środa, 4 marca 2015

Lista zażaleń do salonów sukni ślubnych

Nicholas Pippins
Wybór sukni ślubnej jest jednym z najtrudniejszych ślubno-weselnych wyborów. W końcu to kreacja, którą będzie nosiła gwiazda wieczoru i będzie to mogła robić tylko przez jeden dzień w swoim życiu. Suknia musi być piękna, wygodna, dopasowana do stylu wesela... Wszystko to wywołuje ogromną, niepotrzebną presję... w walce z którą powinny pomagać pracownice salonów z sukniami.
Czy pomagają? Czasem, troszeczkę, okazjonalnie. W większości przypadków irytują ogromną grupę Panien Młodych, z którą miałam nie(przyjemność) porozmawiać na ten temat. Oto efekty rozmów zebrane w liście zażaleń do salonów sukien ślubnych.

Drogie pracownice salonów, ten wpis nie ma na celu dokuczenie Wam (no, może troszeczkę). To raczej lista luźnych myśli i wątków, na które warto zwrócić uwagę, aby... żyło nam się lepiej ;) Wam i odwiedzającym Was Pannom Młodym.

Lista zażaleń do salonów sukni ślubnych:
Zakaz robienia zdjęć w przymierzalniach
Nigdy nie zrozumiem argumentów broniących robienia zdjęć w przymierzalni. Zwłaszcza: "Bo konkurencja zobaczy jakie są modele (i podkradną projekty)." Ale co zobaczy? To samo co może zobaczyć na stronie internetowej? Albo to, że suknia gorzej wygląda na prawdziwej kobiecie niż na modele ze zdjęcia? Przecież to normalne :)
To co widzimy na żywo, a to co pokazuje nam zdjęcia/film to czasem dwa zupełnie inne obrazy. Sama się o tym przekonałam i wiem, że nie kupiłabym sukni, której nie mogłabym zrobić zdjęcia. Cenię salony, które pozwalają na zrobienie zdjęcia/filmiku, po złożeniu obietnicy, że usunie się je przed wyjsciem. Lepsze to niż nic... Współczuje wszystkim mamom, babciom, druhnom i koleżankom, które marzą o zobaczeniu zakupionej sukni, a nie mogą, bo mieszkają daleko od Panny Młodej... I Pannom Młodym, które nie mają możliwości porównywania różnych modeli na sobie i kupują kota w worku.

Wpuszczanie do salonów tylko umówionych klientek
Zanim zaczęłam przymiarki sukien kilkakrotnie odwiedzałam salony bez wcześniejszego planu. Wchodziłam prosto z ulicy, czasem będąc przypadkiem w mieście oddalonym od mojego miejsca zamieszkania i mogąc skorzystać z okazji tylko w tej konkretnej godzinie. Chciałam jedynie rozejrzeć się, zamienić trzy zdania, zapytać o ceny... Nie każdy wszystko planuje i nie każdy chce suknie mierzyć zanim zdąży się rozejrzeć.

Pobieranie opłat za mierzenie sukni
Bez komentarza.

Jak Cię widzą, tak Cię piszą...
Inaczej traktowane czują się osoby wchodzące do salonu w dżinsach i t-shircie, a inaczej te podjeżdżające BMW... Inaczej te, które wejdą z elegancko ubraną mamą i te, którym towarzyszy świadkowa w sportowym stroju.. I tak czuje się cała masa Panien Młodych!
Ja czułam się źle w 95% salonów. Nie dlatego, że wchodziłam w dżinsach i grubych swetrach, ale dlatego, że nie czułam się tam na miejscu. Są sklepy, do których nigdy nie wchodzę, bo czuję, że do nich nie pasuję. Podobnie miałam z salonami sukni ślubnych... Miałam wrażenie, że to nie moja bajka, a nikt nie miał ochoty mi udowodnić, że się mylę ;)

Brak informacji o cenie sukni
Istnieją salony, które nie udzielają telefonicznej i emailowej informacji o cenie sukni. Jest to problematyczne. W sytuacji, w której zastanawiam się nad wyjazdem do innego miasta, w celu oglądania sukienek, potrzebuję wiedzieć czy to ma sens i czy będzie mnie stać na wybrane w internecie modele.

