piątek, 24 lutego 2017

Galeria Niepoprawnych Panien Młodych: Aleksandra

Historia Aleksandry:

Historia lubi się powtarzać, tak często mawiają.
Mój obecny mąż był moim "nie lubianym kolegą" z podstawówki i gimnazjum :) Identycznie było z moimi rodzicami. W podstawówce mama wręcz uciekała przed tatą i jego końskimi zalotami. Do teraz tworzą kochające się małżeństwo, więc dobrze nam to wróży!

Z Damianem odnowiliśmy kontakty na początku studiów przy okazji spotkania klasowego. Potem wszystko potoczyło się już samo. Nawet nie wiem kiedy minęło 5 lat naszego związku, 5 lat jak jeden rok. Bardzo często umawialiśmy się z przyjaciółmi na wspólne weekendowe wyjazdy, tak więc pewien lutowy wyjazd nie był dla mnie niczym nadzwyczajnym... tak na początku myślałam :)
Okazał się on moją urodzinową niespodzianką (urodziny miałam mieć za 4 dni). Jechaliśmy do klienta podrzucić projekty, zajechaliśmy pod duży dom w Sulistrowiczkach, otwieramy drzwi… a tam wszyscy moi/nasi najbliżsi przyjaciele! Tort, balony głośne sto lat i oczywiście zapłakana JA.
Jak się okazało to nie koniec atrakcji... 3 godziny później w środku imprezy na środek pokoju, uciszając wszystkich, wychodzi Damian. Krótka mowa i wiedziałam co mnie czeka!
Oświadczył się przy wszystkich, co uważam za ogromną odwagę z jego strony ❤  Zawsze myślałam, że w tej chwili będziemy tylko we dwoje, a tu proszę, 20stka naszych najlepszych przyjaciół i my z klękającym Damianem po środku salonu. I znowu łzy... tyle szczęścia jednego wieczoru.

Kolejną zaskakującą rzeczą dla mnie/nas był fakt, że ustaliliśmy datę ślubu już 4 miesiące po zaręczynach. W sumie ani ja ani on nie spodziewaliśmy się tak szybkiego rozwoju akcji i tu oczywiście dużo zawdzięczamy rodzicom ;)
 
Równo 1,5 roku do ślubu, a ja już miałam 5 wypchanych folderów w komputerze z inspiracjami ślubnymi. Tak dokładnie, udzieliła mi się ślubna gorączka, której jak wszystkiego do tej pory się nie spodziewałam. Fenomenem jest to, że nad niczym się nie zastanawiałam. Dokładnie od początku wiedziałam czego chce, co mi się podoba, w czym MY będziemy się dobrze czuć. Mieliśmy połączyć naszą miłość do natury z nutką elegancji i klasyki.
Damian, jak zauważyłam, i 90% innych PM o fakcie ślubu przypomniał sobie 2 tygodnie przed. Przez ponad rok mówił, że to tyle jeszcze czasu… Jednak 1,5 roku minęło tak samo szybko jak 5 lat naszego związku.
Jedni nazwą to szczęściem, ja jednak wiem, że to moja intuicja pomogła mi wybrać wszystkich partnerów do tworzenia naszego ślubu i wesela, tak idealnie, że jeśli miałabym szanse cofnąć czas żeby coś zmienić… nie zmieniłabym kompletnie NIC. Wystarczyło mi jedno spotkanie, by wiedzieć - tak to ON, ONA , ONI, ufam im bez granic i wiem, że razem stworzymy coś super.
 
Przygotowania zaczęliśmy już na początku listopada 2015 od sesji narzeczeńskiej z Michałem Orłowskim, który miał być również naszym fotografem ślubnym. Zdjęcia z sesji miały posłużyć nam do zaproszeń, które zdecydowaliśmy się zrobić sami. Faktycznie, to jest decyzja jedna jedyna, którą ewentualnie bym zmieniła i po prostu zamówiła zaproszenia. Bo to ile czasu i wysiłku włożyliśmy w wykonanie ich, to na prawdę nie potrafię opisać tego tu słowami. Co najgorsze wcale na tym nie zaoszczędziliśmy :D
Efekt końcowy był jednak na tyle satysfakcjonujący, że szybko zapomnieliśmy o tych złych aspektach naszego "super" pomysłu.
 
