Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Babcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Babcia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 stycznia 2017

Jak zapraszać: z osobą towarzyszącą czy bez?

Two Bird Studio
Czy tytułowe pytanie nie wydaje się Wam bez sensu? Przecież to oczywiste. Oczywiste i dla tego, kto uważa, że nie wypada zaprosić singla bez towarzystwa, jak i dla tego, kto jest przekonany, że to jego wesele, więc wcale nie musi zapraszać osób, których nie zna. Najdziwniejsze jest to, że każda z tych dwóch osób ma rację – a tylko po poznaniu kontekstu możemy stwierdzić czy się z nią zgadzamy.

Z osobą towarzyszącą
W moim przekonaniu każdego dorosłego gościa wypada zaprosić z osobą towarzyszącą. Tego, który ma stałego partnera i tego, który dopiero go szuka. Dlaczego? Bo, dosłownie, samotna osoba ma ograniczone pole do zabawy, bo czasem jest "jedyną taką osobną na weselu" (stereotypowo: może wtedy liczyć jedynie na zaczepki pijanych wujków i litościwe spojrzenia cioć), bo nie ma okazji do odwrócenia się i wyszeptania "chodź ze mną na… parkiet/spacer/gdziekolwiek". Poczucie, że ma się tę drugą osobę, która przez całą imprezę będzie z nami i dla nas bardziej niż dla kogokolwiek innego, jest cenne. I warto je swoim gościom dać.

"Ale on(a) i tak nie ma z kim przyjść!"
Aha… Od razu dajecie jej/jemu etykietkę osoby skreślonej na starcie, która nie ma szans na przyjście z kimkolwiek? Nieładnie. Niegrzecznie. Cofnijcie to ;)
"Czy osoba zapraszana z osobą towarzyszącą nie będzie czuła się do tego zmuszona?"
Nie powinna, to nie gimnazjum. Wy dajecie jej taką możliwość, nie jest to warunek uczestnictwa w imprezie.
"Przecież można dobrze bawić się samemu."
Oczywiście. Jeśli to wybór tej osoby, nie Wasz.

Czasem można zrobić wyjątek. Kiedy?
Pamiętajcie jedynie, że każdy wyjątek wymaga dobrego uzasadnienia.

Wiek.
Oficjalnie z osobą towarzyszącą wypada zaprosić osoby pełnoletnie. Jednak w każdej rodzinie istnieją wewnętrzne zwyczaje regulujące wiek osób zapraszanych z partnerami. Czasem jest to 18, czasem 16, czasem 14… 
Od jakiego wieku chcecie mieć gości z osobami towarzyszącymi i w jakim uważacie to za właściwe? To Wasz magiczny wiek :) Starajcie się twardo trzymać tej reguły i nie robić wyjątków (chyba, że dla najbliższej rodziny, to się da wybaczyć ;)). Zastanówcie się też ile osób w wieku nastoletnim i ich potencjalnych osób towarzyszących będziecie mieć na liście gości? Jeśli wychodzą Wam straszne liczby, a nie chcecie mieć połowy gości w wieku kilkunastu lat, to przemyślcie podniesienie poprzeczki z wiekiem o rok czy dwa.
Czy istnieje górna granica wieku? Czy babci, która ma 90 lat nie powinno zapraszać się z osobą towarzyszącą? Nie, górna granica nie istniej i kompletnie nie rozumiem czemu niektóre wnuczki mają problem z osobami towarzyszącymi swoich dziadków. Heloł, to normalne. Oni jeszcze żyją. Zakładamy, że nikt nie chce Wam Waszych spadków wykraść. Babcia/dziadek chcą tylko być szczęśliwi i dobrze się bawić.

Małe wesele.
Organizujecie małe przyjęcie. Zdecydowanie nie całonocne, a kończące się np. koło 22. Na 30, no max 50, osób. Nie będziecie wśród gości mieć żadnej osoby, która będzie jedyną bez pary. Nie "rozbijecie na czas wesela" żadnego długoterminowego, ale nieformalnego związku. Zapraszacie jedynie najbliższą rodzinę i przyjaciół. Chcecie, aby każdy każdego znał i czuł się dobrze w swoim towarzystwie.

