Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boho. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boho. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 czerwca 2017

Galeria Niepoprawnych Panien Młodych: Karolina

Historia Karoliny:

O sobie
Mieszkamy w Warszawie, Kuba jest typowym korposzczurem, lubi cyferki i doskonale sobie z nimi radzi, gorzej idzie mu z kolorami czy kontaktami międzyludzkimi. Ja lubię wszystko poza cyferkami, hobbystycznie piszę i czytam fantastykę, zawodowo jestem fotografem ślubnym (moje prace znajdziecie pod adresem www.karolinacisowska.pl). Razem lubimy fantastykę, motocykle, podróże i tatuaże ♥

O pierwszym spotkaniu
Nie umiem wytłumaczyć co podobało mi się w nim tak bardzo. Miał niesamowitą mimikę, która kazała wątpić w jego poczytalność i coś z młodzieńczej, męskiej energii, co sprawiało, że miałam ochotę wziąć go za rękę i wsiąść na jakikolwiek statek na drugi koniec świata. Pojawił się w gronie moich homoseksualnych znajomych, miał zadbane  włosy i obcisłe spodnie, więc ze smutkiem westchnęłam: "Jaka szkoda, że jesteś gejem, tak strasznie mi się podobasz". Zamurowało go, a nasze towarzystwo zaczęło pękać ze śmiechu. Chłopcy po cichu uświadomili mi, że Kuba nie jest gejem, ale nie zmienia to faktu, że jest zajęty i nieosiągalny. Trzeba przyznać, że sporo zrobiliśmy żeby unikać się wzajemnie, ale wspólni znajomi i wspólne zainteresowania sprawiły, że cały czas na siebie wpadaliśmy. Ludzie z fandomu bardzo często są nerdami ze znajomością norm społecznych na poziomie "asperger", wręcz czuli się w obowiązku powiedzieć nam, że na siebie lecimy, na wypadek gdybyśmy jeszcze nie zdążyli sobie z tego zdać sprawy. Oboje mieliśmy w sobie za dużo przyzwoitości lub naiwności, żeby rozbijać związek Kuby. Zaczęłam się spotykać z z kimś innym poznanym na tym samym konwencie i całkowicie zerwaliśmy kontakt.

O związku 
Po trzech latach, gdy założyłam firmę fotograficzną i potrzebowałam księgowej, przyjaciel przypomniał mi, że przecież jedną znam. "Chyba nie chcesz powiedzieć, że ten typek, który zsiada z motocykla tylko po to, by imprezować faktycznie jest księgowym?". Gdy zadzwoniłam byłam zwyczajnie ciekawa jaki teraz jest. Po raz pierwszy żadne z nas nie było związane, ale też żadne z nas nie chciało się już wiązać, ja dopiero co zakończyłam kilkuletni związek. Brzmiał dojrzalej, pewnie i rzeczowo i dużo bardziej onieśmielająco. W zamian za pomoc chciał tylko spotkania. Miał w mieszkaniu książkę z moim opowiadaniem z ozdobioną serduszkami dedykacją z dnia naszego poznania, chował je przez cały ten czas. Znacie tę taktykę: nie golić nóg żeby uchronić się od pójścia do łóżka na pierwszej randce z gościem, na którego ma się ochotę? Najlepsza taktyka, tylko ona działa. Ale gdy zaczął przyjeżdżać nocą pod balkon na czarnym motocyklu wiedziałam, że opór nie będzie trwał długo. Zrozumiałam, że coś jest nie tak, gdy fotografowane śluby zaczęły mnie wzruszać. Zawsze uważałam, że są bardzo estetyczne, ale nagle zaczęłam patrzeć na nie zupełnie inaczej.

