Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bieg w sukniach ślubnych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bieg w sukniach ślubnych. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 września 2015

Bieg w sukniach ślubnych II - (prawie jak) relacja

13 września, zgodnie ze zmodyfikowanym planem, wylądowaliśmy z PM w Warszawie na Biegu w sukniach ślubnych. Bez sukienki, bez planu na bieg, a z ciekawością i chęcią zobaczenia jak to wygląda z bliska. Jak wrażenia? PM podobało się bardziej ;)

Jeśli zaczynacie czytać ten wpis i czegokolwiek o biegu nie wiecie, to odsyłam Was do mojego wpisu na jego temat(o tu). Cel, idea, pomysł na spędzenie niedzielnego popołudnia - wszystko brzmi bardzo fajnie. Jak ma się rzeczywistość do mojego wyobrażenia?

Biec a być...

To oczywiste, że istnieje znacząca różnica między naszym wrażeniem, gdy bierzemy aktywny udział w danym wydarzeniu, a gdy jedynie go obserwujemy. Ja dziś, jako obserwator biegu i dla porównania uczestniczka Panny Młode Akcja Charytatywna, wiem jak to ogromnie wpływa na moje postrzeganie wydarzenia. Tam byłam zachwycona (nawet pomimo wpadek), tu... mam problem z napisaniem wpisu (10 razy rozważałam czy mam co publikować). Nie wystarczy dojechać do Warszawy na wariata - bo nocą, prosto z Czech, zjeść burgera (to mój ulubiony punkt dnia), pokręcić się po pięć razy przy stoiskach i zgarnąć trochę ulotek, obejrzeć suknie od Violi Piekut, spotkać celebrytów (i ich nie rozpoznać, a zorientować się, że są znani, po szumie dookoła nich), dostać gotowy lub nauczyć się pleść wianek, stracić cierpliwość w długiej kolejce do fotobudki i z zawodową ciekawością obserwować przygotowujące się do biegu i biegnące dziewczyny (i kibicować terminatorkom). To zdecydowanie za mało dla osoby, która nudzi się na wszystkich imprezach i u której cierpliwość trwa mniej więcej 10 sekund. Potrzebuję nieustannych atrakcji i mam wrażenie, że nie biegnąć odebrałam sobie 99% frajdy z tego wydarzenia.
Wnioski? Chciałabym się za rok zdecydować na bieg (haha, sama tu sobie nie wierzę, ja nie cierpię biegać, więc potrzebowałabym gigantycznej motywacji).

Jakieś "ale"?

Atrakcji i stoisk wystawców było bardzo mało. Wiem, to nie Targi, yo bieg, a stoiska są dodatkiem, ale na każde zerknęłam kilka razy i głupio było mi podchodzić po raz kolejny ;) Zdecydowanie warto pomyśleć o zwiększeniu ich liczby i atrakcyjności.

Pewna sytuacja, która zwróciła moją uwagę i do tej pory mam wyrzuty sumienia, że nie zareagowałam. Na "tradycyjnych" Targach ślubnych czasem można coś drobnego od wystawców dostać. Podobnie było i tu. Tylko tu, w przeciwieństwie do Targów, nie 100% obecnych na imprezie jest targetem wystawcy. Były tu byłe (biegnące) Panny Młode, były ich dzieciaki, mężowie, a nawet takie przybłędy jak ja ;) I za bardzo niesmaczną uważam sytuację w której syn jednej z biegnących kobiet podszedł do pewnego stoiska zapytać czy może "coś" dostać, a w odpowiedzi usłyszał, że nie bardzo, bo on nie jest przyszłą panną młodą... W finale, po grymasie i głupim tekście, z wielką łaską, dostał to o co prosił. Niefajne!

Plusy?