Przymierzalnia w niedogodny miejscu
Mierząc sukien biegamy w majtkach i staniku, przymierzamy modele, które są na nas za małe lub za duże i... raczej nie chcemy mieć przed sobą tłumu widzów, który zobaczy nas w źle dobranej sukience. Prywatność jest tu niezbędna ;)

Nadmierny entuzjazm i szukanie sojuszników
"Achy" i "ochy" pod adresem Panien Młodych nie są mile widziane, zwłaszcza te wyrzucane z siebie bez opamiętania i przy każdym mierzonym modelu. Obiektywizm i szczerość są w cenie!
Równie irytujące jest szukanie sobie przez ekspedientkę sojuszników w sytuacji, gdy Pannie Młodej suknia się nie podoba, a ekspedientka chce ją usilnie do swojej opinii przekonać. Sojusznikiem może być każdy... Mama, narzeczony, a nawet rodzina mierzącej obok suknie drugiej Panny Młodej ;)

"Panna Młoda powinna wyglądać TAK"
"Nie ma (czyt. nie istnieją) sukni ślubnych bez gorsetów...", "Panna Młoda powinna mieć długą suknię...", "Suknia powinna być balowa, bo jak pani będzie wyglądała, gdy goście się ładniej ubiorą..." Suknia powinna być dobrana do gustu Panny Młodej i stylu wesela, nie pani z salonu dla której normą jest to co ona ma do zaoferowania i nic poza tym.

Budna suknia ślubna
Są dwa rodzaje niedopuszczalnego brudu:
1) kurz z podłogi sprawiający, że dół sukni jest czarny,
2) brud z pudru, szminki i innych kosmetyków.
Po pierwsze: w salonie się sprząta i nie zamiata suknią podłogi.
Po drugie: ja rozumiem, że Panna Młoda w makijażu to Panna Młoda, która pewniej i piękniej czuje się mierząc suknie. Gorzej czuje się tylko ta, która musi założyć brudną sukienkę jako druga lub następna w kolejce.
Jestem przewrażliwiona na punkcie czystości ubrań, które zakładam i w tym przypadku zdarzyło mi się odmówić mierzenia brudnej sukni.

Ograniczone rozmiary i brak możliwości wprowadzania zmian
Brak małych, brak dużych. Brak odpowiednich długości. Brak możliwości dokonania modyfikacji. Brak dobranego rozmiaru, który sprawi, że będzie można zobaczyć dokładny kształt sukni.
Dla salonów to kosztowne, trudne do realizacji, ale... tłum Panien Młodych na to nieustannie narzeka.

"Nie stać się? Ale to jedyny raz w życiu..."
Bez komentarza.

30 komentarzy:

  1. Ja na swoim ślubie miałam krótką suknię ślubną. rodzina itd doradzał mi ten pomysł,Ale pan młody mi powiedział : kup taką suknię, w której się czujesz najlepiej to jest nasz ddzień i nikt nie może nam mówić jak mamy wyglądać i z tym się muszę zgodzić. Nie słuchajcie babci mamy czy kogoś innego słuchajcie swojej intuicji a nie tego co wam ktoś mówi l. W końcu finał był taki, że ja z moim trwa już mężem poszliśmy do salony i kupiłam swoją suknię ślubną l. Była idealna i mimo,że mi wiele osób mówiło że mi będzie zimno itd. To adrenalina temu zapobiegla.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładam salony, w których wciskają Cię w modele, w których wyglądasz wybitnie niekorzystnie i nad nimi się zachwycają a każdy widzi najmniejszy mankament Twojej figury. Oraz salony, w których wysłuchujesz na dzień dobry, że do ślubu wypadałoby popracować nad sylwetką tak, żeby sukni nie trzeba było dopasowywać tylko od razu kupić. Najlepiej tą z wyprzedaży, model sprzed kilku lat, aż tłusty od brudu i mierzenia. Nowe modele są tylko dla rozmiaru 34 i 36 i pani w rozmiarze 38/40 przecież na siłę w to wciskać nie będą! Krzywda się im stanie...Pomijając fakt, że na przymiarkę czekasz w salonie blisko 30 minut bo inna panna młoda z wzorcową figurą właśnie wciskają w miliardowy model danego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam odwrotne doświadczenia. Byłam z koleżanką na poszukiwaniach sukni. Obie nosimy małe 34 i nie było ani naszego rozmiaru, ani odpowiedniej długości.

