Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tort. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tort. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 listopada 2017

Dziesięć złotych myśli po targach Concept Weddings :)

Odwiedzając targi, te alternatywne i te tradycyjne, staram się odchodzić od szukania jedynie fajnych firm. Ja te firmy już znam i niewiele nowego udaje mi się odkryć. Dlatego patrze inaczej i szukam czegoś innego. W ramach podsumowania Concept Weddings mam więc dla Was 10 złotych myśli, będących "tradycyjnymi inspiracjami" i cząstką mojego patrzenia na śluby :)
Czytajcie do końca, bo im dalej, tym fajniej :)

1. Znudźmy się naked cake!
W świecie w którym z tortu możemy wyczarować wszystko, pozwólmy sobie na to! Ja od dłuższego czasu, obecnie coraz mocniej, jestem oczarowana dziełami sztuki z pracowni tortów artystycznych Petite Pivoine. Jeśli nie musi być rustykalnie (bo rozumiem, że czasem musi), to niech będzie zachwycająco, np. w takim wydaniu :)

Petite Pivoine

2. Mocne, szlachetne kolory
Niech będzie elegancko i z klasą, niech będzie royal clash :) Od dziecka lubiłam ciemne kolory, a w wydaniu ślubnym i we wnętrzach zaczynają mi się wyjątkowo podobać.
I zdecydowanie to ciekawszy wybór niż pastele!

Martyna Michael Florystyka

3. Jesień
Zgodzicie się ze mną, że to najbardziej sprzyjająca dekoracjom i kreatywności pora roku? Zerknijcie na zdjęcie poniżej lub na mój jesienny wpis z inspiracjami. A potem, wszystkie te dekoracje, możecie przenieść do własnych czterech kątów. U mnie już zaczynają królować wymalowane owoce i dynie :)

more decor

4. Bride to be i wszystko co przed
Proszę, niech to wesele nie będzie jedynym wydarzeniem wokół którego kręci się obecnie Wasze życie. Myślcie o tym wszystkim co przed: o cieszeniu się statusem narzeczonej, wieczorach panieńskich i spotkaniach z bliskimi ludźmi, o podróżach przedślubnych, ostatnich takich razach. Celebrujcie każde z tych wydarzeń.

Ślub w dechę

5. Złoto!
Ja ze złotem mam specyficzną relację. Lubię je w wersji "postarzonej i zniszczonej", jak najmniej błyszczącej i ładnej. Ale fakt, lubię coraz bardziej i już wcale nie dziwią mnie sympatie innych. Do złotych ram, obrusów, figur, okruchów na ciastach, druku... 
Złoto ma też jedną wielką zaletę: pasuje do drewna i zieleni.

Cuda&Miłostki Pracownia Kreatywna

6. Kwiaty
Jeśli na czymś co nietrwałe i widoczne tylko na zdjęciach nie warto oszczędzać, to na kwiatach. Amen.

Decoki

7. Światło! Lampki! Świece!
Ale... Ze wszystkich dekoracji, zaraz za kwiatami, to światło jest bezkonkurencyjne. Jeśli wg mnie jest jedna rzecz w którą warto inwestować, odkładać przez rok świeczka po świeczce i lampka po lampce, to właśnie to.

Papierove

8. Ślub humanistyczny, bo ślub we wnętrzach.
Opatrzyły mi się już wszystkie polany, lasy i góry (plaże opatrzyły mi się jeszcze wcześniej, bo przy okazji kolonijnych wyjazdów). Mam świadomość, że plenery miejskie na ślub, to jeszcze ciut za wcześnie i chyba dlatego tak bardzo doceniam śluby, cywilne i humanistyczne, we wnętrzach. Marzy mi się ich coraz więcej!

