Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emocje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emocje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 października 2017

Jak nie płakać w kościele? - krótki tekst o emocjach w dniu ślubu

pixabay
Czego, poza spektakularnym upadkiem w drodze do ołtarza, najczęściej boi się Panna Młoda? Łez. Tego, że w jakimkolwiek momencie tego dnia, zacznie jej drżeć głos, a łzy będą płynąć po policzkach. "Jak nie płakać? Jak nie popsuć sobie makijażu? Jak nie zrobić z siebie wariatki?" to pytania z którymi często spotykam się czytając o obawach dziewczyn. Tylko czy brak wzruszeń i łez jest na pewno najbardziej pożądaną reakcją tego dnia?

Z pewnością większość z Was oglądała masę różnych reportaży i filmów z innych ślubów. Które podobały się Wam najbardziej? Te dopracowane od A do Z, czy te w których emocje i wzruszenia brały górę? Które uważacie za prawdziwsze, szczersze i niewyreżyserowane? No właśnie... to dlaczego chcecie reżyserować swój ślub, nawet w tych aspektach, którymi powinniście po prostu żyć?

Czy wzruszenie i łzy to coś nieatrakcyjnego? Czy to słabość, której nie chcecie pokazać przed innymi? Czy... aby na pewno lista osób, które zaprosiliście na swoje wesele jest właściwa? Czy z każdą z tych osób macie dobre relacje i czujecie się dobrze, tak dobrze, aby nie marzyć o perfekcjonizmie, a móc pozwolić sobie być sobą?

Pamiętam, że w jednym z komentarzy Karoliny o tym co w polskich weselach jest niefajne przeczytałam:
"Ja bym powiedziała, że głównie brakuje mi w Polsce luzu i umiejętności szczerego pokazywania uczuć. Bo albo sztywno albo alkoholowo "przaśnie". Jakby ludzie bali się pokazać łzę, roześmiać, popłynąć w tańcu w coś więcej niż prawy do lewego, pocałować ale tak jakby zapomnieli o całym świecie. Jakby każdy z tyłu głowy ciągle miał: ktoś mnie obserwuje."
Prawda, co nie?

Mam jednak świadomość, że ślub i wesele są wydarzeniami, które non stop serwują okazje do stresów i wzruszeń i większość osób chciałaby mieć pewność, że w najważniejszych momentach nie zaleje się łzami, nie zasmarka rękawów i da radę wydusić z siebie kilka ważnych zdań, które przyjdzie im w tym momencie wypowiedzieć.

Jak poradzić sobie ze stresem i emocjami, które mogą paraliżować?
1) Tak jak zawsze. Jak reagujecie na stres? W momencie ważnych egzaminów (matura, prawo jazdy, obrona pracy) i wydarzeń (rozmowa kwalifikacyjna, rozmowa na trudny dla Was temat, wzruszające Was sytuacje)? Jak sobie w takich sytuacjach radzicie? Czy potraficie, choćby po chwili, samodzielnie się uspokoić? Jak? Zaplanujcie to sobie. A jeśli nie sami, to ktoś Wam w tym pomaga? Zakładam, że ta osoba w dniu ślubu też będzie blisko Was :)  Powiedzcie jej o swoich obawach i oddajcie się w jej ręce.
2) Nie ufajcie tabletkom na uspokojenie, zwłaszcza jeśli mielibyście je wziąć po raz pierwszy. 
3) Nie martwcie się na zapas. Jeśli to Wasz pierwszy taki ślub, to nie jesteście w stanie przewidzieć swoich reakcji. Wcale nie musicie spazmatycznie płakać lub szaleńczo się śmiać w nieodpowiednim momencie, nawet jeśli macie to w zwyczaju.
4) Pozwólcie sobie na naturalne reakcje, nie krępujcie się i nie wstydźcie ich. Bo nie ma czego.
5) Co możecie zrobić w sytuacji nagłego stresu lub wzruszenia, które utrudnia Wam funkcjonowanie? Skupcie uwagę na czymś innym. Najprościej - na oddechu. Oddychajcie i śledźcie ten oddech. Kilka sekund powinno pomóc.