Dużo singli.
Wśród znajomych i nastolatków w rodzinie macie dużo singli w podobnym wieku, te osoby znają się dobrze w swoich grupach i potrafią ze sobą bawić? Super :)

Wyjątkowe sytuacje.
Są osoby, których możecie nie chcieć zaprosić. Nie dlatego, że mają kolor włosów, który Wam się nie podoba, albo słyszeliście o nich coś złego. Musicie mieć dobre powody do niezaproszenia kogoś jako osoby towarzyszącej i wytłumaczyć swoje stanowisko zainteresowanym. Przykład? Wasz ojciec spotyka się z kobietą, którą obwiniacie (Wy, mama, dziadkowie itp.) za rozbicie rodziny.

wtorek, 8 marca 2016

Najważniejsza... i te nie mniej ważne :)

Michael and Carina
Oczywistym jest, że ślub i wesele są najistotniejszym wydarzeniem dla tej dójki, która obiecuje sobie spędzić ze sobą piękne życie. Ale... bardzo często to kobiety stanowią siłę napędową tych wydarzeń. Tak filmowo: to one śnią o sukni ślubnej i księciu z bajki, to one zazdroszczą koleżankom wychodzącym za maż, to one chcą złapać welon (lub przed nim uciekają), to one puchną z dumy, gdy już po swoim wielki dniu mogą uczestniczyć w święcie kolejnej ważnej dla nich kobiety - córki lub wnuczki. To one, nawet jeśli Wasz ślub nie jest ich, chcą tego dnia czuć się wyjątkowo.

Zastanawiałyście się kiedyś jak spędzić z najważniejszymi kobietami swojego życia jak największy fragment tego wyjątkowego dnia? O co je poprosić, w co zaangażować, gdzie znaleźć fragment czasu, aby swoimi emocjami móc się z nimi podzielić? 
Mam dla Was kilka, malutkich, podpowiedzi.

Mama
Prawdopodobnie najważniejsza kobieta w tym dniu, zaraz po Was. To ona powinna najlepiej wyglądać, najszerzej się uśmiechać, być zaangażowana w rozmowy towarzyskie z gośćmi na które przy dużych weselach Pannie  Młodej nie wystarcza (odpowiedniej ilości) czasu. 
W dniu ślubu do podstawowych zadań mamy najczęściej (w wersji standardowej) należy błogosławieństwo i powitanie Pary Młodej po przyjeździe na salę, a także witanie i żegnanie gości. A coś ciekawszego? Mama, podobnie jak druhny, może być kompanką przy śniadaniu, pomóc w ubiorze Panny Młodej, przeczytać czytanie w kościele, zostać gwiazdą wspólnego zdjęcia (to punkt obowiązkowy), osobą wznoszącą toast (to nie zawsze musi być tata), dobrym duchem, który kątem oka zerka czy wszystko jest pod kontrolą i niespodziewanie przytuli, bo... zechce ;)

Babcia
Pamiętacie wpis Jak sprawić, aby babcia i dziadek byli jeszcze ważniejsi w dniu naszego ślubu? Znajdziecie w nim bardzo fajne pomysły na zaangażowanie babci w ten dzień :)

Świadkowa, druhny, siostry, przyjaciółki
W tym miejscu wrzuciłam do jednego worka wszystkie młode i najbliższe Pannie Młodej kobiety. To od Was będzie zależało w co w dniu ślubu je zaangażujecie.
Najwięcej czasu dla nich znajdziecie z rana i w trakcie przygotowań. Możecie zjeść wspólne śniadanie, razem udać się do makijażystki i fryzjerki, spędzić wolne chwile na robieniu tego co lubicie (nie tylko mężczyźni mogą grać na PlayStation) i w finale ubrać Pannę Młodą w suknię :) Dziewczyny będą idealnymi obiektami do fotografowania u boku Panny Młodej oraz świetnym kompanem w zabawach na parkiecie i poza nim.

Małe dziewczynki
Najprostsze: sypanie kwiatków, niesienie obrączek (to nie musi być chłopiec!), gry i zabawy plenerowe w towarzystwie Pary Młodej :)

To tylko nieliczne z propozycji. Wybrane osoby możecie wyróżnić podziękowaniem (słownym, drobnym upominkiem), gestem (prośbą o pożyczenie czegoś starego/niebieskiego), swoją uwagą i poświęconym czasem (nie tylko rozmową, ale tańcem czy zaproszeniem do fotobudki lub innej weselnej atrakcji). Postarajcie się dla każdej ważnej kobiety znaleźć drobne (i przyjemne!) zadanie, chwile czasu, moment, który spędzicie razem świętując ślub.
Uwaga! Pamiętajcie, że Wasze propozycje powinny być zaproszeniem i wyróżnieniem, nie narzuceniem swoich oczekiwań.

