piątek, 23 października 2015

Galeria Niepoprawnych Panien Młodych: Milena

Kilka słów od NPM, tym razem na początku:
 
Wiele osób pytało mnie o ten wpis. Wpisu nie było, bo najpierw czekałam na zdjęcia, a potem... potem miałam wrażenie, że nie napiszę nic co dodaje energii, uskrzydla i podnosi na duchu. Nie przeczytacie tu o najpiękniejszym dniu w życiu, bo piękniejsze były wszystkie moje podróże z PM. Nie usłyszcie, że dzień ślubu trwał za krótko, bo mnie taka długość zadowalała. Dowiecie się, że najpiękniejszy z całej palety dni był ten pierwszy po: bo obudziłam się u jego boku jako jego żona i... nie musiałam już, ani przez sekundę, myśleć o ślubie i weselu :)
 

Historia M:

"Życie układa się zależnie od tego małego momentu, od jednego gestu, od jednego słowa.
I w ogóle nie wiemy, jak byłoby, gdyby tego gestu czy słowa nie było."
Jarosław Iwaszkiewicz, "Ogrody"

Nie napiszę Wam o tym co było przed dniem ślubu. Wspominałam o oświadczynach, o tym, że jesteśmy razem 8 lat (teraz już 9) i żyjemy jak małżeństwo, w comiesięcznych harmonogramach było widać co i jak się zmienia. I to wystarczy.

Wyobraźnie sobie ślub dwójki ludzi, którzy za normalnymi weselami nie przepadają (oficjalnie oznajmiam... nadal, nawet ja!). Nie lubią tańczyć, jedno z nich nie pije alkoholu, drugie woli towarzystwo szaf elektrycznych (pisz to to, które się na tym sprzęcie nie zna) niż ludzi. Chcieliby na swoim weselu zostać zdjęci ze świecznika, wtopić się w gości, robić tylko to z czym czują się dobrze. Prawie się udało... Prawie, bo bardzo ciężko nie przykuć uwagi wszystkich, gdy na sekundę wyjdzie się na parkiet ;)

Co, po prawie pięciu miesiącach, pamiętam z dnia ślubu? Pamiętam, że poszłam spać po północy (musiałam wrzucić wpis na bloga z datą 23.05.2015 i wysłać do dziewczyn biorących tego dnia śluby życzenia), na tyle zmęczona, że zasnęłam błyskawicznie i obudziłam się rano wyjątkowo wypoczęta. Z myślą, że dziś już wszystko co organizacyjne mam gdzieś, że niech sobie mamy robią co chcą (a poszalały), a ja będę udawać, że nic nie widzę, bo nic nie może psuć mi humoru ;) Poszłam do spowiedzi (lepiej późno niż wcale ;)), przypadkiem trafiłam na panią z kwiaciarni przywożącą kwiaty do kościoła i mogłam je zobaczyć przed premierą ;) Potem fryzjer, godzina nicnierobienia w domu, przyjazd makijażystki i fotografów. To też pierwszy (i chyba jedyny tak mocny) moment w którym poczułam stres. Patrycja mnie malowała, Gosia i Wojtek robili zdjęcia, a ja... czułam się lekko przerażona takim nadmiernym zainteresowaniem ;)
PM razem z rodzicami przyjechali do domu moich rodziców znacznie przed czasem i przez to zamiast sam na sam, to zobaczyliśmy się przypadkiem w przedpokoju (nieromantycznie, ale za to bez zbędnego stresu) :)
Przyznam, że  trakcie mszy przeleciało mi przez głowę milion myśli: od tego co się tu i teraz dzieje, po to co widziałam na innych ślubach. Miałam czas na analizowanie, na słuchanie i chyba dzięki temu zabrakło go na stres. Wiedziałam, że PM najbardziej boi się przysięgi, ja podeszłam do tego z myślą "najwyżej się nie uda i będę się poprawiać". Mówiliśmy przysięgi z pamięci, więc ksiądz, w ramach asekuracji, podstawił nam pod nos książkę z tekstem. PM nie zaczął mówić dopóki wzrokiem nie natrafił na miejsce z którego w razie W może ściągać, ja poszukałam go przez sekundę, nie znalazłam i stwierdziłam, że głupio tak zwlekać, więc... trudno, jedziemy ;) I to był ten moment w którym chyba po raz pierwszy zaczęliśmy się uśmiechać.
Najlepszy moment dnia? Jazda na salę, takie 25 minut, aby ochłonąć w doborowym towarzystwie :) Szkoda tylko, że nie chcieli ze mną uciec z imprezy (ja na serio byłabym w stanie to zrobić).
Wspominałam, że mieliśmy fatalną pogodę? Było zimno i padało. Na chwilę przed tym jak dojechaliśmy pod salę przestało i udało nam się wyjść z auta bez asekuracji parasoli. Bo oczywiście nie mieliśmy parasoli - to było takie moje zaklinanie deszczu, które jak widać nie wyszło.
Trzy słowa o weselu? To było pierwsze i prawdopodobnie ostatnie wesele w moim życiu na którym się nie nudziłam, nie usypiałam, nie byłam zmuszana do tańca/picia/typowo weselnych zabaw ;) I nawet dobrze się bawiłam.
Moi (ci najbliżsi) goście to specyficzne osoby, troszkę jak ja. Wiedziałam, że cokolwiek bym nie zrobiła (potrzebowałabym zmieniających się co 30 minut atrakcji i to najlepiej nie wymagających publicznego pokazywania się), to i tak nie zagospodaruję im w 100% czasu czymś fajnym. Mimo wszystko i tak jestem z nich dumna, całkiem długo wytrzymali :)