Miejscem naszego ślubu było Zagórze Śląskie i hotel Maria Antonina. Przy tym wyborze również nie było żadnego przypadku. W tych okolicach zakochałam się dzięki Damianowi. Z Głuszycy koło Zagórza pochodzi jego rodzina. Na początku naszego związku zabrał mnie na wycieczkę, aby pokazać tamę na Jeziorze Bystrzyckim, którą po części projektował i odnawiał jego dziadek. Miłość od pierwszego spojrzenia! Przyjeżdżaliśmy w tamte rejony na wycieczki i spacery kiedy tylko mieliśmy wolny weekend, zabierając ze sobą rodzinę i przyjaciół.
Po Hotelu Maria Antonina chodziłam jeszcze w kasku, ponieważ trwała budowa, a już wiedziałam, że to jest właśnie to miejsce :)
Początkowo ślub miał być w kościele w Zagórzu, ale gdy tylko Pani Dorota (właścicielka)
napomknęła coś o kapliczce, którą chce w przyszłości wybudować w pobliskim lesie… było po temacie. Tak bardzo zapragnęłam ślubu w plenerze, że nie wiem jak to zrobiliśmy, ale nakłoniliśmy Panią Dorotę, aby przyspieszyła swoje "plany" i wdrożyła je w życie już teraz. Udało się! Ślub w plenerze stał się realnym wydarzeniem za co z całego serca jej dziękuję, pomimo faktu, że wszystko powstało dosłownie na ostatnią chwilę. Byliśmy pierwszą parą, która powiedziała sobie w niej tak. Idealnym dopełnieniem była oprawa ślubu w postaci harfy i skrzypiec, do tego szum drzew.
Efekt przerósł nawet moje wyobrażenie, nie boję użyć się tego słowa: po prostu BAJKA. Plan na dekorację sali, motyw przewodni, kolorystykę miałam w głowie już od samego początku. W realizacji mojego marzenia pomogła cudowna Pani Kasia z Bajecznego Ślubu ze Świdnicy. Uważnie słuchała mojej wizji, podpowiadała, wspierała odbierała każdy telefon (nawet ten w niedziele o 21!) i zawsze służyła pomocą. Razem stworzyłyśmy coś co do tej pory mam w pamięci, stworzyła moją/naszą bajkę i właśnie za jej zaangażowanie i umiejętność słuchania baaardzo, ale to bardzo jej dziękuję. Polecam Bajeczny Ślub i Panią Kasię całym sercem.
Tak jak wcześniej wspominałam wizję wszystkiego miałam w głowie i po kolei realizowaliśmy wszystko z Damianem. Bez pomocy rodziny i przyjaciół też by się nie obeszło!
Sami zaprojektowaliśmy zaproszenia, papeterie ślubną menu, winietki, etykiety na cytrynówkę, naklejki do księgi gości, zawieszki na butelki - w kształcie serca z drewna, które obkleiliśmy bezbarwnymi naklejkami, podziękowania dla gości - magnesy z naszym zdjęciem z sesji narzeczeńskiej, które dzień przed ślubem dzielnie pakowali nasi przyjaciele. Przy realizacji każdej z wymienionych rzeczy zawsze wspomagali nas najbliżsi.
 
Sami wykonaliśmy również plan stołów - drewniany krążek miał symbolizować okrągły stół, a także podstawkę na obrączki oraz kilka innych drobiazgów, które były częścią dekoracji. Podziękowanie dla rodziców zrobiliśmy w postaci filmiku, który zmontował nasz przyjaciel. Po filmie wręczyliśmy obrazy, do których również wykorzystaliśmy zdjęcia z sesji narzeczeńskiej. I oczywiście taniec w naszej wersji - ja z tatą, Damian ze swoją mamą, a świadkowie z drugimi połówkami rodziców. Jednak podjęliśmy wspólnie decyzję o tym, że chcemy, aby nasz pierwszy taniec również był wyjątkowy. W tym pomógł nam przesympatyczny Tomek z WeddingDance.pl, który pod wybraną przez nas piosenkę (Major Lazer - Powerfull) ułożył specjalnie dla nas i naszych "umiejętności" :D układ. 4 miesiące ciężkich przygotowań i lekcji, które zazwyczaj kończyły się kłótniami, zaowocowały tańcem, który do tej pory czasami sobie odtwarzamy i oglądamy z uśmiechem na twarzy.
 