Na koniec, dla wszystkich kobiet:
"Ja dziś paniom życzę, żeby przestało się paniom śnić, a zaczęło przytrafiać." S. Freud (i ja)

piątek, 22 stycznia 2016

Jak sprawić, aby babcia i dziadek byli jeszcze ważniejsi w dniu naszego ślubu?

Jak i co pisać o starszych ludziach na weselu? Pierwsze co wpadło mi do głowy, to było zadbanie o ich komfort w tym dniu. Dopiero za jakiś czas przyszło mi do głowy, że przecież są to goście, którym można powierzyć szereg zadań i których przy ślubie i weselu warto wykorzystać. Bo kto jak kto, ale fajna babcia z fajnym dziadkiem nie odmówią nigdy ;)

Jak sprawić, aby babcia i dziadek byli jeszcze ważniejsi w dniu naszego ślubu?

Suknia ślubna
Ta "po babci", ta z babcią kupowana i ubierana :) 
Zapewne słyszeliście o Abigail Kingston - 11 kobiecie w rodzinie, która do ślubu poszła w przekazywanej z pokolenia na pokolenie sukni ślubnej liczącej ponad 120 lat. Brzmi fajnie czy strasznie? Wasze suknie wcale nie muszą mieć tyle lat i wcale nie muszą być sukniami – może wystarczy drobny dodatek. Lusterko, pierścionek, skrawek sukni wszyty w Waszą...

thetoc



Babcia-druhna
Bo dlaczego nie? Druhna to przyjaciółka i bliska kobieta, więc babcie świetnie wpisują się w tę definicję.


Sweetwater Portraits/Huffington Post

Babcie sypiące kwiaty :)
Nie macie w rodzinie małych, słodkich dziewczynek, albo nie lubicie dzieci? Żaden problem ;)


Genevieve Leiper Photography

Z dziadkiem do ołtarza
Gdy tata nie może, gdy dziadek był bliższy...
 

Błogosławieństwo, czytanie w kościele
Jeśli decydujecie się odejść od tradycyjnego błogosławieństwa w domu Panny młodej i przenieść je o kościoła, to świetna okazja do tego, aby pobłogosławić Was, prostym krzyżem na czole, mogli także dziadkowie.
Czytanie w kościele - gdy u mnie wszyscy się zapierali nogami i rękami, że oni nie będą czytać, to osobą o której pomyślałam "nie odmówi mi nigdy" była babcia :) Bardzo fajny pomysł, choć u mnie "stety i niestety" nie wykorzystany :)


respireecase

Dekoracje weselne
Uwielbiam takie drobiazgi!
 
coisasenoivas

Prezent
Chusteczka jest świetnym i uniwersalnym (dla każdej płci) prezentem. Nie wymaga oficjalnego jej wręczania w trakcie przyjęcia i śmiało można to zrobić przez ceremonia ślubu (a chyba nawet warto) :)


etsy

Wspólne zdjęcie
Klasyczne, takie do ramki i inne, takie mniej typowe :)

megan-w

Ważny taniec
Obowiązkowy! Dziewczyny, wcale to nie dziadek musi Was prosić do tańca :)


Oswojenie z atrakcjami
Podobno drink bary, fotobudki, tańce grupowe, gry i inne weselne atrakcje nie są dla ludzi starszych. Bzdura, oni potrafią bawić się lepiej niż dzieci i są mniej krytyczni niż rodzice ;)

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Galeria Niepoprawnych Panien Młodych: Maria

Historia Marysi: 