Czego możecie się spodziewać? Luzu, niedowierzania, zdenerwowania, czasem złości, podekscytowania, radości, szalonej radości, wzruszenia, zmęczenia. Wstrząśnięte i wymieszane. Będą poruszać Was sytuacje, ludzie i ich reakcje na to co się dzieje. I to jest piękne!
Miejcie plan na paraliżujący stres, a z serwowanych przez okoliczności emocji korzystajcie na 100% :)

wtorek, 29 sierpnia 2017

Reportaż vs zdjęcia do ramki, czyli tekst o złotych środkach

tompumford
Nikt mi nie wmówi, choćby grzmiał o tym cały internet, że reportaż jest lepszy niż zdjęcia do ramki. Że te drugie są złe, sztuczne i nieprawdziwe. Że te pierwsze to pełna naturalność i emocje. Serio? No to chyba nie umiecie robić zdjęć, albo trafiać do ludzi ;)
Ale mam nadzieję, że choć częściowo się ze mną zgodzicie. 

Nie ma dobrych zdjęć bez reportażu 

Reportaż od dłuższego czasu ma bardzo dobry PR w świecie fotografii ślubnej. Jest uważany za najwłaściwszy, przez niektórych wręcz za jedynym, wybór. Dlaczego? Bo pokazuje prawdziwe życie, docenia spontaniczność i emocje na ekstremalnym poziomie. Pozwala na wpadki i błędy, a wręcz ich szuka. Pozwala najgłośniej zaśmiać się na widok czegoś co… nie powinno wyjść na jaw w świecie odrysowanym do linijki. Daje okazję do docenienia spontaniczności. I to jest piękne :)
Pułapka tkwi jedynie w uważaniu czegoś za lepsze czy najwłaściwsze. Bo nic takie nie jest. 

Dobry reportaż to zdecydowanie za mało! 

Zdjęcia do ramek to nie jest zło wcielone. Zdjęcia na których wszyscy wyglądają poprawnie, to nie strzał w kolano fotografa. To nie katalog z Tesco. To nie tylko to co przykładne, poprawne, właściwe i nudne. To nie tylko perfekcyjnie uczesana babcia i wyprostowany tata. To nie tylko najważniejsze momenty, te z kategorii "must have" i nic więcej. To nie zamiatanie emocji pod dywan, to nie zdjęcia bez autentyczności i prawdy. A jeśli widzicie tylko to, to… gdzie Wasza wyobraźnia i Wasze oko widzące więcej? ;)

Słyszeliście kiedyś, aby Panny Młode narzekały na to, że na zdjęciach mają "za mało reportażu"? Ja nie. Ale niejednokrotnie słyszałam, że dziewczynom brakowało zdjęć z mamą, bratem, babcią, świadkową, przyjaciółkami, nawet z mężem. Tak, mężem, bo tak się złożyło, że wspólne zdjęcia, takie do powieszenia na ścianie, udało im się zrobić dopiero podczas sesji ślubnej. Czy to nie brzmi niewłaściwie? Mam więcej! Znam dziewczynę, która z okazji rocznicy ślubu organizowała przyjecie mające odwzorować wesele, bo… na zdjęciach miała za dużo reportażu, a za mało ludzi (w tym siebie i męża!) i istotnych dla niej detali. Oczywiście, że przy drugiej próbie zdjęcia robił inny fotograf i oczywiście, że to sytuacja do której nie powinno dojść. 

Złoty środek 

Specjalnie, przy trzech słowach o reportażu nie napisałam jednego, powtarzanego jak mantra zdania – że  wywołuje "uśmiech i wzruszenie". Bo wywołuje, ale ta umiejętność nie jest zarezerwowana wyłącznie dla reportażu. Przez całe wieki zdjęcia do ramek wywoływały te uczucia i nie, fakt istnienia reportażu niczego im nie odebrał. Może jedynie w teorii trochę za dużo sobie przywłaszczył. 

Momentami mam wrażenie, że niektórzy zapominają dla kogo robią zdjęcia. Że pracują dla ludzi, nie dla siebie. Że w pierwszej kolejności ich zdjęcia mają wisieć na ścianach, a nie wygrywać konkursy fotograficzne. Że oni też mają prawo do szukania par, które spełniają ich oczekiwania i każdej innej mogą odmówić, jeśli tylko brakuje im "tej chemii". 

