wtorek, 15 lipca 2014

Niezaproszeni goście

martinesemarie
Staram się nie rozmawiać z ludźmi o moim ślubie, ale czasem ktoś o coś zapyta, więc wypada, abym odpowiedziała ;) Tym sposobem kilka miesięcy temu powiedziałam mojej siostrze ciotecznej, że najchętniej zrobiłbym przyjęcie na  ok. 36 osób. Nie pamiętam jak zareagowała w tamtym momencie. Po jakimś czasie jednak przyznała mi, że słysząc tę liczbę zaczęła się zastanawiać czy ją planuję zaprosić.

W chwili obecnej miałabym ochotę obsypać ją za to kwiatami. Moja siostra cioteczna, kandydatka na druhnę, jeden  z najważniejszych na tej imprezie gości, nie uznała, że mam obowiązek ją zaprosić. Co tam rodzina, co tam więzy krwi, co tam tradycja i to co wypada. Mogłam, ale nie musiałam jej zapraszać. Dała mi wolność wyboru, możliwość samodzielnego podjęcia decyzji, uszanowała to, że moja wizja wesela może znacząco odbiegać od jej wyobrażenia, nie zapytała: „A co ze mną, a ja będę?” lub „To kogo zaprosisz?”.

Zupełnie inaczej, bardzo często, wygląda sytuacja z dalszą rodziną. Sama na własnej skórze przekonałam się jak niekomfortowym uczuciem jest usłyszeć, że ktoś planuje być zaproszony na moje wesele, a ja wcale nie mam go na liście gości! Pół biedy, gdy ktoś powie to mnie i mam okazję do naprostowania sytuacji. Gorzej, gdy po informacji o moim ślubie, to moi rodzice i dziadkowie słyszą: "No to będziemy tańczyć na weselu NPM", "To adres do X, przyda się.".

Kompletnie nie pojmuję jak osobom z którymi nie mam kontaktu od 10 lat, których nie poznałabym na ulicy (bo nie mam ich nawet wśród znajomych na fb), którym nie wysyłam pocztówek z wakacji czy życzeń na urodziny, imieniny i święta może przyjść do głowy, że będą zaproszeni? Po kilku głębszych oddechach można stwierdzić, że da się to wybaczyć ludziom starszym, osobom, które pamiętają wesela na 300 osób i są przekonani, że to  nadal tak wygląda i na imprezę zaprasza się całą rodzinę, nieważne ile lat niewidzianą. Ale skąd takie przekonanie u ludzi młodych?

Jak potraktować gościa, który zaprasza się sam? Na początek proponuję 10  lub 50 głębokich oddechów, a potem uświadomienie sobie, że ludzie czasem przypadkiem coś palną, zanim pomyślą. Całkiem niezłe usprawiedliwienie ;) Teraz przychodzi czas na decyzję: Czy mamy dla nich miejsce na weselu? Może i mamy? Czy ich chcemy? No nie chcieliśmy, dopóki na nas nie wymusili przemyślenia tego. Prawda jest jednak taka, że nie uznaliśmy ich za obowiązkowych do zaproszenia gości. Zrobić wyjątek? Gdybyśmy chcieli robić dla wszystkich wyjątki, to...? Nie, to za dużo, więc... Warto przed ślubem poćwiczyć asertywność :)