O oświadczynach 
Nie minęły trzy miesiące odkąd zaczęliśmy się spotykać, gdy zapytał "Zrobimy coś szalonego?". Myślałam, że mówi o czymś w stylu obejrzenie Deadpoola, więc zgodziłam się bez wahania. Nasz ślub miał pozostać sekretem aż do pierwszego kwietnia, kiedy to wstawimy pierwsze zdjęcie i pozwolimy myśleć wszystkim, że to żart. Na dzień Kuba wybrał 30 marca, mieliśmy kilka miesięcy na organizację. Zaproszonymi mieli być wyłącznie najbliżsi, rodzice, rodzeństwo i świadkowie. Naszą fotografką zgodziła się zostać moja zaprzyjaźniona i ulubiona fotograf, której styl absolutnie wpasowywał się w nasz gust, a która zdradziła nam, że lubi takich pomylonych zakochańców jak my.

O stylu 
Miało być po naszemu i miało być pięknie, bez względu na panujące zwyczaje i na to, co pomyśli rodzina. Wiedzieliśmy, że z powodu mojego rozmiaru nie będę mogła kupić w salonie ani ubrań ani butów ani biżuterii, więc wszystko miało być robione na zamówienie. Myśl o ślubie i sukni ślubnej w końcu zainspirowała mnie do tego żeby spełnić swoje marzenie i zrobić tatuaż, którego wzór miałam gotowy od ośmiu lat. Każda minuta bólu z tych dwudziestu godzin warta była efektu. Olaliśmy tradycję, że pierścionek zaręczynowy ma być ze złota i diamentu i zamówiliśmy ręcznie wykonany, srebrny majstersztyk ze zwykłymi apatytami. Na temat roślinny wybraliśmy same rośliny pospolite i chwasty, bo dokładnie takie mam na tatuażu: oset, gipsówkę, bluszcz, paproć, żeby całość zachowała klimat boho.

O sukni i garniturze 
Moja suknia była przygotowana już jesienią. Artystka, którą sobie wypatrzyłam uszyła ją na mnie ręcznie. Dobierała pode mnie każdy kolejny kwiatek i koralik, o maszynie do szycia i miarce zupełnie zapomniałyśmy. Była dopasowana tak bardzo, że tuż przed ślubem musiałam wciągnąć powietrze, żeby wciągnąć ją na pupę, a przybrałam jakieś trzy kilo. Marta bardzo się ucieszyła, gdy powiedziałam, że projekt może być na tyle odważny, by było widać tatuaż, ucieszyła się jeszcze bardziej, gdy Kuba zawyrokował, że obie jesteśmy zbyt zachowawcze, przecież dekolt można pogłębić, tył zacząć niżej, oszczędzić koronki na tułowiu i odsłonić go więcej. Moje protesty i wstyd przed odsłanianiem płaskiego dekoltu zdały się nic. Tych dwoje tak się zawzięło w rozbieraniu mnie, że ostatecznie suknia, która po ślubie miała służyć na plażę nadawała się co najwyżej na noc poślubną. 
Jako, że w Polsce ciężko o lniany garnitur w wyluzowanym, nieoficjalnym stylu zamówiliśmy jeden z Holandii, ze sklepu Suitsupply. Odsyłaliśmy je kilka razy z powodu niedopasowanego rozmiaru, zawsze na koszt sklepu aż dostaliśmy idealnie dopasowany. Szelki, mankiety, szal, buty zamówiliśmy przez Internet. 
Syrenka jest trudnym rodzajem sukienki, a mnie brakowało wzrostu, żeby wyglądać w niej dobrze, więc każdy centymetr był ważny. Buty o tak wysokim słupku (13 cm) znalazłam dopiero na stronie z fetysz obuwiem.

O miejscu 
Na jednej z grup dla filmowców zobaczyłam filmik ze Stodoły Wszystkich Świętych zwanej Oczyszczalnią i zakochałam się z miejsca. Nie było łatwo się do nich dostać, miejsce było daleko za miastem, z dala od cywilizacji, ale jak już tam dojechaliśmy, zrozumiałam, że jest jak stworzone dla nas. Po pierwsze baliśmy się, że tego dnia będzie padało, a lokal miał coś w rodzaju przeszklonej werandy. Po drugie chcieliśmy kolorystykę podporządkować naszym tatuażom, a więc dość nietypowo jak na ślub: żadnych ciepłych kolorów, różu, złota, beżu, brązu, tylko błękit, zieleń, biel i czerń, a tam ściany były wytapetowane w biało-czarne brzozy, reszta to szarości idealne żeby dostosować je do każdej kolorystyki. Okazało się też, że główne rośliny trzymane tam w doniczkach to paproć i bluszcz.

