środa, 17 czerwca 2015

Szpaler ślubny

Jeśli oglądacie transmisje sportowe, bywacie na ślubach sportowców lub mundurowych (wojskowych, strażaków, policjantów, itd.), to z pewnością niejednokrotnie widzieliście robiące wrażenie szpalery. Jeśli nie, to dziś pokażę Wam, że to świetny pomysł :)

Co to jest szpaler?
Najprościej mówiąc jest tu ustawienie grupy ludzi w dwa równoległe szeregi tworzące korytarz służący jako przejście podczas różnych uroczystości. Na ślubach tym korytarzem idzie Para Młoda, a korytarz jest specyficznie ozdobiony. 

Jak ozdobić, z czego zrobić?
Ze wszystkiego co przyjdzie Wam do głowy, co jest ładne lub w wersji doskonałej: związane z Wami i Waszymi zainteresowaniami. Ja jestem wielką fanką szpalerów z motywami sportowymi, zrobionych z nart, rakiet do tenisa, kijów bejsbolowych, kasków... Do stworzenia szpaleru często wykorzystuje się także elementy przewodnie ślubu i wesela np. różdżki przy Harry'm Potterze czy świetlne miecze przy Gwiezdnych Wojnach. Nieposiadającym pasji, które można w takim szpalerze wykorzystać, pozostaje zdanie się na kwiaty (mnie osobiście się nie podobają), balony lub zimne ognie (idealne na śluby, które odbywają się popołudniami i wieczorami w jesienno-zimowych miesiącach lub te z których Para Młoda "ucieka" w podróż poślubną).

Po co?
Możemy uznać to za formę dekoracji i personalizacji ślubu i wesela. To także sposób na podzielenie się z gośćmi pasjami Pary Młodej, świetna alternatywa dla ogromnie popularnego konfetti (fani konfetti zawsze mogą jego rozsypanie połączyć ze szpalerem) i okazja do wyjścia z kościoła/USC lub wejścia na salę weselną w otoczeniu rzeczy i ludzi, których się uwielbia :)





pearleventsaustin


fis-ski


telegraph


Łukasz Gładki (Smooth)


publimetro


onewed


matthewdruin
Więcej pomysłów znajdziecie na moim pinterescie.

wtorek, 16 czerwca 2015

O ślubnych przygotowaniach, czyli nie musisz oszaleć z radości

blackbridalbliss
Panna Młoda powinna być szczęśliwa do granic możliwości, skakać z radości na myśl o wizycie w salonie sukien ślubnych, ekscytować się każdym najmniejszym wyborem... Nie masz tak? Może dla świata jesteś dziwna, ale ja Cię bardzo lubię ;) 

Ślub jest uważany za jedno z najważniejszych i najpiękniejszych wydarzeń w życiu. W teorii... To zazwyczaj jedyny dzień w życiu dorosłego człowieka, gdzie jesteś w centrum zainteresowania tłumu ludzi. To dzień, który zmiana Twój stan cywilny i status. To dzień w którym w oczach społeczeństwa "doroślejesz", bardziej niż kończąc 18 lat. To dzień, który musisz perfekcyjnie przygotować, bo będziesz go pamiętać do końca życia...
To dzień, którego z każdego z wyżej wymienionych powodów, możesz mieć dość :) I to zupełnie normalne :)

Nie musi kręcić Cię kupowanie sukni ślubnej
Nie musisz mieć ochoty wędrować po stu salonach sukien ślubnych, nie musisz mieć potrzeby posiadania wsparcia psychicznego i grupy doradców (pozdrawiam dziewczyny, które kupowały suknie samodzielnie!), nie musisz mieć frajdy z ich mierzenia, rozpłakać się na widok wybranej i poczuć, że "to ta jedyna", nie musisz cieszyć się każdą przymiarką i myślą o przywiezieniu jej do domu.
Dla mnie sukienka, ta długa, była najtrudniejszym ślubnym wyborem i do dziś nie umiem sobie wyrazić, że w jakiejś mogłabym się zakochać (a w ubraniach zakochuję się często). Była najprościej i najwłaściwiej kupioną rzeczą, bo musiała być ;)

Nie musisz być perfekcyjna, kreatywna i oryginalna
Nie musisz wyglądać jak gwiazda, a nawet więcej: jeśli nie chcesz, to nie musisz się tak czuć. Nie musisz pić, nie musisz tańczyć, nie musisz się uśmiechać, nie musisz całować się na zawołanie. Nie musisz dbać o wszystkie detale, nie musisz zadowalać każdego gościa, nie musisz mieć najpiękniejszego w mieście/województwie/Polsce/na świecie wesela. Nie musisz robić nic na co nie masz ochoty, nawet, albo zwłaszcza na własnym weselu :)

Nie musisz mieć najpiękniejszego dnia w życiu i w jego istnienie wierzyć
Ostatnio, pewna bliska osoba spytała mnie jak to jest z tym "najpiękniejszym dniem w życiu". Czy jest najpiękniejszy, najważniejszy, wyjątkowy? Byłoby mi bardzo przykro, gdyby taki był ;) Miałam wiele piękniejszych i ważniejszych dni w życiu i planuje mieć ich jeszcze więcej. Moja odpowiedź brzmiała: "Był wyjątkowy, tego mu nie można odebrać, ale o wiele piękniejsze były np. wszystkie dni spędzone na wycieczkach, razem z PM.". Taka prawda :)