Drodzy Goście weselni, mam też kilka zdań dla Was :)
Zostaliście zaroszeni na wesele? To super. To znaczy, że Para Młoda uznała Waszą obecność za niezwykle istotną i chcą świętować swój najważniejszy dzień życia razem z Wami. To swojego rodzaju zaszczyt i wyróżnienie z którego powinniście się cieszyć. Nie zaproszono Waszej córki, syna, siostry, brata, mamy, taty, babci, dziadka czy kogokolwiek bliskiego? To wesele Pary Młodej i mieli prawo do wyboru gości wg swoich własnych standardów. Nietaktem (o ile nie czymś gorszym) jest narzucanie im zaproszenia jakiejś osoby i nigdy tego nie róbcie. Nie obrażajcie się, nie irytujcie, nie odmawiajcie przyjścia (choć jeśli mielibyście iść z negatywnym nastawieniem, to sobie odpuśćcie).
Dopiero spodziewacie się zaproszenia na wesele? Nie spodziewajcie się, nie tak wprost :) Coraz częściej Pary Młode rezygnują z wesel. Wolą ślub za granicą, skromny obiad z rodzicami lub uroczystość w małym gronie najbliższych. To, że jesteś rodziną, nie oznacza, że na weselu znajdzie się dla Ciebie miejsce. Nieważne czy Ty byś tę osobę zaprosił, czy ona była na Twoim weselu (i wg Ciebie ma obowiązek się odwzajemnić), czy to dość bliska rodzina, czy rozmawiacie ze sobą od święta, nikt nie ma obowiązku zapraszać Cię na swoje wesele. To jego wybór, a Ty powinieneś to uszanować.

P.S. Jak podsumował to mój PM? "A może my jesteśmy aspołeczni, a normalni ludzie tak robią?" Nie, nie robią :D

38 komentarzy:

  1. Ja mam podobną sytuacje z chrzestną ;P od 9 roku życia nie widziałam jej u mnie na urodzinach , urodziny obchodzi dzień po moich , nawet mniejsza o takie drobiazgi, lecz gdy 4 miesiące temu poleciałam do Polski na pogrzeb babci zamiast zapytać czy sobie radzę, jak mi się żyje z dala od bliskich, po prostu wypaliła z tekstem: kiedy bawimy się na moim weselu, gdy ktoś próbował ją uciszyć, z głupim uśmieszkiem na twarzy powiedziała,że w końcu jest chrzestną!! gdyby nie okoliczności różańcowe dowiedziałaby się co o niej myślę..:) na naszej liście gości znajdują się osoby, które są nam bliskie, z którymi utrzymujemy kontakt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moją chrzestną widziałam ostatnio na mojej komunii, chrzestnego na bierzmowaniu, bo był moim świadkiem. A ślub biorę cywilny, więc ani się nie popisali w roli kogoś ważnego w moim życiu, ani nawet nie zadbali o wychowanie w wierze, które przysięgali. Nie ma ich na liście moich gości.

      Usuń
    2. Ja z moją chrzestną mam podobnie, tak na dłużej to ostatnio widziałam ją chyba jak miałam 12-13 lat, od tamtej pory czasami zdarzy się, że poproszę ją żeby wcisnęła moją babcię gdzieś do lekarza (bo zarządza przychodnią) i wtedy wejdę do niej na dwa słowa, żeby nie było, i zawsze te słowa dotyczą mojego ślubu nawet jak jeszcze wcale nie planowaliśmy ślubu. Na moją 18tkę rodzinną była zaproszona ale niby pomyliła daty i przyjechała w dzień moich faktycznych urodzin mimo, iż była powiadomiona, że tego dnia jestem na wycieczce szkolnej w Czechach, i już nie pofatygowała się dwa dni później na uroczystość. Wkurza mnie to jej wieczne pytanie jak przygotowania do ślubu, bo wiem, że czeka tylko na to, czy ją zaproszę czy nie, pewnie wolałaby nie bo to wydatek (mimo, że jest dosyć bogata na 18 urodziny dostałam od niej aż 100 zł, oczywiście poza tym jak byłam mała to nie dostałam nigdy nic na urodziny od niej) i jeśli już ją zaproszę to chciałaby mieć to z głowy i mnie z głowy,