O przygotowaniach 
Nie wydaliśmy więc fortuny ani na pałacową salę, ani na złoto, ani diamenty, ani na sprowadzenie egzotycznych roślin, ani na suknię z najdroższych salonów, ani – przede wszystkim – na wesele. Oczywiście, że rodzice byli na nas początkowo źli za brak wesela i za tak nagłą decyzję. Moi dość szybko przeszli w tryb "Dobrze, że nasze niereformowalne dziecko w końcu się zakochało". Rodzice Kuby nie bardzo rozumieli co nam uderzyło do głowy, bali się, że jestem w ciąży, albo chcę naciągnąć biednego chłopaka na wspólny kredyt. Wyrażali taki sprzeciw, że przez pewien czas nie byliśmy pewni czy będą obecni. W końcu zaczęli chyba rozumieć, że to nie żart, że to się stanie z nimi czy bez nich i stali się dla nas wsparciem. Ostatecznie każdy miał swój udział i w czymś nam pomagał. Chciałam by rozwieszone nad sufitem białe światełka stanowiły urozmaicenie na zdjęciach, dawały flary i efekt, którzy fotografowie nazywają "bokeh". Poprosiłam tatę o rozplątanie dwudziestu metrów światełek, które mamy w domu, ale kurtyna światełek, która zrobiła większość roboty była nam pożyczona od Ewy.
Pisanie do siebie listów, które mieliśmy sobie wręczyć w dniu ślubu pozwoliło nam pozbierać myśli. Pomyślałam też, że warto do naszej ceremonii cywilnej dodać element humanistyczny i powiedzieć kilka słów, tak, żeby chociaż najbliżsi zrozumieli co nam uderzyło do głów. Zaproszenia dałam im tuż po ślubie, malowałam je do ostatniej chwili. Napisałam tam "Dziękujemy, że byliście z nami tego jednego dnia, gdy postanowiliśmy być romantyczni".

O szalonym pierwszym dniu naszego małżeństwa 
Ten dzień był pracowity i w ostatniej chwili walił się świat. Kuba nie zdążył wyprasować garnituru i poszedł do ślubu w pogniecionym; przez noc umarła część roślin; korki opóźniały dojazd do Teresina; okazało się, że na miejscu nie ma pergoli, której się spodziewaliśmy i moja florystka Aneta musiała przejść samą siebie, żeby przystroić kwiatami stojak pod rzutnik; moja świadkowa i jej chłopak nie wzięli ubrań, a specjalnie kupili dopasowane kolorystycznie; nasz tort miał być gładko-biały i przystrojony kwiatami, a przywieziono mi zdobione żółtymi i brązowymi wiórkami  paskudztwo; moi rodzice zgubili się w lesie po drodze, drudzy rodzice źle obliczyli trasę i się spóźniali; padał denerwujący deszcz. Baliśmy się, że urzędniczka znów wyrazi niezadowolenie, że ja chcę zostać przy swoim nazwisku, a dzieci mają dostać nazwisko łączone. Nic nie było w stanie mnie wyprowadzić w równowagi, weszłam w dziwny tryb zawzięcia, że wszystko i tak się uda. Rozdzieliłam zadania, zagoniłam każdego, kto tam był do przystrajania. Pomogli nam właściciele lokalu, florystka, makijażystka, nasza Ewa. W ostatniej chwili zdecydowałam się wziąć jeden z bukiecików na wiązankę, żeby rzucić nim w partnera mojego świadka, bo był najbardziej szczerze zaangażowaną i pełną entuzjazmu osobą, jaką tam mieliśmy. I było cudownie. Gdy stanęliśmy naprzeciwko siebie dopiero co przebrani, lekko zmachani, dopiero co skończywszy bawić się ze światełkami i zamiataniem zaczęło do nas docierać, co się właśnie dzieje. I było właśnie tak, jak opisywały to panny młode. W trakcie nie myślałam o tym torcie, gościach, nawet o zdjęciach. Jedyne co miałam w głowie, to że teraz mogę już otwarcie i zdecydowanie powiedzieć "tak" i od teraz jesteśmy razem bardziej niż kiedykolwiek.















