Ślub humanistyczny & Złoty Jar

9. Nie samymi ślubami człowiek żyje.
A Wy, czym żyjecie? Czy ślub to Wasz temat numer 1 do rozmów? Czy żyjecie tylko przygotowaniami, kolorem sukni i stresem przed połową wielkich wydarzeń tego dnia? Czy organizujecie wesela w długie weekendy, czy jeździecki naŚwiatło, Kwaity, Złoto, Jesień,  urlop w środku sezonu, czy... macie czas na coś innego co Was w jakimś ułamku definiuje? Miejcie, bo ja uwielbiam słuchać, że macie :)

Papier i Tusz

10. Inspiruj się, ale nie podążaj za ślubnymi trendami
Ile razy to słyszeliście? Ile razy polubiliście takie zdanie, bo... jest takie prawdziwe? Bo jest, ale przy zdrowym podejściu. Nie popadajmy w skrajności. Nie demonizujmy trendów, nie odbierajmy ich jako pójścia drogą na skróty. Inspiruj się, ale nie podążaj za ślubnymi trendami... Chyba, że trendy są tym co do Was w 100% trafia. Jeśli nie macie nic innego co jest Wam bliższe, to idźcie w to, nawet jeśli zrobi tak 99% Panien Młodych w danym roku. Bo nawet jeśli to oklepane trendy, to te trendy to Wy :) Nie trzeba być innym od wszystkich, trzeba być podobnym do siebie.
A tak nawiasem mówiąc - fajna myśl na zakończenie targów. Złapana na stoisku, które najbardziej mnie zaintrygowało, bo już na drodze wstępnego przeglądania listy wystawców - było najmniej ślubne, najmniej takie jak wszyscy.

Kitsch&Vintage

piątek, 10 marca 2017

3 miesiące do ślubu, czyli niech ktoś zatrzyma świat, my wysiadamy! [Jagoda]

W naszym życiu dzieje się dużo i szybko, nawet nie wiadomo kiedy z poniedziałku robi się niedziela i znowu kolejny tydzień. Tak bardzo chciałam świętować studniówkę do ślubu, a i tak ją przegapiliśmy! Jesteśmy już zmęczeni, nie tylko ślubem, ale też pracą, różnymi zobowiązaniami rodzinno-towarzyskimi, chórem, próbami zespołu PM… Nie mamy dla siebie czasu, często się mijamy, do tego przesilenie wiosenne i wychodzi mieszanka skutkująca tęsknotą i frustracją. Dlatego postanowiliśmy rzucić wszystko i za tydzień jedziemy na Mazury. 

Może nie będzie to jakaś wielka wyprawa, na pewno nie odpoczniemy na tyle, ile chcemy, ale myślę, że przyda nam się chociaż taki trzydniowy wypad na podróż przedślubną ;) Robimy coś, czego żadne z nas przedtem nie próbowało, czyli zarezerwowaliśmy hotel ze spa i zamierzamy chillować w basenie, spacerować i zafundować sobie jakiś masaż. Relaks pełną gębą. Od dwóch tygodni żyję tylko myślą o tym, że zrobimy sobie wolne od całego świata i dzięki temu jakoś sobie radzę z natłokiem obowiązków.

Jeśli już jesteśmy w temacie podróżniczym, to zaplanowaliśmy też miesiąc miodowy (a w zasadzie dwa tygodnie). Zaplanowaliśmy to może za dużo powiedziane, bo po prostu podjęliśmy decyzję, że spakujemy namiot, śpiwory i ruszamy gdzieś w południowym kierunku (na północ to raczej wpław i zimno, bo mieszkamy w Gdańsku) – pewnie skończy się na górach, Tatrach lub Bieszczadach, ewentualnie z noclegiem w jakimś ciekawym miejscu po drodze. A na sam koniec wyjazdu wylądujemy na woodstocku :) Nie mamy teraz głowy do planowania wyprawy, która zasługiwałaby na miano podróży życia, więc postanowiliśmy odłożyć ją na sezon zimowy, czyli pół roku po ślubie. Aktualnie na tapecie jest Tajlandia, przyszła teściowa odwiedzała ją z plecakiem już cztery razy, chętnie dzieli się doświadczeniami i dobrymi radami, więc chyba zdecydujemy się na ten kierunek. Uwielbiam wyjeżdżać z moim PM, zostawiać wszystko w tyle i mieć siebie na wyłączność. Palić ogniska na plaży, pić piwo w namiocie w czasie burzy i przede wszystkim odciąć się od internetu, filmów, gier, od wszystkiego, czym czasem niepotrzebnie zaśmiecamy sobie wspólny wolny czas. W takich podróżach na sto procent jesteśmy obecni dla siebie i te chwile dla mnie stanowią najcenniejsze chwile i wspomnienia na całe życie :)

