Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Branża ślubna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Branża ślubna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 lutego 2018

"To ty byłaś na WedCampie", czyli krótkie podsumowanie WedCamp II :)

Fot. Bartek Płuska Fotografia
Z każdym kolejnym razem... No dobrze, po dwóch to trochę szukanie prawidłowości na siłę, ale niech mi będzie ;) Za każdym razem wracam z poczuciem, że WedCamp to ewidentnie kolonia dla branży ślubnej. Tu na serio wszystko działa jak na kolonii! Takiej na której możesz oderwać się od codzienności i spożytkować czas w ulubiony sposób. Tańcząc, pływając, śmiejąc się, rozmawiając i gapiąc się na ludzi (mi się w tym roku wyjątkowo fajnie gapiło na pary!) ;)
Marzy się Wam WedCampowa koszulka? Możecie taka kupić - o tu.

"To ty byłaś na WedCampie?", czyli kolonia, integracja i ludzie
Ile wiadomości zaczynających się od słów "To Ty byłaś na WedCampie..." dostaliście po powrocie do domu? Ja w tym roku tylko trzy ;) I wcale mnie to nie zaskoczyło. To wydarzenie na którym jedni ludzie magicznie znikają w tłumie, a do drugich ustawiają się kolejki.
A Wy, jak spędziliście ten czas? Staliście w kolejkach, magicznie znikaliście czy trzymaliście się grona znajomych ludzi/branży ze swojego miasta?
Rok temu biegałam, rok temu ustawiałam się w kolejkach, rok temu nie pozwoliłabym sobie wyjechać z poczuciem, że nie udało mi się z kimś z mojej listy zamienić choć dwóch zdań. Takie wyzwanie, które dawało satysfakcję, ale i męczyło (bo mam wewnętrzny limit na przedstawienie się: "Hej. Jestem Milena, z bloga NPM.", rok temu totalnie go nadwyrężyłam). Najlepszy patent na poznanie największej ilości ludzi? Sprawdzić kto będzie obecny, a potem każdemu napotkanemu człowiekowi mówić: "Jeszcze X chce poznać." i sprawa się załatwia sama, serio ;) W tym roku odpoczywałam, bo przecież... jeśli człowiek już nie poznaje ludzi (Monika, ponownie, wybacz!), to znak, że zna już zbyt wiele osób ;)
W tym roku podeszłam do wydarzenia jak do wszystkich moich wyjazdów kolonijnych, z myślą - będę siedzieć tam, gdzie mi będzie najwygodniej. Całkiem niezła taktyka, bo nawet wylądowałam kilka razy w fotobudce (mam teorię sugerującą, że "upokarzać" (zrozumcie żart, proszę!) w fotobudce można się tylko z wybranymi osobami, nie każdym, haha). Poznałam Monikę i Michała z którymi spędziłam większość wyjazdu (tym razem potwierdziły się moje dwie teorie: 1) fajni ludzie piszą fajne emaile, 2) najfajniejsza część branży ślubnej jest z Wrocławia, to już tradycyjny wniosek po WedCampie ;) ), z Kasią obejrzałam zdjęcia z Tajlandii (to był jedyny punkt na liście must do) i dzięki jej Pawłowi rozbudowałam listę seriali do obejrzenia (auć!), a na śniadaniu wylądowałam w najwłaściwszym gronie (i po raz drugi, też tradycyjnie ;), z Liskami).

Coś najważniejszego :)
Wiecie co w takich spotkaniach lubię najbardziej? To, że mogę po nich zostać z myślą: "Ale te panny młode mają farta trafiając na takich ludzi  ;) ". A wcale nie jest o to ławo, bo tu człowiek styka się z drugą stroną medalu. Z osobami, które na chcą ze swojej pracy czuć frajdę, a co za tym idzie – moc wybierać i wybrzydzać. I to jest ok, jeśli idzie za tym poczucie, że zawsze trzeba być fair wobec drugiego człowieka. Tym bardziej mnie cieszy, że gdzieś miedzy wierszami czy w bezpośredniej rozmowie mogłam to słyszeć. Cieszę się, że dzięki Wam z taką myślą kończę. Dzięki Ani Ochockiej (i myśleniu nie tylko o sprzedaniu idealnej sukienki, ale i mentalnym wsparciu), dzięki Zaczarowane warkocze i Cuda niewidy (i takim dbaniu o klienta, że mi szczeka opada... i niektórym tez powinna ;)), dzięki Mistrzyni Ceremonii (i jej szukaniu chemii, która na weselu poczują wszyscy, bo przecież tak najlepiej działać).