      Usuń
  2. Fantastyczny artykuł!:) Nasz ślub niedługo, za moment będziemy zapraszać gości, a ja ciągle borykam się z problemem - ,,zaprosić czy nie?". Wypada, bo ta osoba chodziła razem ze mną do szkoły, mieszka niedaleko ( choć nie zapraszamy sąsiadów), z drugiej strony nie mam z nią kontaktu, jedynie spotkania raz na rok ( dosłownie). Przyznaję, że nie przepadam za ,,tą" koleżanką, która wielokrotnie nie była w porządku wobec mnie, choć teraz jest między nami ok - ale pewnych spraw się nie zapomina. Przepraszam za tę wylewność. Chyba była mi potrzebna:) A artykuł dał wiele do myślenia!:) Pozdrawiam:) Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Slub to jeden z najbardziej wyjatkowych momentow w zyciu! Dlatego My zaprosilismy tylko wyjatkowych ludzi, takich z ktorymi naprawde chcielismy dzielic radosc tego dnia. Zaprosilismy tylko NAJBLIZSZYCH naszemu sercu przyjaciol i rodzine. Bylo ok.80 osob, niesamowita atmosfera, i nie zaluje ze niezaprosilam kogogokolwiek spoza osob ktore byly:))

      Usuń
  3. Jak ja nie trawię takiego wpraszania się! I zawsze zastanawiało mnie to jak ludzie, którzy nie poznali by mnie na ulicy mogą się czuć zaproszeni na ślub czy wesele :P

    Ps. Wesela na 300 osób wciąż się zdarzają - osobiście byłam na takim w zeszłym roku :P U mnie na Podlasiu są regiony, gdzie takie duże wesela to norma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodziło o to, że dla niektórych 300 osób to standard i norma, a taka liczba jest równie popularna co 10-15 :)

      Usuń
  4. A co jeżeli Para Młoda postanawia zaprosić całą liczną rodzinę to też jest to nietaktem ? Niby wyszły z mody duże wesela, ale my zawsze o takim marzylismy. Pojawią się jako goście osoby których dawno na oczy nie widzieliśmy. Czemu na stypach spotykamy się tak licznie. Warto byłoby ogrzać znajomość może będziemy ją pielęgnować. To że moja mama czy tesciowa nie utrzumuje z nimi kontaktu nie znaczy że ja tak chce. Chce decydować sama za siebie,ddlatego sporne jest u nas to " po co zapraszać wujka z Krakowa jak i tak on nie przyjedzie " strasznie mnie to drażni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ula, jeśli chce, to jak najbardziej ok.
      Chodziło mi o sytuacja w której robisz wesele (nawet duże), masz listę gości do zaproszenia, a wprasza Ci się na nie jeszcze kolejne 20 (lub więcej) osób. A dla Ciebie to za dużo, bo każdy ma jakieś swoje limity (choćby związane z wielkością sali) :)

      Usuń
    2. No tak ;) ale my wyszliśmy z założenia ze limitu u nas brak ;) hehehehhhe tyle ze faktycznie ale wiecej cioc i wujkow nie posiadam a zapraszanie ludzi co się nie chce widzieć ( mam tak z sasiadami) stwierdzilam ze nie zaprpsze ich i juz.

      Usuń
  5. Jak to powiedział mój przyszły mąż (oczywiście w ramach żartu) "a co tam wypada, u nas to będzie zaszczyt ze ktoś będzie mógł przyjść" - wychodzimy z tego założenia: zapraszamy te osoby, z którymi chcemy się dobrze bawić a nie dlatego, że "wypada". Na swoim weselu chcę czuć się komfortowo wśród osób mi bliskich (i nie mam tu na myśli wyłącznie więzów krwi), a nie jeszcze spinać się tym co później pójdzie w świat obgadane, bo ciocia klocia opowiedziała wszystkim swoją wersję wydarzeń. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. dokładnie....istny koszmar........najgorsze ze nie odzywają się do nas tylko do moich rodziców i teściów ludzie których 100 lat nie widzieli, bo usłyszeli ze się pobieramy i czuja się zaproszeni....wtedy oni (rodzice i teście) troją nam tyłki aby zaprosić tego i tamtego.......a my na to twardo odpowiadamy NIE........zapraszamy tych których lubimy, mamy kontakt i mamy tez zamiar ten kontakt otrzymać a nie zerwać na kolejne 100 lat.........rodzice tłumaczą to tym ze wesele to okazja do odnowienia kontaktów....no jak ja to słyszę to aż nie wywraca na lewa stronę.....jakby miliona innych tańszych okazji nie było...
    podobny kłopot jest z przyjaciółmi rodziców co się wtryniają w nasz ślub, czuja się zaproszeni i tak dalej............ludzie to ze moi rodzice byli na waszym ślubie i ja jako dziecko nie oznacza ze wy musicie być u mnie......
    nie powiem jakby rodzice w 100% płacili a ja potrafiła bym mieć wyrąbane w ta uroczystość to czemu nie.....niech sobie spraszają kogo chcą...... ale ze sami za to płacimy (tzn większość bo tata się sarmackim honorem ujął) i wszystko od a do z organizujemy sami to sory bardzo ale ciotka klotka i sąsiad Zdzichu zostają w domu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! popieram! Tylko ja mam problem z tym jak takim gościom powiedzieć grzecznie sorry ale was nie przewidujemy na liście gości...