Tradycyjnie, złoty środek jest najlepszy. Ja jestem na wielkie TAK dla reportażu, ale czasem w reportażu dostaje się 100% reportażu i nic więcej. A to, wg mnie, błąd.

Emocje to nie reportaż, emocje to ludzie. Zdjęcia są pamiątką, którą za XX lat będziecie pokazywać wnukom (offtop: myślę, że to zdanie wygrywa konkurs na najbardziej ckliwe zdanie pojawiające się na tym blogu) opowiadając o ludziach, których z Wami już nie ma. One muszą pokazywać ludzi i muszą cieszyć. 
Czy zdjęcia ślubne powinny być reportażami? A może… lepiej gdy będą dokumentami o ludziach, o życiu Pary Młodej i ich rodzin. Bo, tak subiektywnie, dla mnie dokumenty są bardziej ludzkie. Wyciągają ludzi na pierwszy plan. No i oczywiście… z obowiązkowymi zdjęciami do ramki ;)  

Odpowiedzialność – po obu stronach 

Mogę Wam w kilkudziesięciu zdaniach napisać o tym co powinien fotograf. Miedzy wierszami to już się tu pojawiło. Chętniej więc w jednym zdaniu napiszę Wam o tym co Wy – Pary Młode możecie zrobić.
Przeczytać ten tekst, dokładnie obejrzeć portfolio fotografa (to jakie zdjęcia robi i jakich nie robi), porozmawiać z fotografem i powiedzieć mu o swoich oczekiwaniach (jak najdokładniej, najlepiej w emailu, bo zawsze będzie mógł do tego wrócić), bo w dniu ślubu nawet najlepszemu jakieś zdjęcie-standard może z głowy wylecieć.

Na koniec mam do Was pytanie: Czym kierowaliście się przy wyborze fotografa? Na co zwracaliście uwagę? Co chcielibyście widzieć na swoich zdjęciach?

poniedziałek, 27 marca 2017

Niektórzy chyba zapomnieli dlaczego biorą ślub...


Bezstresowe wychowanie i dzieci wrzeszczą wniebogłosy w sklepach, gry komputerowe i nastolatki są agresywne i wyizolowane ze społeczeństwa, Internet i… tak, teraz oberwie się Wam, bo niektórzy ludzie doskonale wiedza co tu robicie, o co pytanie, a o co nie i… są pewni, że niektórzy z Was chyba zapomnieli dlaczego biorą ślub... I prawdopodobnie wcale nie powinni go brać ;)

O czym rozmawiają Panny Młode w Internecie?
Jeśli bywacie na forach lub grupach ślubnych na facebooku, jeśli zaglądacie w komentarze na blogach czy portalach internetowych, to wiecie. Rozmawiają o wszystkim. O sukniach, fryzurze i makijażu. O zespole kontra DJu, o fotografie i filmowcu, o najpiękniejszych w województwach salach. O sensie zatrudnienia konsultantki, obowiązkach świadków, harmonogramach przygotowań do ślubu. O zaproszeniach, kwiatach, obrusach. O wódce, drinkach, torcie i tematycznych stołach. O naukach małżeńskich, o potrzebnych do USC dokumentach, o terminie wymiany paszportu i biletach na podróż poślubną. O atrakcjach, które zawrócą gościom w głowie i wyróżnią ich wesele spośród innych. O kosztach, o swoich problemach z rodzicami czy teściami, o koszmarach sennych… 
O czym rozmawiają Panny Młode w realu?
O tym samym, o ile nie rozmawiają z jedną z najbliższych na świecie osób. 
Dokładnie tak, o ile nie rozmawiają z najbliższą sobie osobą.

Bardzo często internetowym Pannom Młodym zarzuca się to, że zapomniały dlaczego biorą ślub i jaka jest jego idea. Że tylko narzekają, na księdza, na teściów, na inne pary młode biorące ślub w tym samym kościele… Że wybrzydzają, że krytykują, że są roszczeniowe, rozkapryszone i egoistyczne.
Fakt, są. Fakt, chcą się czuć pępkiem świata (a branża ślubna jest po to, aby im to poczucie dać :D). Fakt, bywają w tym irytujące.

