sobota, 9 maja 2015

2 tygodnie do ślubu, czyli... marudzenia ciąg dalszy ;)

Alicia Pyne Photography
Nigdy nie marzyłam o weselu. Ja nawet nigdy nie chciałam mieć wesela. A gdy jakimś cudem wpakowaliśmy się w to z PM, stwierdziliśmy, że trzeba temu stawić czoła i zrobić to najlepiej jak się da.

Myślałam, że dam radę. I organizacyjnie idzie nieźle. Źle jest po stronie emocjonalnej. Bo ten, ta, tamten i cała reszta nie chce pomóc, bo odmawia w taki sposób, że łamie mi serce, bo nie przyjdzie, bo na każdą informację o tym co będzie na weselu "obraża się". To logiczne? Obrażać się, bo wesele nie będzie takie jak ktoś sobie wyobraził? A ja się złoszczę... I tworze listy ludzi, którym nigdy więcej nie pomogę, do których nigdy więcej nie przyjadę, których nigdy w życiu nie poproszę o pomoc... Bo jest mi więcej niż przykro. To chyba nie tak powinny wyglądać przygotowania do ślubu i wesela?

Czy, mimo wszystko, warto? Hm... i tak i nie. Tak właściwie to... jeszcze nie wiem.

Z pamiętnika:
Próbowałam zapuszczać paznokcie... Pierwszy raz w życiu. Spodziewałam się, że można sobie taki paznokieć uciąć nożem przy krojeniu, ale żeby zetrzeć na tarce?

I z harmonogramu:

2 tygodnie przed ślubem warto: 
- zaplanować sposób usadzenia gości przy stołach,
- potwierdzić noclegi i transport dla gości,
- przeprowadzić ostatnie poprawki strojów ślubnych,
- przygotować dokładny plan dnia ślubu,
- skontaktować się z usługodawcami i zapoznać ich z planem dnia,
- rozdzielić zadania dla osób, które mają Wam w tym dniu pomagać.

Kiepsko to wygląda. Sposób usadzenia gości, a raczej podział stołów na rodziny moje i PM wywołuje niemal wojny wśród rodziców (bo najgorzej, gdy zaczynają się odzywać ci, którzy wcześniej mieli wszystko gdzieś). Noclegi są, ale tylko "prawie". Planu dnia brak, kontaktu z usługodawcami brak, rozdzielenia zadań brak (i tego się boję, bo tu znowu będą mi odmawiać, a ja zrobiłam się na to wyjątkowo nieodporna :/). Chyba czeka mnie bardzo pracowity weekend.

Najlepiej z PM wychodzi nam udawanie, że tego ślubu i wesela nie ma, że nie musimy się niczym martwić, niczego planować, na nic wydawać pieniędzy. Gdy tylko można, żyjemy tysiącem innych spraw. I chyba z tego myślenia bierze się to, że w przeciwieństwie do sporej liczby par na chwilę przed ślubem, nie kłócimy się ani trochę :)

16 komentarzy:

  1. Dlatego własny ślub będziemy z pm wyprawiać całkowicie za własną kasę i na własną rękę. Organizowałam już masę imprez (w tym z 5 na ponad 100 ludzi), z czego wyciągnęłam jeden wniosek - im mniej się oczekuje, tym mniej się człowiek potem wku... Nawet przy najlepszych planach ZAWSZE nawala czynnik ludzki i nie da się na to nic poradzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zordax, wiem... Dlatego ja proszę tylko drobiazgi (typu wystrzał z konfetti), a i tak nikt nie ma ochoty pomóc...

      Usuń
    2. przepraszam, ale tego nie rozumiem.. to ma się nazywać rodziną? ja poprosiłam kolegę dzień przed o wystrzelenie z konfetti, zgodził się bez wahania i z uśmiechem. przykre to..