      Usuń
    2. W ogóle nic nie mówić. NIe dajesz zaproszenia = nie zapraszasz. A jak ktoś będzie na tyle nieogarnięty i będzie się dopytywał, to powiedzieć jak jest = prawdę i tyle. To nie ty masz się źle czuć (jesteś uczciwa ), tylko ta nieogarnieta osoba.

      Usuń
  7. "a ja potrafiła bym mieć wyrąbane w ta uroczystość" - mój ulubiony fragment :D I zgadzam się w 100% z całością :)
    Za co płacą rodzice? Bo ja mam wrażenie, że największym błędem jest pozwolenie płacenia rodzicom za część gości (wtedy i lista się wydłuża i potrzeba "troski" o tych gości u rodziców ogromnie rośnie) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Nigdy nawet dla własnego spokoju nie pozwolilabym na oplacenie wesela czy ślubu.

      Usuń
  8. u mnie niektórzy obrazili się na moją mamę!! że ich nie zaproszono....!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję za ten artykuł:) Mam na liście gości parę, na weselu której byliśmy, bo mój ojczym jest chrzestnym panny młodej. Wtedy (2 lata temu) jeszcze nie wiedzieliśmy, że w ogóle będziemy brać ślub, wręcz był plan, że go nie będzie:P Rodzina ojczyma jest duża, a plan dotychczas był taki żeby zaprosić tylko młodych na weselu których byliśmy, chociaż nie mamy za bardzo kontaktu. Reszta tej rodziny której nie zaprosimy na bank się obrazi niezależnie od okoliczności. Panna Młoda i jej matka, które spotkały się z moją mamą jakoś w lutym czyli 7 mcy przed naszym ślubem właśnie uskuteczniły takie wpraszanie się o którym piszesz. Moja mama stwierdziła więc, że trzeba zaprosić chociaż młodych, na których weselu my byliśmy. I teraz nie wiem: czy lepiej zaprosić tylko ich i narazić się na zarzuty że jak to tylko tak wybiórczo, czy w ogóle nikogo nie zapraszać? Zapraszanie wszystkich nie wchodzi w grę. Dodam, że rodzinę mam liczną bo każde z rodziców po rozwodzie założyło nową rodzinę. Ponieważ wszyscy są w dobrych relacjach to oprócz rodzin ze strony mamy i taty będą też rodzice i rodzeństwo z dziećmi ojczyma i macoszki. Rzeczona para to dalsza rodzina ojczyma. Jakieś pomysły jak elegancko wybrnąć?

    OdpowiedzUsuń
  10. Ślub to nie jest dla nas najważniejszy dzień życia. Te naprawdę ważne świętujemy we dwoje albo w gronie najbliższej rodziny. Dlatego nie zapraszam ludzi, z którymi się nie kontaktuję. Choćby dlatego, że nie wiem, jak miałabym im dostarczyć zaproszenie - wynajmować detektywa? :-P