Warszzztaty
Tak, byłam na kaligrafii. Tak, potwierdziło się, że jestem kompletnie niezdolna, niecierpliwa i zdecydowanie preferuję słuchanie niż tworzenie. Ale przywiozłam do domu skarb - o taki.

Kasia :)))
Nie będę powtarzać zachwytów z zeszłego roku, bo to trochę nuda. Kasiu, wiedz, że się ciągle zachwycam i stale doceniam :)
Czy coś bym jednak zmieniła? Naciskałabym na realizację jednego punktu programu, który gdzieś uciekł. Integracje w grupach, przeprowadzoną przez jednego trenera (jeśli będę miała okazję być z Wami za rok, to zgłaszam się jako chętna!), dla zainteresowanych i odważnych, taką niby stresującą i niby przerażającą (a wcale nie!), ale dającą możliwość powiedzenia "Hej! Jestem Milena i piszę o ślubach", a potem, tak w gratisie, "WOW, to Ty jesteś X, chciałam Cię poznać od dwóch edycji WedCampu, ale ciągle mi gdzieś znikałeś." ;) Ja sobie myślę, że warto, bardzo warto.

czwartek, 14 września 2017

(Niepoprawny) Wieczór Panieński - działamy!

Jak na załączonym obrazku - zimą mi się marzy ;)
Hej! Jestem Milena, autorka bloga Niepoprawna Panna Młoda i fb Najpiękniejsze polskie śluby. I mam do Was prośbę o której kiedyś już wspominałam. Tym razem na poważniej.

Poza pisaniem i prowadzeniem ww miejsc mam marzenie, aby zrobić coś większego i fajniejszego. Dla siebie, dla Was.

Planuję organizację wyjazdowego (weekendowego) wieczoru panieńskiego (w 2018 roku, zimą lub na przełomie wiosny i lata) dla… moich czytelniczek i osób, które zechcą się włączyć w akcję. Dla dziewczyn po ślubie i dla tych przed (z czego planowane jest, że minimum 50%+1 to panny). Dla tych, które będą chciały fajnie spędzić czas w babskim towarzystwie na grupowym wieczorze panieńskim na którym wszystkie będą "gwiazdami" :)

Jeśli macie ochotę wspomóc akcje (bo uznacie, że jest fajna, albo, że to takie Wasze niewymuszone "dziękuję" za to co robię), jeśli macie ochotę wziąć w wieczorze udział, będę wdzięczna za finansową pomoc w realizacji tego planu.


Jak możecie pomóc?
1) Wpłacając dowolna kwotę na konto na Patronite - klik.
Polecam tę opcję, bo przy jej wyborze macie okazję do otrzymania ode mnie czegoś drobnego w zamian.
2)  Wpłacając dowolna kwotę na Zrzutkę - klik.
Jeśli nie uda się nam zebrać wymaganej kwoty (minimum to łącznie 10000zł) do 6 grudnia 2017 roku, to
1) zorganizujemy mniej wymagające funduszy spotkanie we Wrocławiu,
2) Wasze wpłaty (ze Zrzutki) zostaną przeznaczone na… organizację przeze mnie paczki dla jednej z rodzin projektu Szlachetna Paczka :)


Odrobinę więcej informacji i tłumaczeń znajdziecie tu.
I z góry przepraszam za spam jakim planuję Was w związku z tym zasypać. Bądźcie dzielni ;)

czwartek, 23 lutego 2017

Blogerka w wielkim świecie - WedCamp w kilku punktach

Pierwsze wrażenie z Hotelu Turówka?
Aaa!!! Toż to małe muzeum dla sportowych freaków.
I Gigi Buffon!!!
Od wtorku siedzę przed komputerem i zastanawiam się co napisać... Szkopuł tkwi w tym, że ciężko napisać tekst o imprezie branży ślubnej chcąc zawrzeć tu także coś co przyda się Pannom Młodym. Mam kilka małych i wielkich odkryć, ale o nich w większości usłyszycie gdzieś miedzy wierszami w innych wpisach. Dziś będzie przede wszystkim o imprezie, docenianiu... i gapieniu się na ludzi :) 