Czasem, ale bardzo rzadko, rozmawiają o emocjach. O swoich partnerach, miłości do nich, o istocie przysięgi i o tym jak bardzo cieszy ich myśl o ślubie, nie weselu.
Nie rozmawiają, bo to materialistki, egoistki, zapatrzone w… Nie. Bardzo nie lubię wyciągania takich wniosków na podstawie tego co widać w Internecie. To tylko Internet, to rozmowy z bandą obcych ludzi. To miejsce w którym pisze się o tym co sprawdza się publicznie – o wizualnej stronie ślubu i wesela. Emocje zostawia się dla siebie i najbliższych. Na wieczór z przyjaciółką, na spacer z narzeczonym, na obiad z rodzicami czy dziadkami… Dla najważniejszych, dla najbliższych. Dla mnie to naturalne. I chyba właściwe.

A Wy, o czym rozmawiacie w internecie? Ile zostawiacie tu, a ile chowacie dla siebie?

piątek, 16 września 2016

Konflikty, czyli o czym rozmawiać przed ślubem

Commes Des Garcon Via Numero / justthedesign
Czy o konfliktach warto rozmawiać zanim do nich dojdzie? Oczywiście, z prostego powodu: dużo łatwiej rozmawia się o sytuacjach konfliktowych, gdy nie znajduje się bezpośrednio w ich ogniu. Prawdopodobnie będąc w związku niejednokrotnie mieliście okazję zaobserwować swoje i partnera zachowania w trakcie nieporozumień i kłótni. Ale jeśli nie mieliście okazji do rozmowy o tym, to… to jest właściwy moment.

Pytanie przewodnie tego tekstu brzmi: 
Jak się zachowujecie w trakcie konfliktu i jak chcielibyście konflikt przeprowadzić, aby na koniec każde z Was odczuło satysfakcje?
Możecie sobie je powtarzać przy każdym innym, dodatkowym pytaniu będącym pomocnym w przeprowadzeniu takiej rozmowy. Rozmowy, która pozwoli Wam na przygotowanie się do lżejszego przejścia sytuacji konfliktowych.

Jak radzicie sobie z emocjami?
Czy potraficie zapanować nad swoimi emocjami w trakcie kłótni? A może tłumicie gniew? Czy jesteście w jej trakcie nieugięci, nieustraszeni i nie potraficie odpuścić dopóki "przeciwnik" nie skapituluje? Czy dociera do Was to co mówi druga osoba? Czy traktujecie to jak atak? Czy w trakcie kłótni wyciągacie wszystkie argumenty i wylewacie na drugą osobę wiadro pomyj?
Możliwe, że odpowiadając na te pytania nie będziecie dumni ze swoich odpowiedzi. Ważne jest, abyście jednak oboje byli tego świadomi i starali się nad swoimi słowami i gestami panować, a właściwą rozmowę przekładali na czas w którym oboje będziecie spokojni.