      Usuń
  2. Współczuję tych nerwów :-( Sama mam do wielu rzeczy podejście zadaniowe i wiem, jak to może wkurzać, kiedy coś nie idzie zgodnie z planem. Trzymaj się i nie daj wyprowadzić z równowagi!

    Mnie pomogło powtarzanie sobie, że niezależnie od tego, co się stanie, i tak ostateczny rezultat tego dnia będzie taki, jak zakładaliśmy: zostaniemy małżeństwem. Hurra! I kij w oko wszystkim spóźnionym ciotkom, narzekającym wujkom, odmawiającym znajomym, żwirowym podjazdom, w których grzęzną obcasy, rozbitym butelkom wina i deszczowi, który pojawił się znikąd :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. biorę ślub tego dnia co Ty.
    ale ja zrezygnowałam z dużego wesela, na rzecz małego weselika. i w końcu jestem szczęśliwa.
    i panikuje jedynie zbliżającą się obroną, a ślub to jedynie miła odskocznia :)

    dasz radę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie zamieszania nie zmniejszyłaby liczba gości, niestety. Chyba, że ograniczyć ich wszystkich do totalnego zera :)

      Usuń
  4. My wiedzieliśmy, że w organizacji wesela najlepiej sprawdza się powiedzenie "Umiesz liczyć? Licz na siebie!". Dlatego nikogo o nic nie prosimy. Wszystko załatwiamy sami i nie konsultujemy z nikim niczego. Nie mówimy o tym, że może nie będzie pierwszego tanca, bo zaraz ktos starszy sie obruszy i nie mowimy, ze mozliwe iz nie bedzie nawet oczepin "no bo jak toooo!?". Nie konsultujemy juz nawet tego kto z kim chce siedzieć, bo wstępne rozmowy wprowadziły za duży i bardzo niespodziewany chaos. To będzie niespodzianka. Rozsadzimy intuicyjne z dozą tego jak wypada. Nasz ślub, nasze zasady i nasze zmartwienia. Dlatego cieszę się, że w tym samotnym przygotowaniu nie zatraciliśmy się w stawaniu na głowach, żeby dogodzić gościom, ktorym dogodzić i tak się nie da. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inochi, ja nie liczę na nikogo w załatwianiu wielkich spraw. Ja chcę, aby ktoś mi przeczytał czytanie w kościele, wystrzelił z konfetti, potrzymał przez mszę (trzeci) bukiet, który w finale ma wylądować pod ołtarzem...