WedCamp - kolonia dla branży ślubnej
Tak sobie wyobraziłam to wydarzenie. Dużo ludzi, dużo zamieszania, kilka z góry zaplanowanych zajęć i impreza. Kolonia jak nic ;)

Sesje stylizowane
Mega szacunek moi drodzy. Dla Kasi za ogarnie kilku sesji naraz, dla wszystkich uczestników z Sali Kominkowej za... pracę w trudnych warunkach, dla wędrujących w plenerze - za historie o cmentarzu i straży miejskiej (gdyby ktoś się zastanawiał jak się bawi.. cofnij, pracuje branża ślubna, o tak ;)).
Nie pokażę Wam tego co okiem szpiega wyśledziłam obserwując sesje w hotelu, bo... moje zdjęcia były robione na Snapchata i Instagram Stories i kompletnie nie nadają się do publikacji na blogu (kilka zdjęć znajdziecie na instagramie). Wspólnie cierpliwie poczekamy i za jakiś czas wrzucę Wam tu profesjonalne efekty pracy genialnych ludzi :)

Ludzie 
Teraz będzie o gapieniu. Ilość osób na wydarzeniu była... duża i już po pierwszych kilku godzinach miałam poczucie, że nie mam szans na rozmowę choćby z połową z nich. Miałam jednak okazję do gapienia się. Do obserwowania i uśmiechania na samą myśl, że ktoś jest dokładnie tak dziwnie-pozytywny jak w internecie, ten drugi ktoś jest tak magiczny jak mówi internet - wchodzi do pomieszczenia i przynosi ze sobą słońce, a ten kolejny... tajemnica ;)
Miło było móc Was spotkać po raz pierwszy, drugi, trzeci. Powiedzieć "Cześć" z poczuciem, że to nie pierwszy raz. Poznać, a jak nie poznać, to porozmawiać o czymś w biegu wgapiając się w swoje identyfikatory ;) Szukać z Wami hotelu, zjeść  obiad, śniadanie i kolację, wypić colę, jedną, drugą, trzecią, czwartą ;) Szukać Was przez 24h i wreszcie znajdować (w tym zrealizować moje trzy pozycje z listy pt. "Jak nie znajdę i nie podejdę, to się zapadam pod ziemię"), być poznawaną przez Was i Wam przedstawianą. Pomyśleć, trochę narcystycznie, że Wrocław ma rewelacyjne osoby w branży ślubnej. Móc powiedzieć "Uwielbiam to co tworzysz (i moi czytelnicy też!)" i samej usłyszeć coś wyjątkowo miłego. Wracać pociągiem do Krakowa, słuchać o Waszej pracy, rodzinie, pasji i usłyszeć "o, a na targach do nas nie podeszłaś (albo podeszłaś niewłaściwie)" ;)
Bardzo nie chce nikogo tu wymieniać z imienia i nazwy firmy, ale mam cichą nadzieję, że każdy gdzieś w tym co napisałam odnajdzie siebie.