W jaki sposób rozwiązujecie konflikty?
Kiedy rozmawiacie? Bezpośrednio po kłótni? A może w chwili gdy oboje ochłoniecie i będziecie trzeźwo myśleć?
Jak przygotowujecie się do takiej rozmowy? Bo przygotowujecie się? Umawiacie się na rozmowę? Odkładacie ją w czasie? Jesteście wypoczęci i skoncentrowani tylko na niej?
Gdzie rozwiązujecie konflikty?  W domu, w salonie, w kuchni, w sypialni? [Tu uwaga: sypialnia powinna Wam kojarzyć się z bezpieczeństwem i relaksem, nie kłótniami.] A może w miejscach publicznych, aby łatwiej mieć na wodzy swoje emocje?
Sami czy może przy pomocy osób trzecich? Czy stosujecie techniki rozwiązywania konfliktów wymagające udziału osób trzecich? Do czego w rozmowie są Wam oni potrzebni?A może... wciągacie w Wasze konflikty postronne osoby (teściów, rodziców, dzieci, znajomych)?
Czy potraficie słuchać? Czy doprecyzowujecie, wyjaśniacie swoje stanowiska, tak aby druga osoba w pełni mogła Was zrozumieć? Czy dopytujecie, aby zrozumieć drugą osobę? Potraficie skupić się na konkretnej sprawie czy atakujecie siebie nawzajem, wyciągacie inne problemy? Czy potraficie nie oceniać i mówić o swoich uczuciach? Czy straszycie się rozstaniem lub wyprowadzką? Czy okazujecie sobie szacunek? Czy jesteście otwarci na przeprosiny i wybaczenie?
Jak zachowujecie się w trakcie kłótni? Czy to wg Was dobre zachowania? Jeśli nie, to jak sobie z nimi radzicie? Jak chcielibyście się zachowywać?
Do czego prowadzą Wasze konflikty? Do znalezienia lepszego rozwiązania? Do schowania problemu pod dywan i chwilowego uspokojenia sytuacji? Do ustąpienia jednej ze stron, którą zmęczy cała sytuacja? Do zignorowania problemu, zwlekania z jego rozwiązaniem? Jakie strategie rozwiązywania konfliktów są Wam najbliższe: unikanie, uległość,  konkurencja, kompromis, współpraca?
Czy takie rozwiązania Wam odpowiadają?

Kompromisy i współpraca
Czy wyrażacie chęci do współpracy i negocjacji? Jaka jest Wasza zdolność do kompromisów? Co możecie odpuścić, a z czego nie zrezygnujecie nigdy? Czy jesteście w stanie szukać rozwiązań, które zadowolą obie strony?

"My się nie kłócimy!"
Dlaczego?
Obawiacie się konfliktów i tego, że sobie z nimi nie poradzicie? Boicie się odrzucenia i niezrozumienia?
Wzbudzacie w sobie poczucie winy? Strzelacie fochy i fundujecie sobie ciche dni?
Jedna osoba od razu kapituluje? Zawsze? Czy nie uwłacza to niczyjej godności?
Jeśli nie kłócicie się ze sobą, to z kimś innym się kłócicie? Z rodzicami, rodzeństwem, znajomymi? Jak się kłócicie i jak w kłótni reagujecie? Jeśli nie, to jak zachowujecie się w sytuacji sporów?

sobota, 7 maja 2016

2 tygodnie do ślubu, czyli jest pięknie [Dagmara]

Terra Lange
Na dwa tygodnie przed ślubem odbieram suknię ślubną, robię próbny makijaż i bawię się na swoim weekendzie panieńskim. Dzieje się! Chyba mój, jak do tej pory, najbardziej ślubny weekend. Na panieński czekam od dawna i jestem bardzo ciekawa co dziewczyny wymyśliły. Póki co wiem tylko tyle, że mam zabrać śpiwór i cieplejsze ubrania na zmianę. ;) (choć gdy wy to czytacie to pewnie wiem już nieco więcej ;p). PM ma jednocześnie jutro swój wieczór kawalerski i właśnie się zastanawiam czy już się zacząć o nich martwić. :P  
Maj w rozkwicie, wiosna na całego, a mi z buzi wciąż nie schodzi uśmiech. Czy jest stres? Nie, ale zdecydowanie są emocje. Jest takie uczucie w piersi, że czasem mnie po prostu coś ściska. Ja już zaczynam się wzruszać, a to jeszcze nie jest ten dzień. :P Jedyne co mnie rzeczywiście, faktycznie stresuje to nasz pierwszy taniec (ale chyba każda para tak ma, albo przynajmniej większość) i to czy nie przydarzy się nam jakiś wypadek losowy, który spowoduje, że coś pójdzie nie tak. Małe wypadki niech się nawet zdarzają, będzie co wspominać, a wiem z doświadczenia, że przecież zawsze coś i tak pójdzie inaczej niż sobie planowaliśmy. Proszę tylko niech ominą nas jakieś większe kataklizmy. ;) 

W przeciągu ostatniego tygodnia dokończyliśmy podziękowania dla gości oraz przygotowaliśmy te dla rodziców. Wybraliśmy również pieśni, które będą śpiewane w trakcie uroczystości w kościele i przygotowaliśmy (a raczej PM przygotował ;)) dwa elementy dekoracyjne, ale na razie nie chcę tu zdradzać więcej. 