Nietypowe/niepoprawne:

Mało tańczyliśmy. Nie lubimy tańczyć i nie chcieliśmy tańczyć. Przyznam, że jeszcze nie widziałam na żadnym weselu drugiej pary, która tak mało tańczyła. Plus tej sytuacji był taki, że mieliśmy dużo czasu na rozmowy z gośćmi, czyli to co na weselach lubimy (choć brakło go na gry) :D
Nie piłam alkoholu, z nikim, za niczyje zdrowie. Dla mnie to norma, dla innych nie zawsze. W związku z tym nie mieliśmy też powitania wodą/wódką.
Spokojnie mogłabym zorganizować wesele bez muzyki i alkoholu, ale z PM wyszliśmy z założenia, że niech każdy na tej imprezie ma wolny wybór i robi to co lubi, my też :)
Przysięgi z pamięci. Ćwiczyliśmy z PM przysięgi kilka dni przed ślubem. Wychodziły nam kwiatki typu "miłość, wierność i poddaństwo" oraz "i że Cię nie opuszczę aż do ślubu". W planie było, że się nie damy, nie idziemy na łatwiznę i najwyżej będziemy to powtarzać po 5 razy, a goście padną ze śmiechu ;) W finale się udało: za pierwszy razem.
PM wspomina, że był z tego powodu mega zestresowany i w kościele było to bardzo widać. Przez chwilę miałam nawet wyrzuty sumienia, że go na to namówiłam, ale... obecnie po zobaczeniu każdej kolejnej przysięgi powtarzanej za księdzem utwierdza się w przekonaniu, że było warto.
Gry plenerowe. Bo nie można lepiej spędzić czasu na weselu! Mieliśmy ich kilka. Pogoda pokrzyżowała nam jednak plany. Deszcz sprawił, że na zewnątrz było mokro, a na tarasie zimno, więc nic z atrakcji na tarasie nie zostało zamontowane. Gry stały na sali i wzięcie miały tylko te nie wymagające dużej ilości ruchu i nie grożące wybiciem szyb w sali (m.in. karty, bierki, jenga).
Piñata. Nie wyobrażam sobie swojej, jakiejkolwiek, imprezy bez piñaty ;)
Księga Gości. Były dwa plany, w finale stanęło na tym mniej problematycznym i praktycznym - porcelanowych kubkach na podpisy. 
Oczepiny. Miało ich nie być, ale finalnie, na wniosek PM, były. Ograniczone do castingu na nową parę młodą (nie losowego, a zorganizowanego tak, aby "wkopać" parę, która niedługo po nas brała ślub) i belgijka (bo tańce grupowe to jedyne jakie lubię).
Przewodnik weselny i gift bag. W wersji zmodyfikowanej, wylądowały u przyjezdnych gości.
Zmiany. Dzień przed ślubem zmieniliśmy całą wizję dekoracji. Ze względu na pogodę musieliśmy zrezygnować z dekoracji tarasu, a ta na salę... nam się nie spodobała (niech żyje zmienność!) i ograniczyliśmy się do minimum minimum. Nasze stroje to też był mały roller coaster: dzień przed ciocia PM spaliła mu krawat (krawaty się prasuje?!, wieczorem w piątek biegaliśmy za nowym), ja złamałam obcas w bucie i rozbiłam kolano, więc krótka sukienka odpadła.
Było sporo mniej typowych, ale już popularnych rzeczy: naked cake, tytanowe obrączki z kulą ziemską (bez grawera), coś zamiast kwiatów, gipsówka w kościele w zastępstwie wielkich kwiatów.
Więcej rzeczy nie było niż było, na czele z oficjalnym buntem wobec fotobudki i pudełka na koperty ;)