Od czego by tu zacząć… Może od naszej postawionej na głowie historii, która od początku zaczęła się od tradycyjnego końca ;) Najpierw byliśmy „MY” zakochani potajemnie na „rodzinnym” rejsie mazurskim (nasze mamy przyjaźnią się od 40 lat). Po trzech latach na świecie pojawiła się nasza córka, Róża (23.06.2010 – dzień taty), dwa lata później ślub cywilny (26.05.2012 – dzień mamy), ślub kościelny planowaliśmy na dzień dziecka 2014, ale ze względów organizacyjnych – 21.06.2014 i też fajnie - blisko nocy świętojańskiej… I tu się zaczęło… burza mózgów wśród zakręconych najbliższych - noc kupały, karczma, krajobraz, może jakaś woda? Wianki!!! Zaczęło być „niepoprawnie” ;) Ale w podpunktach, tak jak to mi się spodobało u jednej z NPM.
Zresztą u nas niepoprawność płynie we krwi – ślub cywilny zorganizowaliśmy w stylu lat 20. – każdy z gości był w stroju z epoki z cudownymi rekwizytami!

Przygoda z FolkDesign, czyli podróże pod samiuśkie Tatry:
Wiedzieliśmy, że to będzie góralskie wesele. Darek pochodzi z Żywca, cała jego rodzina związana od pokoleń z górami, nasz temperament – tak musiało być, nie inaczej. Zaczęłam szukać sukni, we wszystkich czułam się źle, „księżniczkowato”, choćby nie wiem jak swobodne były. Czułam się w nich jak w przebraniu, jakbym przebierała się za księżniczkę, a przecież nią nie jestem! Szukając inspiracji w internecie trafiłam na twórczość pani Anety Larysy Knap, która po pierwszej wizycie w jej studiu skradła mi serce. Wiedziałam, że to ona zaprojektuje moją wymarzoną suknię ślubną, oj ona również jest bardzo „niepoprawna” :) w najlepszym znaczeniu tego słowa. Przymierzając przykładowy gorset uszyty „z chusty góralskiej” poczułam, że to to: wygodnie!, elegancko, z pazurem! Do tego koszula z akcentami dla PM… A uszyciem spódniczki w stylu Cleo ;) dla Róży zajęła się Babcia.