Rozesłaliśmy po dalszych znajomych elektroniczne zawiadomienia i po raz kolejny w tych ślubnych okolicznościach jestem tak niesamowicie uradowana ludźmi i tym jak fajnie potrafią się zachować. Aż ciepło się robi na sercu, gdy osoby z którymi już jakiś czas się nie widziałam piszą bardzo miłe słowa i mówią, że zrobią co w ich mocy by w tym dniu złożyć nam osobiste gratulacje. A mi naprawdę dużo ostatnio nie potrzeba by się wzruszyć. 

Wieczorami ćwiczymy nasz pierwszy taniec. Depczemy sobie po stopach, kończymy dziesięć sekund po ucichnięciu piosenki itd. ;) Ja naprawdę nie wiem czemu się w ogóle zgodziłam na jakikolwiek układ i dlaczego nie możemy się po prostu przez dwie minuty pobujać przytuleni do siebie. Układ jest co prawda najprostszy jak chyba tylko może być, ale mimo wszystko - to nadal układ. No, ale czego się nie robi z miłości. :P Mamy jeszcze całe dwa tygodnie! W tańcu z gwiazdami dają radę w tydzień, to my nie damy? :D

Na dwa tygodnie przed ślubem mamy już właściwie (prawie) wszystko gotowe. A to czego jeszcze nie mamy - zaczyna mi już być wszystko jedno. ;) Cieszę się, że nie oszaleliśmy, że nie panikuje, dlatego że nie podoba mi się żaden bukiet pod kolor muszki PM, a serwetki na sali są w złym kolorze. ;) Nie mamy koloru przewodniego, nie zdobimy naszych domów balonami, nie dobieramy swoich dodatków pod kolor ścian na sali. Ja nawet nie wybieram kolorów kwiatów i dobrze mi z tym, bardzo dobrze. Planujemy ten ślub i wesele ponad dwa lata i to nie tak, że nic mnie nie obchodzi. Niejeden szczegół mamy dopracowany do perfekcji i poświęciliśmy na organizację tego dnia naprawdę masę czasu. Ale daleko mi do przejmowania się z powodu złego odcienia obrusu/bukietu/muszki/. I dobrze mi się z tym żyje.

Pamiętam jak byliśmy z PM szukać dla niego koszuli i Pani mnie zapytała w jakim odcieniu jest moja suknia. A ja nawet nie wiem czy to ivory czy jeszcze inny rodzaj bieli. ;) Koszula PM ma być dla mnie śnieżnobiała, a nie dopasowana do mojej sukni. Podobno sytuacja była, gdy na przymiarce sukni ślubnej Pani zobaczyła moje szare buty i powiedziała coś w stylu: "O, to wszystkie dodatki będą takie szare!". A ja odpowiedziałam: "Nie, to tylko szare buty ;)".

Fajnie jest też wybrać właściwych ludzi i im zaufać - mówię tu o usługodawcach. Jestem pewna każdego naszego wyboru w tej kwestii. Wiem, że mamy najlepszych fotografów, świetnego dja i florystki, z których pracy będę zachwycona. Naszą weselną restaurację znamy nie od dziś i nie raz już tam jedliśmy, a o weselach słyszeliśmy same dobre opinie. I to też powoduje, że się nie przejmuje.

No to odliczamy dalej! I sprawdzamy prognozę pogody, wcale się nie przejmując jeśli pokaże ulewne deszcze. Choć na razie nie pokazuje. ;)

wtorek, 12 kwietnia 2016

Najpiękniejszych rzeczy w dniu ślubu nie zaplanujesz*

Raquel Reis / StyleMePretty
Jeśli macie dziś dobre humory, to ja chyba Wam je zepsuję. Tak troszkę, bo zepsuję rzeczywistością, z którą na etapie ślubno-weselnych przygotowań nie każdemu jest po drodze.
Ślub i wesele bardzo często planowane są od A do Z, a Panny Młode stają na głowie, aby mieć pod kontrolą każdy gest i każdą minute. Niestety, zaplanowanie idealnego scenariusza wesela jest niemożliwe. Bo nawet jeśli nie przeszkadzają Ci czasowe obsuwy Twojego harmonogramu, to... bardzo często za najpiękniejsze chwile odpowiedzialni są inni, nie Ty.

