czwartek, 25 września 2014

Wesele nie jest dla gości, ale bez nich nie ma Wesela...

Jimena Roquero Photography
Jestem jedną z tych, które będą krzyczeć, że wesele nie jest dla gości, ale dla Pary Młodej. A dokładniej: bardziej dla tych drugich niż pierwszych. Nie umiem jednak wyobrazić sobie ślubu i przyjęcia po nim bez choćby najbliższych osób. Oni tam być muszą... A niestety, czasem nie wszystko idzie po naszej myśli i niewiele od nas zależy.

Pisałam kiedyś o gościach, których nie będzie, bo nie planuję ich zaprosić. Dzisiejszy wpis jest o gościach, którzy nie będą uczestniczyć w uroczystości, bo to ich wybór (lub los). O tych, którzy nie będą fizycznie obecni i o tych, którzy nie będą w roli jaką sobie dla nich wymarzyliśmy.

Czemu?

Bo czasem ludzie odmawiają przyjścia na wesele. Bo za daleko, bo to za duże koszty, bo czasem mają powody, które da sie zrozumieć, a czasem na siłę szukają wymówek. W tym punkcie powód nie ma znaczenia, gości, którzy mieli być nie będzie. Znam przypadki w których z listy 80 zaproszonych osób przybycie potwierdziło jednie 26! To przykre, tym bardziej, że właśnie ze względu na tych ludzi, z ich powodu i tez dla nich, wesele miało być zorganizowań tak a nie inaczej. Zastąpić ich osobami z "listy rezerwowej"? To już nie to samo...
Drodzy Goście, pomyślcie 10 razy zanim podejmiecie decyzje o nieprzyjściu na wesele.

Bo czasem inaczej widzą swoją rolę w tym dniu. Są osoby, które w tym dniu chcielibyśmy zobaczyć w szczególnych rolach. Chcielibyśmy, aby ktoś użyczył nam samochodu, pojechał w dniu ślubu do kwiaciarni po bukiety, został drużbą czy druhną, łapał welon, pozował do zdjęcia. Czasem dla niektórych to za dużo.
Drodzy Goście, zastanówcie się czy prośba Pary Młodej wykracza poza Wasze możliwości i granice komfortu i dopiero wtedy odmówcie.
Paro Młoda, nie strasz ludzi ilością obowiązków i nie zadręcz nikogo prośbami. Gość to jednak gość.

Bo czasem... ludzie umierają. Wcześniej lub później, kilka lat, kilka miesięcy, kilka dni przed ślubem. To coś na co nie mamy wpływu, a jest chyba najczarniejszym ze scenariuszy. Nie mieć ludzi o których obecności się marzyło.

Bo czasem są w żałobie.  Są z nami, ale nie mogą/chcą/potrafią wystarczająco się tym cieszyć.

Skąd pomysł na ten wpis? Z życia i obserwacji, z poczucia, że czasem goście mogą zrobić więcej i pokazać, że im zależy na Parze Młodej, z poczucia, że nie da się w 100% zrobić wesela dla Pary Młodej, bo obecność i zadowolenie gości to jeden z warunków tego, aby wesele było dla Pary Młodej jak najbardziej zbliżone do ideału.

10 komentarzy:

  1. Zawsze mam dylemat, kiedy ktoś zaprasza mnie na wesele... Nie tańczę, wódki nie piję, jem mało, w zabawach nie biorę udziału i szybko robię się zmęczona. Krótko mówiąc, jestem raczej nieopłacalna ;-) A tak jak piszesz, zaproszenie jest wyróżnieniem, więc odrzucanie go też nie zawsze jest najlepszym pomysłem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i to jest właśnie takie podejście: "po co my tam pójdziemy?". Po to, żeby być! Dla pary młodej! Dla mnie np. nie było istotne, czy ktoś będzie szalał na parkiecie do białego rana czy wyjdzie jeszcze przed tortem. Ważne było to, że był, że czułam obecność tej osoby, że ten ktoś pokazał, że jest w stanie poświęcić mi chwilkę swojego cennego czasu! A że podpierał parapet, bo tańczyć nie lubi? No ale był! I tyle.

      Usuń
    2. Myślę, że dużo zależy od tego, dlaczego się dostało zaproszenie :-) Bo jeśli nawet się nie zna pary młodej i trafiło tylko przez wspólne nazwisko, to lepiej chyba nie iść - zostawić miejsce dla osoby, którą młodzi naprawdę chcą zaprosić. A jeśli zapraszani jesteśmy, żeby być, to wtedy rzecz oczywista, że trzeba iść! :-)

      Usuń
    3. Olga Cecylia, ja też prawie nie tańczę, nie biorę udziału w zabawach, szybko robię się zmęczona, nie piję, a owoce i cukierki jem z nudów ;) U mojego PM zmienia się tylko picie, więc oboje jesteśmy beznadziejnym materiałem na weselnika.
      Ale na wesela chodzę, rzadko odmawiam. Mam rozrywkę w planowaniu prezentu, wymyślaniu wpisu do księgi gości (przy której siedzę z godzinne dla zabicia czasu lubię nocne spacery dookoła domów weselnych. Jakoś sobie radzę, bo myślę, że warto.

      Weronika, mam podobne myślenie. Nie chcę, aby ktokolwiek przyszedł za karę i chcę, aby spędził tam czas tak, aby było jak najlepiej dla niego. I do niczego nie chciałabym nikogo zmuszać (nawet jak moja siostra cioteczna chodząca po imprezach nałogowo z książkami przyjdzie z czymś do czytania to jej daruję :P), choć są rzeczy i miejsca w których chciałabym niektóre osoby widzieć (np. ma zdjęciach ze mną).

