niedziela, 11 grudnia 2016

6 miesięcy do ślubu, czyli ostatnie panieńskie święta! [Jagoda]

thechilicool
Do dnia "0" już niecałe pół roku, to brzmi co najmniej niewiarygodnie. Ostatni miesiąc był tak bogaty w doświadczenia, że wydaje mi się niesamowicie długi!

Po pierwsze – przyszła już do mnie ślubna sukienka! Trochę się zdziwiłam, bo spodziewałam się jej dopiero w nowym roku. Tymczasem w listopadzie z samego rana kurier zapukał do moich drzwi. Przyznam, że nie od razu ją przymierzyłam. Położyłam paczkę na stole i zaczęłam się bać – a co, jeśli jest za wąska? Za krótka? Coś z nią nie tak? Albo ze mną? ;) Posprzątałam w międzyczasie dom, ułożyłam sobie włosy, pomalowałam i przygotowałam miejsce, żeby zrobić kilka zdjęć i filmik dla mamy i druhen. W końcu, po 8 godzinach wahania, zdecydowałam się ją rozpakować i przymierzyć – i tak, to jest to! Co prawda wymaga kilku kosmetycznych poprawek, ale myślę, że zaniosę ją do krawcowej dopiero około kwietnia – do tego czasu chyba osiągnę docelową wagę ;) Plus zdecyduję się na wysokość szpilki.

Po drugie – odbyliśmy kurs przedmałżeński. Cóż, trochę się obawialiśmy, jak to będzie wyglądało, szczególnie poradnia rodzinna… Nasłuchaliśmy się przeróżnych dziwnych historii od znajomych i wyobraźnia zaczęła pracować. Ze względu na pracę PM wybraliśmy nauki jednodniowe – ma na tyle zmienny grafik, że ciężko byłoby dostosować się do innego trybu. Padło na miejscowość, z której pochodzę i w której też będziemy brać ślub, a to z kilku powodów. Trochę dlatego, że rodzina od dawna wspominała, że nasza parafia przeżywa swój renesans, a księża mają świetne podejście do wiernych. Trochę też dlatego, że któraś z dziewczyn na "Ślubno-Weselnej Grupie Wsparcia" polecała ten kurs. A trochę dlatego, że odbywał się w auli liceum, do którego chodziłam i była świetna okazja, żeby pokazać G. kawałek dzieciństwa i wspomnień ze szkolnych czasów. Wyszliśmy bardzo zadowoleni. Pani z poradni mówiła bardzo rzeczowo, starała się dotrzeć do wszystkich – i do tych z bardziej konserwatywnymi poglądami, i do tych z całkiem liberalnym podejściem do życia. Natomiast słowa pani psycholog o przeróżnych kryzysach w małżeństwie zainspirowały nas do rozmów na tematy, które do tej pory po prostu nie przyszły nam do głowy. A było warto je poruszyć. Myślę, że naprawdę warto udać się na kurs dla par, nawet jeśli planuje się tylko ślub cywilny – nie orientowałam się, ale na pewno są takie warsztaty prowadzone przez psychologów czy terapeutów. Trochę to inspiruje, trochę daje powodów do przemyślenia.

Po trzecie – dosłownie wczoraj zaliczyłam pierwszą próbną fryzurę. Tak naprawdę nie wiedziałam kompletnie, z czym to jeść, nigdy nie byłam na czesaniu u fryzjera, na ostatnią chwilę przeszukiwałam pinterest, żeby mgliste wyobrażenie swojego wyglądu przekształcić w konkretnie zdjęcia i móc je pokazać czeszącej mnie pani. Niestety, okazało się, że na pewno na pierwszej próbie się nie skończy. Moja wizja rozminęła się z tym, co wylądowało na głowie. Następne podejście w lutym, tym razem chyba z kilkoma pasmami doczepionych włosów i ze sztucznym wiankiem (i tak chciałam go zamówić, żeby mieć jakiś awaryjny, w razie gdyby naturalnemu podczas wesela stała się krzywda). Ale jestem pozytywnej myśli ;)

I nagle nadchodzą Święta Bożego Narodzenia! Dla mnie to będą święta wyjątkowe. Przede wszystkim to pierwsza wieczerza wigilijna, do której usiądziemy z PM razem. Od trzech lat widzieliśmy się dopiero w nocy, co roku pracował do późnego wieczora i przyjeżdżał dopiero w okolicach pasterki. Jestem niesamowicie podekscytowana tym, że przełamiemy się opłatkiem z całą moją rodziną, razem zjemy tradycyjną gwiazdkową zupę (pewnie za jakieś 10 lat G. nawet ją polubi!), zaśpiewamy wszyscy razem kolędy… Ale to też trochę pożegnanie pewnej rodzinnej epoki i dzieciństwa, bo to ostatnia Wigilia, kiedy nazywam się tak jak rodzice. Następne święta będę już panią K. i z moim PM będziemy nową, małą rodzinką i zaczniemy tworzyć swoje nowe, małe tradycje :) I coraz bardziej czuję, że nie mogę się doczekać nie ślubu i wesela, ale właśnie tego bycia razem jeszcze bardziej niż do tej pory, bycia rodziną dla kościoła i dla urzędów, bo w sercu tak sobie myślę, że rodziną już jesteśmy.

Życzę wszystkim dużo miłości w te Święta. Dużo miłości, cierpliwości i ciepłych chwil z najbliższymi, w ten najbardziej magiczny czas :)

1 komentarz:

  1. Cześć;) czekam na więcej wpisów ;) też biorę ślub w czerwcu !

    OdpowiedzUsuń