      Usuń
  3. Wiem, że pani tego nie czyta, ale jest kilka błędów,więc może tym razem warto. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. hmmm, nie wiem czy akurat brud pozostawiony przez szminkę jest taki najgorszy... niestety, ale suknie do mierzenia ogólnie nie są prane chyba zbyt często. Nie rozumiem odmowy mierzenia sukienki pobrudzonej szminką podczas gdy w trakcie mierzenia zakładasz na siebie, na prawie gołe ciało suknię mierzoną przez wiele wiele innych gołych ciał wcześniej ;) dla mnie takie niewidoczne brudy są gorsze niż te widoczne na pierwszy rzut oka ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja pani z salonu śubnego okazała się istnym aniołem - z własnej inicjatywy(!), własnym telefonem komórkowym robiła mi zdjęcia gdy przymierzałam coraz to nowe suknie ślubne z jej salonu (!!) a potem wysłała mi wszystkie te zdjęcia na maila (!!!), no anioł a nie kobieta :)
    Ale ona założyła salon sukien ślubnych z powołania, sama miała różne nieprzyjemne przejścia przy wyborze własnej sukienki i zakładając salon, przyświecał jej cel aby był on przyjazny przyszłym Pannom Młodym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie są takie anioły?!
      Mnie moja też pomagała przy sukni, pozwoliła zrobić zdjęcia żebym wiedziała jak w sukience wyglądam i jakie dodatki do pana młodego dobierać. Ale wcześniejsze salony to był istny koszmar...

      Usuń
    2. Wow tylko pozazdrościć! :)

      Usuń
  6. ja zniechecona salonami slubnymi i ich oferta we Wroclawiu udalam sie do Krakowa do Anny Kary. Bylam tam dwa razy. Najpierw mierzyłam suknie ze starej kolekcji. W grudniu pojechalam juz z mama i mierzylam takze nowe suknie. Panie tam będące opisaly mi dokladnie modele, ktore mierzylam w raz z cenami. Malo tego...idealnie mi doradziły z suknia, dopasowały mi ja do figury, podpowiedziały jakie do tego dobrać buty, biustonosz, szal, fryzurę. Jestem bardzo zadowolona. Dostałam nawet próbkę materiałów, abym mogla sobie spokojnie dobierać we Wrocławiu dodatki.Tez zdenerwował mnie fakt braku możliwości wykonania zdjęć, ale jestem w stanie zrozumieć, ze wszędzie jest taki zakaz i tyle. Wiele panien młodych przychodzi zmierzyć suknie i zabiera termin wizyty innej dziewczynie tylko po to, żeby przymierzyć kieckę a potem pójść do innej krawcowej w celu uszycia podroby. Polecam ten salon. Nikt na mnie krzywo nie patrzył, mimo iż za pierwszym razem nie wyglądałam zbyt wyjściowo. Nikt mi także sztucznie nie zachwalał modeli. Jak poprosiłam o szczera rade to ja dostałam. Odradzono mi z uwagi na moja budowę ciała kilka modeli, na które byłam napalona wcześniej i bardzo teraz za to dziękuje. Suknie pokazane na ich stronie na "żywo" wyglądają o niebo lepiej i nie ma co opierac sie tylko na internecie przy wyborze sukni

