nie przymierzycie różnych fasonów, jeśli nie posłuchać rad doświadczonej ekspedientki, to... macie mniejsze szanse na znalezienie ideału dla Waszej sylwetki ;) 

8) Mierzenie
Prawdopodobnie zostaniecie ustawione na środku przymierzalni, a panie z salonu będą na Was chuchać i dmuchać, aby sukni nie stała się krzywda ;) Jednak, aby zobaczyć czy suknia jest wygodna, musicie się poruszać (uważając, aby nie ubrudzić/podeptać sukni). Przejść się, usiąść, podskoczyć, a nawet wykonać kilka dziwnych ruchów przypominających taniec ;)
Jeśli w salonie Wam pozwolą, to zróbcie sobie zdjęcie i nagrajcie film w sukni, aby później na spokojnie móc ocenić czy fason Waszej sylwetce odpowiada i jak prezentuje się na filmie/zdjęciu. Jeśli nie dostaniecie na to zgody, zróbcie to z ukrycia :D

9) Podsumowanie wizyty
Po skończonej wizycie propoście ekspedientkę o wynotowanie Wam nazw, cen i innych ważnych dla Was informacji na tema sukien, którymi jesteście zainteresowane. Jeśli czujecie, że chcecie do tego miejsca jeszcze wrócić, możecie już w tym momencie umówić się na kolejną wizytę.

piątek, 16 września 2016

Konflikty, czyli o czym rozmawiać przed ślubem

Commes Des Garcon Via Numero / justthedesign
Czy o konfliktach warto rozmawiać zanim do nich dojdzie? Oczywiście, z prostego powodu: dużo łatwiej rozmawia się o sytuacjach konfliktowych, gdy nie znajduje się bezpośrednio w ich ogniu. Prawdopodobnie będąc w związku niejednokrotnie mieliście okazję zaobserwować swoje i partnera zachowania w trakcie nieporozumień i kłótni. Ale jeśli nie mieliście okazji do rozmowy o tym, to… to jest właściwy moment.

Pytanie przewodnie tego tekstu brzmi: 
Jak się zachowujecie w trakcie konfliktu i jak chcielibyście konflikt przeprowadzić, aby na koniec każde z Was odczuło satysfakcje?
Możecie sobie je powtarzać przy każdym innym, dodatkowym pytaniu będącym pomocnym w przeprowadzeniu takiej rozmowy. Rozmowy, która pozwoli Wam na przygotowanie się do lżejszego przejścia sytuacji konfliktowych.

Jak radzicie sobie z emocjami?
Czy potraficie zapanować nad swoimi emocjami w trakcie kłótni? A może tłumicie gniew? Czy jesteście w jej trakcie nieugięci, nieustraszeni i nie potraficie odpuścić dopóki "przeciwnik" nie skapituluje? Czy dociera do Was to co mówi druga osoba? Czy traktujecie to jak atak? Czy w trakcie kłótni wyciągacie wszystkie argumenty i wylewacie na drugą osobę wiadro pomyj?
Możliwe, że odpowiadając na te pytania nie będziecie dumni ze swoich odpowiedzi. Ważne jest, abyście jednak oboje byli tego świadomi i starali się nad swoimi słowami i gestami panować, a właściwą rozmowę przekładali na czas w którym oboje będziecie spokojni.