Nie musisz oszaleć z radości
Nie musisz żyć tylko i wyłącznie ślubem, myśleć o nim 24h na dobę, także śpiąc. Nie musisz każdemu opowiadać o swoich przygotowaniach, fundować światu pisków ekscytacji i metrowych podskoków radości. Ile osób, tyle temperamentów i osobowość. I to wcale nie oznacza, że nie jesteś szczęśliwa :) Flegmatyczki też biorą śluby ;)

Możesz mieć dość przygotowań do ślubu
Możesz narzekać, możesz mieć dość bieganiny, presji otoczenia, miliona spraw do załatwienia, możesz żałować wyborów, możesz czuć się potwornie zmęczoną i powiedzieć o tym światu. Masz do tego prawo :)
Prawda jest tak, że świat i branża ślubna o niebo lepiej reagują na ślubnych entuzjastów. Z nimi chcą pracować, im chcą pomagać, ale... jeśli taka nie jesteś, to nie musisz być. Marudy i sceptyczki też dają radę ;)

Możesz mieć dość faktu, że dla całego świata ślub jest najważniejszym wydarzeniem z Twojego życia
Bo jak to tak... Bronisz tytuł magistra, dostajesz się na studia doktoranckie, budujesz dom, awansujesz lub zwyczajnie: świętujesz urodziny, idziesz na obiad do dziadków... A wszyscy dookoła dostrzegają tylko Twój "ślub", on jest dla nich najważniejszych wydarzeniem i Twoim sukcesem. Toż to parodia, prawda? ;)

Możesz mieć inne priorytety
Jeśli powiesz mi dziś, że wolisz wydać 6 tysięcy na wakacje w Hiszpanii, zamiast na suknię ślubną, to powiem Ci, że to rewelacyjny wybór. I nie dlatego, że mnie podróże kręcą, ale dlatego, że "Ty wolisz".

Czy to dziwne? Ależ skąd. Mnie dziwi (tak jak dziwić może ktoś kogo pasje się rozumie/docenia, ale nie podziela) każdy kto o ślubie i weselu myśli dłużej niż rok i nie ma tego dość, kto nie odczuwa zmęczenia tematem i nie powie "jak bardzo chciałabym, a było już po, odliczam dni do świętego spokoju". Każda Panna Młoda ma prawo być zmęczona i bardziej niż o ślubie fantazjować o spokojnym lub ekscytującym świecie już po :)

Masz dość, a jeszcze tyle przed Tobą?
Odpocznij, nie myśl i nie rozmawiaj z nikim o ślubie i weselu, postaraj się oderwać od przygotowań (wyjedźcie z narzeczonym gdzieś!), olej to na co nie masz wpływu (bo masz tylko na to co zależy od Ciebie, nie od innych ludzi) i... odliczaj do dnia po ślubie. Bo w tym całym bałaganie właśnie o ten dzień chodzi :)

P.S. Sprawdzone na własnej skórze. Polecam, NPM ;)

poniedziałek, 15 czerwca 2015

O czym warto pamiętać po ślubie, czyli mała lista obowiązków :)

Alpine Image Co Professional Photography

To co najpiękniejsze już za nami... Tradycyjnie, to zdanie, które uznajemy za bzdurę :) Po jest tak fajnie, że nawet lista rzeczy o których trzeba pamiętać po ślubie jest o niebo przyjemniejsza od obowiązków sprzed "Wielkiego Dnia" ;)

Co warto lub trzeba zrobić niedługo po ślubie?

Zapłacić za usługi, oddać wypożyczone rzeczy i wystawić referencje
Im szybciej, tym lepiej i wygodniej. Fajnie wszystkie opłaty mieć z głowy i ze spokojnym sumieniem oszczędzać/wydawać na inne cele i marzenia.
Wszystkie wypożyczone dekoracje oddajcie, a zakupione schowajcie, zutylizujcie lub przygotujcie do sprzedaży.
Jeśli tylko lubicie doceniać i chwalić ludzi (ja lubię, nawet obcych na ulicy), to postarajcie się napisać referencje dla osób, które dbały o dzień Waszego ślubu i wesela. Najlepszych warto doceniać i polecać :)

Spotkać się z kamerzystą i fotografem
Omówcie szczegóły dotyczące wyboru/wyglądu zdjęć/filmu, albumów ślubnych, sesji poślubnej, itp. 

Oddać suknię ślubną i garnitur do czyszczenia/naprawy
Koniecznie - w wersji dla wybitnie leniwych: nie później niż 6 miesięcy po ślubie, ale jak zawsze: im szybciej, tym lepiej. 
1) Zadbajcie o to, aby zaszyć wszystkie dziury i rozdarcia. 
2) Skorzystajcie z usług pralni, która specjalizuje się w tego rodzaju praniu i dobierze odpowiednie środki chemiczne, nie niszcząc Waszych kreacji. 
3) Znajdźcie wygodne (chłodne, suche) miejsce na ich przechowywanie, a później zastanówcie się co z nimi zrobić (propozycje na poradzenie sobie z suknią).

Wymienić dokumenty
Krótką listę dokumentów, które musicie wymienić po zmianie nazwiska i miejsc, które musicie o tym fakcie powiadomić znajdziecie tu. Jeśli nie mieliście do tej pory okazji, to porozmawiajcie o tym jak planujecie się rozliczać z podatków, czy będziecie posiadali wspólne konto bankowe (tylko wspólne? tylko oddzielne?), ewentualnie omówić kwestie współwłasności, spadkobierców, ubezpieczeń, testamentów.

