Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ksiądz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ksiądz. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 czerwca 2016

"Żona winna służyć cieleśnie swemu mężowi..." - o nieprzemyślanych słowach, które krzywdzą

ANURAG1112
Jestem pierwszą, która powie Wam, że nauki przedmałżeńskie są... ważne, mogą być fajne i sama najchętniej wysłałabym na nie wszystkie pary przed ślubem, nie tylko kościelnym.  Tylko... nie takie nauki i nie do takiej poradni z jakimi mamy styczność w sporej cześć przypadków. Lepsze. Nauki z księdzem (bo czemu nie, w przypadku osób wierzących?), z małżeństwami z długim stażem (bo to cenna lekcja), ale także z lekarzem ginekologiem i psychologiem. Kiedyś rozbawił i bardzo spodobał mi się pomysł Justyny z bloga Pomysł na ślub, która zwróciła uwagę na to, ze wiele pary wyciągnęłyby z... rozpraw rozwodowych. Dziś, słuchając relacji rożnych osób z nauk i poradni, mam wrażenie, że krzywda jaką mogą one wyrządzić jest niewspółmierna do korzyści.

Mam wrażenie, że mogłabym stworzyć całą, długą listę bzdur, które można na takich naukach (od tej pory nauki i poradnie będą wrzucać do jednego worka) można usłyszeć i w które, broń Boże, nie wolno wierzyć. W tym momencie chciałabym odnieść się do jednego zdania, zdanie po którego usłyszeniu wmurowało mnie w krzesło. Nie to, że bym go nie słyszała wcześniej, bo słyszałam i cichutko się oburzałam wyjaśniając sobie te słowa "inaczej" i "łagodniej", ale... tym razem padło na grunt, który te słowa postawił w najczarniejszym świetle.

"Żona winna służyć cieleśnie swemu mężowi.". Brzmi nie najgorzej, co? Nie najgorzej, bo można to wytłumaczyć, bo można w tym znaleźć sens, ale... nie każdy, a nawet mało kto, ma ochotę zagłębiać się w znaczenie i sens słów - często rozumie tylko to co usłyszy. Ludzie są  przyzwyczajeni do wykładania kawy na ławę, prostych i jasnych komunikatów, inaczej się gubią i wierzą w coś w co nie powinni wierzyć. Nie najgorzej, bo można usłyszeć dużo więcej bzdur, łatwiejszych do zapamiętania, bo bardziej abstrakcyjnych i wręcz zabawnych? Fakt, tylko mało która bzdura (niewytłumaczona i źle nazwana!) zasiana na niewłaściwym gruncie może wywołać takie szkody i dać "przyzwolenie" na rzeczy, które nie powinny mieć miejsca. 

O gwałtach najczęściej mówi się podając tylko statystyki. Straszne i potwornie zakłamane, bo zdecydowana większość przypadków do statystyk nie trafia. Z różnych powodów, także dlatego, że nie każdy gwałt jest postrzegany jako gwałt.

Kobiety najczęściej padają ofiarą przemocy seksualnej ze strony bliskiej osoby. Kolegi, przyjaciela przyjaciela, sąsiada, szefa, chłopaka, męża. Gwałciciel to nie ktoś kto wyskakuje z krzaków, to ktoś bliski i znajomy, często najbliższy – jak mąż. Mąż, który bardziej niż zaspokojenia seksualnego szuka władzy i kontroli nad drugą osobą.


Czy mąż może zgwałcić? Czy żona ma prawo odmówić mężowi i... jak nazwać seks na który ona nie miała ochoty? Czym jest seks wbrew sobie? Czy stosunek z pijaną i tylko niechętną kobietą to gwałt? Czy seks oralny to gwałt? "Przecież ona tego chciała, to jej obowiązek, to jej służba."