    OdpowiedzUsuń
  11. Gdy tuż po zaręczynach przeliczyłam "szeroką najbliższą rodzinę" (dziadkowie, rodzeństwo rodziców i ich zstępni) wyszło mi już 50 osób. Dalsza rodzina (której obecność na weselu parę lat temu uznałabym za oczywistość, ze względu na bliskie kontakty w dzieciństwie) nie została wobec tego zaproszona. Na razie nikt się bezpośrednio nie wpraszał i nie skarżył, ale co mówią za plecami - nie wiadomo. Oprócz tego zaprosiłam sąsiadów - ale tylko tych, na weselu których byłam jako dziecko - bez dzieci. Co do znajomych - wybór bywa trudny, szczególnie jak należy/należało się do jakiejś dużej grupy (np. religijnej, do chóru, klubu sportowego) i z wszystkimi utrzymuje się kontakty na podobnym poziomie - ja z kilkudziesięciu osób wybrałam zaledwie 3 jako reprezentację (pierwsza osoba - bo jest mi najbliższa, druga - bo ostatnio widywałam ją najczęściej, trzecia - bo mam z nią najlepsze wspomniania, a inni do których mam sentyment nie zaprosili mnie na swój ślub :) )

    OdpowiedzUsuń
  12. to przypomina moją sytuacje ;/ niestety moja mama stwierdziła, że "ona zapłaci za swoich gości" (!!!) i nie ma z nią dyskusji... w taki oto sposób z 90 osób zrobiło się nam 120 i cicho liczymy na to, ze choć część nie przyjedzie. a jak pomyślę o ludziach, których NIGDY (literalnie NIGDY!) na oczy nie widziałam (albo widziałam raz w życiu), a są zaproszenie to mi się rzygać chce ;/ no niestety...

    OdpowiedzUsuń
  13. U mnie było jeszcze ciekawiej. W środę mój wujek zadzwonił i powiedział że niestety nie przyjdzie, bo jego partnerka leży obłożnie chora, że ją połamało (korzonki czy coś) i że nie dojada. No to spoko, udało sie na sali jeszcze ustalić że no 2 osoby odpadną. Jakież było moje zdziwienie jak podjeżdżamy przed 16 przed kościół a oni stoją z prezentem a Paniusia jakby nigdy nic jej nie było :O A jak wywijała na parkiecie? W życiu bym nie pomyślała że ta kobiecina leżała jeszcze dwa dni wcześniej w łóżku z blokadami....

    OdpowiedzUsuń
  14. U nas łącznie z parą młodą wychodzi ... 31 osób i jestem dumna, że mimo nacisków z różnych stron nie daliśmy się i postawiliśmy na swoimi (a było z czego rezygnować - pierwotna lista, obejmująca jedynie rodzeństwo naszych rodziców i nasze kuzynostwo liczyła sobie ponad 130 osób). Nasze małe wesele już za 11 dni, a ja już nie mogę się doczekać - mam nadzieję, że tak jak sobie wymarzyliśmy, będzie to intymna i rodzinna uroczystość :) / Ola

    OdpowiedzUsuń
  15. Hahah :D jak dobrze to pamiętam :) jeszcze nie wiedzieliśmy, kiedy się pobierzemy, a już mieliśmy "ustaloną" liczbę gości :) a potem fochy i pretensje i nieodzywanie się do końca świata i jeszcze dzień dłużej... taka to dzisiejsza bezinteresowność i radość z czyjegoś szczęścia...

    OdpowiedzUsuń
  16. To, że ktoś mówi Ci "to będziemy tańczyć na twoim weselu" wcale nie musi oznaczać, że chce się wprosić, a np może to być forma gratulacji - czasem tak się mówi ;)
    A jeśli chodzi o rodzinę - no cóż, zależy od tego, jakie kontakty z nimi utrzymujesz. Ja ze swojej strony chcę zaprosić 15 osób, nie będę się wygłupiać z kimś, kogo sto lat nie widziałam i nie utrzymuję z nim kontaktów. Ale już rodzina mojego narzeczonego jest ogromna i wszyscy utrzymują ze sobą bliski kontakt. Wystarczy, że jego ojciec ma dużo rodzeństwa... No i jest jeszcze kwestia tego, co wypada. Nie można np zaprosić ulubionego kuzyna bez jego świeżo poślubionej małżonki, zwłaszcza jeśli niedawno było się na ich ślubie.