Warsztaty
Sama na co dzień prowadzę, organizuję lub uczestniczę w warsztatach/prelekcjach. I to uwielbiam, od każdej strony. Chyba też dlatego byłam wyjątkowo ciekawa tego co usłyszę na WedCampie.
Tej części nie polecam wszystkim nietolerującym cukru, bo będzie obrzydliwie słodko. Na swoje usprawiedliwienie mam Tłusty Czwartek.
Od początku wiedziałam, że jeśli mam uczestniczyć w jednym warsztacie, to idę do Rafała Bojara (tak, tu już będą nazwiska). Wybór był strzałem w 10, bo... mam problem z doborem słów, aby nie przesadzić ;) Rewelacyjnie patrzyło się na pracę fotografa oczami Rafała, na jego podejście (i takie "nie ma, że się nie da, nawet żyjąc w Polsce"), z myślą, że cudownie być sobą i robić wszystko po swojemu w sposób w jaki robi to Rafał. I aż się chce tak samemu, bardziej. Tak subiektywnie, dla tego jednego warsztatu warto było na WedCampie być.
Potem byłam posłuchać Bajkowych Ślubów. Śmiałam się już kiedyś do Karoliny, że są jedynymi fotografami na których nikt nigdy mi jeszcze nie narzekał. I słuchając ich wystąpienia coraz szerzej uśmiechałam się wewnętrznie z myślą "to ja już wiem dlaczego". Bo wiem, bo mnie to ich cudownie ludzkie podejście do każdego klienta zachwyca. Kiedyś ktoś spytał mnie kogo z listy polecanych fotografów poleciłabym z największą pewnością, że nie rozczaruje? Wiedziałam kogo. I wiem jeszcze bardziej :)
Na koniec wydarzenia Marta Kowalska (Martę musicie znać, bo stale zachwycam się jej zdjęciami) opowiadała o swoim wolontariacie w fundacji Window of Life (klikajcie i sprawdźcie jak i Wy możecie pomóc), która wspiera lokalną organizację prowadzącą Dom Dziecka w Ugandzie. I choć Marta była przekonana, że na koniec "popsuła atmosferę" wywołując morze łez, to chyba nie dało się zakończyć WedCampu lepiej niż z poczuciem, że to niesamowite/budujące/zachwycające, że po świecie chodzą tacy ludzie jak Marta. I niech ich, i potem nas, będzie więcej.

Zakończenie
Przeogromnie miło było mi znaleźć się wśród zaproszonych. Nawet nie wyobrażacie sobie jak miło, bo patrząc na listę uczestników widziałam wręcz elitę polskie branży ślubnej. I małą, przerażoną siebie, która  po cichu zastanawiała się czy sama siebie też by zaprosiła ;) Dla mnie to wyjątkowe i solidnie motywujące wyróżnienie. Dziękuję Kasiu.
Na koniec zachwytów - zachwyćmy się Kasią (obiecywałam ten cukier, pamiętacie?) :) Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie Kasia z KM Wedding Planner & Event Designer. Kasia, która wpadła na rewelacyjny (i trochę szalony ;)) pomysł i go zrealizowała. Po prostu, dla nas. Od teraz będę się też zachwycać Kasią, nie tylko za organizacje najpiękniejszych zimowych sesji stylizowanych w Polsce, ale i ogarnianie ślubno-weselno-branżowej rzeczywistości na poziomie mistrzowskim.

P.S. Ma ktoś ochotę zorganizować podobny event dla branży ślubnej z Wrocławia/dolnośląskiego? ;) Ja chętnie pomogę, trochę wyćwiczyłam cierpliwość i grzeczność ;)

wtorek, 25 października 2016

Od A do Z, czyli wyreżyseruj swój ślub

Anne Edgar
Nie masz pomysłu na życie? Zaplanuj wesele! W najlepszym wypadku masz z głowy 2 lata życia, a jak się postarasz, to nawet 3-4. Tyle czasu na planowanie, że masz okazję do zorganizowania ślubu godnego czyjejś tablicy na pinterescie. Albo lepiej, zmienianie pomysłu 5 razy w miesiącu, o ile nie padniesz wcześniej ze zmęczenia, a co - na to też masz czas!

Zaproś trzysta osób, a zarzucą Ci rozrzutność i wywróżą rozwód (jeszcze nie słyszałaś o tej zależności? im więcej wydasz, tym szybciej się rozwiedziesz, to oczywiste). Nie zaproś nikogo? Phi, hipsterka.

Makijaż i fryzura. Obowiązkowo. Nawet jeśli pierwszy i ostatni raz w życiu. Bo goście lubią, bo kamera i aparat jeszcze bardziej, a jak masz raz w życiu udawać księżniczkę, to nie ma zmiłuj. Twarz jak z okładki musi być, nieważne, że nie Twoja!