Jak wyglądają historie małżeńskich gwałtów? 
Mąż pracuje, żona nie, a nawet jeśli, to zarabia sporo mniej niż mąż. On czuje się panem i władcą w związku, bo to on ma pieniądze, bo "wszystko to dzięki niemu", więc ona jest mu coś winna. A ona… ma małe dziecko i boi się, że sobie sama nie poradzi, więc nie protestuje i swoją bierną zgodę tłumaczy potrzebą spokoju i "służbą małżeńską".
Po pewnym czasie małżonkowie rezygnują z seksu. Ona, bo nie czuje się dobrze ze swoim ciałem po urodzeniu dziecka, on – bo dostrzega w nim mankamenty. A potem, gdy nachodzi go ochota, czuje, że ma do niej prawo. Przecież to tylko raz na pół roku!
On wywołuje w niej wyrzuty sumienia, bo "ona ciągle mu odmawia" (ze względu na zupełnie odmienny temperament seksualny?).
Ona z nim flirtuje, daje się pocałować, dotykać. On liczy na szybki seks, bo przecież ona go prowokuje… Nie ważne, że zgodziła się tylko na tyle i ma prawo mu w pewnym momencie odmówić. 
Jej "nie" jest podniecające i uważane za element gry. 
Ona mówi "nie wiem", nie "nie". I nie do wszystkich dociera, że "nie wiem" nie jest zgodą!
On jej nie zmusza fizycznie, nie bije, nie szantażuje… On to tylko robi bez jej chęci i zgody.

Przerażające jest to, że nadal w niektórych środowiskach panuje przekonanie, że seks jest obowiązkiem małżeńskim, że dla dobra związku i rodziny kobiety muszą, raz na jakiś czas, uprawiać seks z mężem. I to ofiara, którą są w stanie ponieść. Dla "większego dobra". 

Proszę, buntujcie się słysząc słowa z tematu wpisu. Zwłaszcza, gdy zostaną rzucone na wiatr, bez dokładnego wyjaśnienia co wg autora za nimi się kryje. Proszę głośno podkreślajcie ile takie głupie sformułowania mogą wyrządzić krzywdy. Niech usłyszy o tym i ksiądz, i to małżeństwo z 50-letnim stażem, i Twój przyszły mąż, i wszyscy dookoła Ciebie, niezależnie od płci. Niech do ludzi dotrze, że dla niektórych "cielesne służenie" może być traktowane jako przyzwolenie na gwałt, zarówno przez osoby, które to wykorzystają, jak i te, które takiemu myśleniu się poddadzą.

Mam świadomość, że nie wszystkie nauki tak wyglądają, że nie każdy kapłan palnie taką bzdurę bez jakiegokolwiek wyjaśnienia, że stanowisko kościoła, a to co plecie jakiś ksiądz to czasem dwie różne histerie, ale są bzdury o których warto głośno powiedzieć. Nawet jeśli to jedna bzdura na tysiąc.

poniedziałek, 21 marca 2016

2 miesiące do ślubu, czyli to się dzieje naprawdę [Dagmara]

Diana McGregor Photography / greenweddingshoes
Dobra, do ślubu zostały równe dwa miesiące, skończyły się przelewki, skończyło się udawanie, że to nas nie dotyczy. To się dzieję naprawdę! :D Za dziesięć dni będę mogła powiedzieć, że biorę ślub w PRZYSZŁYM miesiącu. No nie powiem, robi to na mnie wrażenie. ;)

Maj już naprawdę jest blisko, w powietrzu czuć już wiosnę, a długoterminowa prognoza pokazuje nawet 17 stopni na koniec marca. Czyli dzieję się, dzieję się to na co tak długo czekałam. To już nie tylko jest ten rok, ale to jest ta wiosna i już za momencik ten miesiąc.