Rady dla przyszłych Panien Młodych:

1) Zmęczcie się solidnie dzień przed, a to ułatwi Wam zaśnięcie. 
2) Starajcie się nie być koordynatorkami tego dnia. Znajdźcie jak najwięcej osób, które Wam w tym dniu pomogą, nawet jeśli nie zrobią czegoś perfekcyjnie. Ja nigdy więcej nie zdecydowałabym się na wesele bez konsultantki ślubnej i żałuję, że nie wpadłam na taki pomysł w odpowiednim momencie.
3) Unikajcie ślubno-weselnych panikarzy. To złe towarzystwo.
4) Znajdźcie sobie sojusznika i wsparcie w stresie. I nikt nie sprawdzi się tu tak rewelacyjnie jak Wasz narzeczony :)
5) Pamiętajcie, że jeśli coś nie wyjdzie, to... trudno ;) Z perspektywy, już godziny po, to wpadki wspomina się najdłużej i najlepiej (odrobina dystansu do siebie jest potrzebna).
6) Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Także pogodę i inne rzeczy na które nie macie wpływu. Podstawa to wmówienie sobie, że jest rewelacyjnie i uwierzenie w to. U mnie to zawsze działa ;)

7) W dniu ślubu, a najlepiej i dzień przed... odpuśćcie. Spokój wewnętrzny i dobre relacje z bliskimi są ważniejsze.
8) Róbcie tak jak chcecie i to co lubicie, do niczego się nie zmuszajcie :D Dbajcie o swoje zadowolenie. Często bywa tak, że rodzina krytykuje mniej konwencjonalne pomysły. Moja ogromnie tradycyjna rodzina krytykowała wszystko. Nie liczcie, że ktoś Was pochwali. U mnie mama chwaliła dopiero, gdy jej koleżanki, którym o weselu opowiadała i pokazywała zdjęcia, były niektórymi pomysłami zachwycone :)
9) Podobno... dzień ślubu mija błyskawicznie i trzeba korzystać z każdej chwili. Fakt, leci szybko, bo moje wesele było jak do tej pory jedynym na którym nie miałam czasu się nudzić :) 
10) Z praktycznej strony. Wpisujcie w umowy z podwykonawcami (mocno uczulam na sale weselne) wszystko czego od nich oczekujecie i co Wam obiecują, ewentualnie miejcie to zapisane w korespondencji emailowej.
11) Przygotujcie sobie plan B, na niepogodę i wszystko inne co może pójść nie po Waszej myśli. Wiem, że nie jest to fajne, że B to zawsze gorsza kategoria i nigdy nie będzie tak satysfakcjonująca jak A, ale... chyba warto.
12) Przygotujcie siebie, Pana Młodego, świadków/drużbów. Jak? Zacytuję sama siebie:
"Poinstruować Pana Młodego. On zdecydowanie wie o ślubach i weselach duuuuuużo mniej niż Wy i czasem będzie w tym wszystkim zagubiony. Nie uśmiechnie się, będzie siedział sztywno jak kołek, nie spojrzy na Was "w tym momencie", nie złapie Was w kościele za rękę. To drobiazgi o których warto mu powiedzieć.
Ty pilnuj siebie i poproś świadkową/druhny o pilnowanie Ciebie. W całym zgiełku nie pamięta się o trzymaniu nisko bukietu, powolnym chodzeniu, prostych plecach, uśmiechu (problem ponuraków jak ja :D)."