Pomijając rewelacyjny cel biegu do plusów zaliczę:
Lokalizację i Łazienki Królewskie w pobliżu do spacerowania w chwilach nudy :D
Podejście dziewczyn zbierających pieniądze do puszek (z klasą, bez nachalności, aż się chciało im coś dać).
Możliwość obejrzenia dwóch rzeczy: zawodów (i tych, którzy przyszli tam wygrać) i małego pokazu sukni ślubnych ;)

środa, 3 września 2014

Taniec dla niepoprawnych

Jeśli komukolwiek zadacie pytanie "Co robi się na weselu?" prawdopodobnie usłyszycie trzy odpowiedzi: je, pije i tańczy. Jeść uwielbiam, piję wg własnego uznania, a jedynym co zawsze, na myśl o weselu, mnie bolało był, jest i będzie taniec. I jakoś sobie muszę z tym poradzić ;)

Kiedyś bardzo nie lubiłam wesel i największym minusem każdego z nich, poza oczepinami, były tańce. Do strasznej i nudzącej mi się po trzech tańcach muzyki, we dwoje!, z ograniczeniem ruchów (oboje z PM mamy potrzebę prowadzić), z "ganiającymi" za mną facetami i koniecznością odmawiania (w końcu nie lubię, a asertywności mi nie brakuje) nawet najbliższym. Prawdopodobnie awersja do tańca jest jednym z powodów dla których tak zauroczona jestem weselnymi grami i zabawami.
Wiem jednak, że wesele to wesele i bez tańców i muzyki się nie odbędzie. Wiem, że nie zabiorę wszystkich gości przed salę w celu grania w jengę czy badmintona. Będę musiała potańczyć i te tańce, nawet bardziej niż bycie Panną Młodą, sobie oswoić ;)

Mam jednak dwa pomysły na taniec, który będzie dla mnie przyjemnością, bardziej zabawą i ćwiczeniami, niż artystyczną interpretacja muzyki :P O każdym z nich już wspominałam, ale dziś ładnie je podsumuję i umieszczę w jednym temacie.

Tańce grupowe
Wierzę w te tańce jak w żadne inne. Znałam je z rożnego rodzaju szkoleń (integrują jak mało co!), a dopiero ostatnio (na początku roku) na własnej skórze przypomniałam sobie jak genialnie można się przy nich bawić. Z doświadczenia i obserwacji wiem, że nie widywałam zbyt często ludzi, którzy nie daliby się w coś takiego wciągnąć :)




Zumba
Dlaczego proponuję coś tak oderwanego od weselnych klimatów? Bo to ta druga strona medalu i iskierka dobrej zabawy dla pokolenia, które za tradycyjną weselną muzyką nie przepada, bo to jeden z najbardziej pozytywnych tańców i przyjemność daje nawet samo patrzenie na niego (opcja dla starszych i sceptycznych).

Zumba na weselu Natalii i Daniela from Liwiusz Rosołowski on Vimeo.

Dlaczego warto się tym pomysłem zachwycić?
Osobiście uważam, że najciekawsze atrakcje dla gości to te, które pozwolą im się zaangażować i pobawić. Zorganizowanie takiej zabawy wymaga jedynie zatrudnienia osoby potrafiącej tańczyć i takie zabawy prowadzić (tancerz radzący sobie z dużą grupą?) oraz przemyślenia czasowego rozłożenia tej atrakcji (aby gości nie zadręczyć).
P.S. Jak myślicie, dlaczego spodobały mi się te pomysły? To tańce indywidualne, bardziej przypominające zabawę integracyjną lub ćwiczenia fitness i... każdy tańcząc będzie tak samo zielony jak ja i nie będę jedyną zagubioną na parkiecie ;)

* * *

Gratis, czyli nie na temat


Świetna akcja. Okazja do połączenia sukni ślubnej/spódnicy tiulowej z trampkami , oswojenia się z suknią ślubną!, zmotywowania się do biegania i zrobienia czegoś ogromnie fajnego! Jakieś zainteresowane?
P.S. Nie, nie trzeba być tegoroczną Panna Młodą i nie, nie trzeba mieć własnej sukni ślubnej.