Co się działo przez ostatni czas?
- rozdawanie zaproszeń – ostatecznie i definitywnie zakończone ;)
- wieczór panieński – wybrałyśmy wraz z moją przyjaciółką (i najlepszą świadkową) najbardziej dogodny termin - dwa tygodnie przed ślubem. Ja zajęłam się też sporządzeniem listy osób, które chciałabym żeby ze mną świętowały. Reszta już się dzieje poza mną ;)
- próbna fryzura i próbny makijaż – przyszła pora żeby zająć się i tym tematem. Na próbną fryzurę idę w tym tygodniu, a próbny makijaż postanowiłam zrobić dość późno, bo dopiero dwa tygodnie przed ślubem, ale dzięki temu będę miała okazję go sprawdzić w warunkach imprezowych, czyli na wieczorze panieńskim. Gorzej jak nie wypali i na chwilę przed ślubem zostanę bez makijażystki, ale jestem dobrej myśli. ;)
- protokół przedślubny – jeszcze w lutym udało nam się spisać protokół. Utwierdziłam się przy okazji w tym, że wybraliśmy najlepszy możliwy kościół i najlepszego księdza. Tyle się zdążyłam nasłuchać różnych historii związanych z tym tematem, że aż ciężko mi uwierzyć, że trafiliśmy na takiego człowieka. Wiem, że dzięki niemu ten ślub będzie jeszcze bardziej niezapomnianym przeżyciem.
- zapowiedzi – kilka dni temu byłam w swojej parafii (jako, że ślub bierzemy w innej) zanieść zapowiedzi. Na początku kwietnia będą do odebrania. Teraz jeszcze musimy tylko zająć się zapowiedziami PM.
- pierwszy taniec – za nami pierwsza indywidualna lekcja tańca i przyznam szczerze, że naprawdę dawno się tak nie uśmiałam. ;) Tancerze z nas marni, a PM bardzo zależało żebyśmy poszli na kurs i jednak nauczyli się jakiegoś bardzo prostego układu. Ja co prawda zaraz po wejściu do szkoły tańca już chciałam uciekać, ale czego się nie robi z miłości. ;) Trafiliśmy na bardzo sympatycznego instruktora i mam cichą nadzieję, że po kilku lekcjach jednak coś z tego sensownego wyjdzie, a ja nauczę się opanowywać śmiech. ;)
- soczewki kontaktowe – zastanawiałam się czy w ogóle o tym tu pisać, bo nie jest to ślubny temat, który dotyczy każdej panny młodej, ale może komuś się przyda. ;) Ja na co dzień chodzę w okularach choć na szczęście moja wada nie jest zbyt wielka. Do tej pory myślałam, że na ślub po prostu te okulary zdejmę, może będę widzieć trochę mniej wyraźnie, ale tragedii nie będzie. Ostatnio jednak zaczęłam łapać się na tym, że naprawdę kiepsko widzę bez okularów, nie poznaje ludzi z daleka itd. A przecież na własnym ślubie chcę zobaczyć jak najwięcej i z całych sił nacieszyć się tym dniem i otaczającymi nas ludźmi. Zdecydowałam się w związku z tym spróbować soczewek kontaktowych i była to najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć. Okazało się, że nie mam z używaniem ich najmniejszego problemu, a moje oczy też dobrze znoszą nawet kilkanaście godzin. Ogółem lubię swoje okulary i podejrzewam, że zakończę przygodę z soczewkami zaraz po ślubie, ale bardzo cieszę się, że zdecydowałam się spróbować.
- obrączki – odebraliśmy nasze obrączki i są dokładnie takie jakie nam się marzyły. Okazało się, że obrączkę PM jednak będziemy musieli odrobinę powiększyć, ale udało nam się to załatwić bez żadnych problemów. Leżą w szufladzie i czekają na maj. :)
- tablice rejestracyjne – zamówiliśmy tablice z naszymi imionami i datą. Poza tym nie planujemy w ogóle zdobić samochodu.
- sesja narzeczeńska – ustaliliśmy termin i prawdopodobne miejsce, kupiliśmy balony, a ja powoli kompletuje swój strój. Sesję będziemy robić dopiero pod koniec kwietnia, ale już się nie mogę jej doczekać.
- drobiazgi – kupiliśmy zimne ognie na wesele (marzą nam się z nimi zdjęcia), muchę dla PM (choć nie ma jeszcze całej reszty ubioru), drewniane pudełko na ankiety, a ja skompletowałam do końca swoją ślubną biżuterię i bieliznę.
Nie wiedziałam, że tego aż tyle. ;)

Podsumowując – to już naprawdę, naprawdę blisko! Coraz częściej słyszę pytanie czy się stresuje. Nie stresuje się ani odrobinę tylko mocno, mocno się cieszę i odliczam poszczególne dni. Nie wiem czy ten stres jeszcze przyjdzie czy nie. Póki co wychodzę z założenia, że czym mam się stresować? Przecież nawet jeśli coś pójdzie nie tak, nawet jeśli zapomnimy o jakimś drobiazgu albo będzie tego dnia lał deszcz, to i tak to będzie piękny, wymarzony i przede wszystkim nasz ślub.

