piątek, 20 stycznia 2017

Galeria Niepoprawnych Panien Młodych: Agata

Historia Agaty:

We wrześniu mi się oświadczył, w lutym zaczęliśmy planować, a w czerwcu byliśmy już po ślubie. Ten dzień miał być dla nas wyjątkowy i tak też się stało. Na co dzień oboje zajmujemy się fotografią. Byliśmy na wielu ślubach i dzięki temu byliśmy pewni, że typowe polskie wesele to nie nasza bajka. Nie chcieliśmy, by nasz ślub wyglądał jak te wszystkie, których byliśmy uczestnikami. Nie potrzebowaliśmy 150 gości ani przepychu. Zaciągnięcie kredytu na kilka  lat to pomysł najgłupszy z możliwych. Mnóstwo nerwów i przygotowań, a po ślubie - dziura w portfelu. Wiele razy spotkaliśmy się z sytuacją, gdy pan młody pyta swoją żonę: "A ten gość to od Ciebie czy ode mnie?". Nie chcieliśmy zapraszać rodziny z którą nie mamy kontaktu, tylko dlatego, że wypada. Rodziny i znajomych, którzy nawet raz w roku nie potrafią sięgnąć po telefon komórkowy i wykręcić numeru, tak po prostu, żeby zapytać co słychać.

Zorganizowaliśmy ślub na 15 osób: rodzice, świadkowie, rodzeństwo, najbliżsi przyjaciele. To była najlepsza decyzja jaką podjęliśmy! Koniecznie chcieliśmy ślub pod drzewami, w magicznym miejscu z widokiem na góry. Udało nam się takie znaleźć. Trafiło na Amiszówkę - cudowne miejsce w Mszanie Dolnej pod Krakowem. Oczarowało nas równie mocno, co przewspaniała właścicielka Pani Ania. Ta kobieta jest aniołem i powtarzam to każdej osobie, której opowiadam o naszym ślubie. Pomagała mi tak, jakby to był ślub jej córki. Kochamy ją. Amiszówka to trzy domki z drewna, z widokiem na góry. Idealne miejsce na wypad z przyjaciółmi na weekend.

Pogoda nie zapowiadała się dobrze. Dzień przed ślubem, gdy przyjechaliśmy wszystko powoli przygotowywać, deszcz sączył się z nieba okrutnie. Podejście do naszych domków było strome. Ślizgaliśmy się po błocie, a ja byłam zrozpaczona. Wszystko zaplanowane, ślub miał być w plenerze i co teraz? Trudno, najwyżej będzie pod parasolami. Ku naszemu zdziwieniu, następnego dnia rano obudziły nas promienie słońca. Temperatura wzrosła o 15 stopni i było prze-pię-knie!

Założenie naszego ślubu było konkretne: wszystko robimy sami.
Dekoracje robiłam sama, jedzenie również przygotowywaliśmy sami, oczywiście z pomocą naszych wspaniałych przyjaciół. Ugotowaliśmy wielki gar kremu z pomidorów, który podaliśmy z mozarellą i bazylią. Sałatki, przekąski, a po zupie wielki grill i ognisko z kilogramami mięsa na ruszcie. Wszyscy zgodnie koło godziny 22 przebraliśmy się w dresy, z głośników leciała klasyka rocka, a nad ogniskiem siedzieliśmy do białego rana.

Czy bym coś zmieniła?
Nie.
Czy wolałabym ślub na większą ilość osób?
Nie.
Czy rodzina się obraziła?
Po części tak, ale po wytłumaczeniu całego pomysłu oraz przedstawieniu kalkulacji ślubu za ponad 50 tys. zł, pogratulowali odwagi i życzyli wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia.
Czy znajomi chcieliby taki ślub? 
Tak, ale się boją. Rozmawiałam z wieloma przyszłymi pannami młodymi. Wszystkie na opowieść o moim ślubie zgodnie stwierdzały "O boże, jak pięknie! Też chcę by tak wyglądał mój ślub!" Ale nie... jednak nie... rodzina przecież się obrazi. Co sąsiedzi pomyślą? Co znajomi powiedzą? Musi być wielkie wesele z wjeżdżającym prosiakiem i z tortem z fajerwerkami.