Wracając na ziemię – cały czas coś tam klecimy w sprawie przygotowań weselnych. PM zrobił rozpoznanie terenu wśród hurtowni alkoholu, ja z kolei wśród kwiaciarni, które mogłyby podjąć się ustrojenia sali weselnej. W zeszłym tygodniu zamówiliśmy też obrączki! W końcu wybraliśmy najzwyklejszy, klasyczny i prosty wzór z żółtego złota z soczewką wewnątrz, żeby łatwiej było je zdejmować. Niestety w pracy będę to musiała robić bardzo często. Muszę przyznać, że to ja byłam mężczyzną u jubilera, bo praktycznie od razu wskazałam na to, co mi się podoba, natomiast PM zaświeciły się oczy na widok białego złota, różnych kombinacji białego z żółtym i różnorodności kształtów, przymierzał, wybrzydzał, dopytywał... Ale jak to bywa w kwestii biżuterii, to w końcu kobiece zdanie zostało przeforsowane. Jubiler, na początku grzeczny i profesjonalny, tak się przy nas wyluzował i uśmiał, że nieświadomie przeszedł z nami na "ty" ;)

Trudne wyzwanie tego miesiąca to tort. Moim niekwestionowanym faworytem był naked cake, G. chciał po prostu, żeby był i żeby był w miarę smaczny ;) Pierwsza cukiernia, do której zadzwoniłam policzyła sobie za naked tyle, co za "ekstradekoracyjny", czyli dodatkowe 300 zł. Przyznam, że łączna cena zwaliła mnie z nóg i moim pierwszym odruchem było - "rezygnujemy z tortu, jego i tak nikt nie pamięta, w sumie to pewnie podczas wesela ludzie by nie zauważyli, że zabrakło tortu". Ale z pomocą przyszła jedna z facebookowych grup, na której polecono mi prywatną pracownię tortów artystycznych – tam pani, której portfolio oglądaliśmy z wybałuszonymi oczami cały wieczór, oszacowała koszt naked cake dwukrotnie niższy, niż w pierwszej cukierni. Czyli wszystko toczy się po dobrych torach!

Rozdaliśmy już ostatnie zaproszenia z podstawowej puli. Póki co prawie wszyscy zarzekają się, że będą, ale czekamy do kwietnia na ostateczne RSVP i wtedy ewentualnie doprosimy osoby, które bardzo byśmy chcieli, aby towarzyszyły nam w tym dniu, ale niestety ze względów logistycznych zabrakło miejsca dla nich. Niesamowite w organizacji wesela jest to, że zdajesz sobie sprawę, ile w twoim życiu jest ważnych i bliskich osób. Wyszło nam naprawdę więcej niż myśleliśmy :)

I uwaga! Coś co spędzało mi sen z oczu, czyli makijaż i fryzura. Ogarnęłam już drugą próbną fryzurę i pierwszy makijaż. Do perfekcji z katalogów ślubnych albo zdjęć najlepszych reportaży, które oglądałam w internecie, to jeszcze sporo brakuje, ale wiecie co? Już nie chcę być perfekcyjna. Od makijażu oczekuję tylko, żeby ktoś pomalował mi w miarę powieki (sama zazwyczaj używam jednego koloru, bo kiedy próbuję smoky eyes, wychodzi mi śliwa a’la przemoc domowa), do tego żeby dokleił rzęsy i aby to się trzymało kupy chociaż do północy. A fryzura już niech będzie jakakolwiek, byle bez rokokoko, jak przy poprzednim razie. Prosty warkocz i tyle. Niech się nawet rozwali przy tańcach, z wiankiem będzie wrażenie słowiańskiej dziewoi ;)