    OdpowiedzUsuń
  17. widzę że większość ma podobny problem :(

    nie dość, że rozmawiają z rodzicami (a nie Parą Młodą!), to jeszcze rodzice cisną, żeby tych właśnie gości zaprosić.

    i to nie chodzi o płacenie przez rodziców,czy nie (choć u nas płacimy my), tylko o konflikty co się zacznają w rodzinie tworzyć.

    no bo: jak tu NIE zaprosić BRATA mojego ojca? to najbliższa przecie rodzina, ale widują się z moimi rodzicami, a ja byłam u nich 7 lat temu i nawet nie wiem jak ich najmłodsze dziecko wygląda.)

    a po drugie, jak już odmawiacie, to JAK?

    "oj, przykro mi, nie zaprosimy Was, bo...?

    czy NIE, bo NIE, pozdrawiam?...

    echhh, jak na razie to TO jest nasz najeikszy problem.

    OdpowiedzUsuń
  18. Trochę mnie przeraża, że nikt z komentujących nie ma podobnej sytuacji do mojej. Prawie wszyscy tutaj chwalą się swoimi małymi weselami, a ja zaczynam Wam powoli zazdrościć... Nasze wesele będzie na ponad 200 osób i co do gości nie mam nic do powiedzenia, bo całe wesele finansują rodzice, bo jesteśmy jeszcze młodzi i w zasadzie niczego jeszcze nie mamy. Może lista gości nie byłaby taka długa, gdyby nie fakt, że mój tata ma dużo rodzeństwa i trzeba ich wszystkich zaprosić razem z ich dziećmi (moimi kuzynami). To jednak nie jest dla mnie wielką tragedią, bo u nas to normalne, że taka szersza rodzina spotyka się przy okazach takich jak np. wesela. Najbardziej jednak denerwuje mnie, że rodzice chcą zapraszać osoby, które kiedyś ich zaprosiły na wesele, a sami nie utrzymują już właściwie z nimi kontaktu, nie wspominając o mnie, bo ich nie znam. Z uwagi na liczbę osób rodzice mogliby sobie odpuścić aż takie "uprzejmości".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas sytuacja wygląda podobnie. Rodzice mojego narzeczonego chcą zapraszać najdziwniejszych krewnych o jakich słyszałam, a moja odmowa w ogóle się nie liczy, bo PM jest zupełnie nieasertywny w stosunku do nich.

      Usuń
    2. Dlatego ja uważam, że trzeba brać siły na zamiary. Skoro nie stać mnie na wesele na moich zasadch i warunkach, to go nie robię. Nie ma opcji, by ktokowiek podejmował za mnie decyzje.
      My zastanawialiśmy się nad weselem, bo nie wiedzieliśmy, czy będzie na nie kasa, a pożyczanie/kredyt/wsparcie finansowe nie wchodziły w grę. W odwecie był obiad dla najbliższej rodziny a dla przyjaciół impreza pod gołym niebem z grilem i djem. Trzecią opcją był ślub i od razu wyjazd na urlop :-) Poprzestaliśmy na weselu, ale pozostałe opcje tez by mnie cieszyły :-)

      Usuń
  19. oh! Jak bardzo doskwiera mi ten problem! Najgorsze jest to, że mój PM chce ich wszystkich zaprosić "bo wypada". Z mojej rodziny zaprosiliśmy tylko najważniejsze osoby, a on ciągle mi mówi: "Ale zaprośmy go, no bo wiesz, to brat stryjeczny kuzyna mamy." i temu podobne bzdury. Niestety nie rozumie, że ja źle czuje się myśląc o tych wszystkich nieznajomych, których pierwszy raz spotkam na własnym weselu. Ulegałam pojedynczo i w ten sposób zaprosiliśmy już nadprogramowo ponad dziesięć osób, a ja jestem wściekła, bo teraz nie mogę się z tego wycofać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justyna, u mnie było podobnie. Po chwilowej irytacji stwierdziłam jednak, że to goście PM i jeśli on chce, aby się tym tematem rządzili jego rodzice, to niech się rządzą. Mnie szkoda nerwów. W finale: gości na weselu ze strony PM było więcej, a samych zaproszonych (takich "pewnych, że nie przyjdą") była cała masa ;)