Powinnaś się gdzieś przed tą całą imprezą ubrać. Tylko gdzie? Przecież ktoś w tym momencie będzie robił Ci zdjęcia, ktoś Cię odwiedzi, więc wydawałoby, aby to pomieszczanie przyzwoicie się prezentowało. Możesz posprzątać, możesz powynosić te stare pudełka po butach, możesz... Ale to nadal nic nie da, to nadal nie zmieni koloru ścian w pomieszczeniu i mebli modnych 10 lat temu (trochę głupio jest je wymieniać z powodu ślubu, co nie?). Niestety, Twój dom jest brzydki. TWÓJ DOM jest brzydki... Więc może ubrać się w hotelu obok? Czemu nie, w końcu cały dzień polega na udawaniu piękniejszej i bogatszej niż to jest w rzeczywistości ;)

Idziesz o kościoła... Ale czy TY wiesz jak?! Po której stronie iść, po której usiąść, jak PM ma Cię trzymać pod rękę i obchodzić, w jakim tempie się ruszać i mówić, jak nie zasłaniać obrączki, wyprostować plecy i pokazać zęby. W drodze powrotnej to samo! Goście mają podziwiać Cię wychodzącą z kościoła i mają obsypać Cię konfetti, najlepiej naraz, więc Ty pomiędzy jednym i drugim, aby dać im możliwość przemieszczenia się, gdzieś się ulotnij (czyt. w jakimś kącie się schowaj).

Najgorsze przed Tobą. Tańcz, nawet jeśli nie umiesz i palisz się ze wstydu na myśl o wlepionych w Ciebie spojrzeniach. Około 3 minuty, bo tyle ani gości nie zanudzi, ani ekipie foto-video nie uniemożliwi złapanie dobrych ujęć. Najlepiej... i tu miej dylemat, bo masz do wyboru perfekcyjnie wyuczony taniec, albo neutralność, czyli tulenie i całowanie przez 2/3 utworu (przez resztę możesz spokojnie oddychać, swoje wypozowałaś).
Pamiętaj! Spontaniczność - tak, ale pod kontrolą, aby do zdjęć i muzyki na filmie pasowała.

Brzydkie są te zawalone jedzeniem stoły? Ano brzydkie, nie ma się co  tym kłócić. Wywal więc z nich wszelkie jedzenie i napoje (zostaw tylko te w szklanych karafkach), ozdób kwiatami i papeterią (najlepiej z menu-mapką - tędy do słodkiego stołu, tamtędy do barmanów, do koszyczka ratunkowego w WC niech trafią sami). Krzesła i gości zostaw, a niech sobie od czasu do czasu po zejściu z parkietu posiedzą!

Jest wesele, więc tańcz i pij. Z wujkiem Tadkiem się nie napijesz? Tańcz zapominając o jedzeniu, abyś potem w internecie mogła pisać "fakt, nie miałam czasu nic zjeść, całe wesele chodziłam głodna". Tańcz nie korzystając z toalety, bo przecież w takiej sukni nie dasz rady. Tańcz ciągnąc za sobą tłumy gości, bo przecież stoły lepiej wyglądają bez "nie ubranych pod kolor" gości, a pusty parkiet to największy koszmar Panny Młodej.

Przedstawienie twa, więc trzeba grać. Tańczyć, całować, być wszędzie na czas (a niektórzy naiwnie pytają po co Panu Młodemu zegarek ;) no po to!). Tort pokroić o 20, rodzicom podziękować o 22, oczepiny zacząć o 24... Bo gdy przypadkiem zniknie taka para na godzinę, aby się sobą i dniem nacieszyć, to przecież rozwali całą prace: kelnerowi, który nie wyniesie tortu na czas, fotografowi, który nie zrobi im zdjęć na parkiecie, konsultantce, której cały plan się posypie... Parodia? E tam, życie. I niektórzy chyba zapominają, kto w tym dniu jest dla kogo ;) Wy nie zapomnijcie.

Oczepiny. Co te panny takie dzikie? Wszystkie zwiewają przed rzucanym welonem, a Ty wchodząc w nowa role w życiu zapominasz, że pół roku temu sama zwiewałaś. Bo przecież jak złapią, to je rodzina weźmie na języki: że stare i samotne, że niezdecydowane, że wybredne, że co jak co, ale na pewno coś nimi nie tak.

Ścigaj się. Ze sobą, z innymi, z połową internetu.