Co jeszcze przed nami? Ustalenie menu, dogranie wszystkich szczegółów z usługodawcami, nauka pierwszego tańca, ubranie PM, moje przymiarki sukni, próbny makijaż, próbna fryzura, sesja narzeczeńska, podziękowania dla gości, podziękowania dla rodziców, dokupienie i zrobienie paru rzeczy typu pudełko na koperty, zapowiedzi i pewnie jeszcze parę innych mniej istotnych rzeczy. Zdążymy ze wszystkim. ;)

wtorek, 6 października 2015

Jak wygląda protokół przedślubny?

onefabday
Mało co przeraża większość przyszłych małżonków tak jak spowiedź i spisanie protokołu przedślubnego. To dwa lub trzy spotkania z księdzem wymagające szczerej rozmowy i przyznania się do rzeczy, które w kościele katolickim uznawane są za grzechy, i… cóż, wystawienia się na „ocenę”. 

Co warto wiedzieć o protokole, zanim udacie się na jego spisanie?

1. Protokół rozmów kanoniczno-duszpasterskich spisuje się około 3 miesiące przed ślubem. Na jego spisanie potrzebujemy dowodów osobistych, aktów chrztu, daty i parafii przyjęcia komunii, zaświadczania o bierzmowaniu, czasem ostatniego świadectwa katechizacji.

2. Na pytania z protokołu odpowiada się wspólnie lub osobno. To wybór księdza.


3. Czy ksiądz pyta o współżycie i/lub wspólne mieszkanie? Z tego co wiem, to tego pytania nie ma w protokole, ale... spora część księży o to pyta. Po co? Po spisaniu protokołu dostajecie od księdza kartki do spowiedzi (jedną lub dwie). Jeśli razem mieszkanie/współżyjecie, to obowiązuje Was tylko jedna (druga) spowiedź (przy pierwszej nie dostalibyście rozgrzeszenia).
Pamiętajcie, że Wasza obecność u księdza i gotowość do zawarcia sakramentu małżeństwa to chęć poprawy i rezygnacji z życia w grzechu. Za to powinno się chwalić :)


4. Nastawcie się pozytywnie i… zero stresu :) Protokół to nie przesłuchanie. Ma na celu sprawdzenie czy nie ma przeszkód do zawarcia małżeństwa w kościele katolickim. Ksiądz ma dobre intencje i jest tam po to, aby czegoś się o Was dowiedzieć, porozmawiać z Wami, czasem wesprzeć, pomóc w wyjaśnieniu wątpliwości. Czas spędzony na rozmowie leci szybko (na większość pytań odpowiedź brzmi „tak” lub „nie”, o ile nie chcecie się wdawać z księdzem w długie dyskusje) i… przyjemnie :)


5. Uwaga. Protokół przedślubny jest dokumentem na którym opiera się udowadnianie, że ślub został zawarty nieważnie.

O co będzie pytał ksiądz? 

Dane personalne: imiona, nazwiska, dane z dowodu osobistego, adresy, wykształcenie/zawód, stan cywilny.
Dane dotyczące urodzenia, roku i parafii przyjęcia sakramentów (chrzest, komunia, bierzmowanie), ukończenia katechizacji.
Dane rodziców: imiona i nazwiska, nazwisko panieńskie matki, zawody i adresy.

Pytania o wiarę: wyznanie, uznawanie moralności chrześcijańskiej, rozumienie potrzeby modlitwy, przyjmowania sakramentów, uczestniczenia we Mszy Św., świadome przystąpienie do sakramentu pokuty i przyjęcie komunii.

Pytania o związek: jak długo para się zna, jak długo są zaręczeni, czy ich rodziny się znają, czy wiedzą o ślubie i zgadzają się na niego.