Kilka słów od NPM:
Jak podoba się Wam taka formuła postów z relacjami? Mnie przeogromnie. Cudowne jest to, że nie poznajemy pary na etapie przygotowań, ale dużo wcześniej. Możemy przeczytać o nich, ich pierwszym spotkaniu, rozwoju relacji (u Karoliny to historia, z pierwszym i kolejny spotkaniem, która mnie bawi i zachwyca jednocześnie i… ciii, jest moją ulubioną w całym wpisie). Coś więcej = coś piękniej (i trochę jak z dobrej książki)!
Miałam przeczucie, że u Karoliny zachwyci mnie nie tylko strona wizualna (co tradycyjnie potwierdza moja teorię, że osoby z branży ślubnej organizują sobie przepiękne śluby i trochę inaczej patrzą na swój). Nie tylko ilość lampek i klimat, który one tworzą, nie tylko dopracowane detale i jedna z najpiękniejszych sal w Polsce, nie tylko ślub we wnętrzu (co z tego, że przez pogodę - przy zatrzęsieniu leśno-łąkowych plenerów wnętrza baaardzo mi się podobają), nie tylko odważna suknia i tatuaż, który był fenomenalną biżuterią. Ale także cała otoczka: historia ich znajomości, wybranie daty ślubnej z myślą o żarcie, zakupy ślubnych strojów (te buty!), wspólne przygotowania (łącznie z ubieraniem – dla mnie to rewelacyjny pomysł, jeśli tylko nie marzycie o wzruszającym first looku), zamieszanie w dniu ślubu i magiczne zapominanie o całym świecie w najwłaściwszym momencie. Tak pięknie i tak bardzo ich.
Na koniec mam jeszcze jedną myśl. Oglądajcie zdjęcia jak obrazy w muzeum. Te, bo przy ich oglądaniu to wymyśliłam, a potem wszystkie inne. To zdecydowanie pozwoli Wam wybrać świetnego fotografa.

piątek, 12 maja 2017

Bez tytułu, bo bez słów - o najpiękniejszym ślubie i weselu w Polsce

Czasem mam ogromną ochotę zatytułować wpis tak jak tytułują go inne portale (czyt. dużo naj w tytule, bo to się dobrze wyszukuje). Powstrzymuje mnie od tego jedynie przekonanie, że moje naj jest szersze i nigdy nie będzie ograniczać się do jednego wesela (nawiasem mówiąc - ulubione śluby mam niezmiennie dwa). Chociaż, nigdy nie kusiło mnie bardziej niż dziś ;) Czasem przeglądając jakiś reportaż i próbując wybrać z niego zdjęcia do publikacji na blogu robię to... kilka miesięcy i walczę z myślą "a może wrzucić wszystkie, takie prawie 200" ;) Czasem, ja - fanka słowa pisanego, myślę sobie, że zdjęcia i filmy mają w sobie to zachwycające coś i chciałoby się tego wrzucać więcej i więcej (swoją drogą - tak powstają Najpiękniejsze polskie śluby, które, jeśli dobrze pamiętam, powstały po zachwytach nad tym weselem).
To jeden z dwóch najpiękniejszych ślubów jakie widziałam w Polsce (i chyba na świecie!) w 2016 roku. Taki, że szczeka opada, na blogu po raz drugi ;)

Chciałabym, abyście poza zachwytami nad tym jakie to wszystko jest niesamowicie piękne, miały też okazję do... przeczytania wrażeń Kasi - Panny Młodej. Bo to ogromna dodatkowa wartość tego wpisu.