Wysłać podziękowania dla gości
Możecie wysłać kilka rodzajów podziękowań i wybór najwłaściwszego należy do Was. Mogą to być podziękowania za przybycie, za konkretne prezenty (jeśli były podpisane lub pamiętacie co od kogo dostaliście). O tym jak (oficjalnie) powinny wyglądać przeczytacie tu. Do każdego z takich podziękowań możecie dołączyć pamiątkowe zdjęcia i/lub płytę z filmem.
My właśnie jesteśmy na etapie ogarniania najlepszego druku dla gazety oraz okładek na płyty ze zdjęciami :)

Wysłać powiadomienia o ślubie 
Zawiadomienia o zawarciu związku małżeńskiego, zmianie nazwiska, nowym adresie do korespondencji powinni otrzymać wszyscy, których z rozmaitych powodów (np. kameralne wesele) nie mogliście zaprosić na ceremonię, a których o tym ważnym dla Was wydarzeniu chcecie poinformować. Część z wymienionych tu informacji (adres, nazwisko) można przesłać także w podziękowaniu gościom, którzy na weselu byli.

Zbierać zdjęcia, kupić albumy ślubne
Poproście swoich gości o to, aby podzielili się z Wami zdjęciami, które robili w dniu ślubu i wesela. Tu obowiązuje zasada: im więcej, tym fajniej :)
Wybierzcie albumy (dla siebie, dla rodziców, dziadków, chrzestnych, dowolnych bliskich), rozplanujcie ułożenie zdjęć, zamówcie... i cieszcie się ich nieustannym oglądaniem :)

Pojechać na sesję poślubną 
Jedna z najprzyjemniejszych rzeczy po ślubie :)
My z PM cierpimy na chroniczny brak czasu (nie ma go ani na wyjazd, ani na szukanie promocyjnych lotów) i lekkie niezdecydowanie (czyt. zapewne będzie tak jak z wakacjami, na które zawsze jeździmy nie tam, gdzie pierwotnie zaplanowaliśmy).
Gdzie Wy się wybieracie? Na sesję i w podroż poślubną?

Pojechać w podróż poślubną 
I oto najprzyjemniejsza z rzeczy w całym ślubno-weselnym bałaganie - u nas... nasz... mój Meksyk :) Byle do zimy, byle z realizacją przynajmniej jednego z dwóch meksykańskich celów :)
P.S. Z Raffaello i Itaką można wygrać wakacyjny wyjazd.Polecam Wam zerknięcie na ich konkurs, bo... okazję są od tego, aby je łapać i "a nuż się uda" ;)

Korzystać z życia :)
Pamiętacie szaloną radość Kevina, gdy uświadomił sobie, że jego rodzina zniknęła i został sam w domu? Dokładnie tak wyglądała moja reakcja na myśl "już po ślubie, będę żyć, będę podróżować, będę wydawać pieniądze (nawiasem mówiąc: jak tylko urządzimy mieszkanie).". Jest pięknie, wiec jeśli już macie taką możliwość, to korzystajcie z tego na całego :)

wtorek, 9 czerwca 2015

Relacja z wesela cz. 1 - Weselny Drink Bar

Weselny Drink Bar
Podobno podstawą dobrego wesela są jedzenie, picie i tańce. Ja sceptycznie podchodziłam do każdego z tych trzech punktów i każdy potrzebowałam, leciutko, zmodyfikować pod siebie. Szukałam alternatyw dla tańca, dla jedzenia, którego nie jadałam, dla wszechobecnej na polskich weselach wódki... I przyznam, że z tym ostatnim, dzięki Weselnemu Drink Barowi, poszło najłatwiej :)

Analizując swoje (i niepoprawnych gości) potrzeby żywieniowe na weselu, opierając się na tym, że na weselach jem jedynie to co słodkie, owoce i piję nałogowo soki, byłam przekonana, że na swoim weselu chcę mieć koktajle i drinki. Świetnie wyglądające, dobrze smakujące i na zawołanie - także bezalkoholowe.
Przeglądając oferty różnych firm natrafiłam na fanpage'a Weselnego Drink Baru i tym sposobem poznałam najsympatyczniejszego "konserwatora podniebień" w Polsce - Radka :) W 1,5 roku zdążyliśmy rozmawiać o potencjalnych współpracach, ja zaproponowałam mu wywiad na bloga (wydał się doskonały na początek), przeżyliśmy wirtualnie dwa śluby (jego i mój) i dostałam propozycję współpracy barterowej: usługa Weselnego Drink Baru na moim weselu w zamian za relację na blogu. Wiedziałam, że tak czy inaczej ich chcę, więc nie mogłam się nie zgodzić. I oto efekty w 4 punktach :)

Dlaczego, czysto subiektywnie, warto było mieć na weselu Drink Bar?

