sobota, 14 lutego 2015

Przepis na miłość wg NPM ;)

Z okazji Walentynek postanowiłam zastanowić się co sprzyja satysfakcji i szczęściu w związkach, co jest "przepisem na miłość" ;) Nie odkrywam tu Ameryki, nie staram się być wybitnym psychologiem, nie piszę o wszystkim... Tylko o tym co wg mnie, w tym momencie, jest ważne :)

Kładźcie się spać o tej samej porze i jedzcie wspólne śniadania.
Banalne, proste i wyjątkowo istotne. Dotyk, wspólnie spędzony czas, rozmowa budują Waszą wieź. Tu wcale nie musi chodzić o seks lub wspólne zasypianie. Czasem wystarczy, gdy to z Was, które nocą jeszcze pracuje, na chwilę położy się przy drugiej osobie.
Nie macie czasu na wspólne śniadania? Znajdźcie go, choćby w weekendy czy przy każdej nadarzającej się okazji. Ty zrób je jemu, on Tobie. Niech to z czasem nie będzie zwykłe śniadanie, a Wasz rytuał i tradycja.

Szukajcie sposobów na wspólne spędzenie czasu
Róbcie wspólnie pewne rzeczy. Gotujcie. Zmywajcie i wycierajcie talerze. Szukajcie wspólnych zainteresowań i dzielcie się swoimi pasjami. Odkrywanie tego co fascynuje drugą osobę także może być fascynujące (ja oglądam mecze StarCrafta, którego jeszcze nie rozumiem, po angielsku i... po koreańsku). Uwierzcie, że nie ma rzeczy nudnych i beznadziejnych ;)

Rozmawiajcie, rozmawiajcie, rozmawiajcie...
Nigdy nie przestańcie ze sobą rozmawiać, bo od tego już tylko krok do przestania rozumienia się.
O wszystkim, gdy jest idealnie i gdy zaczyna być źle... O sobie, swoich poglądach, marzeniach. O wspólnych doświadczeniach.  O swoich potrzebach, w każdym aspekcie życia. Bądźcie sobą zainteresowani, dbajcie o otwartą/zrozumiałą komunikacje i nie lekceważcie swoich uczuć.

Przytulajcie się, spacerujcie chodząc za rękę i mówcie sobie miłe rzeczy
Znajdźcie do tego powód. Właśnie się obudziliście? On przyszedł z pracy? Przytulenie i trzymanie za rękę są sygnałem dla całego ciała, który Romówi „jak dobrze, że jesteś”, a miłe słowo o poranku jest lepsze niż filiżanka kawy. Poczucie bycia zaopiekowanym jest bezcenne :)

Doceniajcie się
Dostrzegajcie dobre cechy, pozytywne zachowania, drobne gesty... Herbatę wieczorem, wyniesienie śmieci, sukcesy osobiste i te w życiu zawodowym. Doceniajcie zwłaszcza to co oczywiste, co czasem wg Was wam się należy.

Nauczcie się kłócić
I pamiętajcie o dwóch rzeczach:
Nie idźcie spać skłóceni, a przynajmniej bardzo się o to postarajcie. Czasem wystarczy powiedzieć zwykłe "Dobranoc", aby druga osoba poczuła, że choćby się waliło i paliło, a my mielibyśmy ochotę rzucać w nią garnkami, to jednak jesteśmy z nią, bo nam zależy.
Uwierzcie, że partner nie ma złych intencji. Chce Waszego dobra, które być może widzi inaczej lub zdarzyło mu się typowo ludzkie potknięcie.

Nie bądźcie jednym
Spędzajcie wspólnie czas, ale dajcie sobie przestrzeń. Nie musicie wszystkiego robić razem, możecie mieć różne hobby, różnych przyjaciół, a nawet różne plany na wakacje. Czasem trzeba od siebie odpocząć i... zatęsknić.

Sprawiajcie sobie radość... Jak? Interpretacja dowolna, a ja polecam wykorzystać każdą definicje tego słowa jaka przyjdzie Wam do głowy :)


Tekst ainspirowany PsychologyToday.