Kilka słów od Kasi:

O sobie
Razem z moim mężem mieszkamy w bardzo małej miejscowości w Polsce. Uwielbiamy długie podróże oraz festiwale muzyczne. Nasze życie w 90% wypełnia pasja do fotografii, dlatego połączyliśmy to z pracą robiąc zdjęcia oraz filmy na ślubach.
O pierwszym spotkaniu
Spotkaliśmy się na ślubie mojej kuzynki i Patryka kuzyna. Dokładnie pamiętam kiedy zobaczyłam Patryka po raz pierwszy, miałam jedną myśl w mojej głowie: „TO BĘDZIE MÓJ MĄŻ”.
O swoim związku
Najpiękniejsze w naszym związku jest chyba to, że dwie osoby, które nigdy wcześniej się nie widziały po miesiącu zamieszkały razem, a po dwóch zaręczyły. Mamy wspólne pasje (fotografia i muzyka) oraz takie samo spojrzenie na świat. Wspólnie przygotowywaliśmy nasz ślub z takim samym zaangażowaniem. Kocham go jak nigdy nikogo na tym świecie i dopiero teraz wiem co to znaczy mieć obok siebie prawdziwego przyjaciela.
O oświadczynach
Patryk zamówił ręcznie robiony pierścionek, kiedy przyszedł kurierem. Ja koniecznie chciałam zobaczyć co ma w ręce… i mimo tego, że przygotował wszystko na wieczór, nagle ukląkł i poprosił mnie o rękę… Byłam w ogromnym szoku :)
O ślubie, weselu, przygotowaniach i planach
Nasze przygotowania do tego dnia trwały pół roku. Każdego dnia mieliśmy jakieś zadanie. Na początku przygotowywaliśmy nasze zaproszenia, później napis MIŁOŚĆ, girlandy świetlne które też Patryk zrobił sam… i tak każdy najmniejszy detal. Chcieliśmy, aby tego dnia było wszystko było po naszemu… Nie słuchaliśmy rad „ciotek” tylko szliśmy za głosem serca :) Dlatego ten dzień zapamiętamy do końca życia jako ten wyjątkowy.
Dużo rzeczy było na naszej głowie, dlatego wieczorem w dzień wesela byliśmy bardzo zmęczeni i to na pewno nie poszło zgodnie z planem ;)
O miejscu i stylu
Wiedzieliśmy, że chcemy ślub w stodole, ale w Polsce jest bardzo mało ciekawych miejsc gdzie można zorganizować takie wesele… Znaleźliśmy Folwark Wąsowo i od razu wiedzieliśmy, że to jest właśnie to miejsce.
Chcieliśmy, aby był to ślub leśny w kolorowej odsłonie, piórka, poziomki i jagody.
O sukni
Podobnie jak z miejscem na ślub, w Polsce ciężko o piękną suknię… Wszystkie panny młode chcą mieć suknie w stylu princeski. Ja szukałam czegoś delikatnego… Przymierzyłam kilka, nawet w Berlinie, ale to nie było to. Aż w końcu gdzieś w internecie natknęłam się na Atelier Lawenda . Kiedy zobaczyłam suknie od Rue de Seine nie miałam wątpliwości, że ta MOJA to będzie na pewno jedna z nich :)
O torcie
Najważniejsze dla nas, aby tort smakował jak domowy… bez lukru i zbędnych ozdób. Wiejski, owocowy tort:)
O wyjątkowych momentach
Najważniejsza chwila to na pewno ta kiedy spotkaliśmy sie po raz pierwszy pod drzewkiem… Kiedy Patryk pierwszy raz zobaczył mnie w sukni… Pamiętam, że poleciała mu łza, a później mocno mnie przytulił.
O radach
Przygotowując wesele róbcie wszystko tak jak Wam mówi serce, abyście tego dnia czuli się w 100% swobodnie. My słyszeliśmy bardzo dużo krytyki na temat naszego ślubu… a to że Patryk idzie bez marynarki, że ślub w stodole.
O małżeństwie
Małżeństwo z odpowiednią osobą, z którą czujesz się dobrze i którą kochasz to najpiękniejsza przygoda.

Zdjęcia i filmy: Zatrzymaj Czas 
Miejsce: Folwark Wąsowo
Kwiaty: Kwiaciarnia Kwiaty&Miut 
Suknia: Rue De Seine, atelier lawenda
Napis: Napis Miłość