W jaki sposób rozwiązujecie konflikty?
Kiedy rozmawiacie? Bezpośrednio po kłótni? A może w chwili gdy oboje ochłoniecie i będziecie trzeźwo myśleć?
Jak przygotowujecie się do takiej rozmowy? Bo przygotowujecie się? Umawiacie się na rozmowę? Odkładacie ją w czasie? Jesteście wypoczęci i skoncentrowani tylko na niej?
Gdzie rozwiązujecie konflikty?  W domu, w salonie, w kuchni, w sypialni? [Tu uwaga: sypialnia powinna Wam kojarzyć się z bezpieczeństwem i relaksem, nie kłótniami.] A może w miejscach publicznych, aby łatwiej mieć na wodzy swoje emocje?
Sami czy może przy pomocy osób trzecich? Czy stosujecie techniki rozwiązywania konfliktów wymagające udziału osób trzecich? Do czego w rozmowie są Wam oni potrzebni?A może... wciągacie w Wasze konflikty postronne osoby (teściów, rodziców, dzieci, znajomych)?
Czy potraficie słuchać? Czy doprecyzowujecie, wyjaśniacie swoje stanowiska, tak aby druga osoba w pełni mogła Was zrozumieć? Czy dopytujecie, aby zrozumieć drugą osobę? Potraficie skupić się na konkretnej sprawie czy atakujecie siebie nawzajem, wyciągacie inne problemy? Czy potraficie nie oceniać i mówić o swoich uczuciach? Czy straszycie się rozstaniem lub wyprowadzką? Czy okazujecie sobie szacunek? Czy jesteście otwarci na przeprosiny i wybaczenie?
Jak zachowujecie się w trakcie kłótni? Czy to wg Was dobre zachowania? Jeśli nie, to jak sobie z nimi radzicie? Jak chcielibyście się zachowywać?
Do czego prowadzą Wasze konflikty? Do znalezienia lepszego rozwiązania? Do schowania problemu pod dywan i chwilowego uspokojenia sytuacji? Do ustąpienia jednej ze stron, którą zmęczy cała sytuacja? Do zignorowania problemu, zwlekania z jego rozwiązaniem? Jakie strategie rozwiązywania konfliktów są Wam najbliższe: unikanie, uległość,  konkurencja, kompromis, współpraca?
Czy takie rozwiązania Wam odpowiadają?

Kompromisy i współpraca
Czy wyrażacie chęci do współpracy i negocjacji? Jaka jest Wasza zdolność do kompromisów? Co możecie odpuścić, a z czego nie zrezygnujecie nigdy? Czy jesteście w stanie szukać rozwiązań, które zadowolą obie strony?

"My się nie kłócimy!"
Dlaczego?
Obawiacie się konfliktów i tego, że sobie z nimi nie poradzicie? Boicie się odrzucenia i niezrozumienia?
Wzbudzacie w sobie poczucie winy? Strzelacie fochy i fundujecie sobie ciche dni?
Jedna osoba od razu kapituluje? Zawsze? Czy nie uwłacza to niczyjej godności?
Jeśli nie kłócicie się ze sobą, to z kimś innym się kłócicie? Z rodzicami, rodzeństwem, znajomymi? Jak się kłócicie i jak w kłótni reagujecie? Jeśli nie, to jak zachowujecie się w sytuacji sporów?

środa, 14 września 2016

Galeria Niepoprawnych Panien Młodych: Kasia

Historia Kasi: 

Normalny ślub w Suwałkach 
Poznaliśmy się pięć i pół roku przed zaręczynami. Wiedzieliśmy oboje, że chcemy być razem i że weźmiemy kiedyś ślub. Dlatego rozmawialiśmy o tym już długo przed zaręczynami. 

Datę wyznaczyła nam siostra z antypodów – szczęśliwie prawie dokładnie rok po zaręczynach.

Z tematyką ślubną byliśmy już trochę zaznajomieni – nasi przyjaciele brali ślub przed nami. Wiedzieliśmy, że nie chcemy zarówno balu w hotelowej sali bankietowej, jak i potańcówki w remizie, fraków, tiulów, balonów, gołąbków… 

Dlaczego warto o nas napisać? Bo nigdzie w sieci nie można znaleźć opisów suwalskich wesel! Dlatego we wpisie chcielibyśmy polecić ludzi, z którymi współpracowaliśmy przy organizacji imprezy.