    OdpowiedzUsuń
  7. Jako pracownik salonu przedstawię wam to z drugiej strony. Mówicie o tym, że fajnie jest mierzyć suknie w makijażu, bo to wygląda bardziej elegancko, bardziej pasuje, a nie zastanawiacie się że wy również zostawiacie resztki swojego makijażu na tej sukni?
    Mówicie o tym że suknia jest brudna na dole, ale gdy sunia jest za długa A Wy chodzicie w niej po salonie ciągnąc ja po podłodze to jest ok? Oczywiście że w salonie się sprząta i to nie raz dziennie, ale wystarczy że 1 osoba przejdzie w butach w taką pogodę, to podłoga już nie jest czysta...
    Czasami suknia powinna być prana raz w tygodniu, a to jest nierealne. Każde czyszczenie zostawia na niej ślad, a my tych sukien też nie mamy za darmo...
    inną sprawą jest że mnóstwo dziewczyn przychodzi mierzyć suknie ślubne zapominając o higienie osobistej! Tak, tak niestety to prawda, przerażające jest jak wiele dziewczyn przychodzi w brudnej bieliźnie! Nie wspomnę już o tych od których po prostu śmierdzi potem. U nas w przymierzani są chusteczki nawilżane do dyspozycji klientek, ale zdecydowanie nie korzystają z nich te co powinny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś jak pracowałam w salonach spotykalam sie z takimi Paniam, wiec rozumiem o czym piszesz :)

      Usuń
    2. Ja nie pracuję w salonie ślubnym, ale w 100% się zgadzam - ja nigdy nie mierzyłam sukni w makijażu. Nawet, jak miałam spotkanie po szkole czy po pracy, albo się tego dnia nie malowałam albo brałam ze sobą płyn do demakijażu i mylam twarz przed wizytą. I smugne było to, że laski nie miały żadnego szacunku do rzeczy nieswoich i w dodatku tak drogich. Co do sukien brudnych od spodu - znowu trafiłaś w sedno. Ja jestem niska i dla mnie kazda suknia była za długa. Fakt, że nie paradowalam w kazdej sukni po podłodze, ale np. krecilam sie na podescie, żeby sprawdzić, czy da się w danej sukni ruszać. Zdarzało się, że suknia była dluzsza niż ja +podest. Uważam, że niektóre te zarzuty są przesadzone/nietrafione. No bo jak można obwiniać salon za to, że na sukni są slady pudru... pranie jednej sukni jest drogie, nie mówiąc o całej kolekcji. Jesli kazda suknia mialaby byc prana za każdym razem jak się ubrudzi, to salony musialyby chyba doliczac pranie do cen sukien. Trochę wyrozumiałości, a mniej wymagań. Dla mnie niedopuszczalne byly szare suknie, zakurzone na calej powierzchni. Ewidentnie wskazywały na brak systematycznego sprzątania.

      Usuń
    3. Znajoma, wlascicielka salonu opowiadala mi, ze pewnego dnia przyszla panna mierzyc suknie.Tak smierdziala ze nie szlo wejsc do przymierzalni i zalozyc jej suknie.Prawda o salonach ma dwa oblicza, kochane panie