Kilka słów od nas.
Ślub to WASZ dzień. To nie dzień dla rodziny z siódmej wody po kisielu. Ślub nie jest po to, żeby się zwrócił, a zawartość w kopercie nie jest meritum dnia. To WASZE piękne przeżycie, WASZA miłość i to WY jesteście w tym dniu najważniejsi, więc zróbcie go tak jak chcecie, bez względu na to co powiedzą inni.

Zdjęcia: Bartłomiej Senkowski
Sukienka: Anna Kara
Kwiaty i wianek: BelloMatrimonio
Mucha pana młodego: Bowtieswala

Agata & Maciej















































Kilka słów od NPM:
Pamiętacie, że niedawno pisałam o tym co co tak właściwie jest niezbędne do wyjątkowego ślubu, poza uczuciem, dokumentami i obrączkami? Pisząc to miałam przed oczami ślub Agaty - ich stroje, jej bukiet, ich zdjęcia. Zapomniałam o miejscu, a przecież miejsce również czyni ślub wyjątkowym. Tu znajdziecie to wszystko w najlepszym wydaniu. Z cudnym kolorem włosów (i ust) Agaty, z samodzielnym przygotowaniem wielu elementów tego dnia, z poczuciem, że tak jest najpiękniej. Bo jest.

czwartek, 19 stycznia 2017

Suknia ślubna po... 50, 60, 70... 100!

Lindsey Ocker Photography / By Emily B
Jak, na swój ślub, powinna ubrać się kobieta... po 50, 60, 70... 100? Czy ma znaczenie rodzaj ślubu? Czy powinna brać pod uwagę wydarzenia kończące poprzednie związki i liczbę dzieci? Czy wypada jej założyć welon, szpilki i... długą, białą, z koronką i tiulem suknie?

Dawno, dawno temu myślałam, że jedyną opcją dla osoby, która bierze ślub po pięćdziesiątce jest garsonka. Taka elegancka i kobieca, ale nadal... garsonka. A potem... zaczęłam pisać o ślubach, trafiałam na zadziwiające stylizacje, sama robiłam się coraz starsza (fakt nie do pominięcia i zapewne nie bez znaczenia) i odkrywałam, że kobiecie, której już więcej wieku nie będę wypominać, wypada wszystko. Bo dlaczego nie?

Biała suknia

Obecnie widuję 70-80-latki w typowych sukniach ślubnych (no dobrze, w Polsce max 65-latki, ale my zawsze jesteśmy kilka lat do tyłu ;)). Może nie są to typowe princeski z gorsetami w kryształki (młodszym jest mi to łatwiej wybaczyć ;)), nie mają infantylnych kokardek i kwiatków, ale nadal to długie, białe suknie ze ślubnych materiałów i koronek. Niekoniecznie, poprawnie, minimalistycznie. To TYPOWE suknie ślubne, identyczne jak te, które zakładają 20-latki.
Zapytacie: "Jak babcia wygląda w sukni ślubnej?". Bajecznie! Nie umiecie sobie tego wyobrazić? Nic prostszego, wystarczy obejrzeć galę wręczenia Oscarów ;)

Wolno więcej

Nie macie wrażanie, że dojrzalszej kobiecie biorącej ślub... więcej wolno? Młoda dziewczyna łatwiej jest wciskana w standardy. Ma mieć długą, białą kieckę, a wszystko inne często uważane jest za mniejsze lub większe dziwactwo. Jak za to wyobrażacie sobie statystyczną, dojrzałą Pannę Młodą? Sprawdziłam to przesłuchując kilku znajomych i różnorodność wypowiedzi mnie... uradowała! Bo usłyszałam o krótkich i o długich sukniach, o kombinezonach, spódnicach, garsonkach, spodniach, garniturach!, typowo i nietypowo ślubnych kreacjach, bieli, elementach koloru i całych strojach w kolorze. Czy to nie brzmi rewelacyjnie? Aż chciałoby się powiedzieć, że taką Panną Młodą po pięćdziesiątce jest dużo prościej i przyjemniej być :)

Jak wybrać?

