wtorek, 16 czerwca 2015

O ślubnych przygotowaniach, czyli nie musisz oszaleć z radości

blackbridalbliss
Panna Młoda powinna być szczęśliwa do granic możliwości, skakać z radości na myśl o wizycie w salonie sukien ślubnych, ekscytować się każdym najmniejszym wyborem... Nie masz tak? Może dla świata jesteś dziwna, ale ja Cię bardzo lubię ;) 

Ślub jest uważany za jedno z najważniejszych i najpiękniejszych wydarzeń w życiu. W teorii... To zazwyczaj jedyny dzień w życiu dorosłego człowieka, gdzie jesteś w centrum zainteresowania tłumu ludzi. To dzień, który zmiana Twój stan cywilny i status. To dzień w którym w oczach społeczeństwa "doroślejesz", bardziej niż kończąc 18 lat. To dzień, który musisz perfekcyjnie przygotować, bo będziesz go pamiętać do końca życia...
To dzień, którego z każdego z wyżej wymienionych powodów, możesz mieć dość :) I to zupełnie normalne :)

Nie musi kręcić Cię kupowanie sukni ślubnej
Nie musisz mieć ochoty wędrować po stu salonach sukien ślubnych, nie musisz mieć potrzeby posiadania wsparcia psychicznego i grupy doradców (pozdrawiam dziewczyny, które kupowały suknie samodzielnie!), nie musisz mieć frajdy z ich mierzenia, rozpłakać się na widok wybranej i poczuć, że "to ta jedyna", nie musisz cieszyć się każdą przymiarką i myślą o przywiezieniu jej do domu.
Dla mnie sukienka, ta długa, była najtrudniejszym ślubnym wyborem i do dziś nie umiem sobie wyrazić, że w jakiejś mogłabym się zakochać (a w ubraniach zakochuję się często). Była najprościej i najwłaściwiej kupioną rzeczą, bo musiała być ;)

Nie musisz być perfekcyjna, kreatywna i oryginalna
Nie musisz wyglądać jak gwiazda, a nawet więcej: jeśli nie chcesz, to nie musisz się tak czuć. Nie musisz pić, nie musisz tańczyć, nie musisz się uśmiechać, nie musisz całować się na zawołanie. Nie musisz dbać o wszystkie detale, nie musisz zadowalać każdego gościa, nie musisz mieć najpiękniejszego w mieście/województwie/Polsce/na świecie wesela. Nie musisz robić nic na co nie masz ochoty, nawet, albo zwłaszcza na własnym weselu :)

Nie musisz mieć najpiękniejszego dnia w życiu i w jego istnienie wierzyć
Ostatnio, pewna bliska osoba spytała mnie jak to jest z tym "najpiękniejszym dniem w życiu". Czy jest najpiękniejszy, najważniejszy, wyjątkowy? Byłoby mi bardzo przykro, gdyby taki był ;) Miałam wiele piękniejszych i ważniejszych dni w życiu i planuje mieć ich jeszcze więcej. Moja odpowiedź brzmiała: "Był wyjątkowy, tego mu nie można odebrać, ale o wiele piękniejsze były np. wszystkie dni spędzone na wycieczkach, razem z PM.". Taka prawda :)

Nie musisz oszaleć z radości
Nie musisz żyć tylko i wyłącznie ślubem, myśleć o nim 24h na dobę, także śpiąc. Nie musisz każdemu opowiadać o swoich przygotowaniach, fundować światu pisków ekscytacji i metrowych podskoków radości. Ile osób, tyle temperamentów i osobowość. I to wcale nie oznacza, że nie jesteś szczęśliwa :) Flegmatyczki też biorą śluby ;)

Możesz mieć dość przygotowań do ślubu
Możesz narzekać, możesz mieć dość bieganiny, presji otoczenia, miliona spraw do załatwienia, możesz żałować wyborów, możesz czuć się potwornie zmęczoną i powiedzieć o tym światu. Masz do tego prawo :)
Prawda jest tak, że świat i branża ślubna o niebo lepiej reagują na ślubnych entuzjastów. Z nimi chcą pracować, im chcą pomagać, ale... jeśli taka nie jesteś, to nie musisz być. Marudy i sceptyczki też dają radę ;)