Pytania o przeszkody:
- o wątpliwości dotyczące własnego stanu zdrowia, zdolności do współżycia małżeńskiego, posiadania dzieci,
- o zawarte inne związki małżeńskie (kościelne, cywilne), powody przestania ich istnienia, zobowiązania wynikające z tych związków,
- hipotetycznie: czy narzeczeni znali się przed śmiercią współmałżonka jednego z nich, co było powodem śmierci, czy któryś z narzeczonych nie jest współwinnym tej śmierci,
- o pokrewieństwo między narzeczonymi, brak stosunku rodzicielstwa lub rodzeństwa na skutek adopcji prawnej, pozostawanie względem siebie w jakiejś relacji w związku z sakramentem chrztu (ostatnie dotyczy katolików obrządku wschodniego),
- o powinowactwo między narzeczonymi,
- o pozostawanie w przeszłości w związkach małżeńskich lub konkubinacie z krewnymi drugiej strony,
- o przyjęcie świeceń kapłańskich, diakonat przez narzeczonego,
- o składnie wieczystego i publicznego ślubu czystości w instytucie zakonnym.

Oświadczenia woli zawarcia małżeństwa:
- zgoda na jedność i nierozerwalność małżeństwa aż do śmierci, zgadzanie się z nauką kościoła odnośnie nierozerwalności i wierności, pytanie o dopuszczanie rozejścia lub separacji w przypadku trudności w małżeństwie, przyjęcie i wychowanie po katolicku potomstwa, przyjęcie zasad etyki katolickiej w planowaniu rodziny,
- zdolność do przyjęcia obowiązków małżeńskich: choroby psychiczne w rodzinie, przekonanie o własnym zdrowiu psychicznym, przewlekłe lub dziedziczne choroby w rodzinie o których nie wiedzą wzajemnie, nadużywanie alkoholu, środków odurzających, uzależnienia,
- istnienie wymagań od których uzależnia się zawarcie lub trwanie małżeństwa, czy te wymagania są warunkami, jaki jest do nich stosunek drugiej strony,
- dobrowolne podjęcie decyzji o zawarcia małżeństwa, komu na tym zależy, naciski ze strony rodziny/otoczenia, czy nie ma przymusu,
- czy nie występuje tajenie przed sobą okoliczności mogących zakłócić wspólnotę życia małżeńskiego.

Dodatkowe pytania przy ślubach z osobami niewierzącymi, niepraktykującymi, niechrześcijanami:
Pytania dla strony katolickiej: o świadomość tego, że zgodne pożycie w małżeństwie jest utrudnione z powodu różnic w sprawach najbardziej wewnętrznych, o postępowanie w wypadkach konfliktowych, zgodę na postępowanie wbrew prawu Bożemu, czyli na życie grzeszne dla zachowania wspólnoty w małżeństwie.
Pytania dla strony niekatolickiej: o zdawanie sobie sprawy z konsekwencji różnicy poglądów, różnej oceny moralnej w wielu sprawach, jest gotowa na obowiązek tolerancji względem przekonań i zobowiązań strony katolickiej, znajomość obowiązków sumienia współmałżonka, uznawanie jedności i nierozerwalności małżeństwa oraz jego cele.

W przypadku małżeństw mieszanych obrządkowo: 
Czy któraś ze stron chce przejść na obrządek drugiej strony? 

A pod tym linkiem (nr 3) znajdziecie gotowy wzór protokołu :)

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Galeria Niepoprawnych Panien Młodych: Maria

Historia Marysi: 

Od czego by tu zacząć… Może od naszej postawionej na głowie historii, która od początku zaczęła się od tradycyjnego końca ;) Najpierw byliśmy „MY” zakochani potajemnie na „rodzinnym” rejsie mazurskim (nasze mamy przyjaźnią się od 40 lat). Po trzech latach na świecie pojawiła się nasza córka, Róża (23.06.2010 – dzień taty), dwa lata później ślub cywilny (26.05.2012 – dzień mamy), ślub kościelny planowaliśmy na dzień dziecka 2014, ale ze względów organizacyjnych – 21.06.2014 i też fajnie - blisko nocy świętojańskiej… I tu się zaczęło… burza mózgów wśród zakręconych najbliższych - noc kupały, karczma, krajobraz, może jakaś woda? Wianki!!! Zaczęło być „niepoprawnie” ;) Ale w podpunktach, tak jak to mi się spodobało u jednej z NPM.
Zresztą u nas niepoprawność płynie we krwi – ślub cywilny zorganizowaliśmy w stylu lat 20. – każdy z gości był w stroju z epoki z cudownymi rekwizytami!