Oglądając ślubne teledyski często myślałam sobie: "O jakie to fajne, jacy rewelacyjnie goście! Moi tacy nie będą, bo... tacy nie są. A przecież ich nie zmienię i nie zamienię na innych.". I dochodziłam do wniosku, że są rzeczy niesamowicie piękne/fajne/wyjątkowe na które nie ma się wpływu.

Na co nie będziecie mieć wpływu?


Rzeczy losowe i pogoda
Nie przewidzisz nie zaplanujecie tego, aby wszyscy wszędzie byli na czas, zdrowi i w pełni sił, aby nikomu nie popsuł się samochód, zespół weselny się nie rozpadł, a pogoda... była najpiękniejsza z możliwych: ze słońcem, ciut ponad dwudziestoma stopniami, bez upału, deszczu, za dużego wiatru itd.

Ludzi
Gości, którzy najczęściej psują humor Pannom Młodych. Gości, którzy będą wzorowi i wspaniałomyślnie spełnią oczekiwania. A to dopiero początek... Gości, którzy będą mieli ochotę włączyć się w przygotowania do ślubu, pomóc Wam w drobiazgach, włączyć się w ceremonię ślubu (czytając czytanie w kościele czy strzelając z tuby z konfetti), przygotować dla Was niespodziankę (bramę na drodze? niespodziankę na sali?), korzystać z tego co dla nich przygotowaliście, tańczyć do upadłego i szalenie cieszyć się z Wami tym dniem. 
Goście mogą nie lubić wesel, mieć kiepski dzień, być wyjątkowo leniwymi. Mogą bawić się po swojemu i nawet mają do tego prawo.

Emocji
Mogą być ogromne, a może ich nie być prawie wcale. I każda z tych reakcji będzie normalna. Zapewne jesteś w stanie przewidzieć, mniej więcej, swoje reakcje, ale z reakcjami drugiej osoby nie pójdzie Ci tak dobrze. Czy narzeczonemu zabłyszczą oczy na Twój widok w sukni ślubnej, czy zadrży mu głos przy przysiędze, czy zobaczysz jego wzruszenie? Chciałabyś? Możesz nic z tych rzeczy nie dostać i to też będzie normalne. Podobnie jak reakcje Twoich rodziców, teściów czy całej rodziny. Nie muszą i mogą nie być filmowe.

Niestety, ale nie masz wpływu na nic poza sobą i swoim nastawieniem. Dlatego tym bardziej warto być otwartą na wszystkie... spontaniczne zdarzenia, zmiany planów i na swój udział w tym w czym inni nie będą chcieli brać udziału. Bo czasem się da. Jak to zrobić? Na przekór, inaczej, po swojemu, ze swoim udziałem i próbą wciągnięcia w to innych. Bo ja wierzę, że jesteś w stanie sama obsypać się konfetti (serio), a tą wymarzoną niespodziankę od przyjaciół możesz zorganizować sama... w ramach niespodzianki dla narzeczonego ;)
*Na czym w tym dniu zależy Ci najbardziej? No na tym, więc jeśli żadne z Was nie uciekanie sprzed ołtarza, to będzie rewelacyjnie :) I tylko to, w chwili kryzysu, miej na uwadze!

czwartek, 19 marca 2015

Niech inni zazdroszczą im ślubu :)

Najpiękniejszy ślub jaki widziałam? Do niedawna nie miałam wątpliwości. TEN! A w lutym po raz kolejny, na chwilkę, opadła mi szczęka... Tak nisko jak tylko może opaść szczęka, gdy zobaczy się reportaż ze ślubu, o którym noc wcześniej się śniło...

Co to za ślub? Idealny. Najidealniejszy :) Tylko we dwoje. W wyjątkowym miejscu, które zachwyca. Intymny, lekki, tak naturalny i pięknie normalny, że to aż niewiarygodne, rodzinny - tak rodzinny, jak tylko może być ślub bez gości. Z fotografem, bo emocje są warte uwiecznienia. Z księdzem, dla którego to co się dzieje ma znaczenie. Z dwójką ludzi, która mając siebie nie potrzebuje świata...

