poniedziałek, 21 września 2015

Rarytasy w branży ślubnej: Super Studios / Super Weddings

superweddings
Raz na jakiś czas trafiam na osobę z branży ślubnej, która czymś mnie urzeka. Do tego stopnia, że to co tworzy śni mi się po nocach ;) Czasem wrzucę jej projekt na fanpage'a (na którym szybko to zniknie), czasem, gdzieś pomiędzy zdania, we wpisie na blogu. Ale to za mało i mam nadzieję, że taka seria będzie tym miejscem, które sprawdzi się tu idealnie.
Na pierwszy ogień... Super Studios (Super Weddings), ci którzy otworzyli mi sceptycznie nastawione do filmów z wesela serce ;)

Pamiętacie, że niejednokrotnie powtarzałam Wam, że moja cierpliwość przy oglądaniu teledysku z wesela kończy się średnio przy trzeciej minucie, po czwartej nudzę się jak mops. Dłużej daję radę jedynie w sytuacjach w których ktoś serwuje mi piękne krajobraz (to działa zawsze!) lub znam występujących w filmie ludzi i mocniej trafiają do mnie ich emocje. W przeciwnym razie - udaję, że oglądam otwierając w przeglądarce inne okno ;)
To pierwszy teledysk, który obejrzałam z przyjemnością, poświęcając mu swoje 100% uwagi, od początku do końca. Pierwszy, będący dla mnie dowodem na to, że filmy ze ślubów mogą być zwyczajnie fajne, mogą mnie nie nudzić, a nawet więcej: mogą zachwycić.

Marta&aSzymon a Wedding Story

W teledysku ze ślubu Marty i Szymona jest fajne coś jeszcze. Pojawiają się tu fragmenty, których z reguły nie cierpię. Przykład? Życzenia od gości. Zazwyczaj "Broń Boże!", a tym razem "Jakich oni mają fajnych gości (i fajnie zmontowanych), nawet jak nic nie mówią? ;)".

Wszystko jest tu... smaczne :) Estetyczne i emocjonalne, z niepowtarzalnym klimatem, rewelacyjną muzyką ("Giving Up" słucham od ponad tygodnia, non stop), wręcz unikatowe, gdzie czuć personalny charakter każdego filmu, z obrazem na opisanie którego brakuje mi słów (i fachowej wiedzy) ;)

No ja się zakochałam :) A na deser macie więcej, równie smacznie i bardziej nietypowo (bo tu nawet Radom jest na swój sposób piękny, serio!):

Gosia & Łukasz | 09.05.2015

Marta + Grzegorz - A Star Wars Wedding

P.S. Jak podoba Wam się nazwa cyklu? Chętnie przyjmę kontrpropozycje. Bo wiecie... szukam nietypowego słowa, kombinuję i np. "cymes" mnie kusi (ale chyba jest za trudny, co?) :D

9 komentarzy:

  1. Dla mnie zdecydowanie 2 teledysk jest numerem jeden już od jakiegoś czasu. Jedyny przy którym pożałowałam że nie mieliśmy kamerzysty na ślubie. A

    OdpowiedzUsuń
  2. A mi brakuje przysiegi. Bo jesli mowimy o teledysku ze slubu, no to chyba jednak przysiega tu jest najwazniejsza, przynajmniej dla mnie.
    Ogolnie pomysl mi sie bardzo podoba, zaczelam sie nawet przekonywac zeby na wlasnym weselu miec kamere :)

    OdpowiedzUsuń
  3. pierwszy ich filmik jaki widziałam to ten drugi - i mnie zaczarowali, siedziałam z otwartą paszczą. Pięknie opowiadają historie no!
    p.s. nazwa cyklu - dla mnie bomba!

    OdpowiedzUsuń
  4. Widziałam zdecydowanie bardziej poruszające teledyski, które mają to coś :)

    OdpowiedzUsuń
  5. https://vimeo.com/140036747
    POLECAM !!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. wydaje mi się że za kilka lat te teledyski będą tak samo śmieszne jak teraz oglądanie latających bloników z lat 90. Teraz jest taka moda i na maxa dużo już filmików jest. Najpiękniejszy dla mnie zawsze od lat jest ten: https://www.youtube.com/watch?v=elASuBeByQ0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa pierwsze teledyski uważam za uniwersalne (może poza muzyką). Star Wars to już inna sprawa, ale... to kwestia podejścia ludzi. Są tacy, którzy myślą o tym, aby im się wszystko co teraz robią podobało za 30 lat, ale są i tacy dla których najważniejsza jest chwila obecna. I w teledyskach też to widać.
      A teledysk z Twojego linku bardzo lubię - jest wręcz bajkowy :)

      Usuń