Przygoda z FolkDesign, czyli podróże pod samiuśkie Tatry:
Wiedzieliśmy, że to będzie góralskie wesele. Darek pochodzi z Żywca, cała jego rodzina związana od pokoleń z górami, nasz temperament – tak musiało być, nie inaczej. Zaczęłam szukać sukni, we wszystkich czułam się źle, „księżniczkowato”, choćby nie wiem jak swobodne były. Czułam się w nich jak w przebraniu, jakbym przebierała się za księżniczkę, a przecież nią nie jestem! Szukając inspiracji w internecie trafiłam na twórczość pani Anety Larysy Knap, która po pierwszej wizycie w jej studiu skradła mi serce. Wiedziałam, że to ona zaprojektuje moją wymarzoną suknię ślubną, oj ona również jest bardzo „niepoprawna” :) w najlepszym znaczeniu tego słowa. Przymierzając przykładowy gorset uszyty „z chusty góralskiej” poczułam, że to to: wygodnie!, elegancko, z pazurem! Do tego koszula z akcentami dla PM… A uszyciem spódniczki w stylu Cleo ;) dla Róży zajęła się Babcia.

Jak wyglądał ten dzień:
Przygotowania: Mieszkamy w jednym domu z Teściami, więc ja ubierałam się u nas w mieszkaniu na dole, Mąż na górze. Róża biegała między nami ;) Przyjechał kamerzysta, przyjechał fotograf z żoną (serdeczni przyjaciele, z żoną Magdą znamy się od mazurskiej „piaskownicy”) - było wesoło, bez stresu i na luzie. Cieszyłam się, że wszystkie bliskie mi osoby są obok mnie, razem. Magda miała jasną sukienkę, tak jak moje druhny (które w domyśle miały być mężatkami jak ja ;)), więc się jej zapytałam czy chce być kolejną druhną, a ona: „Oczywiście!” i tak z łapanki, ale bardzo serdecznie stanęła tego dnia jeszcze bliżej mnie :) Wesoła atmosfera udzieliła się mojej przyjaciółce, która zawsze jest na bakier ze wszystkimi „kobiecymi upiększankami” i spytała mnie, będącą już w sukni ślubnej, czy jak zwykle pomaluję jej paznokcie na czarno :P Nietypowe było moje „pojawienie się”, czyli nasz spotkanie. Poprosiliśmy, aby wszyscy już się zebrali w pokoju u Rodziców na błogosławieństwo, a Darek poszedł do mnie sam. To był cudowny moment, intymny, tylko dla nas. W tym szybkim, zagonionym dniu mieliśmy się tylko dla siebie, polecam to wszystkim NPM… I tak razem weszliśmy na piętro błogosławić się. Kapela góralska przygrywała, zebrała się najbliższa rodzina i tu nie było niepoprawnie, ale tradycyjnie, wzruszająco.
Jazda! do ślubu: Mieliśmy do wyboru wśród najbliższej rodziny kilka limuzyn, ale stwierdziliśmy, że nie ważne czym do ślubu, ale z kim! Tak więc poprosiliśmy Rodziców o udostępnienie wygodnego auta, a za kierowców poprosiliśmy naszych serdecznych kompanów, największe ładunki humorystyczne w zasięgu ręki – siostrę Asię i szwagra Kubę. Wesoła atmosfera była kontynuowana całą drogę do kościoła, rozbawili nas, rozluźnili – w szczególności specjalnie dla nas wyselekcjonowaną muzyką na ten dzień ;)
Kościół: Mały, drewniany kościółek w Lalikach, nie potrzebujący żadnych ozdób,  w którym ksiądz Proboszcz nie robi problemu, aby kazanie prowadził inny kapłan.
Ksiądz Karol: Brat przyjaciół, byliśmy na ich ślubie, którego udzielał im właśnie on i całą mszę, po raz pierwszy w życiu mieliśmy uśmiech na twarzy i łzy w oczach :) Ksiądz Karol tydzień przed ślubem zadzwonił, że nasz ślub koliduje mu z wycieczką oazy, którą prowadzi, ale że chętnie zmienią destynacje na nasze góry, jeśli tylko wszyscy, 30 osób będą mogli przyjść  na mszę! My oczywiście na to z zaskoczeniem, rozbawieni: „Ok!”. Ksiądz zszedł z ekipą prosto z gór, w traperach, z plecakiem, poprosił o chwilę i przygotował się do mszy. Jeszcze przed rozpoczęciem mszy Ksiądz wygłosił wstęp bardzo wesoły, wprowadzający miłą atmosferę. Całą mszę mówił do nas, patrząc nam w oczy, uśmiechając się do nas i do Róży – cudownie! Dwa razy były oklaski, wszyscy w kościele uśmiechnięci od ucha do ucha. Ksiądz natchnął nas miłością i radością, zabawą w tym dniu – już w kościele! Na koniec oaza zaśpiewała nam pieśń w ramach prezentu, a my odwdzięczyliśmy wielkim pudłem swojskich drożdżówek.