Drogie Panie... Dziewczyny :), co wziąć pod uwagę wybierając ślubną kreację i mając tak szerokie pole manewru?
Sylwetkę, proporcje, typ urody, swój gust i marzenia :) Wszystko to co każda Panna Młoda bierze pod uwagę. Warto zastanowić się co w Waszej sylwetce jest fajne, co chcecie wyeksponować, a co ukryć? Może macie świetne nogi, a chciałybyście ukryć ramiona i dekolt? Albo wyeksponować piękny biust, a zakamuflować brak talii?
Co z welonem? Proszę bardzo, zakładajcie - dokładnie taki jaki pasuje do Waszej kreacji :)
Pamiętajcie tylko, że próby odmłodzenia zazwyczaj kończą się urodowymi wpadkami. Przed nikim nie ukryjecie swojego wieku (jeśli nie zrobią tego za Was dobre geny). Zadbajcie więc o to na co macie realny wpływ: stylową, kobiecą kreację i poczucie, że jesteście w niej w 100% sobą :)

piątek, 13 stycznia 2017

Biała, écru, kolorowa? Dla niego czy dla niej? - kilka słów o koszuli

Marcos Sánchez / rockmywedding
Zgodzicie się ze mną, że aby łamać zasady, trzeba je znać i być świadomym tego co się robi? Inaczej to ignorancja, brak, czasem podstawowej, wiedzy... Niezależnie od tego czy jest się "poprawną" czy "niepoprawną" warto wiedzieć dlaczego się taką jest ;)
Dzisiejszy wpis będzie... trochę o zasadach, trochę o ich łamaniu, trochę o drugiej połowie. Bardzo o mężczyznach  i bardzo dla mężczyzn ;)

Jaki kolor koszuli powinien mieć mężczyzna na swoim ślubie? 
Teoretycznie właściwy jest jeden, ale ja na to pytanie odpowiem Wam w trzech punktach, a na końcu uraczę Was małym gratisem.

1. Biała koszula.
Jeśli chcemy przestrzegać zasad savoir-vivre, to koszula powinna być śnieżnobiała. Koniec.
Organizujecie wytworne wesele, suknia Panny Młodej jest elegancka (nieważne w jakim kolorze), zapraszacie wieczorowo ubranych gości... Super, Pan Młody również powinien się w ten styl i zasady wpisywać.
Pamiętajcie jednak, że dokładnie te same zasady mówią o białej poszetce, goździku (nie kopii bukietu) w butonierce, skarpetach w kolorze spodni :D, niebłyszczących tkaninach i wieeelu innych. Przestrzeganie ich z pewnością pozwoli mężczyźnie wyróżnić się na tle pozostałych gości.

2. Kolor pasujący do karnacji.
Tak miedzy nami, to chyba najbardziej komfortowa opcja. Jest (wystarczająco) elegancko, jest personalnie.
Zdecydowanie w tej kwestii nie powinniście słuchać pań w salonach z sukniami ślubnymi czy sieciówkowymi garniturami. Koszula nie powinna pasować do sukni, ma pasować do osoby, która będzie ją nosić. Sukienka będzie wyglądała jak brudna? Nie, będize wyglądała jak sukienka w kolorze w którym została kupiona. Jak écru, kość słoniowa, śmietanka itd., nie jak brudna.
Nawiasem mówiąc, zawsze mnie ciekawi dlaczego wg niektórych to Pan Młody ma dostosować koszulę, a nie Panna Młoda suknię do karnacji czy gustu drugiej osoby ;)

3. Inne wesele, inny kolor.
Prawda, że kolorowe koszule są świetne? Błękitne, bezowe, czarne... Dokładnie tak jak śluby w plenerze, wesela w stodołach i świadome łamanie wszystkich zasad.
Pamiętajcie tylko, że nietypowe stylizacje wymagają nietypowej oprawy, także w postaci odpowiednio ubranych gości, których warto o wyglądzie przyjęcia powiadomić.