      Usuń
  5. Dla niektórych to więcej niż logiczne, że jak nie będzie po ich myśli coś szło, to się obrażą. Bo przecież nie ważne jest NASZE zdanie, tylko ICH "święta" racja. Chrzesna mojego narzeczonego zadeklarowała twardo, że nie będzie jej na naszym ślubie, bo przyszły Pan Młody nie kupił garnituru w tym mieście, gdzie ona by chciała, aby go kupił. Kawałek materiału kupiony w mieście A zamiast w wybranym przez nią mieście B jest dla niej idealnym powodem do zszargania nam nerwów i siania fermentu na taką skalę, że przyszła teściowa nieśmiało przebąkiwała o odwołaniu wesela z trwogi, że chrzesna zamiary swoje spełni. Koniec końców, będąc na 3 tygodnie przed ślubem nie wiemy nadal na czym z ową chrzesną stoimy. Nikomu z Was nie życzę takichy atrakcji i "przyjemności" przed ślubem!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ahh.. ja juz w tych samych planach ginę. Pomimo, że wesele dopiero w październiku, to juz zdazylam sie przekonac, ze moja mama uwaza, ze niepotrzebnie wydajemy pieniadze na wesele, pomoc w wyborze sukni slubnej byl dla nas traumatycznym przezyciem, bo ja oczekiwalam wdparcia dorady, a mama miala na piedestale tylko zniechecenie mnie do instytucji malzenstwa.. bo to na cale zycie, bo to z tym wlasnie, ktory NA PEWNO po slubie sie zmienie, bo to za wczesnie (mam 25 lat) wiec mysle, ze nie za wczesnie, nie za pozno, dla kazdego czas jest indywidualny.. siostry dwie mlodsze.. wiec swiadkowanie powierzylam jednej z nich druga sie 'obrazila' ale dowiedzialam sie tego przypadkiem od mamy podczas wypominek i listy gorzkich zali do mnie.. tato sie cieszy,ale nawet nie wiadomo, czy bedzie mogl ze mna zatanczyc, czy poprpwadzic mnie do oltarza(wzgledy zdrowotne). Finansujemy sobie powolutku sami cale przedsiewziecie, ale ciezko jest bo wlasnie skonczyla mi sie umowa o prace.. wiec bezrobocie zapukalo.. ale pomimo tych wszystkich przeciwnosci jakie napotykamy, bo kazdy jest bardzo uprzejmy jesli trzeba sie dowiedziec czegos nt wesela, ale na pomoc nie ma co liczyc, za to na obgadanie i zupelnie zbedne komentarze.. mozna by bylo sluchac godzinami.. wierze, ze z PM wytrwamy i dojdziemy do tego pieknego momentu, gdzie rozpocznie sie nasza wspolna juz droga przez zycie, bez wiekszych uszczerbkow na psychice i na zdrowiu.. ( chociaz mnie stres sluzy juz 4 kg w miesiac ;-) ). Pozdrawiam Was i trzymam mocno kciuki za spokojne dotrwanie :-) Juz Wam na prawde nie wiele zostalo :-) ja sie jeszcze ciut dluzej musze 'pomeczyc' ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z miała chęcią bym Ci czytała w kościele i wystrzeliła to confetti

    OdpowiedzUsuń
  8. Moocno trzymam kciuki, nie poddawaj się, no bo w końcu kurcze blade...
    Może te ,,nieudane" plany okażą się świetną okazją dla spontanicznych i ,, niepoprawnych" rozwiązań☺

    OdpowiedzUsuń
  9. Przykre jest to co piszesz, szkoda, że ludzie potrafią zawodzić w tak ważnym dla nas momencie. Trzymamy kciuki za wielki finał, na pewno wszystko się uda!

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana! Czytam Twojego bloga od dawna, bo sama jestem tegoroczną PM (jeszcze 68 dni), ale tym razem oprócz czytania, chciałam zostawić komentarz.
    Rozumiem, jak to jest kiedy bliscy odmawiają Ci pomocy. Albo są tak nieodpowiedzialni, że obiecują gruszki na wierzbie, a ostatecznie, albo mają wszystko gdzieś, albo mówią, że w ogóle ich nie będzie na ślubie... Ale trzeba trzymać się dzielnie, bo tak trzeba...
    Dobrze, że Wy się nie kłócicie i jesteście zgodni- to w końcu Wasz dzień, a nie tych wszystkich ludzi dookoła, ani nawet rodziców... Cieszcie się, bo później będziecie to wspominać jako jeden wielki poligon. Bez sensu.

    Mam nadzieję, że wyjdzie Tobie większość rzeczy tak jak chciałaś i mam nadzieję, że w końcu się dogadacie i będziecie się dobrze bawić. Bo może rodzice się mocniej stresują niż Wy i dlatego tak walczą?