Sala: Karczma oczywiście, Koniaków. Wszystko osadzone nie tyle co w góralskich klimatach, ale w krajobrazie tak bardzo dla mnie ważnym. Za każdym razem, gdy jeździliśmy do Koniakowa cieszyłam się, że będę mogła moim gościom z całej Polski pokazać w jak pięknych okolicznościach przyrody przyszło mi za-mąż-pójść (Mąż jest z Żywca). Dlaczego karczma? Przepyszne jedzenie, a wszyscy z rodziny, przyjaciół są smakoszami, przytulny klimat, nastrój, światło, ciepło. Jedynym przystrojeniem sali oprócz bukietów byliśmy my – wszystkie dziewczęta noszące wianki z polnych kwiatów.
Pierwszy taniec: Chcieliśmy oczywiście coś w naszym stylu, coś szalonego, coś naszego. Rękami i nogami broniliśmy się przed naukami i liczeniem kroków, jednak na kilka lekcji poszliśmy, ale kroków nie liczyliśmy ;) Za wszelką cenę chcieliśmy, aby muzyka cała od a do z była na żywo, tak więc poprosiliśmy nasz zespół, aby stworzył nam nasz mix: najpierw powolny taniec do "Ty i Tylko Ty" Golców a potem… „Bo jo cię kochom”. Tak więc do końca nie wiedzieliśmy jak to będzie brzmieć, na próbie nie byliśmy, bo po co się stresować, zaufałam PM, który prowadzi doskonale i zatańczyliśmy po prostu, po swojemu. Pod koniec utworu rozeszliśmy się i wzięliśmy do tańca następną parę – właśnie siostrę PM i jej przyszłego męża, którzy miesiąc po nas mieli mieć ślub. Takie było to przekazanie pałeczki ;) A oni wzięli do tańca następnych i następnych…  i w ten sposób zaraz przy drugiej piosence parkiet był cały zapełniony. Zespół później nam powiedział: „Po pierwszym secie, jak zobaczyliśmy jak się bawicie, wiedzieliśmy, że przed 5 nie zejdziemy.”.
Zabawa: Była nie do opisania, co chwilę zerkając, nikogo nie było przy stołach, parkiet pełen, cudowna zasługa zespołu Whisky, naprawdę ukłony dla nich. Zabawa o tyle była „do bólu”, że te dwie rodziny bardzo dobrze się znały, wszyscy wujkowie, ciocie kuzyni z obu stron spędziły ze sobą całe dzieciństwa, tak więc każdy się znał. Nawet młode pokolenie – naszych przyjaciół poprzez organizowane przez nas spotkania, narty, rejsy mazurskie, znajomi z całej Polski, z różnych środowisk, a też się znali :) Wydaję nam się, że goście bawili się naprawdę dobrze, bo nikt nam nie dawał wiary, że po ślubie cywilnym będziemy pragnęli jeszcze kościelnego :) Brakowała tylko zabaw… oj… to było niepoprawne, ale większość mówi, że po prostu nie było czasu, taka muzyka, takie tańce! Jeden z gości, zawodowy muzyk zrobił nam niespodziankę i zagrał na trąbce z zespołem. Dla nich i dla nas był to wielki zaszczyt i niesamowita moc blusowych kawałków!! Dzieci praktycznie zniknęły z wesela za sprawą urządzonego na strychu figlo-raju. Trochę tego żałujemy, bo nie było ich wśród nas, nie widać ich na zdjęciach, ale Róża mówi, że było najlepiej ;) Ufff… dobrze, że był kamerzysta i jest nagranie, aby zobaczyła, że wesele naprawdę było!
Honorowymi gości na weselu byli moi: Babcia i Dziadziu, którzy są ze sobą do dziś…. Od 70 lat. Cieszymy się, że w ten dzień ich wzruszyliśmy, uradowaliśmy i rozbawiliśmy, dodaliśmy sił na wiele, wiele lat :) 