Możesz mieć dość faktu, że dla całego świata ślub jest najważniejszym wydarzeniem z Twojego życia
Bo jak to tak... Bronisz tytuł magistra, dostajesz się na studia doktoranckie, budujesz dom, awansujesz lub zwyczajnie: świętujesz urodziny, idziesz na obiad do dziadków... A wszyscy dookoła dostrzegają tylko Twój "ślub", on jest dla nich najważniejszych wydarzeniem i Twoim sukcesem. Toż to parodia, prawda? ;)

Możesz mieć inne priorytety
Jeśli powiesz mi dziś, że wolisz wydać 6 tysięcy na wakacje w Hiszpanii, zamiast na suknię ślubną, to powiem Ci, że to rewelacyjny wybór. I nie dlatego, że mnie podróże kręcą, ale dlatego, że "Ty wolisz".

Czy to dziwne? Ależ skąd. Mnie dziwi (tak jak dziwić może ktoś kogo pasje się rozumie/docenia, ale nie podziela) każdy kto o ślubie i weselu myśli dłużej niż rok i nie ma tego dość, kto nie odczuwa zmęczenia tematem i nie powie "jak bardzo chciałabym, a było już po, odliczam dni do świętego spokoju". Każda Panna Młoda ma prawo być zmęczona i bardziej niż o ślubie fantazjować o spokojnym lub ekscytującym świecie już po :)

Masz dość, a jeszcze tyle przed Tobą?
Odpocznij, nie myśl i nie rozmawiaj z nikim o ślubie i weselu, postaraj się oderwać od przygotowań (wyjedźcie z narzeczonym gdzieś!), olej to na co nie masz wpływu (bo masz tylko na to co zależy od Ciebie, nie od innych ludzi) i... odliczaj do dnia po ślubie. Bo w tym całym bałaganie właśnie o ten dzień chodzi :)

P.S. Sprawdzone na własnej skórze. Polecam, NPM ;)

14 komentarzy:

  1. Prawda ! Święta prawda ! My do ślubu mamy jeszcze dwa miesiące, łącznie przygotowania trwają 10,a już kilkakrotnie miałam tego powyżej uszu - serio.
    Szczególnie presji,że coś trzeba/wypada. Zdecydowaliśmy z O. że na Nasze wesele zaprosimy przyjaciół bez dzieci. Moi - przyjęli to z szacunkiem i zrozumieniem, Jego zaczęli pajacować i odstawiać szopki... Do tego stopbia,że zaczęłam się czuć jak jakiś zbrodniarz :/ dlatego uwielbiam Cię za zdanie "nie musisz robić nic na co nie masz ochoty zwłaszcza na własnym weselu" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie już od samych zaręczyn kręci się w głowie. Presja rodziców, presja rodziny : macie brać ślub w ciągu najbliższych 2 lat. I nie umiem ich przekonać. Od tygodnia zasypują mnie tonami folderów i magazynów. Jak żyć Niepoprawna, jak żyć... ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przekonuj. Po prostu nie planuj. Zasadnicze czynności i tak musisz wykonać osobiście, nikt nie zorganizuje ślubu za Ciebie i nie postawi przed faktem dokonanym.

      Nie wiem zresztą, skąd się wzięło to parcie na szybki ślub po zaręczynach. Dla mnie pierścionek był deklaracją, że myślimy o sobie poważnie, a nie sygnałem do ustawienia się w blokach startowych do biegu pod ołtarz ;-) Byłam narzeczoną przez 6 lat :-)

      Usuń
    2. właśnie i dla mnie to tylko deklaracja a nie pęd i przymus, jednak moi rodzice tego nie rozumieją.