      Usuń
  8. Fajny pomysł z tym postem! Ile z tego doświadczyłam na własnej skórze. Wtedy wydawało mi się to niekończącym się koszmarem, teraz na szczęście wspominam to z przymróżeniem oka ;)
    Mój hit to: wmawianie mi,że mają moją wymarzoną suknię w salonie, podczas gdy nie mieli jej tam nigdy w życiu (na początku wizyty powiedziałam,że przyszłam przymierzyć tylko ten jeden konkretny model,który wypatrzyłam na ich stronie internetowej i nic więcej) - wkręcali mi,że jest wypożyczona i nie wiedzą kiedy ktoś ją zwróci (???), ale koniecznie powinnam przymierzyć inne suknie jak już do nich przyszłam! Po milionie dociekliwych pytań z mojej strony przyznali się w końcu,że w ogóle nie mają i nigdy nie mieli tej sukni :P Ale... za jedyne 7 tys. zł mogą mi ją zamówić, bo na pewno bez mierzenia, totalnie w ciemno mogą mi powiedzieć, że na 100% będę w niej wyglądała przepięknie i że ta suknia została uszyta z myślą o mnie :P Podziękowałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. To ja na szczęście takich przebojów nie miałam :-) suknie kupiłam w pierwszym sobie,do którego weszła, a z obsługi byłam bardzo zadowolona :-) pomysł na suknie miałam - model był bardzo podobny. Właścicielka donosiła mi kolejne, doradzała i miała angielską cierpliwość do mojego wywymyślania :-) zdjęcia pozwalała robić, tyle,że akurat ja nie korzystałam z tej opcji. :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałam kilka takich przebojów, dla mnie logiczne jest to że kiedy idę mierzyć coś to ubieram się luźno i wygodnie żeby szybko się rozebrać a później szybko ubrać a nie męczyć się później z założeniem spodni i niestety tak zostałam oceniona. Panie z salonów często myślą że nie wiadomo kim są, tak jak umawiałam mnie i koleżankę na mierzenie sukien do jednego z wrocławskich salonów, od początku mówiłam że dwie nas będzie to dostałyśmy zaledwie kilka minut bo już następne, a koleżanka usłyszała "Pani się nie zmieści w te sukienki" to jest chore przy tak ogromnej konkurencji tak się zachowywać. Suknie ostatecznie wybrałam w mojej małej mieścinie gdzie kobieta była ze mną szczera od razu powiedziała na kilka modeli "nie" bo jestem drobna i wyglądam w nich okropnie, wybrałyśmy model który mogłam dostać w wielkim salonie we Wrocławiu o 400zł mniej ale ze względu na to jak mnie tam potraktowano wolałam wydać więcej u Pani która potraktowała mnie dobrze i była dla mnie miła. A co do mierzenia sukien i chodzenia do krawcowej to wcale się nie dziwie pannom młodym, jest to suknia na jeden wieczór a wielu miejscach liczą sobie po 4-5tys za sukienkę która jest warta nawet nie połowę tego. Taką suknie ciężko sprzedać, ponieważ każda panna młoda chciałaby być mieć nową suknię no i skoro krawcowa potraktuje taką pannę młodą lepiej i weźmie 1/3 tej kwoty to co się dziwić że dziewczyny tak robią? Taka sama krawcowa szyje do salonu tą suknie z tych samych materiałów a płaci się tyle kasy. A do pracownika salonu, masz racje z tymi umalowanymi pannami jednak wiele salonów utarło takie przekonanie że jak nie jesteś pomalowana i wystrojona to nikt dobrze Cie nie potraktuje i niestety wiele panien specjalnie się maluje żeby zostać lepiej obsłużoną, nie mówię że jest tak u Ciebie w salonie ale niestety wielu tak jest a później inne salony na tym cierpią.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mierzenie sukien ślubnych u mnie dopiero się zacznie, ale już mam swoje obawy... Zobaczymy, jak wyjdzie i czy w tak dużym mieście, jak Łódź coś się dla mnie znajdzie :).

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie do końca rozumiemy politykę niektórych salonów, bo to bez sensu. Rozumiemy, że każdy chce zarobić, ale próba wciskania sukni ślubnej na siłę często przynosi efekt odwrotny od zamierzonego.

