wtorek, 29 sierpnia 2017

Reportaż vs zdjęcia do ramki, czyli tekst o złotych środkach

tompumford
Nikt mi nie wmówi, choćby grzmiał o tym cały internet, że reportaż jest lepszy niż zdjęcia do ramki. Że te drugie są złe, sztuczne i nieprawdziwe. Że te pierwsze to pełna naturalność i emocje. Serio? No to chyba nie umiecie robić zdjęć, albo trafiać do ludzi ;)
Ale mam nadzieję, że choć częściowo się ze mną zgodzicie. 

Nie ma dobrych zdjęć bez reportażu 

Reportaż od dłuższego czasu ma bardzo dobry PR w świecie fotografii ślubnej. Jest uważany za najwłaściwszy, przez niektórych wręcz za jedynym, wybór. Dlaczego? Bo pokazuje prawdziwe życie, docenia spontaniczność i emocje na ekstremalnym poziomie. Pozwala na wpadki i błędy, a wręcz ich szuka. Pozwala najgłośniej zaśmiać się na widok czegoś co… nie powinno wyjść na jaw w świecie odrysowanym do linijki. Daje okazję do docenienia spontaniczności. I to jest piękne :)
Pułapka tkwi jedynie w uważaniu czegoś za lepsze czy najwłaściwsze. Bo nic takie nie jest. 

Dobry reportaż to zdecydowanie za mało! 

Zdjęcia do ramek to nie jest zło wcielone. Zdjęcia na których wszyscy wyglądają poprawnie, to nie strzał w kolano fotografa. To nie katalog z Tesco. To nie tylko to co przykładne, poprawne, właściwe i nudne. To nie tylko perfekcyjnie uczesana babcia i wyprostowany tata. To nie tylko najważniejsze momenty, te z kategorii "must have" i nic więcej. To nie zamiatanie emocji pod dywan, to nie zdjęcia bez autentyczności i prawdy. A jeśli widzicie tylko to, to… gdzie Wasza wyobraźnia i Wasze oko widzące więcej? ;)

Słyszeliście kiedyś, aby Panny Młode narzekały na to, że na zdjęciach mają "za mało reportażu"? Ja nie. Ale niejednokrotnie słyszałam, że dziewczynom brakowało zdjęć z mamą, bratem, babcią, świadkową, przyjaciółkami, nawet z mężem. Tak, mężem, bo tak się złożyło, że wspólne zdjęcia, takie do powieszenia na ścianie, udało im się zrobić dopiero podczas sesji ślubnej. Czy to nie brzmi niewłaściwie? Mam więcej! Znam dziewczynę, która z okazji rocznicy ślubu organizowała przyjecie mające odwzorować wesele, bo… na zdjęciach miała za dużo reportażu, a za mało ludzi (w tym siebie i męża!) i istotnych dla niej detali. Oczywiście, że przy drugiej próbie zdjęcia robił inny fotograf i oczywiście, że to sytuacja do której nie powinno dojść. 

Złoty środek 

Specjalnie, przy trzech słowach o reportażu nie napisałam jednego, powtarzanego jak mantra zdania – że  wywołuje "uśmiech i wzruszenie". Bo wywołuje, ale ta umiejętność nie jest zarezerwowana wyłącznie dla reportażu. Przez całe wieki zdjęcia do ramek wywoływały te uczucia i nie, fakt istnienia reportażu niczego im nie odebrał. Może jedynie w teorii trochę za dużo sobie przywłaszczył. 

Momentami mam wrażenie, że niektórzy zapominają dla kogo robią zdjęcia. Że pracują dla ludzi, nie dla siebie. Że w pierwszej kolejności ich zdjęcia mają wisieć na ścianach, a nie wygrywać konkursy fotograficzne. Że oni też mają prawo do szukania par, które spełniają ich oczekiwania i każdej innej mogą odmówić, jeśli tylko brakuje im "tej chemii". 

Tradycyjnie, złoty środek jest najlepszy. Ja jestem na wielkie TAK dla reportażu, ale czasem w reportażu dostaje się 100% reportażu i nic więcej. A to, wg mnie, błąd.