Gratis. Czytając o ślubnych stylizacjach, zwłaszcza dla kobiet, przeczytacie o tym jak właściwie ubrać się będąc Panną Młodą. O tym co Wam pasuje, co jest modne i... jak nie przesadzić, aby w tym wszystkim zachować umiar i być przede wszystkim sobą."Bądź sobą" to taka magiczna mantra, którą powtarza się dziewczynom, nawet gdzieś obok przemycając trendy i "swoje oferty". Słyszeliście kiedyś, aby mężczyznom ktoś coś takiego powiedział? Nie, bo oni są sobą, bo maja ograniczony wybór stroju, bo się nie malują i nie czeszą (w takim stopniu jak kobiety), bo im się tego nie mówi? No właśnie nie... Mężczyznom przygotowującym się do ważnego wyjścia, wmawia się, że mają pasować do kobiety, albo jeszcze lepiej... do jakiegoś elementu kobiecej garderoby. Kiedyś krawat czy mucha miały być w kolorze sukienki, dziś obowiązkowo koszula Pana Młodego ma być dopasowana kolorystycznie do sukni Panny Młodej. Nieważne, że to wbrew zasadom, że Panu Młodemu w tym brzydko, że on się w tym źle czuje... Ma pasować "i niech już nie marudzi, przecież jemu na tym mniej zależy niż jej" ;)
Kochane, faceta też trzeba ubrać, nie przebrać.
Zabierając się do napisania tego gratisu przypomniał mi się mój ślub i wygląd mojego PM. Całkiem... zwyczajny. Miałam świadomość, że to facet, który najlepiej będzie czuł się w "standardzie" i nie wtrącałam się w jego wybory. Czy czasem miałam ochotę przebrać go po swojemu? Przez sekundę. Bo po każdym wyobrażeniu sobie go w nietypowym stroju... to nie było to, wyglądał dziwnie, jak nie mój PM. A przecież najbardziej w tym dniu miał być, dla mnie, sobą.

czwartek, 12 stycznia 2017

Galeria Niepoprawnych Panien Młodych: Julia

Historia Julii:

Nasz ślub. Julia i Marcin. 

Czas start – albo raczej - i co by tu teraz? 
W sierpniu 2015r. (podobno po kilku tygodniach z pierścionkiem w kieszeni czekającym na odpowiednią okazję) zaręczyliśmy się!
Początkowo uznaliśmy, że ślub będzie za dwa lata, bo tak wszyscy nas straszyli, że szybciej się nie da. Mieliśmy różne pomysły, rodzice też oczywiście mieli swoje zdanie, ale ja dla zasady musiałam zrobić inaczej, po swojemu, bo tak. ;)
Ostatecznie wszystkie kluczowe decyzje podejmowaliśmy tylko we dwójkę. Prawie wszystko opłacaliśmy sami, dlatego też było nam trochę łatwiej postawić taką granicę. Doszliśmy też do wniosku, że nie chcemy tyle czekać, więc jednak spróbujemy zorganizować ślub w sierpniu 2016r.  Wybraliśmy datę 13.sierpnia (sobota, nie piątek). Wypadał wtedy długi weekend. Tym sposobem z planowanych dwóch lat przygotowań przeszliśmy do podobno niemożliwej organizacji w pół roku.

Pomysłów mieliśmy tysiące. Jednak moje racjonalne kalkulacje mówiły – zejdź na ziemię. Zaczęliśmy od skrócenia listy gości ze 150 do 80 osób. Wymyśleliśmy też, że w drodze kompromisu zamiast wesela zorganizujemy obiad (i tak nie lubimy gier i zabaw weselnych), a dzień później (w niedzielę) jak się uda zrobimy imprezę na większą ilość osób w plenerze (w poniedziałek wypadało święto, więc wszyscy mieli wolne i mogli odespać).