    OdpowiedzUsuń
  13. Z punktu widzenia pracownika. Pomysł otwarcia salonu sukien ślubnych zrodził się u mnie kilka lat temu po przeprawie z salonami w celu znalezienia sukni na mój własny ślub. Wtedy obiecałam sobie, że u mnie w salonie żadna z dziewczyn nie zostanie tak potraktowana. W jednym np. pani powiedziała mi, że oczywiście mogę mierzyć, ale nie dzisiaj, bo jest gorąco (oczywiście już tam nie wróciłam).
    Myślę, że próba wciskania komuś sukni na siłę jest strzałem w stopę, ponieważ po pierwsze przecież wy same widzicie czy wyglądacie w tej sukni dobrze, czy źle, po drugie, jeśli wciśniemy wam suknię w której nie wyglądanie pięknie, to co to o nas świadczy (jako o salonie)?
    Zadowolony Klient to najlepsza reklama, dlatego nie wyobrażam sobie żebyśmy wypuściły pannę młodą w źle dobranej sukni...
    Niestety wiem, że macie dużo racji i obsługa bywa fatalna i podejście niektórych pracowników, ale na szczęście nie w każdym salonie tak jest :) Nie przyjmujcie więc postawy bojowej wchodząc do kolejnego salonu, bo może akurat tutaj powita was ktoś, kto wykonuje swoją pracę z pasją :) A tak gdzie traktują Was źle, po prostu nie kupujcie sukni. Życzę powodzenia wszystkim szukającym sukni przyszłym Panno Młodym i pamiętajcie, że już samo wybieranie sukni ma być dla Was przyjemnością, a nie powodem do stresów!

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadzam się w 100%! Świetny post oddający realia salonów ślubnych. Zdecydowałam się na pierwsze przymiarki sukien w Warszawie, po wyjściu z pierwszego, do którego przed wizytą byłam pozytywnie nastawiona, głównie poprzez rekomendacje koleżanek, które dokonały tam zakupu sukni oraz posiadania interesujących mnie modeli m.in. Anna Kara. Niestety za zbyt dużą odległość do Krakowa i autorskiego salon u zdecydowałam się na Warszawę, niestety ponieważ dokładnie jak w poście panie z salonu doskonale potrafią zniechęcić klientki. Robią wręcz wielką przysługę, że w ogóle przyniosą cokolwiek (chociaż byłam sporo wcześniej umówiona). Dodatkowym minusem jest również traktowanie z góry oraz "przegląd" w co się jest ubranym i czym się przyjechało, a ja swoją drogą też wolę dżinsy i tshirt. Mnie osobiście denerwuje również wyniosłość i sztuczność niektórych ekspedientek. Z wielu odwiedzonych salonów tylko w jednym (Piaseczno) spotkałam się z normalnością w każdym calu. Jako przyszła panna młoda albo jestem dziwna, albo nie pojmuję nawet trochę dziwnych filozofii salonów ślubnych a jest ich sporo :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak masz problem z umawianiem się na wizyty to polecam wejść w sezonie do salonu, gdzie pracują dwie panie, a jest chętnych danego dnia np. 15 panien młodych. Na każdą trzeba poświęcić godzinę albo dwie. Nie.lubię stać w kolejce. Nie.lubię zakupów, więc dla własnego spokoju wolę się umówić i mieć salon tylko dla siebie.

    Kilka innych kwestii poruszył juz pracownik salonu - srsly, każda kwestia ma dwie strony. Fatalne roszczeniowe podejście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, roszczeniowy post, pełny fochów z powodu tego że nie można było być w 200 salonach "z biegu".

      Usuń
  16. Ostatnio, nastawiona bojowo ruszyłam szturmem na sławny salon Lisa Ferrera na Kijowskiej. Pomyślałam sobie, a co…nie umówiłam się chociaż na stronie jak wół na czerwono napisane umawiać się na wizytę…idę….Jakież było moje zdziwienie, okazało się że znajdzie się miejsce na przymiarki, czas oczekiwania ok. 20 i voila! Pani poświęciła mi 30 minut, nie słodziła nadmiernie, powiedzia…a, że to mnie pogrubi i lepiej w tym…Nie można narzekać suknie przepiękne. Chyba wrócę po suknię bo od 7 marca mają wyprzedaże na wszystko. Powyższe oskarżenia są na wyrost, przynajmniej w przypadku tego salonu.