13) Koniecznie przeczytajcie wpis Dzień ślubu i wesela - o czym warto pamiętać. 

Jeśli ktoś uznał, że tekstu jest za mało, to zapraszam do pierwszego wpisu o moim ślubie i weselu - o tu.

Zdjęcia… Dawno temu wymyśliłam osobie, że będzie ich tu nie więcej niż 10, bo… po co gwiazdorzyć ;) Potem, podczas pierwszego ich oglądania, bawiłam się tak dobrze wyśmiewając każdą nasza minę i wpadkę, że stworzyłam sobie w głowie doskonałą wizję wrzucenia tu pewnych zdjęć z pewnymi komentarzami. PM był jednak tym pomysłem tak przerażony (sądzę, że inni też by byli), że dostałam zakaz, na każde zdjęcie z głupim komentarzem, pod groźbą rozwodu ;) Więc, niestety, nie zobaczycie zdjęcia z robienia makijażu z pewnym dialogiem (i późniejszą opinią PM o moim wyglądzie), zdjęcia na widok którego krzyknęłam („O Boże, ja żyję w przekonaniu, że wyglądam na 15 lat, a tu 40 jak nic!”), nie zobaczycie mojej ironicznej ("Ty tak serio, chcesz ze mną tańczyć?")/przerażonej (przy wejściu na salę)/zaskoczonej („Ale co ja mam z tym zrobić?”) miny, tego jak w kościele wciskam swoją rękę w rękę PM, bo mi się przypomniało, że na zdjęciach ślubnych ludzie tak robią :D, zdjęcia na którym wyglądam jak… no właśnie mam zakaz napisania, naszej weselnej wtopy (udokumentowanej) i mojego ulubionego zdjęcia, z naszymi minami idealnie nadającymi się na okładkę harlequina ;)
Przed Wami: najmniej zabawne zdjęcia z wesela NPM, ale za to takie, gdzie nie ma księdza, znanego wujka, rodzinnej antyfanki zdjęć i innych, którzy musieliby zapaść się pod ziemię po odkryciu swojego zdjęcia na tym blogu :) Ilość selekcji przez które przeszły te zdjęcia jest tak duża, że to niemal cud, że jakieś tu się znalazły ;)

Zdjęcia: Fabryka Kreatywna
 
Widoczne na zdjęciach: Makijaż: Patrycja (Unique Makeup), Opasko-wianek: Kasia (Jeżka - biżuteria), Sukienka: Renata :) (Anna Kara) Obrączki: Inne Obrączki, Bukiet: Studio Kwiatowe ALLIUM, Tort: Cukiernia u Ani, Napis LOVE: Natalia (Deconatka), Jenga/Woodbe Block, Ladder Golf: Ewelina (Woodbe), Barmani: yyy... no chyba jednak Radek :) (Weselny Drink Bar)




