Ostatnio, po pewnym okresie fascynacji organizacją wesela (pewnie związaną w byciem zapisaną do facebookowych grup ślubnych), wróciłam do punktu, kiedy… Przestało mi się chcieć perfekcyjnej imprezy. Znajomi mówią, że są strasznie ciekawi naszego wesela, bo na pewno będzie wyjątkowe. Zaczęłam drążyć temat – co to znaczy? Otóż wcale nie chodzi o to, że będzie jak z okładki. Raczej wspominają coś o tym, że znając nas, będzie bez wzruszających uniesień, bez pompy i nadęcia, ale raczej dużo… Śmiechu, szaleństwa i głupot. No i super, takich oczekiwań chcę od gości! Chcę wziąć ślub z ukochanym (tutaj moim jedynym oczekiwaniem jest nie wywalić się po drodze do ołtarza, poza tym jestem otwarta na wszelkiego rodzaju głupoty i wpadki), potem zajechać naszym żółtym fiatem na hot-doga na stację benzynową (To jest nasze marzenie od początku planowania wesela. Ewentualnie do tego jeszcze ja tankująca benzynę w sukni ślubnej… Widzicie w głowie te miny obsługi?), a na końcu dobrze się bawić z najbliższymi. Zamierzam wytańczyć się z PM za wszystkie czasy, pojeść, popić, powzruszać i wyśmiać do utraty tchu. I tyle. Płacę, to wymagam ;)

A perfekcyjne śluby i reportaże z nich pooglądam na ekranie komputera – w domu, w piżamie i kapciach, popijając piwo!

piątek, 10 lutego 2017

4 miesiące do ślubu, czyli lekki stresik [Jagoda]

Cat Mayer Studio / junebugweddings
Nie mogę się doczekać czerwca, a jednocześnie się go strasznie boję. Wydaje mi się, że wszystko takie niezorganizowane, że te inspiracje wygrzebane gdzieś na forach, blogach i pinterestach, które w myślach zaznaczyłam jako "must-have" muszą pójść w odstawkę, bo fizycznie nie znajdziemy czasu, żeby się tym zająć. Nadal nie wiem, jak będzie wyglądała moja fryzura i makijaż, a planowane schudnięcie… Cóż, obawiam się, że pozostanie mi twierdzenie, że mówiąc "do wesela zamierzam zrzucić tak z pięć kilo" chodziło mi nie o nasze, ale o wesele mojego dwunastoletniego braciszka ;)

Ale potem się pocieszam, że niektórzy potrafią ogarnąć udany ślub z weselem w pół roku, a my już przecież sporo przygotowań mamy za sobą i pozostaje spiąć trochę szczegółów. Ciekawa jestem, czy wszyscy przyszli PM przeżywają taki stres. Okres narzeczeństwa jest zdecydowanie magiczny, bo rozmowy o wspólnej przyszłości nabierają konkretnego kształtu, ale chyba jest podszyty permanentnym myśleniem o organizacji ślubu. A ile można! Boję się, że przez to ciągłe wałkowanie tematu w samym dniu "X" będziemy zbyt wykończeni, żeby się nim po prostu cieszyć…

Tymczasem rozglądam się za cukiernią, w której zamówimy tort i generalnie wszystkie ciasta, bo w tym kierunku, podobnie jak w kwestii alkoholu, na razie jesteśmy ciut w tyle. To znaczy nie mamy nic. I jakoś nie ma energii, żeby to zmienić… Mieliśmy też w lutym zamówić obrączki – od dziadków G. dostaliśmy trochę złota na przetopienie, ale oczywiście podczas ostatniej wizyty u przyszłych teściów zapomnieliśmy ich zabrać. A w planach było ogarnięcie tego w styczniu! Nasze doby wciąż są za krótkie, mnóstwo rzeczy siedzi nam na głowie, na wszystko braknie czasu, a jeszcze na domiar złego przyplątała się do mnie paskudna grypa i przez jakiś tydzień byłam kompletnie wyłączona z życia. G. zajmował się mną jak małym dzieciakiem, które marudzi, śpi, smarka i chce jeść tylko frytki. Dla niego też nie był to łatwy tydzień ;)

Oj, chyba zaczyna mnie łapać panika. Denerwuję się tym bardziej, że w planach mam trochę większą ilość pracy w nadchodzących miesiącach i po prostu nie widzę tego całego załatwiania, bo usługodawcy jakoś nie bardzo chcą się kontaktować po nocach, a mi właśnie w nocy wszystko się przypomina… PM jeszcze tego nie wie, ale najprawdopodobniej ostatnie, najbardziej stresujące przygotowania, spadną w większej części na niego ;) Ciekawe, czy się ucieszy!