    OdpowiedzUsuń
  17. Właśnie natknęłam się na "obsługę, która traktuje Cię jak intruza". Myślałam, że w sklepach/salonach gdzie potencjalny klient ma zostawić kilka tysięcy złotych dba się o niego, a przynajmniej SZANUJE. Ostatnio byłam w salonie w Poznaniu. Umówiona wcześniej na wizytę, od progu usłyszalam "to niech pani poczeka teraz chwilę" (ok, rozumiem), ale..."miła pani" nawet nie wskazała mi miejsca gdzie mam stanąc, poczekać, może zdjąć kurtkę?! Więc stałam jak krowa na miedzy, czekałam. Po kilku minutach pokazano mi wreszcie miejsce gdzie mogę się ulokować. I poszło....w momencie jak mówiłam w jakim stylu ma byc wesele, jakiej sukienki szukam,..to mnie po prostu olewała! Jak już przymierzalam sukienki była ewidentnie zmęczona i znudzona, stała z założonymi rękami, ziewała, ale hiciorem było to jak chciała mi wcisnąc sukienkę (do kupienia od ręki, newet promocja jest, bierzcie od ręki!) ewidentnie za małą, za krótką (acha, i jakbyście nie wiedziały - sukienka niewygodna, to żaden mankament! suknie slubne takie są [szkoda,ze jak mierzylam inne, to jakos byly wygodne ] ), no i jak powiedzialam,ze chyba za krotka (dyndała nad ziemią, a stałam na boso), to pani na to "no jak założy pani buty takie 2-3 cm obcas to bedzie dobrze". Acha, a może ja bym chciała buty 5-6cm?! i co wtedy? Pozniej jak stalam w kolejnej sukni miała mnie w d..ie i poszla do innej klientki, ktorą juz ktos się zajmował...także żenada po całosci. Podejscie do klienta rodem z PRL, suknie na wieszakach zastawione manekinami (srednio mozna sobie popatrzec)..i oczywiscie zakaz robienia zdjęć :) Gdybyś ktoś szukał sukni w Poznaniu, to salon NICOLE (ul.Ratajczaka) to totalne dno! szkoda Waszego czasu.

    OdpowiedzUsuń
  18. A ja swoją kupowałam w Krk w Madonnie, Panią Monikę wychwalam pod niebiosa do dzisiaj (minęły 4 lata). Dzięki niej kupno i cała reszta były dokładnie takie jakie sobie wymarzyłam. Czułam sie wyjątkowo i uwaga!!! Bez ściemy, bez ochów i achów.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jej, mam odwrotnie. Dużo mierzyłam, głownie w salonach w Trójmieście i tylko raz - w maleńkim saloniku w Wejherowie - zdarzyło mi się, że był zakaz fotografowania. m.in. z tego powodu nie zdecydowałam się zamówić tam sukienki.
    Dużo też dyskutowałam z Paniami w salonie, choć czasem brakowało już słów, ale trzeba przyznać, że ostatecznie spośród tych zarzutów gorąco popieram tylko ten o niemierzeniu sukienek bez umówienia się telefonicznego. To prze-komiczne, kiedy stoją puste przymierzalnie, a komuś zabrania się mierzyć suknie. Byłam uprzedzona przez koleżankę, że bezwzględnie trzeba się umawiać telefonicznie, ale mimo to, uderzyło mnie bardzo, jak Pani w salonie 30 sekund od wejścia zapytała "Kiedy Pani ma ślub?", z mojego tonu wywnioskowała, że nie mam ochoty na dalsze rozmowy, po czym zapytała idąc do notesu "Na kiedy chce się Pani umówić na mierzenie?" :D Bajka. Ponadto dużo wyrozumiałości i raczej spokój, pochwały albo brak komentarzy, ostatecznie i tak kierowałam się własną opinią.

    OdpowiedzUsuń
  20. Zamurowało mnie kiedy pani w salonie podała mi mokre chusteczki i dezodorant (zresztą fatalny, z rodzaju tych które się sypią spod pach po użyciu) i kazała użyć (czyt. umyć pachy i użyć dezodorantu)... Jak można?! Po pierwsze przychodzę umyta do przymiarki, a po drugie to właśnie świeżo użyty dezodorant sprawia, że na ubraniach robi się "kaszana"...