      Usuń
  20. A co w sytuacji kiedy np mamy tak duze wesele ze nie zapraszamy dzieci a goście mogą zignorować naszą prośbę i przyprowadzą dzieci?
    Albo osoby nieproszone po prostu sie wprosza? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wproszą się i będą pilnowali ścian, czy spędzą całe wesele na dworze? Bo przecież miejsc przy stole nie będzie ;-)
      A co do dzieci: osobiście uważam, że wesele to impreza dorosłych. Rozumiem, że niektórzy nie mają z kim zostawić albo są na tyle małe, że nie chcą, ale o tym już trzeba rozmawiać z MP i przede wszystkim - zapytać.

      Usuń
  21. To teraz wyobraź sobie sytuację, że już zaprosiłaś kogoś na wesele, a później powiedziałaś, że zaproszenie jest niektualne i jest zakaz wstępu na ślub i wesele :D
    Dowiedziałam się, że osoba zaproszona nie życzy MP szczęścia na nowej drodze życia, bo wiadomo, Pan Młody zasługuje na kogoś lepszego, ale na wesele chce przyjść zobaczyć jak to sobie Młodzi wszystko wymyślili i zorganizowali.
    Tak o własnie było ;-)

    OdpowiedzUsuń
  22. A co z najbliższą rodziną której nie chcemy prosić? Rodzice mojego S. dłuższy czas temu zerwali z nim kontakt (tak jak i z resztą rodziny) wyjechali, zmienili numery telefonów i tylko jego babcia do której kilka miesięcy temu też przestali się odzywać ma jakiś ich adres...
    A mimo to, cała rodzina i moja i jego, kiedy tylko pojawi się temat ślubu (który jest dopiero za rok) od razu rzucają pytaniem o nich, czy w końcu ich poinformowaliśmy bo przecież to rodzice... Boję się że na weselu to że jesteśmy źli i okrutni że ich nie zaprosiliśmy będzie tematem nr. 1 i będzie "prześladowany" tym na każdym kroku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli Twój narzeczony jest pewien, że ich nie chce zapraszać i że nie będzie tego żałował (zawsze to rodzice, więc niech tej decyzji będzie pewny na 100%), to nie zapraszajcie (możecie ewentualnie wysłać im zawiadomienie o ślubie), a przed całą rodziną zacisnąć zęby i twardo stać przy swoim. Bo mówić o tym będą i nie każdy Was zrozumie. Swojej decyzji musicie być pewni Wy.

      Usuń
  23. Slub i wesele to uroczystość przede wszystkim rodzinna i właśnie okazją, żeby spotkać te dawno niewidziane ciotki i wujków itp przypomnieć sobie siebie, nasze korzenie no ale wg autorki czasy się zmieniły stara ciocia nie pasuje do fajnej imprezy! Też będziesz kiedyś taką ciocią-pamiętaj!
    ps i pamiętajcie goście o kasie bo show musi się zwrócić nie myślcie,że za darmo się najecie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze mówisz. Wiadomo młodzi chcieliby zaprosić wszystkich swoich przyjaciół i znajomych. I dobrze. Szkoda tylko, ze zapominają o swojej rodzinie. Dziadkowie, wujostwo czy kuzyni również są ważni mimo braku kontaktu. Nigdy nie wiadomo czy taki kontak czasem się nie naprawi. Byłam parę lat temu na weselu kuzynki z którą od dawna nie miałam kontaktu. I co? Bawiłam się dobrze a kontakt z nią oraz jej rodzeństwem poprawił się o 180 stopni. Mamy ze sobą kontakt do tej pory. Może nie widujemy się codziennie, raczej kilka razy do roku ale gdy już się spotkamy to możemy uznać te spotkania za najlepsze spotkanie towarzyskie w roku :)

      Usuń