Ale ostatni miesiąc miał też kilka zrealizowanych punktów :) Przyszły moje piękne, cudowne buciki! Od kiedy zobaczyłam je gdzieś w gąszczu internetowych inspiracji, zakochałam się w ich błękitnym kolorze i nie mogłam przestać o nich myśleć, tylko one pasowały do mojego wyobrażenia własnej nogi jako nogi panny młodej. Jak tylko udało mi się namierzyć, jakiej są firmy, przeszukiwałam internet w poszukiwaniu sklepu, gdzie mogłabym je kupić… I znalazłam, ale tylko w rozmiarze 36 i 40, a potrzebowałam 37. Po krótkim czasie bicia się z myślami postanowiłam zaryzykować kupno mniejszych – a nuż się uda trafić. Przyszły po trzech dniach i otwierałam je z akcją serca jak podczas joggingu ;) Pasują! To musi być przeznaczenie! W dodatku po moim zamówieniu okazało się, że wykupiłam już ostatnie 36, w tej chwili chyba nie można ich dostać nigdzie w sieci :)

Dotarł też wianek :) A przysłano go do mnie z… Grecji! Może nie był najtańszy, ale przejrzałyśmy z mamą chyba milion stron ze sztucznymi wiankami i ten totalnie zdeklasował konkurencję. Do tego doszło kilka kieliszków wina u przyjaciółki, które zniwelowały wątpliwości i zakupy zrobione ;)

Z kolei podczas przerwy w pracy postanowiłam, że zamiast bolerka będę miała błękitną skórzaną kurtkę i zgodnie z dotychczasową tradycją robienia bardzo przemyślanych zakupów ślubnych – znalazłam zaraz taką używaną na allegro i ją zalicytowałam ;) Druhny mówią, że przesadzam i mam natychmiast kupić sobie klasyczny biały szal jako okrycie, ale PM po raz kolejny przesądził sprawę i stwierdził, że to właśnie jest mój styl, kurtka musi być i koniec.

I wiecie co? Wygląda na to, że tym samym swój outfit mam skompletowany! Teraz bierzemy się za Grzesia. Pierwszy element stylizacji dostał ode mnie jako prezent walentynkowy (to znaczy miał być to upominek, który dam mu podczas kolacji walentynkowej, ale oczywiście nie wytrzymałam i dałam mu go zaraz po otwarciu przesyłki). Spinki do mankietów koszuli ze zdjęciem jego ukochanej lokomotywy :) Znowu spotkaliśmy się z kilkoma krytycznymi opiniami, bo kolej koleją, a elegancja elegancją, ale… No co, jesteśmy niepoprawną parą młodą!

I mam nadzieję, że będziemy tacy niepoprawni przez całe życie :)

środa, 9 listopada 2016

Wszystko co warto wiedzieć o podaniu tortu ;)

Tort, jeden z tradycyjnych elementów. Zazwyczaj ingerencja Par Młodych w ten temat kończy się na wyborze kształtu, dekoracji i smaku tortu, a… ja powoli zagłębiając się w tajniki ślubów i wesel odkrywam, że to dopiero początek. Uwierzcie, że mnie także zaskoczyło ile uwagi może wymagać zwykły tort ;)

Godzina podania
Która jest najlepsza? To zależy od Waszego podejścia i tego czym ma być tort. Formą deseru? Najlepiej podać go wcześniej, np. po pierwszym tańcu i pierwszym bloku tanecznym. Atrakcją z racami? Najlepiej, gdy jest już ciemno. Ma być zjedzony? Im wcześniej, tym lepiej. Idealnie, gdy nie jest to później niż o 22. A może jego podanie ma być oficjalnym zakończeniem wesela? To jedna z prostszych decyzji, które przed Wami ;)
Uprzedźcie obsługę, że tort powinien pojawić się na sali zgodnie z planem, ale koniecznie w chwili, gdy na sali jest obecna Para Młoda.

Podanie
Zauważyliście jak najczęściej tort pojawia się na sali? Wjeżdża na wózku. Bardziej lub mniej w stylu szpitalnym, z rączkami, które czasem kelnerzy zakryją obrusem, a czasem nie. Często w towarzystwie talerzy. Czy wygląda to estetycznie? Zdecydowanie nie. Dlatego, jeśli nie organizujecie bardzo dużego wesela, polecam rozważenie opcji wniesienia tortu przez kelnera (jeśli planujecie "wielkie wejście tortu") lub jego wwiezienie i ustawienie w odpowiednim miejscu (nie na wózku!) jeszcze bez uwagi publiczności. A talerze zawsze można ustawić w innymi miejscu lub schować pod ewentualnym stolikiem.