Wesele poprowadziła energiczna i przebojowa Marta wraz z zespołem Celebrate z Wrocławia. W skrócie - PETARDA. Kolejny strzał w 10, autentycznie bawili się wszyscy! Nie omieszkałam również wcześniej zaplanować zabaw w trakcie wesela i oczepin, które bardzo przypadły do gustu gościom i zespołowi :)
 
Na koniec chciałam napisać o tym (pół żartem pół serio), że ciężkie jest życie PM, przyjaciół i rodziny panny młodej, która jest perfekcjonistką i dokładnie wie czego chce. Na szczęście cała historia zakończyła się szczęśliwie, wszyscy wybaczyli mi moje humory i ciągłe dążenie do perfekcji i 100%owej realizacji wymarzonego, bajkowego ślubu i wesela. Tu i teraz chce im za to podziękować, bo gdyby nie oni, ich wsparcie, wyrozumiałość, pomoc, miłość i uśmiech to ten dzień nie był by nawet w połowie tak CUDOWNY jak był.

Fotograf: Michał Orłowski
Miejsce: Hotel Maria Antonina, Zagórze Śląskie
Zespół: CELEBRATE
Dekoracje: Bajeczny Ślub, Świdnica
Bukiet i butonierka: Mchy i paprocie
Cukiernia: Oleńka
Make up: Ada Koczubaj
Włosy: Bartosz Jakub Satora
Suknia: salon NABLA w Krakowie
Opaska i welon: Anelis Atelier
Buty: Betsey Johnson
Pierwszy taniec: Tomek, Weddingdance.pl
Księga gości i topper na tort: Decoris Wedding Collection







































































Mały gratis :)

Kilka słów od NPM:
Jakie tu jest wszystko przepiękne! Ola, śliczna kobieta, w cudownej sukni,  z genialnie upiętym welonem (takie welony lubię!), przepięknym bukietem i odrobinę elfią opaską. Damian, przystojny, elegancki, wręcz reklamowo uśmiechnięty. Kapliczka gdzieś w lesie, w pobliżu jeziora, w miejscu, które ma znaczenie dla Pary Młodej i nie jest przypadkowe. Ślub w plenerze, zorganizowany zgodnie z marzeniem i planem, a nawet wręcz wyprzedzający plany, we współpracy z najbliższymi, bo zawsze jest "Razem lepiej". Sala, tort, dekoracje, druhny, zdjęcia... I mogłabym tak w nieskończoność :)
Ja jestem zauroczona.

7 komentarzy:

  1. Podpisuje się pod tym co napisała Milena <3 wspaniale! Naprawdę przepięknie ! Te kwiaty od mchów i paproci, Pani Kasia z Bajecznego Ślubu, Michał Orłowski i ta kapliczka ♡ przecudnie !no i najważniejsze, wygladalas obłędnie pięknie !
    Iza

    OdpowiedzUsuń
  2. ciesze się,że również mogłam przyłożyć do tego swoją rękę, dekoracja za Parą Młodą i nie tylko ( jedna z osób z bajecznego) :)

    OdpowiedzUsuń
  3. data slubu po 4 miesiacach to chyba jednak pozno jak na polskie standardy ;) najczęściej spotkałam się z tym, że datę młodzi wyznaczają krótko po zaręczynach. Ale może tylko w małopolsce, poza Krakowem :D bo niektórzy zaręczają się też tylko po to żeby się zaręczyć, a nie żeby potem brać ślub ;) co kto lubi :)
    Fajnie Wam się udało z tym ślubem w kapliczce - bardzo chciałabym mieć ślub w plenerze, a jednocześnie kościelny (nie uznaję cywilnego heh, szkoda że ciężko go uniknąć jak już się bierze kościelny).
    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też! To naprawdę bajkowy, faktycznie nieco elficki, klimat :)
    I ślub na wolnym powietrzu - ach zazdroszczę, że są jeszcze gdzieś księża, którzy nie uważają tego za bezczeszczenie :<

    OdpowiedzUsuń
  5. No to raz jeszcze !- miłości, radości uśmiechu przez całe życie!:) fajnie się z Wami współpracowało :))

    OdpowiedzUsuń