Jak wyglądał ten dzień:
Przygotowania: Mieszkamy w jednym domu z Teściami, więc ja ubierałam się u nas w mieszkaniu na dole, Mąż na górze. Róża biegała między nami ;) Przyjechał kamerzysta, przyjechał fotograf z żoną (serdeczni przyjaciele, z żoną Magdą znamy się od mazurskiej „piaskownicy”) - było wesoło, bez stresu i na luzie. Cieszyłam się, że wszystkie bliskie mi osoby są obok mnie, razem. Magda miała jasną sukienkę, tak jak moje druhny (które w domyśle miały być mężatkami jak ja ;)), więc się jej zapytałam czy chce być kolejną druhną, a ona: „Oczywiście!” i tak z łapanki, ale bardzo serdecznie stanęła tego dnia jeszcze bliżej mnie :) Wesoła atmosfera udzieliła się mojej przyjaciółce, która zawsze jest na bakier ze wszystkimi „kobiecymi upiększankami” i spytała mnie, będącą już w sukni ślubnej, czy jak zwykle pomaluję jej paznokcie na czarno :P Nietypowe było moje „pojawienie się”, czyli nasz spotkanie. Poprosiliśmy, aby wszyscy już się zebrali w pokoju u Rodziców na błogosławieństwo, a Darek poszedł do mnie sam. To był cudowny moment, intymny, tylko dla nas. W tym szybkim, zagonionym dniu mieliśmy się tylko dla siebie, polecam to wszystkim NPM… I tak razem weszliśmy na piętro błogosławić się. Kapela góralska przygrywała, zebrała się najbliższa rodzina i tu nie było niepoprawnie, ale tradycyjnie, wzruszająco.
Jazda! do ślubu: Mieliśmy do wyboru wśród najbliższej rodziny kilka limuzyn, ale stwierdziliśmy, że nie ważne czym do ślubu, ale z kim! Tak więc poprosiliśmy Rodziców o udostępnienie wygodnego auta, a za kierowców poprosiliśmy naszych serdecznych kompanów, największe ładunki humorystyczne w zasięgu ręki – siostrę Asię i szwagra Kubę. Wesoła atmosfera była kontynuowana całą drogę do kościoła, rozbawili nas, rozluźnili – w szczególności specjalnie dla nas wyselekcjonowaną muzyką na ten dzień ;)
Kościół: Mały, drewniany kościółek w Lalikach, nie potrzebujący żadnych ozdób,  w którym ksiądz Proboszcz nie robi problemu, aby kazanie prowadził inny kapłan.
Ksiądz Karol: Brat przyjaciół, byliśmy na ich ślubie, którego udzielał im właśnie on i całą mszę, po raz pierwszy w życiu mieliśmy uśmiech na twarzy i łzy w oczach :) Ksiądz Karol tydzień przed ślubem zadzwonił, że nasz ślub koliduje mu z wycieczką oazy, którą prowadzi, ale że chętnie zmienią destynacje na nasze góry, jeśli tylko wszyscy, 30 osób będą mogli przyjść  na mszę! My oczywiście na to z zaskoczeniem, rozbawieni: „Ok!”. Ksiądz zszedł z ekipą prosto z gór, w traperach, z plecakiem, poprosił o chwilę i przygotował się do mszy. Jeszcze przed rozpoczęciem mszy Ksiądz wygłosił wstęp bardzo wesoły, wprowadzający miłą atmosferę. Całą mszę mówił do nas, patrząc nam w oczy, uśmiechając się do nas i do Róży – cudownie! Dwa razy były oklaski, wszyscy w kościele uśmiechnięci od ucha do ucha. Ksiądz natchnął nas miłością i radością, zabawą w tym dniu – już w kościele! Na koniec oaza zaśpiewała nam pieśń w ramach prezentu, a my odwdzięczyliśmy wielkim pudłem swojskich drożdżówek.
Sala: Karczma oczywiście, Koniaków. Wszystko osadzone nie tyle co w góralskich klimatach, ale w krajobrazie tak bardzo dla mnie ważnym. Za każdym razem, gdy jeździliśmy do Koniakowa cieszyłam się, że będę mogła moim gościom z całej Polski pokazać w jak pięknych okolicznościach przyrody przyszło mi za-mąż-pójść (Mąż jest z Żywca). Dlaczego karczma? Przepyszne jedzenie, a wszyscy z rodziny, przyjaciół są smakoszami, przytulny klimat, nastrój, światło, ciepło. Jedynym przystrojeniem sali oprócz bukietów byliśmy my – wszystkie dziewczęta noszące wianki z polnych kwiatów.
Pierwszy taniec: Chcieliśmy oczywiście coś w naszym stylu, coś szalonego, coś naszego. Rękami i nogami broniliśmy się przed naukami i liczeniem kroków, jednak na kilka lekcji poszliśmy, ale kroków nie liczyliśmy ;) Za wszelką cenę chcieliśmy, aby muzyka cała od a do z była na żywo, tak więc poprosiliśmy nasz zespół, aby stworzył nam nasz mix: najpierw powolny taniec do "Ty i Tylko Ty" Golców a potem… „Bo jo cię kochom”. Tak więc do końca nie wiedzieliśmy jak to będzie brzmieć, na próbie nie byliśmy, bo po co się stresować, zaufałam PM, który prowadzi doskonale i zatańczyliśmy po prostu, po swojemu. Pod koniec utworu rozeszliśmy się i wzięliśmy do tańca następną parę – właśnie siostrę PM i jej przyszłego męża, którzy miesiąc po nas mieli mieć ślub. Takie było to przekazanie pałeczki ;) A oni wzięli do tańca następnych i następnych…  i w ten sposób zaraz przy drugiej piosence parkiet był cały zapełniony. Zespół później nam powiedział: „Po pierwszym secie, jak zobaczyliśmy jak się bawicie, wiedzieliśmy, że przed 5 nie zejdziemy.”.
Zabawa: Była nie do opisania, co chwilę zerkając, nikogo nie było przy stołach, parkiet pełen, cudowna zasługa zespołu Whisky, naprawdę ukłony dla nich. Zabawa o tyle była „do bólu”, że te dwie rodziny bardzo dobrze się znały, wszyscy wujkowie, ciocie kuzyni z obu stron spędziły ze sobą całe dzieciństwa, tak więc każdy się znał. Nawet młode pokolenie – naszych przyjaciół poprzez organizowane przez nas spotkania, narty, rejsy mazurskie, znajomi z całej Polski, z różnych środowisk, a też się znali :) Wydaję nam się, że goście bawili się naprawdę dobrze, bo nikt nam nie dawał wiary, że po ślubie cywilnym będziemy pragnęli jeszcze kościelnego :) Brakowała tylko zabaw… oj… to było niepoprawne, ale większość mówi, że po prostu nie było czasu, taka muzyka, takie tańce! Jeden z gości, zawodowy muzyk zrobił nam niespodziankę i zagrał na trąbce z zespołem. Dla nich i dla nas był to wielki zaszczyt i niesamowita moc blusowych kawałków!! Dzieci praktycznie zniknęły z wesela za sprawą urządzonego na strychu figlo-raju. Trochę tego żałujemy, bo nie było ich wśród nas, nie widać ich na zdjęciach, ale Róża mówi, że było najlepiej ;) Ufff… dobrze, że był kamerzysta i jest nagranie, aby zobaczyła, że wesele naprawdę było!
Honorowymi gości na weselu byli moi: Babcia i Dziadziu, którzy są ze sobą do dziś…. Od 70 lat. Cieszymy się, że w ten dzień ich wzruszyliśmy, uradowaliśmy i rozbawiliśmy, dodaliśmy sił na wiele, wiele lat :) 