Dodatkowe atrakcje
Planujecie, aby na torcie paliły się race? Poproście obsługę o zapalenie ich w odpowiednim momencie, aby mogły we właściwym momencie (przy Parze Młodej) palić się wystarczająco długo.
Nie chcecie rac? Koniecznie o tym sale powiadomcie, bo może spotkać Was niespodzianka ;)
A może wolicie dodatkowe efekty świetlne lub dym?
Chcecie mieć wbity w tort cake topper, ustawioną na szczycie figurkę itp.? Poproście zaufaną osobę, aby chwilę przed wyjazdem tortu sprawdziła czy wszystko wygląda zgodnie z planem.

Piosenka
Serio. Ja osobiście o tym nawet nie pomyślałam, ale… normą jest, że wybiera się piosenkę do podania tortu. O słodyczach, słodkiej miłości lub życiu? Wg mnie najlepiej wybrać jakąś fajną i lubianą przez Was, bez sweet tekstów.

Zdjęcia
Wszystkie pary inwestujące w fotografa chcą mieć ładne zdjęcia, także z tortem. Jeśli macie już dobrze podany i wyglądający tort, to pozostaje kwestia ludzi, który do tego tortu będą się garnąć. Obsługi kelnerskiej, która gotowa do krojenia będzie stała za Waszymi plecami i gości, którzy zainteresowani do tortu podejdą ze swoimi telefonami. Fajnie (dla zdjęć i filmu!), gdyby ich nie było (pierwszych wcale, drugich w nadmiarze) ;)

Przebieg procedury krojenia ;)
Już dobrze się bawicie? Zastanówcie się czy chcecie (możecie nie chcieć) kroić tort i dla kogo? Tylko dla siebie? Także dla rodziców? Wyboru szerszych opcji nie polecam. Planujecie karmić się tortem? Chcecie jeść go sami (w ramach "widowiska") czy może już w towarzystwie części gości? A może macie kaprys, aby tort podawać gościom samodzielnie (nie polecam, lepiej i Wy czujcie się jak goście, wyjątek możecie zrobić jedynie dla rodziców)? Uprzedźcie o tym obsługę.

Chwilowo to wszystko. Choć prawdopodobnie o czymś jeszcze nie wiem ;)

niedziela, 21 lutego 2016

3 miesiące do ślubu czyli robi się poważnie, ale wciąż nierealnie [Dagmara]


Trzy miesiące do ślubu, równe 90 dni. Nie wiadomo kiedy i nie wiadomo jak, ale liczba pozostałych dni do ślubu zrobiła się dwucyfrowa. A przecież ona zawsze była trzycyfrowa! Wiecie ile dni było do ślubu w dzień naszych zaręczyn? 973! Przecież to jest jakiś kosmos. ;) Nie żebym już wtedy odliczała, ale teraz z ciekawości sprawdziłam. ;)

Trzy miesiące do ślubu i tylko miesiąc do kalendarzowej wiosny, której wyczekuje jak nigdy. W tym wszystkim najśmieszniejsze jest to, że czasu coraz mniej, naprawdę robi się poważnie, a do mnie wciąż nie dociera, że ten ślub jest mój. Wszystko organizujemy, załatwiamy, skreślamy poszczególne punkty z listy spraw do załatwienia, ale nadal nie potrafię sobie wyobrazić siebie w białej sukni, nas przed ołtarzem i tego, że to właśnie nam wszyscy będą tego dnia składać życzenia. 

Co załatwiliśmy przez ten miesiąc?

- podziękowania dla gości – mamy pomysł, mamy już nawet część potrzebą do zrealizowania tego pomysłu zakupioną, a końcowym przygotowaniem podarunków zajmiemy się już bliżej ślubu.