Zdecydowaliśmy się na ślub w parafii pana młodego, co spowodowało masę pytań i zdziwień. Kierowały nami względy finansowe, liczba członków rodziny i piękne okoliczności przyrody. Impreza odbyła się w Suwałkach i bardzo to sobie chwalimy. Dzięki temu musieliśmy oderwać się zupełnie od naszych codziennych obowiązków, pracy i pojechać na kilka dni na Suwalszczyznę. Polecamy każdemu wyjazdowe wesele (no może poza tym, że wszystko jest daleko i trudno się załatwia…).

W związku z tym, że żadne z nas nie mieszka w Suwałkach (to rodzinne miasto pana młodego), nie mamy tam swojej parafii. Dzięki temu swobodnie wybraliśmy najładniejszy i najlepiej zlokalizowany kościół w mieście, a przez wszystkie procedury przeprowadził nas wspaniały ksiądz proboszcz. Problemy były za to w naszych "macierzystych" parafiach. Grzęźliśmy w papierach, zbieraliśmy różne zaświadczenia – koszmar. Do tego problemy z Poradnią Rodzinną – trudno znaleźć, terminy odległe. Odbyliśmy też świetny kurs przedmałżeński u Redemptorystów (sic!) w Toruniu. Rada? Załatwiajcie wszystko dużo wcześniej.

Sama ceremonia była bardzo piękna. Najwspanialsze było to, że w oprawę mszy zaangażowali się nasi bliscy. Psalm na nietypową melodię zaśpiewała nasza koleżanka, a czytała siostrzenica Pana Młodego. Poza tym ksiądz bardzo ładnie zaangażował rodziców. 

Ubrania 
Od razu odrzuciliśmy dziwaczności – garnitur klasyczny, sukienka krótka. Wszystko poza muchą szyte w Polsce. Zaszaleliśmy trochę z dodatkami – muchy szukaliśmy strasznie długo, aż przyjechała do nas z Londynu (Mrs Bow Tie), zamiast welonu był wianek (wymarzony od lat), do okrycia ramion – ramoneska, a na pierwszy taniec założyliśmy trampki (przez większość wesela na moich nogach na zmianę z ulubionymi, czarnymi butami do tańca, białe popsułam w pierwszej godzinie wesela – miejcie wszystko na zmianę). 

Sala 
Udało nam się znaleźć prostą salę i dzięki temu, że dokładnie powiedzieliśmy (mówcie o swoich oczekiwaniach, egzekwujcie to, na co się umawialiście, bądźcie zadowoleni) jakie chcemy serwetki, obrusy i pokrowce, nie było żadnych problemów, wyglądała, jak chcieliśmy. Dekoracje robiliśmy po kosztach i były wynikiem wielu rozmów z florystyką (ewart). Dzięki temu ustawiliśmy kwiaty w butelkach do piwa, a na stołach leżał żywy bluszcz. Numerki na stoły zrobił ojciec panny młodej, a zamiast coolerów użyliśmy osłonek na doniczki z Ikei (sala nie miała, profesjonalne dużo kosztują i błyszczą – to nie pasowało do dekoracji). Miało być tanio i po naszemu – udało się. 