1. Mój punkt numer jeden będzie drastycznie różnił się od opinii 99% społeczeństwa, które doceniłoby na pierwszym miejscu coś innego (zapewne punkt nr 2 i 4). Będzie nastawiony tylko na mają nietypową osobę :)
Zapewne gdzieś między wierszami wyczytaliście, że nie piję alkoholu. Z prostego powodu: nie smakuje mi. Przez kilkanaście lat nauczyłam się skutecznie odmawiać wszystkim częstującym mnie, wyskakującym z "ale ze mną się nie napijesz?" i "nawet za swoje zdrowie nie wypiszesz, na własnym weselu?". Skuteczność odmów nie zawsze była jednak równoznaczna z grzecznym i sympatycznym powiedzeniem "nie", a bardzo często z pozbywaniem się natręta "dosadnymi" tekstami. Przy trzeciej odmowie robiłam się wyjątkowo niemiła.
Troszkę obawiałam się tego na swoim weselu. Panna Młoda nie powinna być przecież wredna dla wszystkich gości ;) Samą mnie bardzo zaskoczyło to jak rewelacyjnie czułam się mogąc powiedzieć "nie nalewajcie mi, przyniosę swojego (bezalkoholowego - nawiasem mówiąc) drinka" i nie musząc po raz pięćdziesiąty tłumaczyć dlaczego nie piję i dlaczego alkohol, podobnie jak syropy, mi nie smakuje. Dla takiego komfortu psychicznego wszystkich niepijących - WARTO!

2.  Radek z Weselnego Drink Baru, w wywiadzie, który z nim przeprowadziłam, był pewien, że wódki na weselu z barmanami pójdzie mniej. Brzmiało to dla mnie wiarygodnie, ale... to jak wyszło w praktyce zaskoczyło wszystkich, na czele z panikującymi, że tej wódki będzie za mało, naszymi ojcami.
Na weselu z barmanami, z bimbrem przy wiejskim sole, z winami (których nikt nie pił)... nie poszła nam nawet połowa zakupionej wódki (liczone było 0,5l na osobę + jakieś drobne gratisy dla osób niepijących). W finale prawie każda z rodzin dostała po butelce na wyjście, PM po powrocie do pracy obdarował połowę firmy, a resztę nasze rodziny będą piły przez najbliższe 5 lat ;)

3. Z pozoru drobnostka, ale to coś czego nie mogę nie docenić. Barmani byli (mam nadzieję, że tuż za mną i PM) najlepiej ubranymi ludźmi na weselu :) Należę do osób, które mają małego hopla na punkcie właściwego wyglądu, a oni ten egzamin zdali celująco. Z czystą przyjemnością na nich patrzyłam :)

4. Za co można pochwalić barmanów? Słuchając gości z PM wyłapaliśmy: "Za "magiczne" tworzenie drinków" (osobiście patrzyłam z zazdrością, sama też bym tak chciała umieć), "za sympatyczną rozmowę", "za miny przy pracy" (uwielbiam!!!), "za pyszne drinki"...
Od PM: "za to, że go goście pochwalili, że tak super wybrał" ;) Ode mnie dodatkowo: "za zadowolenie gości" i "za każde zaskoczenie".
Za to, że mój sceptycznie podchodzący do wszystkiego czego jeszcze nie widział na weselach tata, widząc kolejki powiedział, że to był świetny pomysł :) 
Za to, że PM po dyskusji z chłopakami zza baru stwierdził, że branża ślubna jest bardzo sympatyczna (PM to typ podchodzący do kontaktów międzyludzkich z dystansem), a on żałuje, że wesele nie trwało 10 godzin dłużej (za kogo ja wyszłam? ;)), bo nie zdążył się napić wystarczającej ilości drinków i mam chłopaków na blogu wychwalić pod niebiosa, bo on jest z nich ogromnie zadowolony :)
Za to, że mój nastoletni, ulubiony gość (ten który sprawił, że było mi niesamowicie miło słysząc jego czytanie w kościele), nie nudził się na weselu, bo non stop stał w kolejce po drinki (jego mama naliczyła mu kilkanaście) :)

Jeśli jesteście zainteresowani Weselnym Drink Barem, macie pytania czysto organizacyjne, to odsyłam do wywiadu z Radkiem (klik). Każde inne lub te na które nie znajdziecie odpowiedzi, możecie zadać pod tym wpisem.

Na blogu w najbliższym czasie pojawi się kilka tekstów podsumowujących i opisujących to z czego na swoim ślubie i weselu byłam najbardziej zadowolona i co śmiało mogę Wam polecić. Chwilowo każdy z wpisów będzie opublikowany z roboczym zdjęciem, a potem uzupełniony o te właściwe. Teraz cierpliwie (pamiętajcie :)) czekamy na najpiękniej zrobione zdjęcia w Polsce ;)