    Życzę powodzenia i pomyślności na ceremonii i weselu :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też czuję się zaszczycona, kiedy ktoś poprosi mnie o najmniejszą wręcz pomoc. Ale są ludzie, którzy tego po prostu nie czują, dla nich to, że chcemy, żeby ślub był "spersonalizowany" i żeby pomagały w oprawie bliskie nam osoby, jest niepotrzebnym rzucaniem się w oczy. Siostra mojego PM też odmówiła przeczytania czytania, mój brat, który ma zespół muzyczny, oświadczył, że dla 30 osób na poprawinach w ogrodzie nie opłaca mu się rozstawiać sprzętu i możemy sobie tańczyć do CD, a mama na każdą moją prośbę reaguje stałym: "po co panikujesz, jeszcze jest tyyyle czasu!" Jednak ja nie biorę tego do siebie, w końcu tego dnia poślubię swojego najlepszego przyjaciela i to się liczy. Tobie, NPM też na pewno wszystko wyjdzie najpiękniej, nawet bez niczyjej pomocy:) Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  12. Wydawało mi się, że trafiłam na Twojego bloga przez przypadek. Bardzo się myliłam! Jestem szaleńcem organizacyjnym i bardzo lubię, zeby wszystko było tak dopięte na ostatni guzik, ale mimo wszystko wyglądało na bardzo lekko i spontanicznie. Jestem zaręczona z cudownym i super równym Rudzielcem, za którym poszłabym na koniec świata i...bierzemy ślub 23 maja w tym roku :)
    Na początku były dwie możliwości: albo bierzemy szybki ślub tylko ze świadkami, albo robimy ślub z weselem. Ja wielką fanka weselnego folkloru nie jestem (całe moje rodzeństwo miało albo obiad po ślubie albo skromne wesele w formie bankieciku z kumplem DJem), ale rodzina mojego miłego a i owszem. I mimo, ze Rudzielec jest niesamowicie spokojnym człowiekiem to ile ja sie nadenerwowalam przez ten ostatni rok organizacji? Ile jest dziwnych tradycji w naszej okolicy??? Koszmar.

    Wychodzę z założenia, ze im prościej tym lepiej. Jasne, ze chciałabym zeby ktoś nam zrobił jakaś mniej lub bardziej zaplanowana niespodziankę (ale nie mowię tu o godzinnym występie Zenka z Akcentu...o nieeeeeee...) Chciałabym, zeby skoro już nam ten miliard osob odmówił przyjazdu na wesele z mniej lub bardziej specyficznych powodów, to zeby wszyscy bawili sie dobrze i bezpiecznie i na spokojnie. Ile ja przeżyłam wesel na których albo zupełnie nic sie nie dało zrobic (co chwila przerwy na jedzenie - 6 posiłków? Serio? - albo ludzie tańczyli jak poparzeni i nawet w hallu nie dało sie zatańczyć bo sie obijaliśmy o innych ludzi) albo atrakcji było tyle że zespół prawie nie grał bo a to podziękowanie rodzicom, a to sąsiadom, a to kolegom ze szkoły...a imprezy zero.

    Podobno powinnam sie denerwować na tydzień ślubem... Teraz to bardziej sie denerwuje tym, ze sie nie denerwuje. Narzeczony jest? Jest. Msza zamówiona? Zamówiona. Sala jest? Jest. Goście wiedza? Wiedza. No to piknie :)
    Czego chcieć więcej. Ślub ma sie raz w życiu? Ok! Ale rocznice tez można wyprawiać przecież :) i tez można sie bawić. No dobra, moze już bez takiej pompy ale można :)

    Wszystkim dziewczynom, które 23 maja staną przed ołtarzem życzę zeby uśmiech nie schodził z twarzy!! Będzie pięknie :) a najlepszym prezentem i atrakcja dla gości będziecie właśnie wy. I niech was nie martwią te wszystkie Gienki i Zenki, które bedą mówiły że u Jaśka to wesele było lepsze. Bo wy to nie Jasiek :)

    No. I głowy do góry, łopatki razem. Nawet jak wam pryszcz wyskoczy to posłuchajcie sobie porady Ojca z Wielkiego Greckiego Wesela. Swoją droga to ta dziewczyna to sie dopiero nadenerwowała w związku z tym swoim cudnym weselem :) i dała radę :)

    Całuski ciasteczka.

    Niepoprawna - I love You !!! Ten blog to istne cacko :)

    OdpowiedzUsuń