- buty – tak, kupiłam buty! Wielki kamień z serca, bo zakupy nie są moją ulubioną czynnością, a kupienie butów na obcasie to już naprawdę dla mnie nie lada wyzwanie. Do tej pory od jakiś sześciu lat wszelkie okazje obchodzę w moich studniówkowych szpilkach. Naprawdę! :P I przyszła ta chwila gdy po tylu latach chcąc nie chcąc musiałam kupić nowe. ;) Co więcej cały proces zakupu przebiegł ekspresowo i bezboleśnie. Nie wiem czy tak zachowuje się typowa panna młoda, ale ja swoje buty do ślubu zakupiłam w pierwszym odwiedzonym sklepie na szybkiej przerwie w pracy. Nie dość, że był to pierwszy sklep to były to jeszcze pierwsze przymierzone buty. ;) Zdecydowałam się na obcas 6cm ponieważ nie jestem przyzwyczajona do chodzenia w wysokich butach, a chciałabym wytrzymać w nich do rana. 

- tort, ciasta oraz słodki stół – ustaliliśmy smak i wygląd tortu oraz zdecydowaliśmy się na skromną wersję słodkiego stołu. Ograniczamy przez to ilość tradycyjnych ciast na stołach, ponieważ nasz budżet nie jest już w stanie się magicznie rozciągnąć. ;) 

- rozdawanie zaproszeń – można by rzec, że właściwie skończyliśmy. Zostały nam dwa zaproszenia dla przyjaciół, którzy już i tak wiedzą, że są zaproszeni, a w najbliższym czasie się z nimi spotkamy. Dostaliśmy też już trochę potwierdzeń przybycia na wesele i to nawet od tych, od których spodziewaliśmy się, że nie dadzą rady być z nami. Jestem bardzo mile zaskoczona, bo zapowiada się, że będziemy mieli bardzo mało odmów. 

- formalności – tu też o dziwo, mimo braku czasu, idzie nam całkiem sprawnie. Byłam już u księdza w moim rodzinnym kościele po zgodę na ślub w innej parafii, odebraliśmy też nasze świadectwa chrztu, dokumenty z USC również załatwione. Odbyliśmy także niedawno poradnie rodzinną. Pozostało umówić się do księdza na spisanie protokołu. 

- obrączki –  zamówiliśmy obrączki i to jest chyba rzecz, która najbardziej mnie cieszy w tym miesiącu. Po tym jak odwiedziliśmy z PM naprawdę chyba wszystkich jubilerów i zmierzyliśmy milion obrączek, traciłam wiarę w to, że w końcu coś zamówimy i już sobie żartowałam, że będziemy pożyczać obrączki na ślub. ;) Niby od początku podobał nam się ten sam typ i nie chcieliśmy niczego wymyślnego, a jednak mieliśmy nie mały problem z ostateczną decyzją. W rezultacie obrączki zamówiliśmy u złotnika dając w rozliczeniu złoto, które otrzymaliśmy w prezencie. Część kwoty oczywiście będziemy musieli dopłacić, ale wyjdzie nam to dużo korzystniej niżeli kupowanie obrączek u jakiegoś sieciowego jubilera. 

Jak widać idziemy małymi krokami do przodu. ;) Choć mam jakieś dziwne wrażenie, że choć spraw załatwionych przybywa to lista rzeczy, które przed nami wciąż jakoś nie chcę się skrócić. Co nas jeszcze czeka? Krótki kurs tańca, podziękowania dla rodziców (Strasznie męczy mnie ten temat i nie potrafię wymyślić niczego co byśmy naprawdę chcieli zrobić. Pojawił się u nas ostatnio jeden pomysł, ale też nie wiem jak to wyjdzie i czy uda nam się go zrealizować.), zamówienie papeterii ślubnej, próbny makijaż i fryzura, ustalenie menu, spisanie protokołu, zapowiedzi, sesja narzeczeńska i co najważniejsze – cały strój PM. Poza tym pewnie jeszcze cała masa innych mniej ważnych rzeczy do dogrania. ;)

Stresu nie ma, nie denerwuje się, ale przyznaje, że robię się coraz bardziej podekscytowana. Niesamowicie się cieszę na ten dzień, na ten ślub i na to, że to właśnie ten mężczyzna zostanie moim mężem. Dużo uśmiechu na mojej twarzy wywołuje ten zbliżający się maj. Cieszę się niesamowicie też na coś co ma nastąpić już na początku marca i nie ma nic wspólnego z naszym ślubem. ;)