niedziela, 7 czerwca 2015

Galeria Niepoprawnych Panien Młodych: Martyna

Historia Martyny:
Dziś, gdy już od ponad pół roku jestem szczęśliwą Niepoprawną Żoną postanowiłam wrócić pamięcią do tych pięknych chwil :)
Aby w pełni omówić naszą „nietypowość” musimy się cofnąć w czasie o jakieś 10 lat,  kiedy to zaczęła się nasza historia. Adam rodowity białostoczanin, ja – poznanianka. Adam lat 18, ja 17. Nasze drogi spotkały się w Górach Stołowych. Można by rzec: klasyczna „wakacyjna miłość”. Dwa tygodnie młodzieńczych szaleństw, każde z nas wróciło do swoich domów.
Zostały piękne wspomnienia i … dzielące nas 500 km. Po roku znajomości i kolejnym wakacyjnym spotkaniu postanowiliśmy, że na przekór wszystkim przeciwnościom losu będziemy razem! I tak kursowaliśmy do siebie przez 7 lat i jak to w życiu - bywało lepiej i gorzej. Teraz, gdy od trzech lat mieszkamy ze sobą nie wiem jak wytrzymaliśmy tą rozłąkę, ale wiem jedno – dzięki temu bardzo doceniamy każdą chwilę w której jesteśmy razem.
I tak też po siedmiu latach kursowania na trasie Poznań – Białystok ulokowałam się na końcowym przystanku tej podróży. Towarzyszyły temu skrajne emocje - z jednej strony nieopisana radość, że w końcu jesteśmy na 100% razem, z drugiej całe moje dotychczasowe życie zostało w Poznaniu. Czego się nie robi z miłości! A tęsknota za rodziną i przyjaciółmi? Żyjemy w XXI wieku! Życie co prawda zweryfikowało niektóre znajomości, ale z rodzicami rozmawiam częściej niż kiedy mieszkaliśmy pod jednym dachem :) A Adam w związku z tym, że swoje życie towarzyskie w Białymstoku budowałam od podstaw, poza przyjacielem stał się również moją przyjaciółką, jakkolwiek by to nie brzmiało :D
Do rzeczy!
Zdecydowaliśmy, że ślub weźmiemy w Białymstoku, czyli „niepoprawnie” porzuciłam swoją rodzimą poznańską parafię :) Uznaliśmy, że organizacja wesela na odległość może być problematyczna. Chociaż organizacja na miejscu również okazała się nie lada operacją logistyczną - cała moja strona to goście przyjezdni, praktycznie z każdej strony Polski :) W toku przygotowań musieliśmy podjąć jeszcze jedną ważną decyzję, w związku z tym, że Adam jest prawosławny pozostawała kwestia: ślub w Kościele czy ślub w Cerkwi. Stanęło na drugiej opcji :) z której oboje byliśmy szalenie zadowoleni, zarówno od strony formalnej (procedura - nauki i zaświadczenia ograniczone do niezbędnego minimum), jak i symboliki ceremonii zaślubin – polecam się zapoznać, bo długo by tu pisać.
Wesele zaczęło się na dobrą sprawę dwa dni przed właściwym terminem :) Wtedy też przyjechali moi rodzice i świadkowie (podczas ślubu w Cerkwi każde z małżonków ma swoją parę świadków). W związku z tym, że zarówno ja jak i moja przyjaciółka - świadkowa jesteśmy florystykami oprawa kwiatowa ślubu i wesela była szczegółowo zaplanowana. Wraz z Asią z Poznania przyjechał cały samochód kwiatów :) W środę po obiedzie u moich teściów goście udali się do hotelu przy Sali weselnej.  My musieliśmy jeszcze szybciutko udać się na spotkanie z zaprzyjaźnionym fotografem, by nakręcić krótki filmik do podziękowań dla rodziców. Potem popędziliśmy na salę, żeby pomóc Asi w przygotowaniu dekoracji. Już po tamtym wieczorze wiedziałam, że mogę być spokojna o obsługę naszego wesela. Siedzieliśmy z moją mamą, świadkami i przyjaciółmi w oranżerii wijąc wianki na żyrandole, a przemiła kelnerka przynosiła nam co rusz jakieś smakołyki :). Do późna „instalowaliśmy” dekoracje na Sali.
Czwartek był równie pracowity: odbiór prezentów dla gości – małych sękaczy. Wizyta u kosmetyczki. Wizyta w Cerkwi wraz z rodzicami i świadkami, gdzie przeprowadziliśmy niejako „próbę”  ceremonii, a Kapłan pięknie wytłumaczył wszystkim, tak jak nam na spotkaniu w ramach nauk przedmałżeńskich, symbolikę całej ceremonii. Wieczorem znów wizyta na Sali, rozstawianie winietek i pozostałej poligrafii ślubnej. Witanie kolejnych przyjezdnych gości. Znów późny powrót do domu, ale na pełnym luzie, bez obaw o niewyspanie itp.  Jedyne co nas martwiło to pogoda, cały dzień mżył deszcz, było szaro- buro! Pozostała szybka lista rzeczy do zrobienia „na jutro” i spać.
I w końcu nastał ten dzień. Po przebudzeniu przywitało nas słońce! Byliśmy tak pozytywnie nakręceni, że jakoś nie było czasu na stres. Moim największym zmartwieniem było to żeby w tym wszystkim nie zapomnieć o jedzeniu. Ale nad tym dzielnie czuwała Asia z moją Mamą. No i się zaczęło… Adam zajął się przygotowaniem naszego ślubnego auta, a ja? Fryzjer, oczekiwanie na makijażystkę w domu, szybka kawa z Mamą i malowanie. Gdy w domu znów pojawiła się moja świadkowa w 100% gotowa, a Mama pojechała do hotelu się przebierać, to był znak, że trzeba się pomału szykować. Z racji tego, że przygotowywaliśmy się oboje w mieszkaniu teściów,  w szczytowym momencie w domu było tłoczno. Czas zaczął płynąć kilka razy szybciej niż zazwyczaj. Pojawił się fotograf, ja ze świadkową przygotowywałam się w jednym pokoju, Adam ze swoim świadkiem w drugim. Nadszedł czas na Błogosławieństwo. I tu spore zaskoczenie! Byłam święcie przekonana, że to moja Mama zaleje się łzami, a razem z nią ja, a tu niespodzianka – jako pierwszy wystąpił mój Tata, powiedział jedno słowo i zeszkliły mu się oczy i załamał głos, chyba dlatego, że oddawał  swoją jedyną córeczkę ;). Tu niespodzianek koniec bo wraz z nim popłakałam się i ja. Ale dzielnie wspierał mnie chrześniak Adama, dwuletni Kubuś, który całe Błogosławieństwo stał obok mnie i dzielnie trzymał za rękę! Bardzo doceniam jego wsparcie :)