Muszę przyznać, że trochę zainspirowaliśmy się weselami naszych rodziców. Moi rodzicie brali ślub o godzinie 12:00, po czym z najbliższą rodziną do wieczora świętowali w ogrodzie moich dziadków. Natomiast rodzice Marcina zaprosili po ślubie najbliższą rodzinę na obiad, a wieczorem bawili się ze znajomymi w akademiku. 

Fotografowie
Anksfoto – Anks robiła zdjęcia na ślubie mojej siostry i nie mieliśmy wątpliwości, że też chcemy z nią współpracować. 

Paweł Malinowski – nasz kolega – zrobił nam cudowny prezent i po wyjeździe Anks on robił zdjęcia na imprezie drugiego dnia. 

Wieczór panieński
Spokojny wieczór w domu rodzinnym. Wszystko pięknie przygotowane przez moją siostrę – dekoracje w stylu hawajskim, plotłyśmy sobie wianki, piłyśmy wino i relaksowałyśmy się, a Paweł (fotograf) przyjechał na chwilę zrobić nam kilka zdjęć na pamiątkę. 


Suknia ślubna 
Jak ja nie znoszę zakupów! Poza tym byłam wtedy na ostatnim roku studiów medycznych i nie miałam czasu na takie wycieczki. Przeszukałam internet i znalazłam piękną suknię od MiaLavi. Pojechałam, przymierzyłam tylko tą jedną, kupiłam. Koniec. Była idealna. 

Dodatki 
Nie mogłam się zdecydować: wianek, czy jakaś opaska, ale welonu nie chciałam. Dla zabawy uplotłam sobie opaskę z drucików i plastikowych koralików, które później polakierowałam na kolor perłowy. O dziwo wyszło całkiem nieźle, więc już dalej nie szukałam. Co do welonu – nigdy go nie chciałam, do momentu aż go założyłam :D od razu zmieniłam zdanie, a skoro ślub w katedrze to i welon taki długi - katedralny! 

Ślub + obiad 

- Restauracja
Wybraliśmy restaurację w hotelu Sepia (Mercure) w Bydgoszczy.  Od razu złapaliśmy świetny kontakt z panią menadżer. Wystrój sali jest raczej minimalistyczny, do dyspozycji taras na dachu z pięknym widokiem, a jedzenie przepyszne!

- Kościół
 Zdecydowaliśmy się wziąć ślub w Katedrze Bydgoskiej (Farze).
Mszę prowadził ksiądz, który udzielał ślubu również moim rodzicom i siostrze, dodatkowo koncelebrowali: wujek Marcina i ksiądz proboszcz.  Bardzo mi się podobało, że siedząc w prezbiterium czuliśmy się jak na prywatnej mszy – jakbyśmy byli tylko my dwoje.
Jeśli chodzi o dekorowanie tego kościoła – jest bardzo dużo narzuconych ograniczeń. Tak już jest, nie ma co się niepotrzebnie z tym szarpać, sam kościół jest piękny i nie potrzebuje wiele, ale cieszę się, że udało mi się wynegocjować girlandy z kwiatów na krzesła.
Naszą porażką była niestety oprawa muzyczna podczas mszy. Nie przejęliśmy się tym specjalnie - im gorzej organista grał tym bardziej mi się chciało śmiać. ;)
Nie mogliśmy też mieć rzucanych płatków kwiatów przed kościołem, ale zamiast tego zorganizowaliśmy bańki mydlane.
Z dodatkowych plusów - mogliśmy przejść spacerkiem do restauracji, unikając tym sposobem nienaturalnego dla mnie przejazdu Pary Młodej jakimś tam samochodem i tego całego trąbienia, którego nie znoszę.

- Kolory
Granat, róż, złoto – raczej tylko jako delikatne akcenty (wybraliśmy trochę na odczepnego - jak już trzeba było gdzieś wybrać kolor czegoś...).