Niepoprawne, nietypowe były:
- niepoprawny Ksiądz: zszedł z szlaku z całą oazą, aby dać na ślub, tak po prostu z plecakiem, w butach trekkingowych, w których nadal odprawiał mszę ;)
- nasze kolorowe stroje
- pani, która wiła wianki dla dziewcząt podczas wesela
- kwiaty: nie, nie z kwiaciarni – jak na swojskie wesele przystało „same żeśmy zrobiły”,  kwiaty pochodziły z ogródka mamy i babci i „zza płota”, czyli od serdecznej sąsiadki – pozwoliła wykosić nam całą łąkę rumianków, chabrów i dwa krzewy hortensji!!
- nie było zwiastowania NPM Panu Młodemu przy wszystkich gościach, ale sami, w dwoje, czule i intymnie:) za ten pomysł PM jest wdzięczny do dziś :)
- druhnami były także mężatki – tak jak ja ;)
- na stołach nie było maślanych tortów, przekładańców, ale swojskie wypieki. Goście na koniec zabawy otrzymywali torebki ze swojskim drożdżówkami.
- wódka: wcale nie z najwyższej półki, ale przetestowana, wyselekcjonowana przez panów z rodziny… dla mnie: wódka jak wódka, ale z parzenicą, czyli wzorem góralskim będącym motywem przewodnim na wykonanych przeze mnie zaproszeniach, winietkach itp.
- jazda do ślubu: nie ważne CZYM, ale ważne z KIM
- plener: nie chcieliśmy wyjątkowo pozowanych zdjęć w przypadkowy dzień „po”, chcieliśmy zatrzymać chwilę, tu i teraz. Wyszliśmy ponad karczmę ok. 10 minut i tam w ciągu pół godziny uwieczniliśmy ten szczęśliwy dzień.

Rady dla przyszłych NPM:
W ślad za poprzedniczką, Magdaleną: Nie konsultujcie swych pomysłów ze zbyt dużą liczbą osób, idźcie za głosem serca, bo tyko to co z niego szczerze wypływa będzie wartościowe, godne zapamiętania. Wszystkie niuanse ślubne, stereotypy, tradycje nie są nic warte jeśli nie są WASZE. I tak ja u Magdaleny: najbardziej się podobało Babci (l.91) i Dziadziowi (l.94) i ich aprobata przekreśliła wszystkie moje zmartwienia na temat odbioru NASZYCH pomysłów. 






























Zdjęcia: Nanopixel fotografia Piotr Bałdys
Stroje Pary Młodej: Folk Design Aneta Larysa Knap 

Kilka zdań od NPM:
FolkDesign? Wspominałam wtedy, prawdopodobnie, także o męskich koszulach. I ta koszula Pana Młodego jest moim ideałem!
Druhna z łapanki, ksiądz, który dopiero co zszedł z gór, piosenka od oazy, podejście do pierwszego tańca ("tak więc do końca nie wiedzieliśmy jak to będzie brzmieć, na próbie nie byliśmy, bo po co się stresować") - idealne. Ale chyba nic nie przebije pani, która wiła wianki. Pomysł genialny, jedna z najlepszych "atrakcji weselnych" jakie mogę sobie wyobrazić i sama chętnie taką panią bym zatrudniła!