Niepoprawne, nietypowe były:
- niepoprawny Ksiądz: zszedł z szlaku z całą oazą, aby dać na ślub, tak po prostu z plecakiem, w butach trekkingowych, w których nadal odprawiał mszę ;)
- nasze kolorowe stroje
- pani, która wiła wianki dla dziewcząt podczas wesela
- kwiaty: nie, nie z kwiaciarni – jak na swojskie wesele przystało „same żeśmy zrobiły”,  kwiaty pochodziły z ogródka mamy i babci i „zza płota”, czyli od serdecznej sąsiadki – pozwoliła wykosić nam całą łąkę rumianków, chabrów i dwa krzewy hortensji!!
- nie było zwiastowania NPM Panu Młodemu przy wszystkich gościach, ale sami, w dwoje, czule i intymnie:) za ten pomysł PM jest wdzięczny do dziś :)
- druhnami były także mężatki – tak jak ja ;)
- na stołach nie było maślanych tortów, przekładańców, ale swojskie wypieki. Goście na koniec zabawy otrzymywali torebki ze swojskim drożdżówkami.
- wódka: wcale nie z najwyższej półki, ale przetestowana, wyselekcjonowana przez panów z rodziny… dla mnie: wódka jak wódka, ale z parzenicą, czyli wzorem góralskim będącym motywem przewodnim na wykonanych przeze mnie zaproszeniach, winietkach itp.
- jazda do ślubu: nie ważne CZYM, ale ważne z KIM
- plener: nie chcieliśmy wyjątkowo pozowanych zdjęć w przypadkowy dzień „po”, chcieliśmy zatrzymać chwilę, tu i teraz. Wyszliśmy ponad karczmę ok. 10 minut i tam w ciągu pół godziny uwieczniliśmy ten szczęśliwy dzień.

Rady dla przyszłych NPM:
W ślad za poprzedniczką, Magdaleną: Nie konsultujcie swych pomysłów ze zbyt dużą liczbą osób, idźcie za głosem serca, bo tyko to co z niego szczerze wypływa będzie wartościowe, godne zapamiętania. Wszystkie niuanse ślubne, stereotypy, tradycje nie są nic warte jeśli nie są WASZE. I tak ja u Magdaleny: najbardziej się podobało Babci (l.91) i Dziadziowi (l.94) i ich aprobata przekreśliła wszystkie moje zmartwienia na temat odbioru NASZYCH pomysłów. 






























Zdjęcia: Nanopixel fotografia Piotr Bałdys
Stroje Pary Młodej: Folk Design Aneta Larysa Knap 

Kilka zdań od NPM:
FolkDesign? Wspominałam wtedy, prawdopodobnie, także o męskich koszulach. I ta koszula Pana Młodego jest moim ideałem!
Druhna z łapanki, ksiądz, który dopiero co zszedł z gór, piosenka od oazy, podejście do pierwszego tańca ("tak więc do końca nie wiedzieliśmy jak to będzie brzmieć, na próbie nie byliśmy, bo po co się stresować") - idealne. Ale chyba nic nie przebije pani, która wiła wianki. Pomysł genialny, jedna z najlepszych "atrakcji weselnych" jakie mogę sobie wyobrazić i sama chętnie taką panią bym zatrudniła!