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja nie przetrwałam tego wybierania sukien. Byłam tylko w kilku salonach i czułam się dokładnie tak jak to opisałaś - jak intruz. Jakby dziewczynie w jeansach i koszuli nie wolno było wyjść za mąż i założyć sukni ślubnej. Panie pokazywały mi suknie totalnie nie w moim guście, w których nawet jeśli wyglądałam dobrze, czułam się po prostu nieswojo. Zdjęć robić nie wolno, przeróbek zrobić się nie da. Jeśli pytałam o możliwość przerobienia tej czy innej rzeczy, spotykałam się z twierdzeniem typu: "Ale po co to Pani?! Tak jest dobrze! Tak ma być!"
    Zrezygnowałam wobec tego. Przygotowałam własny projekt i poszłam z nim do krawcowej, u której sama mogłam wybrać sobie materiały, krój i dodatki. Czekam na ostatnią przymiarkę, ale jestem bardzo zadowolona, bo w ten sposób mogłam kontrolować cały proces tworzenia mojej sukni marzeń i dopieścić każdy detal.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja chciałabym Wam coś przekazać czego dowiedziałam się u krawcowej. Mój komentarz kieruję głównie do dziewczyn wysokich jak ja (ja mam 180cm wzrostu). Chciałabym Was uczulić przed kupowaniem sukni bez ramiączek. Ja taką sobie kupiłam, piękna, dekolt w kształcie serca, z tyłu plecy wycięte. W salonie gdy ją mierzyłam (rozm 38, a ja noszę 34/36- jestem bardzo szczupła) suknia była na mnie za szeroka, Pani ją spięła i wyglądała już bosko, a domyślałam się że jak przyjdzie ta moja w moich wymiarach to będzie wyglądać jeszcze lepiej. Kupiłam ją za prawie 7 tys zł, to jest amerykańskiej firmy Justin Alexander. Kiedy przyszła już moja suknia, okazało się, że ten gorsecik (to była jednoczęściowa suknia, gorset ozdobny, a dół tiulowy) jest za krótki! I że miseczki są za małe (ja mam miseczke E). Okazało się, że oni te suknie szyją w maszynowej produkcji w Chinach! No w głowie się nie mieści! Także mam bardzo płytki dekolt, spłaszcza mi się biust. Dziewczyny z długą talią uważajcie na takie modele! Ja gdybym wiedziała, że oni szyją standardowo dla każdej dziewczyny taki sam gorset (czy wysoka, czy niska, czy długi tułw, czy krótki, czy duży biust, czy mały) to bym wybrała suknię z ramiączkami. Krawcowa coś tam poratowała i już wyżej trochę mam biust, ale nadal wygląda to niesmacznie :P

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja bylam w jednym salonie slubnym, w ktorym gorset kiecki panie prawie dopasowaly do mnie (duza jestem), ale sukienka nie do mi pasowala. drugi salon pomine, bo podejrzewam, ze z mama wygladalysmy za biednie na stosowna obsluge. ostatni trzeci salon (do 3 razy sztuka ;)) byl idealny. Sukienke mialam szyta na miare; znajoma straszyla mnie, ze za pierwszym razem na pewno wszystko bedzie wygladac zle, bo niedopasowane, bo to, bo tamto... w sumie dobrze, ze w ten sposob, bo ogromnie sie zdziwilam, kiedy przymierzylam pierwszy raz przyszla kiecke; moglabym ja zabrac od razu do domu. Sama kiecka byla super wygodna (mimo ze dluga, a ja raczej w spodniach lub krotkich spodniczkach chodze), zamowienie, przymiarki, kontakt bez absolutnie zadnych problemow. Bedac w rekach pani, ktora mnie obslugiwala czulam, ze jestem rzeczywiscie w dobrych rekach i wszystko bedzie dobrze. Na dodatek malym wyzwaniem okazala sie zmiana butow ze szpilek na baletki, jednak i to panie z salonu rozwiazaly bez zarzutu. Sukienka byla idealnie dopasowana, ja zadowolona z obslugi, no i co wazne, z nie totalnie pustego portfela. ach, zdjecia moglam robic i nigdy nie odczulam, ze mnie tam nie chca :>

    OdpowiedzUsuń