Wiedziałam, że Pink Clouds robią rewelacyjne zdjęcia. Oglądałam każdy ich ślubno-weselny reportaż, kilkakrotnie już prawie pisałam emaile z prośbą o zgodę na publikację zdjęć, ale... czekałam, na coś co trafi do mnie w 200%, o czym nie będę mogła przestać myśleć na długie godziny. I trafiło... Bo jeśli ktoś tak doskonale łączy to co mnie w świecie zachwyca najbardziej (krajobrazy i emocje), to dla mnie jest to mistrzostwo świata :)

A poza zdjęciami... Jestem wielką fanką słowa pisanego. Z reguły u fotografów zachwycam się zdjęciami, a słowo pisane pozostawia "troszkę" do życzenia. Szkoda, bo na przykładzie reportażu Ani i wstępu Borysa z Pink Clouds widać, że idealnie dopełnia obraz. Jest doskonałym wstępem do historii... Czytaliście? Jeśli nie, to Wam zacytuję, bo dla mnie te słowa i te zdjęcia to już jedno :)

"Kiedy przeczytaliśmy pierwszy mail od Pawła i Agi byliśmy przerażeni. Ślub w Toskanii. Bez gości. Z przypadkowymi świadkami. Wesele we dwoje. „Będzie im smutno” załamała ręce Ania. A potem spakowała sandały, letnią sukienkę, swój wielki fotograficzny plecak i pojechała na lotnisko. Bo (jak w międzyczasie ustaliliśmy) Ania nie jest od tego żeby się wymądrzać tylko być wszędzie tam gdzie dwoje ludzi się kocha i potrzebuje zdjęć;)
Wracając przywiozła mnóstwo piegów, wina i żądań, że mam na nią natychmiast zacząć patrzeć tak jak Paweł patrzył na Agę. Opowiadała, że widziała na własne oczy jak można stać się dla siebie całym wszechświatem, salą balową, setką gości i pokazem fajerwerków. Że można tak ze sobą być, że fotograf się rumieni od samego stania obok. I, że figi zrywane z krzaka podczas spaceru wiejską dróżką będą się jej śnić przez całą zimę. Teraz mówi, że owszem- śnią się."

Zdjęcia: Pink Clouds





























piątek, 7 listopada 2014

O ludziach i emocjach, czyli o tym co na zdjęciach najważniejsze

Jak znaleźć pomysł na sesję plenerową? Jak powinny wyglądać zdjęcia z mini pleneru w dniu ślubu? Czasem wystarczy rozejrzeć się dookoła...

Wielu narzeczonych gubi się pośród miejsc, akcesoriów i szalonych pomysłów na ślubne sesje. Wszystko jest piękne, wszystko kusi i wszystko pozwala lekko ukryć się za pewnymi elementami sesji. Być może dlatego coraz chętniej oglądam zdjęcia na których niewiele się dzieje, a jako motyw główny wystarczy dwoje ludzi i uczucie.

Gdy ktoś pyta mnie o najlepsze miejsce na szybki plener, to pierwsze co przychodzi mi do głowy to: "Znajdź drzewo.". Drzewo, choć nie gardźcie lasami, zawsze wystarczy :)

Dokładnie tak niewiele, i jednocześnie wszystko co potrzeba, dzieje się na zdjęciach Karoliny i Michała z Bajkowych Ślubów. Mamy dwoje ludzi, cudny wianek, las i wodę w tle. I jest pięknie :)

Polecam Wam zajrzeć na stronę autorów zdjęć. Obserwując od niemal roku zdjęcia różnych fotografów muszę przyznać, że u nikogo nie widzę tak rewelacyjnego rozwoju/postępu i z każdą sesją coraz lepszych zdjęć (publikowane przeze mnie są z lipca). A to sprawia, że nigdy przy oglądaniu ich zdjęć nie pomyślałam "No, jak zawsze, dobrze.". Zawsze było tylko lepiej :)

Zdjęcia: