środa, 9 listopada 2016

Wszystko co warto wiedzieć o podaniu tortu ;)

Tort, jeden z tradycyjnych elementów. Zazwyczaj ingerencja Par Młodych w ten temat kończy się na wyborze kształtu, dekoracji i smaku tortu, a… ja powoli zagłębiając się w tajniki ślubów i wesel odkrywam, że to dopiero początek. Uwierzcie, że mnie także zaskoczyło ile uwagi może wymagać zwykły tort ;)

Godzina podania
Która jest najlepsza? To zależy od Waszego podejścia i tego czym ma być tort. Formą deseru? Najlepiej podać go wcześniej, np. po pierwszym tańcu i pierwszym bloku tanecznym. Atrakcją z racami? Najlepiej, gdy jest już ciemno. Ma być zjedzony? Im wcześniej, tym lepiej. Idealnie, gdy nie jest to później niż o 22. A może jego podanie ma być oficjalnym zakończeniem wesela? To jedna z prostszych decyzji, które przed Wami ;)
Uprzedźcie obsługę, że tort powinien pojawić się na sali zgodnie z planem, ale koniecznie w chwili, gdy na sali jest obecna Para Młoda.

Podanie
Zauważyliście jak najczęściej tort pojawia się na sali? Wjeżdża na wózku. Bardziej lub mniej w stylu szpitalnym, z rączkami, które czasem kelnerzy zakryją obrusem, a czasem nie. Często w towarzystwie talerzy. Czy wygląda to estetycznie? Zdecydowanie nie. Dlatego, jeśli nie organizujecie bardzo dużego wesela, polecam rozważenie opcji wniesienia tortu przez kelnera (jeśli planujecie "wielkie wejście tortu") lub jego wwiezienie i ustawienie w odpowiednim miejscu (nie na wózku!) jeszcze bez uwagi publiczności. A talerze zawsze można ustawić w innymi miejscu lub schować pod ewentualnym stolikiem.

Dodatkowe atrakcje
Planujecie, aby na torcie paliły się race? Poproście obsługę o zapalenie ich w odpowiednim momencie, aby mogły we właściwym momencie (przy Parze Młodej) palić się wystarczająco długo.
Nie chcecie rac? Koniecznie o tym sale powiadomcie, bo może spotkać Was niespodzianka ;)
A może wolicie dodatkowe efekty świetlne lub dym?
Chcecie mieć wbity w tort cake topper, ustawioną na szczycie figurkę itp.? Poproście zaufaną osobę, aby chwilę przed wyjazdem tortu sprawdziła czy wszystko wygląda zgodnie z planem.

Piosenka
Serio. Ja osobiście o tym nawet nie pomyślałam, ale… normą jest, że wybiera się piosenkę do podania tortu. O słodyczach, słodkiej miłości lub życiu? Wg mnie najlepiej wybrać jakąś fajną i lubianą przez Was, bez sweet tekstów.

Zdjęcia
Wszystkie pary inwestujące w fotografa chcą mieć ładne zdjęcia, także z tortem. Jeśli macie już dobrze podany i wyglądający tort, to pozostaje kwestia ludzi, który do tego tortu będą się garnąć. Obsługi kelnerskiej, która gotowa do krojenia będzie stała za Waszymi plecami i gości, którzy zainteresowani do tortu podejdą ze swoimi telefonami. Fajnie (dla zdjęć i filmu!), gdyby ich nie było (pierwszych wcale, drugich w nadmiarze) ;)

Przebieg procedury krojenia ;)
Już dobrze się bawicie? Zastanówcie się czy chcecie (możecie nie chcieć) kroić tort i dla kogo? Tylko dla siebie? Także dla rodziców? Wyboru szerszych opcji nie polecam. Planujecie karmić się tortem? Chcecie jeść go sami (w ramach "widowiska") czy może już w towarzystwie części gości? A może macie kaprys, aby tort podawać gościom samodzielnie (nie polecam, lepiej i Wy czujcie się jak goście, wyjątek możecie zrobić jedynie dla rodziców)? Uprzedźcie o tym obsługę.

Chwilowo to wszystko. Choć prawdopodobnie o czymś jeszcze nie wiem ;)

wtorek, 8 listopada 2016

Concept Weddings po raz drugi!

Po raz drugi we Wrocławiu odbyły się alter.... cofnij, targi ślubne Concept Weddings. I dziś na blogu znajdziecie kilka luźnych myśli i słów na ich temat :)

Najfajniejsze stoiska

Lubię, zawsze wyszukuję i bacznie obserwuję. Z jednej strony szukam czegoś typowo ślubno, no bo... tak wypada na tego rodzaju targach. I we Wrocławiu NIGDY nie zawodzi mnie stoisko Papier i Tusz. Jest pięknie, jest inspirująco, różnorodnie i z dużą ilością fajnych zaproszeń :) Z drugiej strony... szukam także czegoś co nadaje się nie tylko na śluby, ale i do wykorzystania w normalnym, mało ślubnym życiu. Tu idealnie sprawdzają się drewniane cuda od Ślub w dechę i perfekcyjnie jesienno-zimowe stoisko Kwiatowni. Tak świąteczne, że zamarzył mi się tak wyglądający dom na święta. I ten jelonkowy "wianek", nie mający sobie równych wśród normalnych, nudnych (sorry kwiaty) kwiatów ;)

Coś nowego

Marzycie o pięknym ślubnym (albo pod byle pretekstem ;)) albumie? Estetycznym, ręcznie wykonanym, do osobistej personalizacji (takiej rodem z podstawówki, do powklejania naklejek, tasiemek, literek itd.), z Waszymi ulubionymi zdjęciami. Podstawę do spełnienia tego marzenia mogą stanowić bardzo ładne albumy od Papierowe Sztuki. Ja był taki chciała, tylko (wiecznie) czekam na motywację do zabrania się do takiej pracy ;)

Mam świadomość, że we Wrocławiu i dolnośląskim jest duże, bardzo duże, OGROMNE zapotrzebowanie na mniej typowe obiekty weselne. Myślę, że w województwie mamy jeden wyjątkowy i kilka fajnych m.in. właśnie obecne na targach Złoty Jar i Przystanek Pasterka.

Po co chodzi się na targi? W moim prywatnym odczuciu bardzo trudno zrealizować cel pt. "znajdę usługodawców". Więc robię inaczej. Chodziłam i chodzę dla szukania inspiracji i sprawdzania ludzi. Na czym polega sprawdzanie ludzi? Idę, podsłuchuję, czasem rozmawiam (nie jako NPM, o ile się da), sprawdzam czy w towarzystwie danej osoby mogłabym czuć się dobrze i czy przypadkiem się jej nie boję/krępuję ;) I tą swoja metodą odkryłam, że Joanna Jaskólska robi nie tylko świetne zdjęcia (jeden z jej reportaży jest w "Wasz piękny ślub"), ale ma także przeuroczy sposób rozmawiania z ludźmi :)

Atrakcje

Czekałam na dwie. Pokaz malowania airbrushem, którego nazwa brzmiała dla mnie kosmicznie i przyznam, że nie miałam pewności czym ten tajemniczy "airbrush" jest ;) Wy wiecie? To amerykańska technika nakładania makijażu do technologii HD, czyli idealna na dzień w którym bawimy się w gwiazdy na ślubnych zdjęciach i filmie ;) Brzmi fajnie, prezentuje się fajnie i... warto przyjrzeć się jej bliżej. Numer dwa to ślub humanistyczny. Miałam okazję taki obserwować rok temu w Warszawie i bardzo byłam ciekawa jego wrocławskiej wersji. Niestety pogoda nie sprzyjała zorganizowaniu pokazu na zewnątrz, a wnętrza Krzywego Komina niestety zawsze robią mniejsze wrażenie. Tym co w całej organizacji mnie ujęto była świadomość, że prowadzący taką uroczystość (w tym przypadku Ślub humanistyczny) mogą w jej przebieg zaangażować także gości. Bardziej. Nie tylko dzieciaki do niesienia obrączek i  świadków do czytania, ale wszystkich dorosłych, aby coś zrobili, coś powiedzieli (taka inna wersja toastów ;)), coś sobie przypomnieli. To mega fajne/miłe/intymne, a przy okazji... możliwe do zastosowania także przy innych ślubach ;)

Wnioski?

Chodzące mi po głowie i znów zasłyszane "alternatywa nie jest już alternatywą". Tak, targi ślubne, które mamy na myśli używając tego słowa wcale nie są zgodne z moją definicją alternatywności. Są kameralne, ale także oparte na modzie i popularnych trendach. Są nastawione na inspiracje i kontakt z wystawcami. Mam też dziwne wrażenie, że niektórym wydarzeniom przypinanie "alternatywnej" etykietki może zrobić krzywkę. I lekką robi. Dlaczego, ja pilnuję Was, wy pilnujecie mnie i nie używamy tego słowa na "A". Tym bardziej, że sami organizatorzy (pomijając Gdańsk) używają tego słowa bardzo oszczędnie :)

Na koniec mam dla Was zagadkę. Gdzie podejdą narzeczeni mając do wyboru stoiska z bardziej i mniej typowymi usługami weselnymi?









środa, 2 listopada 2016

Ach te wstrętne butelki ;)

Kolay Yemek Tarifleri
Wesele polega trochę na udawaniu. Tego, że jesteśmy bogatsi, ładniejsi, nie pijemy napoi gazowanych ;) Dobra, lekko sobie żartuję, ale to idealnie zabawny (mnie bawi) początek do tego wpisu. Ktoś z Was nie zrozumiał o co chodzi z tymi napojami? O to, że z reguły na stołach weselnych były ustawiane w plastikowych butelkach. Idąc z "postępem" uznaliśmy, że jedzenie na stole wygląda brzydko, a napoje EWENTUALNIE mogą znaleźć się na nim tylko w szklanych, niewielkich butelkach, choć najlepiej, aby ich tam w ogólnie nie było. Wiecie: udajemy, że nie jemy i nie pijemy, bo to średnio estetyczne i nie służy zdjęciom rodem z pinteresta ;)

Ale... bądźmy poważniejsi. Z nikim nie będę kłócić się na temat ładności plastikowych butelek z napojami gazowanymi. Prawda jest taka, że nie są ładne i jeśli inwestujecie dużo pieniędzy w dekorację stołów, to najlepiej, aby butelki ze stołów zniknęły.

Zastanawiacie się... jak się ich pozbyć i gdzie ewentualnie je umieścić?

1) Można znaleźć im inne miejsce. Np. w bufecie z napojami, przy drink barze.
To najbardziej elegancka opcja. Czy skuteczna? Do czasu aż goście nie przyniosą ich na stoły.
Pamiętajcie, że najczęściej fotografowanym stołem będzie stół Pary Młodej i zawsze możecie wyjątkowo dbać o porządek i czystość na nim, zapominając o tym co się dzieje na stołach gości ;)

2) Można donieść je później.
Dziś dzień ślubu "musi" być udokumentowany od A do Z. Od butów Pana Młodego po obrusy na stołach. A do pięknego zdjęcia potrzebny jest piękny, udekorowany stół. Jasne i proste, prawda? Jeśli Wasze poczucie estetyki nie ucierpi, gdy butelki z napojami doniesione zostaną po kilkuminutowej sesji fotograficznej stołu (ale jeszcze przed zajęciem miejsc przez gości), to jest to całkiem dobre rozwiązanie.

3) Można zastąpić je szklanymi.
Mniejszymi  i ładniejszymi. Nawet bez etykiet.

4) Można napoje przelać do innych, zamykanych naczyń.
Coraz więcej sal posiada w wyposażeniu zamykane korkiem dzbanki. Wasza nie ma? Żaden problem, Ikea je ma ;)

Można, prosto, łatwo i na kilka sposobów, którymi każdemu można dogodzić. Najważniejsze jest to, aby nie popadać w skrajności i używać wyobraźni. Niestety spotkałam się już z przypadkami eleganckich wesel na których na stołach nie było nic, a mającym problemy z poruszaniem się dziadkom co chwila ktoś musiał donosić wodę, ciasto, kawę, sałatkę, sok... I nawet jeśli skacząca co 5 minut do bufetu wnuczka nie czuła się z tym obowiązkiem źle, to niestety czuła się z nim jej babcia. Zapewne dla jednej babci nie zdecydujecie się na butelki na stole, ale solidnie zaplanujcie jej usadzenie! Bo ma być nie tylko ładnie, ma być też... swobodnie i komfortowo.

poniedziałek, 31 października 2016

Dia de los Muertos, czyli motyw przewodni ślubu i wesela

Wyobraźcie sobie...

Ślub i/lub wesele z motywem "Dia de los Muertos", czyli (meksykańskiego) święta zmarłych.
Nie takiego jakie znamy z polskich kościołów i cmentarzy.
Święta, które trwa kilka dni i jest radosną fiestą. Świętem muzyki latynoskiej, tańców, radości.
Z miejscem pełnym ludzi, udekorowanym girlandami, balonami, chorągiewkami, świecami, świętymi obrazkami (pamiętacie te czasy, gdy ścianę za Parą Młodą zdobiły święte ikony? mnie się to dziś podoba), kwiatami. Aksamitkami, kaliami, mieczykami, chryzantemami.
W barwach czerwonych, pomarańczowych, fioletowych, czarnych, białych. Jasnych, wesołych, jaskrawych, żywych.
Z jedzeniem, słodyczami i gadżetami w kształcie trupich czaszek, piszczeli, kościotrupów z czekolad lub galaretki :) Pomarańczami i coca-colą.
Mumie, potwory, maski, duchy, trumny, wampiry, czarownice. W dekoracjach, na stołach, twarzach bliskich, wszędzie dookoła.
Wielki święto z iści bożonarodzeniowym nastrojem :)

Wyobraźcie sobie, że tak może wyglądać nie tylko święto zmarłych gdzieś na drugim końcu Ziemi, ale i czyjś dzień ślubu. Mnie taka wizja świata zachwyca i nawet ten nasz zimny koniec października w zetknięciu z takim wyobrażeniem nie wydaje się złym miesiącem na ślub :) Jest idealny.

Direction-Styling: Mr&MrsUnique
Photography: 
WeHeartPictures




























piątek, 28 października 2016

Concept Weddings, alternatywne targi ślubne w moim Wrocławiu :)

Lubię alternatywne targi ślubne, bo lubię pogapić się na ładne rzeczy. I pomimo swojej ogromnej miłości do odwiedzania nowych miejsc najbardziej lubię, gdy taki wypad nic mnie nie kosztuje, bo na miejsce mogę w 20 minut dojechać samochodem ;) Dlatego, już po raz drugi, bardzo cieszy mnie, że we Wrocławiu mamy Concept Weddings – już za kilka dni, 6 listopada :) :) :)


Concept Weddings to targi na których spotkacie wyjątkowych wystawców. Świadczących usługi na wysokim poziomie, z wyczuciem estetycznym, otwartych na alternatywne pomysły, ale także śledzących najnowsze trendy. Dodatkowo edycja zimowo-wiosenna ma pokazać, że śluby organizowane w tych mniej popularnych miesiącach również mogą być atrakcyjne :)

Czego możecie spodziewać się po tej edycji? 

Fajnych wystawców. Ciągle aktualizowaną listę wystawców znajdziecie na stronie wydarzenia targów. A ja prywatnie powiem Wam, że koniecznie, koniecznie (a nawet jak będziecie się opierać, to i tak zwrócicie uwagę, bo inaczej się nie da) odwiedźcie Ślub w dechę. Ja po ostatnich targach jestem nimi oczarowana, a do Wrocławia przyjadą specjalnie z (chyba nie zmyślam) woj. małopolskiego. Aż ma się ochotę u nich wydać miliony :)

Fajnych atrakcji dodatkowych. Będziecie mieli okazję obejrzeć inscenizowany ślub humanistyczny na tarasie (poprowadzony przez Ślub Humanistyczny), pokaz barmański w wykonaniu Candy Bar, pokaz malowania airbrushem, a także odwiedzić conceptową kawiarnię i przestrzeń gastronomiczną z foodtruckami.

Zainteresowani? O poprzedniej edycji możecie przeczytać oczywiście u mnie, o tu.
I do zobaczenia na targach, bo tym razem zamierzam spędzić tam duuużo czasu :)

Informacje praktyczne:
Data: 6.11.2016, godz. 11:00-18:00
Miejsce: CRZ Krzywy Komin, Wrocław
Wstęp wolny, kupcie sobie za to czekoladę ;)

czwartek, 27 października 2016

Wedding Show - trzecia edycja i trzy punkty widzenia :)

Fot. Marcin Kmieciński Photography / WeddingShow
Przed większością targów ślubnych u wielu narzeczonych pojawia się odwieczne pytanie: Czy warto na nie iść? Czy są warte swojej ceny? A może nie te, tylko inne?
Przy pisaniu relacji z każdego wydarzenia starałam się Wam na to pytanie odpowiedzieć. Tym razem o WeddingShow nie napiszę Wam ja, a głos oddam przygotowującym się do ślubu narzeczonym :)

Posłuchajcie Kasi, Weroniki i Karoliny :)

Kasia:
"Jeżeli chodzi o targi zwiedziłam niestety tylko wystawców. Za późno się zorientowałam - na warsztaty już nie było miejsc.
Oczywiście udało mi się podejrzeć chwilowo co się działo na sali głównej - akurat pokazywano, jak dostojnie wejść do Kościoła. Na pewno cenne rady, jednak ja chciałabym postawić na szczerość i spontaniczność w tym dniu. Nie będę się oszukiwać, że w nerwach dopilnuję, żeby mój Misio lewą dłoń trzymał odwróconą wierzchem z tyłu na plecach czy jakoś tak... :)
Zwiedziłam wszystkie stoiska - jednak mając już wybranego fotografa i kamerzystę, obeszłam je dosyć szybko szukając dodatkowych inspiracji. Na pewno podobały mi się ozdoby do włosów - wianuszki oraz magnesy jako zaproszenie :) Najwięcej skorzystałam przy doborze obrączek. Od zawsze podobał mi się tytan. Teraz mogłam przymierzyć i się zakochałam w tym odcieniu.
Suknie ślubne były obłędne - rozmowa z ekspedientkami trochę mnie ośmieliła, ponieważ odbiegam od standardowego 38 w przymierzalni ;) Panie służyły cenną radą jak się przygotować i podtrzymały na duchu, że z moją figurą nie jest tak źle jak mi się wydaje :) Oczywiści zapisałam się już na przymiarki!
Ogólne wrażenia? Pozytywne. Mnóstwo inspiracji i żałuję, że nie mogłam wziąć udziału w warsztatach...
Jednak jeżeli chodzi o wystawców - spodziewałam się, że będzie ich o wiele więcej. Bardzo szybko obeszłam wszystkie stoiska i czułam niedosyt, szukając po zakamarkach - a może jednak coś gdzieś tu jeszcze znajdę?" 

Weronika: 
"Jeśli chodzi o targi to przede wszystkim braliśmy udział razem z narzeczonym w warsztatach. Uważam, że to świetna sprawa, wielu rzeczy się dowiedzieliśmy: wiemy jakie dokumenty będą nam potrzebne w kościele i urzędzie do zawarcia małżeństwa, jak stworzyć scenariusz tego dnia i po co, czego unikać w makijażu ślubnym, a czego się nie bać, jak dobrać fryzurę, na którą stronę zaczesać włosy;), wybraliśmy kolory przewodnie, dowiedzieliśmy się o trendach na kolejny rok, jak ustalić budżet ślubny. Tak więc uważam, że targi dały nam dużo wiedzy. Stoiska wystawców, które nas do siebie przyciągały to obrączki oraz zaproszenia. I mogliśmy spokojnie o wszystko dopytać, zapisać modele rzeczy które nam się podobały, aby później nie mieć problemu w salonach firmowych z odnalezieniem ich. Na panele i pokazy mieliśmy już niewiele czasu ze względu na ilość warsztatów w których braliśmy udział. Udało nam się jednak zobaczyć część pokazów sukien ślubnych, być na 'koncercie' oraz podejrzeć Jakubiaka przy gotowaniu :). Brakowało nam wystawców samochodów (liczyliśmy, że coś uda nam się wybrać na targach) oraz kogoś kto miałby w swojej ofercie prezenciki dla gości czy np. wieszaki na ubrania dla pary młodej, szlafroki - różnego rodzaju gadżety. To były pierwsze targi na jakich byłam i uważam że każda przyszła Panna Młoda powinna w takim miejscu być, a przede wszystkim skorzystać z wiedzy ekspertów na warsztatach."

Karolina:
"Targi ślubne, czyli zbiór wystawców w jednym miejscu. Mogłoby się wydawać, że "problem" organizacji ślubów rozwiązuje się sam. Nic bardziej mylnego. Moje pierwsze targi odbyły się w Tłuszczu w Hotelu Batory tam właśnie znaleźliśmy fotografa, którego zdjęcia zrobiły na nas ogromne wrażenie. Niestety z resztą wystawców nie było już tak kolorowo. Kolejne targi to hotel Marriott w Warszawie na których wystawa biżuterii zainteresowała mnie najbardziej, a narzeczonego kolekcja garniturów firmy Pawo. Na jednych i drugich targach były pokazy sukien ślubnych oraz garniturów, a także wiele konkursów. Zespół i kamerzystę znaleźliśmy we własnym zakresie. Kolejne targi przed nami na PGE Narodowym w Warszawie. Wciąż poszukujemy florystyki oraz auta. Mamy nadzieję, że nasze poszukiwania przyniosą rezultaty."

wtorek, 25 października 2016

Od A do Z, czyli wyreżyseruj swój ślub

Anne Edgar
Nie masz pomysłu na życie? Zaplanuj wesele! W najlepszym wypadku masz z głowy 2 lata życia, a jak się postarasz, to nawet 3-4. Tyle czasu na planowanie, że masz okazję do zorganizowania ślubu godnego czyjejś tablicy na pinterescie. Albo lepiej, zmienianie pomysłu 5 razy w miesiącu, o ile nie padniesz wcześniej ze zmęczenia, a co - na to też masz czas!

Zaproś trzysta osób, a zarzucą Ci rozrzutność i wywróżą rozwód (jeszcze nie słyszałaś o tej zależności? im więcej wydasz, tym szybciej się rozwiedziesz, to oczywiste). Nie zaproś nikogo? Phi, hipsterka.

Makijaż i fryzura. Obowiązkowo. Nawet jeśli pierwszy i ostatni raz w życiu. Bo goście lubią, bo kamera i aparat jeszcze bardziej, a jak masz raz w życiu udawać księżniczkę, to nie ma zmiłuj. Twarz jak z okładki musi być, nieważne, że nie Twoja!

Powinnaś się gdzieś przed tą całą imprezą ubrać. Tylko gdzie? Przecież ktoś w tym momencie będzie robił Ci zdjęcia, ktoś Cię odwiedzi, więc wydawałoby, aby to pomieszczanie przyzwoicie się prezentowało. Możesz posprzątać, możesz powynosić te stare pudełka po butach, możesz... Ale to nadal nic nie da, to nadal nie zmieni koloru ścian w pomieszczeniu i mebli modnych 10 lat temu (trochę głupio jest je wymieniać z powodu ślubu, co nie?). Niestety, Twój dom jest brzydki. TWÓJ DOM jest brzydki... Więc może ubrać się w hotelu obok? Czemu nie, w końcu cały dzień polega na udawaniu piękniejszej i bogatszej niż to jest w rzeczywistości ;)

Idziesz o kościoła... Ale czy TY wiesz jak?! Po której stronie iść, po której usiąść, jak PM ma Cię trzymać pod rękę i obchodzić, w jakim tempie się ruszać i mówić, jak nie zasłaniać obrączki, wyprostować plecy i pokazać zęby. W drodze powrotnej to samo! Goście mają podziwiać Cię wychodzącą z kościoła i mają obsypać Cię konfetti, najlepiej naraz, więc Ty pomiędzy jednym i drugim, aby dać im możliwość przemieszczenia się, gdzieś się ulotnij (czyt. w jakimś kącie się schowaj).

Najgorsze przed Tobą. Tańcz, nawet jeśli nie umiesz i palisz się ze wstydu na myśl o wlepionych w Ciebie spojrzeniach. Około 3 minuty, bo tyle ani gości nie zanudzi, ani ekipie foto-video nie uniemożliwi złapanie dobrych ujęć. Najlepiej... i tu miej dylemat, bo masz do wyboru perfekcyjnie wyuczony taniec, albo neutralność, czyli tulenie i całowanie przez 2/3 utworu (przez resztę możesz spokojnie oddychać, swoje wypozowałaś).
Pamiętaj! Spontaniczność - tak, ale pod kontrolą, aby do zdjęć i muzyki na filmie pasowała.

Brzydkie są te zawalone jedzeniem stoły? Ano brzydkie, nie ma się co  tym kłócić. Wywal więc z nich wszelkie jedzenie i napoje (zostaw tylko te w szklanych karafkach), ozdób kwiatami i papeterią (najlepiej z menu-mapką - tędy do słodkiego stołu, tamtędy do barmanów, do koszyczka ratunkowego w WC niech trafią sami). Krzesła i gości zostaw, a niech sobie od czasu do czasu po zejściu z parkietu posiedzą!

Jest wesele, więc tańcz i pij. Z wujkiem Tadkiem się nie napijesz? Tańcz zapominając o jedzeniu, abyś potem w internecie mogła pisać "fakt, nie miałam czasu nic zjeść, całe wesele chodziłam głodna". Tańcz nie korzystając z toalety, bo przecież w takiej sukni nie dasz rady. Tańcz ciągnąc za sobą tłumy gości, bo przecież stoły lepiej wyglądają bez "nie ubranych pod kolor" gości, a pusty parkiet to największy koszmar Panny Młodej.

Przedstawienie twa, więc trzeba grać. Tańczyć, całować, być wszędzie na czas (a niektórzy naiwnie pytają po co Panu Młodemu zegarek ;) no po to!). Tort pokroić o 20, rodzicom podziękować o 22, oczepiny zacząć o 24... Bo gdy przypadkiem zniknie taka para na godzinę, aby się sobą i dniem nacieszyć, to przecież rozwali całą prace: kelnerowi, który nie wyniesie tortu na czas, fotografowi, który nie zrobi im zdjęć na parkiecie, konsultantce, której cały plan się posypie... Parodia? E tam, życie. I niektórzy chyba zapominają, kto w tym dniu jest dla kogo ;) Wy nie zapomnijcie.

Oczepiny. Co te panny takie dzikie? Wszystkie zwiewają przed rzucanym welonem, a Ty wchodząc w nowa role w życiu zapominasz, że pół roku temu sama zwiewałaś. Bo przecież jak złapią, to je rodzina weźmie na języki: że stare i samotne, że niezdecydowane, że wybredne, że co jak co, ale na pewno coś nimi nie tak.

Ścigaj się. Ze sobą, z innymi, z połową internetu.

Wszystko o czym tu i w każdym inny miejscu przeczytacie jest potrzebne, jest mniej lub bardziej ważne, jest warte czasu i wiedzy (i śmiechu!), ale... wszystko ma swoje granice i normy normalności, których nie powinno się przekraczać. Dla własnego dobra.
Dla niewtajemniczonych: tekst jest lekko ironiczny. Śmieję się Was i śmieje się z siebie. Ha!