      Usuń
  3. Bardzo dobry tekst. Przystępnie napisany i bardzo praktyczny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie rozpłakałam się kupując suknię. Nawet się nie wzruszyłam. Jest piękna moim zdaniem, ale jakoś nie wzruszam się takimi głupstwami. O ślubie lubię pogadać sobie z przyjaciółką, która też go właśnie planuje. Ona ma wizję dnia idealnego, o którym mogę posłuchać i jest miło, a ja podpytuję ją o praktyczne metody oszczędzania itp. XD Wszyscy dookoła mówią mi głównie o tym, co w związku ze ślubem "muszę". "Muszę tańczyć", "Muszę zrobić manicure i pedicure", "Muszę mieć białe buty i białe pończochy" (dla mnie to MASAKRA), "Muszę się zgodzić na publiczne błogosławieństwo". A ja i narzeczony wychodzimy z założenia, że nic nie musimy. Nie będzie witania chlebem i solą, błogosławieństwo chcemy po cichaczu rano przed przygotowaniami, nie będzie prawdopodobnie pierwszego tańca, będzie jedzonko, alkohol i muzyka. I SYMBOLICZNE oczepiny. A zamiast wymyślnych atrakcji dla gości, my właśnie pojedziemy w podróż poślubną - spontaniczną, bo wybierzemy najtańszą wycieczkę last minute w wersji all inclusive na co najmniej tydzień gdzieś na południu Europy. :) Żeby wypocząć i pobyć tylko we dwoje z dala od tych, którzy mówią nam na co mamy wydawać nasze pieniądze i jak spędzać czas. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Białe buty + białe pończochy = komunia :)

      Usuń
    2. No właśnie mam takie samo skojarzenie. Chcę beżowe buty, które posłużą mi lata. I dopasowane do opalenizny pończochy. Niech sobie gadają. :D

      Usuń
  5. hehe, ja się już denerwuję, gdy każdy pyta na jakim etapie przygotowań jestem..? srakim. chciałabym, żeby to był piękny dzień, ale mówienie mi w kółko, ile mam jeszcze do zrobienia, zdziwione miny, że nie szukam jeszcze sukni ślubnej.. to nie pomaga ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Srakim". :D Idealna odpowiedź! Ja tak będę odpowiadać na dialog:
      -Jakie masz buty?
      -Beżowe?
      -Co? Jakie?
      -Nie doslyszalaś? SRAKIE. O!

      Usuń
  6. super napisałaś , ślub mam za rok dokładnie to już 9 miesięcy szybko leci , i od stycznia gadanie , a jaka sukienka , a jakie buty , a jaka dekoracja , a co? a gdzie? , już mam dość !!!!, jak mnie to cieszyło to teraz okropnie drażni ...

    OdpowiedzUsuń
  7. super tekst!!:)))Myśmy dlatego zdecydowali w pol roku po zaręczynach wziasc slub, żeby po prostu nie zameczyc się przygotowaniami... Pomalu zmierzamy ku końcowi, bo slub za pare tygodni ,ale ja staram się skupiać na planowaniu podrozy poślubnej i tego co będzie po, a do TEGO DNIA podjeść na luzie, jeżeli się da:))

    OdpowiedzUsuń
  8. O jak mi dzisiaj taki tekst byl potrzebny!!! Dziekuje! Bo juz myslalam ze cos ze mna Nie tak!

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas będzie biała letnia suknia z kwiatami u dołu, wesele stojące przy stołach koktajlowych (miejsca siedzące też oczywiscie będą, bo bysmy sie wymordowali przez noc :), ale raczej sofy albo krzesła z malymi stolikami) bez obiadu (bo slub o 18.00) i bufet tylko przez trzy godziny. A potem open bar i...impreza!!
    Sprawe postawimy w zaproszeniach jasno, żeby nie było niedomówień i kto chce to niech przychodzi :). Będzie- mamy nadzieję- elegancko, ale na luzie, czyli po naszemu.

    OdpowiedzUsuń