Najśmieszniejszym momentem „przedślubnym”, który często wspominamy jest przejazd z domu do Cerkwi. Mieliśmy do pokonania niecałe 2 kilometry, a udało się stworzyć ciekawą historię! Wsiadając do samochodu Adam poczuł potrzebę spożycia miętówki/gumy,  jego świadkowa poczęstowała go Mentosem, jako dobry mąż wziął i dla mnie. W samochodzie dokonaliśmy konsumpcji, po czym stwierdziliśmy, że jeszcze na szybko trzeba się napić i będziemy gotowi. Świadek w samochodzie podał nam Coca-Colę! Adam popił, ja popiłam, po czym przypomniało mi się co się dzieje, gdy się wrzuci Mentosa do Coli :) Ale obyło się bez incydentów!
W oczekiwaniu pod Świątynią uśmiechy nie schodziły nam z twarzy, cieszyliśmy się, że widzimy wszystkich najbliższych nam ludzi, którzy postanowili z nami być w tym dniu. Sama Ceremonia przebiegła niesamowicie spokojnie, w dużej mierze dzięki Kapłanowi, który ją prowadził. Przywitał nas w drzwiach ciepłym uśmiechem, którym nas zaraził, kilka miłych słów i: „No to zaczynamy!”. Sama ceremonia zaślubin w Cerkwi robi ogromne wrażenie, przede wszystkim pięknie śpiewający chór, msza odprawiana w języku starocerkiewnym (w naszym przypadku najważniejsze modlitwy były czytane również po polsku ze względu na moją rodzinę)! Zwłaszcza, że 90% moich gości prawdopodobnie pierwszy raz było w Cerkwi, a chyba 100% pierwszy raz na ceremonii zaślubin :)
Życzenia po ceremonii, w końcu mogliśmy uściskać wszystkich naszych gości!
Niesamowicie miło było niemalże od każdego słuchać „Pięknie wyglądacie!”. Stwierdziliśmy, że chyba już nigdy w życiu tyle razy w ciągu jednego dnia nie usłyszymy :). W trakcie życzeń „zamiast kwiatów” zbieraliśmy pieniążki na białostockie Hospicjum dla dzieci, nasi goście bardzo pozytywnie zareagowali na tą akcję (Fundacja Pomóż Im – Nadzieja zamiast kwiatów), a my po dzień dzisiejszy ze wzruszeniem spoglądamy na dyplom, który dostaliśmy w podziękowaniu od Fundacji.
Goście wyruszyli na salę, my spokojnie udaliśmy się do samochodu i powoli wyruszyliśmy za nimi. Podczas powitania zagięła mnie moja Mama, co przeczuwałam już w drodze na salę, a zupełnie zapomniałyśmy na ten temat porozmawiać. Pytanie przy powitaniu „Co wybierasz chleb, sól czy Pana Młodego?” mnie oczywiście zagięło!  Ale jakoś z podpowiedzią dałam radę :)
Po pierwszym toaście zasiedliśmy do stołu, byłam niesamowicie głodna! Tak jak się spodziewałam obsługa nie zawiodła, wszystko było przygotowane perfekcyjnie, tak jak było ustalone, a może nawet lepiej! Z tego co pamiętam, że zjadłam i z relacji gości wiem, że jedzenie było cudowne! Duży komfort dawał nam też nasz zespół! Dzięki nim nie siedzieliśmy jak na szpilkach zastanawiając się czy to już tańczyć, czy już podziękowania dla rodziców itp. Oni nad wszystkim czuwali :) To dzięki nim i cudnej obsłudze Sali mogliśmy się swobodnie bawić na własnym weselu! Pierwszy taniec na spontanie, bez ćwiczeń, gdyż jesteśmy tancerzami bardzo amatorami (lubimy ze sobą tańczyć, ale nie odpowiadamy za wrażenia estetyczne), dlatego też stwierdziliśmy, że lekcje i układy dostarczą nam jedynie  niepotrzebnego stresu (ja to chyba nie zjadłabym rosołku :D). Tak więc zakręciliśmy się kilka razy w kółku stworzonym przez naszych gości i po chwili zespół zaprosił wszystkich, aby przyłączyli się do nas :D Polecam to wszystkim nietanecznym PM. Później zabawa zaczęła się na dobre! My krążyliśmy między parkietem, a stołami gości. Ogromną zaletą Sali jest parkiet oddzielony od części „biesiadnej”, jest to jednak szklane przepierzenie, więc mogliśmy swobodnie rozmawiać, ale widzieliśmy również parkiet i bawiących się gości. W koszt Sali wliczony był barman. Pani za barem wyczyniała drinkowe cuda, goście byli zachwyceni, życie towarzyskie przy drink barze kwitło :D
Kolejnym ważnym momentem było podziękowanie dla rodziców. Pierwotnie myśleliśmy o popularnych filmowych podziękowaniach, ostatecznie stworzyliśmy prezentację ze zdjęciami od dzieciństwa do chwili obecnej, której motywem przewodnim było hasło „Czego nauczyli nas rodzice?”. Prezentacja miała być bardziej śmieszna niż wzruszająca, dlatego na początku zawarliśmy kilka szlagierowych haseł, które każdy z nas jako dziecko usłyszał od swoich rodzicieli :) Wszystko wyszło zgodnie z planem, nie wyświetlił się jedynie filmik na końcu, ale to  szczegół, o którym tylko my wiedzieliśmy ;).  Jedyną naszą wtopą było to, że zapomnieliśmy w tym wszystkim o rocznicy ślubu moich rodziców, a właściwie to ze względu na to wybraliśmy właśnie tą datę :) nadrobiliśmy ten błąd nazajutrz.
Zabawa trwała do białego rana, sukcesywnie żegnaliśmy wychodzących gości w podziękowaniu wręczając im sękacze.
Nie planowaliśmy motywu przewodniego, wyszło nam chyba klasyczne wesele podlaskie :D Miejscowi goście pewnie nie byli niczym zaskoczeni, goście przyjezdni natomiast nie mogli się nachwalić jedzenia regionalnego, pięknych krajobrazów podlaskich. Wszyscy jednym głosem chwalili obsługę i zespół, my w 100% dołączamy się do pochwał. Momenty, gdy muzycy z instrumentami schodzili ze sceny do tańczących gości naprawdę robiły wrażenie.
Do pokoju dotarliśmy przed 5.30, noc poślubną zaczęliśmy od ciężkiej dla Adama procedury „odpakowania” Żony, no ale nikt nie mówił, że będzie łatwo :D. O 9 spotkaliśmy się z biesiadnikami na śniadaniu. Z poranka pamiętam jedynie to, że miałam niesamowicie obolałe stopy, bo do końca tańczyłam w butach, wiedziałam, że jak je ściągnę to już nie założę żadnych :D.
Później udaliśmy się na poprawiny, które zorganizowaliśmy już w innym miejscu, niedaleko Sali weselnej. Zależało nam na tym, żeby ten dzień spędzić na luzie z najbliższymi i nie ograniczać się czasem. Biesiadowaliśmy aż do poniedziałku :D
Nie dało się krócej :D 