- Zaproszenia, winietki, menu z ramowym planem wydarzeń, tablica z listą gości
Wzory sami zaprojektowaliśmy, a wydruk załatwił mój teść. Ostatecznie winietki i menu składaliśmy na dzień przed ślubem do późnych godzin wieczornych, ale mimo nerwów, jakoś daliśmy radę!

- Kwiaty
Bukiet – wyszedł bardzo ładny, chociaż nie taki jak chciałam... Bukiet z goździkami i eukaliptusem (+innymi), bez eukaliptusa... ;)
W restauracji mieliśmy tylko różowe goździki na stołach i dwie girlandy z białymi goździkami na naszym stole. Pewnie mogłam się bardziej postarać, ale szczerze... już mi się nie chciało.

- Tort i słodki stół
Moja mama miała dużą potrzebę zaangażowania się w organizację ślubu, więc dostała zadanie specjalne - załatwić tort. Mama miała wolną rękę, a my miłą niespodziankę. Spisała się na medal! Mieliśmy pyszny naked cake i piękny słodki stół z cukierni Sowa.

- Atrakcje
• Drink bar – bardzo polecam, szczególnie jeśli tak jak my, nie macie w rodzinie zbyt wielu amatorów czystej wódki. Dziewczęta sączyły kolorowe koktajle na dachu hotelu, chłopacy raczej postawili na whisky, a sam bar był bardzo integrującym miejscem.
• Podziękowania dla rodziców – z pomocą Loove.pl przygotowaliśmy filmik z rodzinnymi zdjęciami w roli głównej.
• Prezenty dla gości – nie wiem co mnie napadło, ale na tydzień przed ślubem topiłam mydło, dodawałam lawendę lub orzechy czy kawę i odlewałam małe mydełka w kształcie serduszek.

Msza odbyła się o 14:00, nasz "obiad" na 80 osób miał trwać gdzieś do 21:00, skończył się chyba koło 23:00, a później jeszcze w małym gronie siedzieliśmy na dachu i patrzyliśmy na spadające Perseidy pijąc drinki. Było cudownie! 

Impreza w plenerze (nie lubię nazywać tego poprawinami, bo dla nas to było bardziej wesele)
Organizowaliśmy ją na ostatnią chwilę, bo nie mieliśmy wcześniej czasu. Około 150 osób.

- Współorganizatorzy
Wypadały wtedy urodziny mojego szwagra, więc połączyliśmy imprezy i dodatkowo świętowaliśmy jego 30stkę.

- Miejsce
Ośrodek PTTK Janowo "Na szlaku Brdy" – ośrodek wczasowy w lesie, nad rzeką, zarządzany od kilku miesięcy przez cudownych młodych ludzi – Agatę i Radka, którzy stawali na głowie, żeby przywrócić to miejsce do formy. Jakiś miesiąc przed naszą imprezą, znajomi organizowali tam festiwal muzyczny "Boski fest", co znacznie ułatwiło nam organizację naszego wydarzenia. W miarę możliwości pomagaliśmy im w przygotowaniach, a oni nam.
Jeśli chodzi o opcję awaryjną na wypadek złej pogody – to w sumie jej nie było. Założyliśmy, że pogoda musi być i szczęśliwie trafiła nam się idealna!

- Dekoracje
W dużym skrócie – hand-made by moja siostra i ja J. A nasi mężowie uwijali się z ustawianiem baru, robieniem stolików z palet, czy wieszaniem na drzewach lampek.

- Jedzenie i picie
Grill (kiełbasy, karkówka, pieczywo), inne zakąski i ciasta domowej roboty.  Hitem okazała się zorganizowana przez moją siostrę grochówka z kuchni polowej. Do picia mieliśmy duuuuużo piwa w beczkach – nalewak z samoobsługą.