P.S. O sukienkach będą jeszcze dwa wpisy (1) o stylizacji - o mnie i o PM, 2) o Aryi - bo to fajna historia, w 100% antyporadnikowa), będzie wpis z podwykonawcami, których polecam i jeszcze w pewnym miejscu (o właściwej nazwie) będziecie mieli okazję zobaczyć kilka innych zdjęć ;)

10 komentarzy:

  1. Przedostatnie zdjęcie <3
    I zgadzam się z punktem 3. Przed ślubem tyle razy usłyszałam "czym się najbardziej denerwujesz", "jak to, nie denerwujesz się?!" oraz "jak się nie denerwujesz, to coś chyba z tobą nie tak", że zaczęłam się denerwować samym mówieniem ludziom o tym.

    Tradycyjnie chciałam zadać niedyskretne pytanie, ale sobie chyba odpuszczę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bedzie banalnie wyglądaliscie przepięknie 😄ah jak ja kocham takie syntezę stylizacje 😄wszystkiego dobrego . Odezwę sie na E-maila w sprawie obrączek . Wszystkiego dobrego kochani

    OdpowiedzUsuń
  3. a myślałam, że się tutaj nie pojawisz ;) nie ukrywam - byłabym rozczarowana!
    w całym opisie, na wszystkich zdjęciach jesteście tacy cudownie naturalni! to jest piękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałam się momentami czy publikować ten wpis czy nie, choćby z tego powodu pisałam go 5 miesięcy ;) Myślę jednak, że to byłoby nie fair wobec wszystkich, którzy tu zaglądali/ją i jeszcze bardziej nie fair wobec dziewczyn, które zechciały zgłosić się do GNPM. I oto, ja też, jestem ;)

      Usuń
  4. Macie piękne zdjęcia, moje ulubione to oczywiście to słynne deszczowe ;) Żałuję, że nie zobaczymy tych najciekawszych, ale doskonale to rozumiem - sama mam kilka takich i ani myślę ich publikować ;) No i oczywiście nie mogło obyć się bez gifu - byłam przekonana, że go tu zobaczę, jest fantastyczny! Mogę zapytać to czy ktoś złapał bukiet czy poleciał na ziemię - bo trochę tak to wygląda ;) ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak intensywnie komentowałam fanpage'a Fabryki, że oni widzieli jakie zdjęcia robić ;)
      Bukiet został złapany przez mężatkę z dwójką dzieci (choć jestem w szoku, że bukiet poszła łapać nawet moja, "dzika" jak ja, chrześnica ;)).

      Usuń
  5. Ach i zapomniałam dodać jeszcze o torcie - wygląda przepysznie! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie opisane :) cieszymy się, że mogliśmy wspomóc was w tym dniu :D pozdrawiamy, ekipa Weselnego Drink Baru

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale wszyscy naczekaliśmy się na tą relację ;) Ja byłam strasznie ciekawa tego opisu :)
    Piękne zdjęcia, takie naturalne, oddające atmosferę ! No i gif ;) Obrączki są super, gry i pinata też, a zdjęciem z Love już wcześniej się zachwycałam. Ale co ważne mój mąż się ucieszy jak się dowie, że to normalne, że na dzień przed ślubem kupował buty i krawat ;) Życzę Wam dużo szczęścia, wspólnych przygód oraz oczywiście podróży!

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystkiego najlepszego :) Piękne zdjęcia, sami super wyglądaliście :) Super że się nie stresowałaś. Jak mnie się pytali czemu się nie stresuję odpowiadałam - a czym tu się stresować :)Super że wyszło tak jak chcieliście, że wyszło po waszemu :) Tort też bardzo fajnie wyglądał. A Twój punkt 5 popieram w stu procentach - Nie warto denerwować się że coś nie wyszło. Ostatnio nawet stwierdziłam, że przez takie różne wpadki jest później się z czego śmiać i co opowiadać. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, żeby każdy kolejny dzień był tak samo dniem oczekiwanym, bo przy boku tego jedynego :)

    OdpowiedzUsuń