Nietypowe: 
- Typowe-nietypowe – nasza impreza naprawdę była trzydniowa, bo nasi znajomi przyjechali wcześniej i wyjechali później. Mieliśmy wszystkich na miejscu. To było super.
- Oboje bardzo się zaangażowaliśmy w organizację imprezy. Po stolacie i toaście, gdy dziękowaliśmy gościom za przybycie Pan Młody powiedział, że włożyliśmy w to tak dużo serca, że nikogo przed ranem nie wypuścimy!
- Pierwszy taniec – rock’n’roll – w trampkach i bez marynarki do kawałka "Dwudziestolatki".
- Brak rzucania bukietem – wybór nowej pary młodej drogą eliminacji (Niech na parkiecie zostaną pary, które…). Rzucałam tylko dla żartu do zdjęcia z koleżankami. Generalnie chcieliśmy uniknąć kłopotliwej sytuacji, kiedy nową parą młodą zostają dwie nieznające się, nietańczące, nieśmiałe osoby.
- Bukiet był zamówiony i wybrany przez Pana Młodego. Zupełna niespodzianka.
- Jedzenie – część przystawek i ciasta zrobione przez tatę pana młodego, a do tego szwedzki stół – demonizowany (goście nie będą mieli co jeść, starsze osoby będą się wstydziły…) sprawdził się bardzo dobrze i jedzenie się nie marnowało, nic nie zalegało na stołach.
- Ślub w parafii pana młodego.
- Błogosławieństwo bez kropienia wodą święconą, całowania krzyża i klękania, wyprosiliśmy wtedy fotografów.
- Podziękowania dla rodziców – podczas "błogosławieństwa" podziękowaliśmy rodzicom w kameralnej atmosferze  i podarowaliśmy im pamiątkowe drobiazgi, później podziękowaliśmy oficjalnie (nie spodziewali się) i wręczyliśmy im drzewka do zasadzenia w ogrodzie. Wszystko spontanicznie bez planowania i spisywanie mów.
- Strona ślubna – świetne rozwiązanie, nie trzeba ciągle wydzwaniać do wszystkich, by przekazać informacje.
- Lista prezentów – przydała się nam i gościom, dzięki niej nie dostaliśmy nic niechcianego
- Samochód – nasze stare terenowe Daihatsu, połatane przed imprezą na szybko.
- Zdjęcia rodziny i znajomych w dużej antyramie – taka galeria ślubów, które były przed nami – ludzi z przyjemnością się tam odnajdywali.
- Obrączki z przetopionego złotego złomu pozbieranego po rodzinie. Zrobione z palladowego złota. Nie rysują się, mają srebrny kolor i nie trzeba ich rodować. 

Rady: 
- NAJWAŻNIEJSZE: jest to, że dwoje ludzi się kocha i chce z sobą być, nie baloniki, schabowe, wóda itp.
- Nie ma sensu się stresować i wymyślać sobie dokładnej wizji wesela.
- Warto robić po swojemu, wtedy można się czuć swobodnie i jest przyjemnie.
- Nie chcieliśmy disco polo, ale część rodziny NAPRAWDĘ nie bawiła się przy niczym innym, zdecydowaliśmy się na kilka kawałków, DJ wyczuł moment, kiedy trzeba było je puścić.
- Nie chcieliśmy dziwnych rekwizytów w fotobudce (bo to obciach!), ale machnęliśmy na to ręką. Dzięki temu masa ludzi bawiła się świetnie (TraFart – super obsługa)
- Księga gości jest super! Dużo ciekawych wpisów, rysunków i życzeń.
- Grupowe tańce to najmniej żenująca i żałosna forma zabaw weselnych – warto to zrobić. Nasz DJ stanął na wysokości zadania.
- Buty i ubrania na zmianę to super pomysł. Ja wykończyłam białe ślubne buciki najpóźniej w drugiej godzinie wesela.
- Panno młoda znajdź sobie kogoś, kto umie sznurować gorset! Moja mama nie miała pojęcia, tata miał złamaną rękę, uratowała mnie pani fotograf.

Zdjęcia: Malarze w Parze





























Kilka słów od NPM:
Pierwszy raz mam okazję na blogu pokazać Wam polską Pannę Młodą w ramonesce. Coraz mniej osób boi się trampków i krótkich sukienek, ale czarna kurtka, tym bardziej do kościoła, lekko przekracza granice. Rewelacyjnie, że u Kasi się pojawia :)
Bardzo podoba mi się pomysł z "galerią ślubów" (chętnie bym tak "zawisła" na czyimś ślubie), bukiet "niespodzianka" (bo czy to nie tak powinno być?), terenowe auto i spooora lista bardzo praktycznych uwag :)