6 komentarzy:

  1. Miło jest przekonać się (po przeczytaniu tego tekstu), że "przepis na miłość" naprawdę działa! Ba! odkryć, że żyję się zgodnie z tym przepisem - zupełnie przez przypadek! - i, że dzięki niemu, piękny związek nam się ugotował ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podpisuję się pod wszystkim :) Mimo tego, że się jeszcze tak na serio nie kłóciliśmy, miewaliśmy różnice zdań i ciężkie rozmowy, które wymagały w pewnym sensie "pogodzenia". Nie wyobrażam sobie zaśnięcia obok Męża, gdyby te sytuacje nie były wyjaśnione przed snem.
    Fajnie od początku dbać o takie małe rzeczy, żeby stały się niemal nawykiem. Może kiedy czasu będzie mniej, kiedy rodzina się powiększy, a życie zawodowe akurat nabierze super tempa, łatwiej będzie znaleźć dla siebie czas, na rozmowę i trzymanie się za ręce. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zgadzam sie tylko z jednym. Oddzielne wakacje? Po co? Żeby odpoczac od siebie? Jestem żoną od 10 lat i nigdy nie mialam poczucia ze musze odpoczac i nigdy nawet nie pomyslalam o oddzuelnych wakacjach, ktore sa właśnie dla nas po to zeby spedzic wiecej czasu razem i odbic sobie te poswiecone na pracę miesiace. Tzn. jesli sie chce to oczywiście mozna wyjechac oddzielnie, ale dla mnie samo "jesli sie chce" znaczy ze cos juz jest nie tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam kilka par, które gustują w zupełnie innych sposobach spędzania wolnego czasu i zdarza im się jechać na oddzielne wakacje lub, nawet jadąc w to samo miejsce, mieć zupełnie inny harmonogram dnia. I nie jest to żaden zły znak, są szczęśliwi :) To jedynie... mniej typowe.

      Usuń
    2. Albo po prostu są niedopasowani i być może byliby szczęśliwsi z kimś innym, kto podzielał by ich upodobania :) Ja też znam jedną parę (znajomych moich rodziców), która zaczynała od takich oddzielnych wakacji raz na jakiś czas. Później stwierdzili, że będą mieli oddzielne sypialnie (bo on chrapie, bo ona do późna czyta książki i tym podobne wymówki), obecnie mieszkają oddzielnie, bo ona w miejscu swojej firmy urządziła małe mieszkanie "w razie co" no i tam praktycznie mieszka ("bo nie chce stać w korkach"), oczywiście utrzymują że są szczęśliwym małżeństwem i bardzo się kochają, tylko nieliczni wiedzą że i on i ona mają kogoś kto chce jeździć z nimi na wakacje w to samo miejsce i każde co jakiś czas myśli o rozwodzie ;) Także też nie możesz przewidzieć co będzie za X lat z Twoimi znajomymi (oni są po ślubie ponad 30). Podany przykład jest tylko PRZYKŁADEM i wcale nie musi tak być, ale wg mnie podstawą związku są wspólne pasje (albo współdzielenie pasji ukochanej osoby) i umiejętność spędzania razem wolnego czasu, wtedy nie ma w związku miejsca na tą 3osobę. Ja np. nie cierpię jeździć na nartach (a jeździłam 15lat, ze względu na tradycje rodzinne no i właśnie spędzanie ferii z rodziną) i szczerze gdyby mój facet był zapalonym narciarzem pewnie już nie byli byśmy razem (na szczęście też uważa że to bezsensowny sport), kiedyś umawiałam się z chłopakiem, który jak się okazało jest góralem z pochodzenia i instruktorem narciarstwa i snowboardu i na tym skończyło się moje zauroczenie... wiedziałam, że nie będę chciała w zimę co tydzień jeździć w góry, a tym bardziej wydawać kasy na wyjazdy zagraniczne, bo mnie to nie bawi, on byłby nieszcześliwy tego nie robiąc, więc rozwiązanie było tylko jedno (całe szczęście był to początek znajomości). Niestety jest tak, że ludzie jak już się sparują (często w przypadkowy sposób) zupełnie nie patrzą czy do siebie pasują, a z każdym rokiem jest coraz trudniej się rozstać, bo przecież już tyle, bo się rozumiemy, bo podoba mi sie jego poczucie humoru/inteligencja/uśmiech, może nie cierpi upałów, a ja kocham, ale słuchamy tej samej muzyki. Nie chodzi o to żeby lubić wszystko to samo i wszędzie chodzić razem, ale są pewne znaczące różnice poglądów, które przeszkadzają w byciu razem np. właśnie spędzanie wakacji, czy podejście do imprezowania/siedzenia w domu, religia, polityka też czasem (jeśli ktoś jest bardzo zaangażowany), czy nawet rytm dnia.

      Usuń
  4. u nas ze śniadaniami jest taki problem, ze - moj Ukochany ich nie je :D
    ale co do reszty podpisuje sie "recami i nogami" ;))

    OdpowiedzUsuń