- Atrakcje
 Cudem Marcin zorganizował za symboliczną opłatą profesjonalne nagłośnienie i oświetlenie.
Inne: dwie piniaty pełne słodyczy (zrobiliśmy zawody którą pierwszą uda się rozbić, a dzieciaki jak małe odkurzacze zbierały wszystkie słodkości), frisbee, badminton, taśmy do nauki chodzenia po linie, wielkie ognisko nad rzeką, a poza tym mój mąż spełnił moją absurdalną zachciankę i załatwił nam ZAMEK DMUCHANY! Skakałam nawet razem z moimi rodzicami! :D 

- Pierwszy taniec
Zgrabnie ominęliśmy ten niezręczny moment, ponieważ na obiedzie nie było żadnych tańców, a na imprezie drugiego dnia już po cichu nie przyznawaliśmy się, że to pierwszy taniec ;)

Przede wszystkim chcieliśmy dostosować ten dzień do nas, a nie nas do tego dnia.
Ostatecznie przeżyliśmy, zachowaliśmy resztki zdrowia psychicznego i przede wszystkim zostaliśmy małżeństwem! 

Co było niepoprawne: 
- ślub o 14:00, później obiad do wieczora, kolejnego dnia impreza w plenerze,
- luźne podejście do szukania sukni ślubnej, czy dodatków,
- ślubu udzielał nam ksiądz, który udzielał ślubu moim rodzicom i siostrze,
- najważniejsze decyzje podejmowaliśmy tylko we dwójkę, prawie wszystko opłacaliśmy sami (co nie było łatwe dla dwójki pracujących studentów),
- nietypowe atrakcje: zamek dmuchany, slackline, piniaty i inne takie,
- pierwszy taniec (bez przyznawania się) na imprezie drugiego dnia w swetrze i jeansach.
Reszta wydaje mi się być całkiem normalna ;) 


Rada: 
Jeśli nie traci się z oczu najważniejszego (czyli siebie nawzajem), to wszystko się jakoś uda. Drobnostkami nie ma co się przejmować, bo i tak nikt tego nie zauważy poza Panną Młodą, a jeśli nawet, to co z tego?

Fotografowie: Anksfoto (przygotowania, ślub, obiad, impreza), Paweł Malinowski (wieczór panieński, impreza)
Suknia ślubna: Mia Lavi
Makijaż: Karolina Kępka
Miejsce: Hotel Sepia (Mercure Bydgoszcz), Ośrodek PTTK "Na szlaku Brdy"
Tort i słodki stół: Cukiernia Sowa 


























































Kilka słów od NPM:
Julia nie trafiła do GNPM... tradycyjnie. Nie czytała mojego bloga przed ślubem, nie spotkałyśmy się na żadnej ślubnej grupie na facebooku, a emaila zaczęła od "Trafiłam na Twojego bloga przez przypadek". Przypadek zawdzięczany jednemu kliknięciu i temu, że ja polubiłam jedno z jej ślubnych zdjęć, a ją rozbawiło, że jej ulubione zdjęcie na dmuchanym zamku zostało polubione przez Niepoprawną Pannę Młodą :)
Jakie jest Wasze wrażenie po przeczytani historii Julii?  U mnie to: Jak ona jest cudownie normalna! Jak szalenie podoba mi się jej podejście, jej luz i takie Juliowe "im gorzej organista grał, tym bardziej mi się chciało śmiać ;)". Jak widać - nic nie może się nie udać przy dobrym nastawieniu :) Rewelacyjnym pomysłem jest rozłożenie "wesela" na dwie części: bardziej oficjalną dla rodziny i mniej zobowiązującą dla wszystkich. Zwłaszcza tą drugą: z piniatami, nauką chodzenia po linie i wspomnianym już wcześniej dmuchanym zamkiem! 
Zwróćcie uwagę na jeszcze jedno zdanie z relacji J: "Wypadały wtedy urodziny mojego szwagra, więc połączyliśmy imprezy i dodatkowo świętowaliśmy jego 30stkę.". Ykhm... dobrze obstawiam, że 95% Panien Młodych wpadłoby w historię przy pomyśle współdzielenia ICH DNIA z kimś innym? A ona nie i to mnie zachwyca :)
Julio, jesteście cudowni!!!!!