Nietypowe/ niepoprawne: 
- Suknia ślubna kupiona po pierwszych przymiarkach, ponad rok przed ślubem, na przymiarki wybrałam się z najlepszą przyjaciółką – przyszłym Mężem :)
- Zaproszenia w formie pocztówek z Naszym zdjęciem, projektowane przez Nas.
-  Ślub dwuwyznaniowy w Cerkwi; Czworo świadków, świadkowa w ciąży bliźniaczej; najmłodszy gość weselny zasiadał przy naszym stole :)
- Oprawa florystyczna wesela tworzona przez nas i przyjaciół.
- Spontaniczny pierwszy taniec, w towarzystwie gości.
- Wspaniałe miejsce – Sala weselna – pięknie położona z profesjonalną obsługą i przepysznym jedzeniem w ilościach nie do przejedzenia!
- Genialny zespół, dzięki któremu na własnym weselu bawiliśmy się jak goście :)
- Dwudniowe poprawiny w formie agro-wczasów w gronie najbliższych :)

Rady dla przyszłych Panien Młodych: 
Chyba nie będę oryginalna jeśli napiszę, że nie ma się co stresować. Nauczona doświadczeniem mogę radzić, aby nie dokładać sobie niepotrzebnych stresów. Jeżeli nie jest się tancerzem wybitnym – odpuścić wyuczony układ, jeśli nie jest się oratorem – odpuścić mowy dziękczynne, można przecież je zastąpić inną formą podziękowań. Co jeszcze mogę radzić? Bawcie się i cieszcie tym dniem, tak aby potem wspominać go z uśmiechem od ucha do ucha i zastanawiać się skąd skołować budżet, żeby na rocznicę ślubu wyprawić kolejne wesele :)

Zdjęcia: Piotr Gromko

















Kilka zdań od NPM:
Wróć ;) Z pewnością obejrzeliście zdjęcia, ale czy przeczytaliście tekst? Jeśli nie, to odsyłam do lektury. Po przeczytaniu zdjęcia ogląda i rozumie się inaczej, jeszcze lepiej. I dopiero wtedy, tak jak ja, będziecie się szeroko do nich uśmiechać :D 
Rewelacyjnie czyta się o takiej rodzinnej współpracy w przygotowaniu wesela, wsparciu chrześniaka Pana Młodego, akcji zamiast kwiatów (uwielbiam i doceniam!)... Mnie brakowało przymiotników na opisanie tego co zobaczyłam i przeczytałam: jest rewelacyjnie, naturalnie, mega pozytywnie, rodzinne, po prostu PIĘKNIE :)
Martyno, trzymam kciuki za ten budżet na rocznicę. Bardzo mocno!!!

wtorek, 2 czerwca 2015

Dzień ślubu i wesela - o czym warto pamiętać?