      Olga Cecylia ponownie :) Ja wychodzę z założenia, że jeśli mnie zaprosili, to nie powinnam zakładać, że skoro jestem dalszą rodziną, to zapewne kogoś innego chcieli bardziej, ani nie mogli zaprosić. Nie siedzę w ich głowach i tego nie wiem. Wiem jedynie, że zaproszenie jest oznaką tego, że mnie tam, z jakiegoś swojego powodu, chcą.

      Usuń
    4. Widzę, że dobrze będzie podać konkretny przykład :-) Poszłam kiedyś na wesele dalekiej kuzynki mojego (już) męża - piąty czy nawet szósty stopień pokrewieństwa. On dziewczyny nie widział od 15 lat, a ona nawet nie wiedziała, że jesteśmy od kilku lat zaręczeni. Ale upiekłam ciasteczka-róże, zapakowałam do ładnego pudełka i pojechaliśmy na drugi koniec Polski. Na weselu potwornie rozbolała mnie głowa od głośnej muzyki, więc urwaliśmy się zaraz po pierwszym tańcu. W tej sytuacji naprawdę byłoby lepiej dla obu stron, żebyśmy grzecznie odmówili, wysłali ciastka pocztą i zwolnili miejsce, bo zostaliśmy zaproszeni z obowiązku i absolutnie nie mam o to do nikogo pretensji :-)

      To się czuje, dlaczego ktoś zaprasza...

      Usuń
    5. Takie zapraszanie "po uważaniu" - no tutaj masz rację. Ja, pomimo mojego obstawania za tym, żeby przychodzić na wesela, także odmówiłam przyjścia na ślub, kiedy dobrze wiedziałam, że zostałam zaproszona z czystego obowiązku... Nie chcę być tam, gdzie mnie nie chcą. To przykre. Jednak są to wyjątki i poza nimi trzeba na wesela chodzić! :)

      P.S. NPM! Nie wiem, gdzie o tym napisać, więc piszę tutaj. Nominowałam Cię na moim blogu do Liebster Award. Tutaj znajdziesz wszystkie szczegóły: http://sthae.blogspot.com/2014/09/podsumowanie-wrzesnia-liebster-award.html#more
      Mam nadzieję, że pomimo swojej koncepcji bloga znajdziesz miejsce na taki bardziej osobisty wpis :)

      Buziaki :*

      Usuń
  2. Goście, goście... nie wiem, czy to ja jestem zbyt sentymentalna, czy może ludzie to egoiści? Ja na swoje wesele (lub chociaż na ślub) zapraszałam swoich przyjaciół. Niczego od nich nie chciałam, nie zapraszałam ich dla kopert, nie narzucałam obowiązków. Chciałam tylko, żeby ze mną byli. Byli w tym ważnym dla mnie dniu! Oczami wyobraźni widziałam tłumnie przybyłych, cieszących się razem ze mną... No cóż, życie boleśnie zweryfikowało niektóre moje "przyjaźnie", a ja w pewnym momencie wysłuchiwania kolejnych durnych wymówek (przepraszam, ale inaczej się tego nie da określić) miałam ochotę rzucić całe to wesele i pójść po ślubie na obiad tylko z mężem! Dla niektórych nawet zjedzenie głupiego rosołu na koszt państwa młodych było zbyt wielkim poświęceniem... Nie rozumiem, nie dociera to do mnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja "przyjaciolka", ktora miala byc moja swiadkowa na 3 tygodnie przed slubem napisala mi na fb (!!!) ze nie przyjedzie bo jej nowy facet ma problem z kolanem... w zyciu nie zrozumiem tego... nawet nie pofatygowala sie zeby zadzwonic... :(

      a co do samych gosci to nie lubie tego zapraszania "bo wypada", ale rozumiem... glupio by mi bylo zaprosic jedna kuzynke, a drugiej juz nie tylko dlatego, ze jest starsza o 14 lat i wlasciwie nie mamy kontaktu ;) ale zapraszanie ludzi, ktorych nie widzialo sie 5-10-15 lat, to mocno dyskusyjne...

      Usuń
  3. Ja zaprosilam swoje najbliższe koleżanki. O terminie wiedziały rok wcześniej a mimo to odmówiły albo w ogóle nie przyszły :( mam za to focha po dziś dzień. Za to osoby, na których obecność nie liczyłam pojawiły się w komplecie...nawet te z zagranicy. Zabawne prawda?

    OdpowiedzUsuń
  4. Na początku tego miesiąca moi rodzice mieli ślub, wesele u mojego kuzyna (chrześniaka mojej mamy). Niestety jakiś czas temu mieliśmy w rodzinie pogrzeb bliskiej nam osoby . Więc głupio było odmówić przyjścia na wesele bo w końcu to był chrześniak mojej mamy... Przyszedł dzień ślubu rodzice poszli i świetnie się bawili mimo żałoby... Mamuśka tańcowało ile się dało niestety mój tata nie mógł tak poszaleć jak by chciała lecz parę razy się zakręcił... i nie narzekał chociaż lubi się zabawić i potańczyć. Więc myślę że tu żałoba nie powinna być przeszkodą. A tak na marginesie to kiedyś słyszałam że żałobę nosi się w sercu.

    OdpowiedzUsuń