Wszystko o czym tu i w każdym inny miejscu przeczytacie jest potrzebne, jest mniej lub bardziej ważne, jest warte czasu i wiedzy (i śmiechu!), ale... wszystko ma swoje granice i normy normalności, których nie powinno się przekraczać. Dla własnego dobra.
Dla niewtajemniczonych: tekst jest lekko ironiczny. Śmieję się Was i śmieje się z siebie. Ha!

środa, 7 października 2015

Prztyczek w nosa branży ślubnej

etsy
Kiedyś uważałam, że śluby i wesela są dla... specyficznych ludzi. Nie tylko dla specyficznych Par Młodych, ale i dla specyficznej branży - fanatyków zafiksowanych na punkcie efektów swojej pracy i niedostrzegających nic poza czubkiem własnego... talentu. Miałam wtedy 15 lat, dziś mam prawie dwa razy więcej. Przez prawie dwa lata bardzo przyjemnie się rozczarowywałam... I nawet nie wiecie jak fatalnie się czuję, gdy ktoś mi udowadnia, że to myślenie 15-latki jednak miało sens.

Wiem, że przez pryzmat kilku osób nie powinno oceniać się wszystkich. Nie oceniam, ja... przestrzegam na zapas ;) Mogę siedzieć tu i pisać o dekoracjach, formalnościach, sukienkach, ale ZAWSZE podstawą i tym co mnie w ślubach i weselach fascynuje będą emocje i relacje. I tak, przez ten pryzmat, ze swojego kącika obserwuję sobie branżę ślubną. Patrzę na to co tworzą, jak odnoszą się do innych ludzi, ale także na takie "pierdoły" jak sposób pisania o tym co robią czy odpisywania na emaile. Dziś będzie o drugiej cześć tego długiego zdania - o taktowaniu innych.

Oczywistym jest (wystarczy posłuchać branży ślubnej), że bardzo często usługodawcy obgadują ludzi na weselach. Parę Młodą, gości, tort i co tylko nawinie im się na język. Nieładnie (ale to takie ludzkie, co nie?), ale tam są anonimowi, jeśli robią to dyskretnie, to nikt tego nie usłyszy, nie powtórzy i nikomu nie będzie przykro.

Dostrzegam, że "branża ślubna" (wybaczcie wszystkich w jednym worku) to w sporej części ludzie, którzy uwielbiają krytykę, czasem tak mocną, że zahaczającą o obrażanie i przypominającą nie internetowy hejt, a nękanie! No bo jak to tak... zobaczyć kiepskie zdjęcia i ich nie skrytykować? Ale nie fotografa, bo nie ma się go pod ręką, tylko Pannę Młodą, bo po co się cieszy, skoro ktoś (kolega! nie profesjonalny fotograf!) zrobił jej "tragedię ze zdjęć"? Trzeba to napisać i to nie raz, a 20 razy, byle bardziej dowalić, "bo to nie hejt, to edukacja czym są dobre zdjęcia". Nie zwrócić uwagi na to co jest nie tak, a atakować, po raz 50, aby dotarło i zabolało. Że złe, że kicz, że nawet za darmo by się ich nie wzięło... Co tam uczucia drugiej osoby, jeszcze by komuś korona z głowy spadła, gdyby je poszanował! Bo przecież nie wolno mieć kiepskich zdjęć, używanej sukienki i wybrać książek zamiast kwiatów. Bo inne niż Twoje priorytety, to złe priorytety, co nie? Zwłaszcza, gdy nie pozwalają Ci zarobić!

A może, pomijając nieprzyjemną formę wypowiedzi, w tej krytyce niektórzy mają rację? Pewnie, że mają. Tylko zapomnieli o jednym. To co piszą w internecie, pod swoim nazwiskiem i z nazwą firmy w której pracują obok niego, to dla nich solidna antyreklama. Bo nie liczy się tylko jakość ich pracy, ale i sposób w jaki podchodzą do ludzi, zwłaszcza do tych, których gustu czy podejścia do jakiejś sprawy nie rozumieją. I tak sobie z ukrycia patrzę jak niektórzy zawodowo strzelają sobie w kolano (a przy okazji, niestety, obywa się podobnym profesjom)...

Życzę... 50 głębokich oddechów, 50 przemyśleń i odpowiedzi na pytanie "czy na pewno chcę to napisać". Bo nigdy nie da się myśleć za dużo i za bardzo, gdy stara się o pozytywny wydźwięk swojej wypowiedzi.