Roberto Panciatici
Dzień ślubu to wyjątkowy dzień. Długi, intensywny, wymagający ciągłej pracy na najwyższych obrotach, często obarczony presją "perfekcyjnego dnia". O czym warto pamiętać przygotowując się do niego? Odrobinę o każdym z 10 punktów, ale tak najbardziej... o końcówce 8 i całym 10 :)

Dzień przed ślubem:

1) Ostatni raz zerknijcie na swój plan dnia ślubu. Możecie nanieść na niego drobne korekty. Zadbajcie o to, aby każda z osób zaangażowanych w pomaganie wiedziała co, kiedy i jak ma zrobić.
Jak taki plan powinien wyglądać? Najlepiej podzielić go na godziny, zaznaczyć w nim wszystkie zadania, które należy wykonać, osoby za nie odpowiedzialne i rzeczy, które do tego są potrzebne. Dajcie sobie zawsze dodatkowy czas na nieprzewidziane wypadki.
Pamiętajcie, że jeśli nocujecie w miejscu wesela, musicie być przygotowane także na noc i kolejny dzień.
Dla przykładu:

Godzina
Zadanie
Osoba
Co jest potrzebne do wykonania?
11:30
ubranie samochodu w kwiaciarni
 świadek
samochód, odpowiednio wypolerowany, ewentualne ozdoby

2) Zmęczcie się i/lub dotleńcie :)
To coś co powinno pomóc Wam zasnąć. Jeśli jesteście perfekcyjnie organizowane i nie macie na dzień przed ślubem nic do zrobienia, to zafundujcie sobie trening fizyczny (taki, który jest dla Was normą, nie nowością), spacer z bliską osobą lub króciutką wycieczkę.
O której położyć się spać? Tak jak zawsze, z uwzględnieniem tego, że może warto już na tydzień przed oswoić się z nową godziną zasypiania. Nie warto kłaść się wcześniej niż zazwyczaj i z boku na bok przekręcać się przez trzy godziny.

Dzień ślubu:

3) Weźcie długi, relaksujący prysznic lub kąpiel.

4) Jedzcie!
Zjedzcie lekkie, ale sycące śniadanie. Obowiązkowo, nawet jeśli nie macie tego w zwyczaju. Zjedzcie drugie śniadanie, a najlepiej jeszcze dodatkowo małą wersję obiadu (koniecznie jeśli nie jadacie obiadów później niż wypadnie to w tym dniu).
Zapakujcie do ślubnego auta lub torebki świadkowej jakąś błyskawiczną przekąskę. Może zdarzyć się tak, że pomimo Waszych szczerych chęci do jedzenia, zabraknie Wam na nie czasu.
Prawdopodobnie nie będziecie miały ochoty na jedzenie (żołądek jako pierwszy odczuwa stres), ale dla własnego komfortu i możliwości późniejszego spokojnego jedzenia i picia alkoholu na weselu, postarajcie się coś zjeść.

5) Pijcie wodę.
W dniu ślub. Dzień przed. Tydzień. Miesiąc. I dzień po ślubie. Dla oczyszczenia organizmu. Dla pięknej cery. Po to, aby nie paść przed ołtarzem ;), a na/po weselu przy spożyciu słonych potraw i alkoholi nie zafundować sobie odwodnienia. 
Dopilnujcie, aby w aucie mieć schowaną małą butelkę z wodą.

6) Jeśli macie czas, skontrolujcie stan przygotowań narzeczonego i osób pomagających :)

7) Realizujcie plan dnia z punktu pierwszego.
Naładujcie telefony.
Naszykujcie wszystkie dodatki i akcesoria.
Fryzura. Makijaż. 
Odbierzcie kwiaty i udekorujcie samochód. 
Spakujcie do auta cukierki i wódkę na ewentualne bramy, dokumenty, obrączki, niezbędnik Panny Młodej i torbę na noc/dzień po weselu. 
Postarajcie się podwykonawców opłacić wcześniej lub później, ale jeśli nie możecie: pamiętacie o pieniądzach dla nich.

8) Kilka drobnych uwag :)
Nie róbcie niczego, czego nie robicie na co dzień (dotyczy to tabletek na uspokojenie, innych substancji "odstresowujących", kosmetyków, a także diety).
Nie spóźniajcie się. To nie Włochy, to Polska :) I nie docierajcie nigdzie z szalonym wyprzedzeniem, czekanie tylko potęguje stres.
Trzymajcie nisko kwiaty (wiem, tak jest niewygodnie i ręce same się podnoszą). Chodźcie po-wo-li. Wyprostujcie się. Uśmiechnijcie, oboje (bo będziecie mieli, tak jak my z PM, najbardziej ponure na świecie zdjęcia z przygotowań i ceremonii ślubu :P). Trzymajcie się za ręce. Podczas przysięgi patrzcie sobie w oczy. Przy nakładaniu obrączki nie trzymajcie w dłoniach bukietu (fotografowie i operatorzy kamery często marzą o tym, abyście jeszcze nie zasłaniali paluchami całych obrączek :P, a mamy, abyście je ucałowali - ja Wam pozwalam o tym zapomnieć ;)).
Nie myślcie, nie planujcie. Bądźcie. Szczęśliwe, piękne, dumne i pewne siebie :)

9) Znajdźcie chwilę dla siebie i (już) męża.
A potem... chwilę dla świadków (oni też potrzebują podzielić się z Wami wrażeniami), a także dla osób, które przeżywają ten dzień nie mniej niż Wy.

10) Nie przejmujcie się, gdy coś nie wyjdzie. Nie dziś! Show must go on :)
Powodzenia!