* * *


Tekst pisałam wczoraj. Zła i rozczarowana. Dopiero gdzieś po drugie w nocy dotarło do mnie, że chcę tu jeszcze coś napisać, coś co w świecie idealnym widziałabym też tu.

Wiecie co to jest feedback/informacja zwrotna? Wiecie co w tym kontekście oznacza ”kanapka”? Zapewne tak mniej więcej ;) Więc tłumaczę.
Feedback oparty na kanapce to sposób dawania informacji zwrotnej, która zamiast negatywnych odczuć daje motywację. Nie skupiasz się jedynie na błędach, a dajesz komuś również swoją opinie o możliwych rozwiązaniach sytuacji i narzędziach, które mogą w tym pomóc. Może tego jeszcze nie wiesz, ale jeśli chcesz kogoś czegoś nauczyć (‘"edukować"), to najefektywniej wyjdzie Ci to, gdy wprowadzisz swojego ucznia w pozytywny stan emocjonalny.
Kanapka, o której wspomniałam na początku, wygląda tak:

1) Dostrzegasz to z czym krytykowana osoba sobie poradziła lub to co w jej pomyśle Ci się spodobało. Mało kto zawala coś koncertowo i nie da się w jego działaniu zobaczyć nic pozytywnego. Zawsze też docenić można chęci, wysiłek. Postaraj znaleźć się minimum jedną, a najlepiej 2-3 rzeczy za które możesz kogoś pochwalić. Pozytywny komunikat powinien być szczery, nie może być odebrany jako żart czy ironia.
2) Teraz mówisz o tym co ktoś powinien poprawić, ale… z pozytywnym wydźwiękiem . Nie mówisz o  tym co było źle, ale o tym jak można to zrobić lepiej. Jeśli potrafisz, możesz podać rozwiązanie problemu. O ile na takie rozwiązanie nie jest za późno (bo ślubu nikt nie powtórzy, raczej).
3) Swoją wypowiedź podsumuj pozytywną informacją. Może być ona nawiązaniem do tego co mówiłeś/aś się na początku. Ma motywować i zachęcać do rozwoju/poprawy.

Powodzenia w stosowaniu!

P.S. Wiem, to trochę takie porywanie się z motyką na słońce, ale... kto mi zabroni?
;) Chciałam, to napisałam, o!

czwartek, 3 kwietnia 2014

Poszukiwani

Uwaga, uwaga :) Już niedługo na blogu pojawi się cykl wywiadów z przedstawicielami różnych profesji w branży ślubnej. Sama mam morze pytań do każdej z osób, która przychodzi mi do głowy i mam wrażenie, że Wam również ich nie zabraknie. Za każdym razem będę Was prosiła o dorzucenie swoich własnych pytań do mojej listy. W związku z tym pomysłem mam do Was dwie sprawy ;)

1) Do kogo macie najwięcej pytań i kto powinien pójść na pierwszy ogień? Do kogo macie pytania na które ciężko Wam znaleźć odpowiedzi? Fotograf? Florysta? Menadżer sali? ?Ksiądz? Trener? Nauczyciel tańca? Kto inny?

2) Poszukuję przedstawicieli branży ślubnej, którzy będą mieli ochotę odpowiedzieć w ramach wywiadu na kilkanaście pytań. Zainteresowanych proszę o kontakt mailowy - niepoprawnapannamloda@gmail.com

wtorek, 17 grudnia 2013

Ślubna branża... ?

Mam wrodzoną chęć posiadania czegoś doskonałego, czegoś co będzie mnie zachwycać. A tu... branża ślubna mnie rozczarowuje. Nawet gdy trafię na coś z kategorii "WOW", to... sala podnosi cenę przy podpisywaniu umowy, zespół płytę z wesela wysyła przez trzy tygodnie... Przyznam, że do pewnego momentu nie zwracałam na to uwagi, ale gdy z jednej nieprofesjonalnej rzeczy robią się dwie, to już lekkie przegięcie (to 100% załatwianych przeze mnie spraw). I jak takie coś odbierać? Sami sobie odpowiedzcie.