Emocje to nie reportaż, emocje to ludzie. Zdjęcia są pamiątką, którą za XX lat będziecie pokazywać wnukom (offtop: myślę, że to zdanie wygrywa konkurs na najbardziej ckliwe zdanie pojawiające się na tym blogu) opowiadając o ludziach, których z Wami już nie ma. One muszą pokazywać ludzi i muszą cieszyć. 
Czy zdjęcia ślubne powinny być reportażami? A może… lepiej gdy będą dokumentami o ludziach, o życiu Pary Młodej i ich rodzin. Bo, tak subiektywnie, dla mnie dokumenty są bardziej ludzkie. Wyciągają ludzi na pierwszy plan. No i oczywiście… z obowiązkowymi zdjęciami do ramki ;)  

Odpowiedzialność – po obu stronach 

Mogę Wam w kilkudziesięciu zdaniach napisać o tym co powinien fotograf. Miedzy wierszami to już się tu pojawiło. Chętniej więc w jednym zdaniu napiszę Wam o tym co Wy – Pary Młode możecie zrobić.
Przeczytać ten tekst, dokładnie obejrzeć portfolio fotografa (to jakie zdjęcia robi i jakich nie robi), porozmawiać z fotografem i powiedzieć mu o swoich oczekiwaniach (jak najdokładniej, najlepiej w emailu, bo zawsze będzie mógł do tego wrócić), bo w dniu ślubu nawet najlepszemu jakieś zdjęcie-standard może z głowy wylecieć.

Na koniec mam do Was pytanie: Czym kierowaliście się przy wyborze fotografa? Na co zwracaliście uwagę? Co chcielibyście widzieć na swoich zdjęciach?

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

A co jeśli życie po ślubie nie idzie zgodnie z planem?

I żyli długo i szczęśliwie... Tak kończy się każda bajka. W momencie w którym coś się kończy, ale wszystko inne się zaczyna. W najszczęśliwszym scenariuszu wszystko nadal idzie zgodnie z planem, bohaterowie bajki są szczęśliwi i spełnieni, ale... takich filmów nikt nie kręci. Bo często, prędzej lub później, kawałek świata wali się tym bohaterom na głowę. Tak jak w życiu...

Ile wpisów o tym, że po ślubie nic się nic zmienia przeczytałyście? O tym, że się nie tyje, nie dziczeje i nie zamyka w czterech ścianach, że zamiast się kłócić, to się przy sobie rozkwita, realizuje i zjada gwiazdy na śniadanie (tak, to ten fantastyczny poziom szczęścia). Jakieś kryzysy? No coś ty, to najwcześniej za 20-30 lat! Może jakiś malutki wcześniej, gdy pojawią się dzieci, gdy lekko wywróci się świat i czasu będzie jakby mniej. Ale nie dziś, nie teraz.

Ten wpis będzie inny, będzie o tym kawałku życia, które może spotkać każdego z nas. O życiu, o którym się milczy. Takim, które nie biegnie zgodnie z planem.

O życiu w którym...
Nie będziecie się ze sobą zgadzać, będziecie mieć rożne zdania i poglądy, różne oczekiwania, a Wasze marzenia nie będą szły ze sobą w parze. I tak, wiedzieliście o tym, ale... kiedyś to tak w Was nie uderzało.
Zmiany Was zaskoczą. Pojawią się problemy, w pracy, w finansach, w seksie, w bliskiej rodzinie, coś z zewnątrz skomplikuje Wasz poukładany świat.
Nie spełnią się największe marzenia, o posiadaniu dziecka, o posiadaniu własnego mieszkania, o... Nie spełnią, albo będą kosztowały o wiele więcej niż się spodziewaliście.
Relacje z rodziną drugiej połówki nie będą idealne, a wręcz przeciwnie, zaczną stanowić źródło przykrości i nieporozumień.
Zabraknie Wam czasu na małżeństwo, bo przecież praca, znajomi, jakieś hobby, potem dziecko. Bo będzie się działo tyle, że zabraknie go, aby zwyczajnie ze sobą pobyć.
O życiu, które nie będzie jak z bajki i blogowych wpisów o magicznych i tylko dobrych zmianach po ślubie. O życiu, które się dzieje. 

Oczekuj najlepszego...
Wyobrażacie sobie nie mieć oczekiwań? Tych, innych, najmniejszych, od siebie, od innych, na zawsze… Ja nie. Nawet jeśli wyobrazimy sobie abstrakcyjną sytuacje w której nie oczekujemy wzajemności, kochamy i dajemy, to… oczekujemy, że ktoś będzie chciał te uczucia wziąć.
Oczekiwania są częścią naszego życia, częścią nas samych. To pragnienie czegoś dla siebie, czasem uzależnione od innych osób. Czy da się żyć z człowiekiem, który nie spełnia oczekiwań? To pytanie do indywidualnej odpowiedzi. Bo pomimo naszych oczekiwań – druga osoba ma prawo nie chcieć tego co my.

Jak sobie poradzić ze swoimi niespełnionymi oczekiwaniami?
 

Oczekiwania możemy podzielić na trzy grupy:
- te na które mamy wpływ i możemy wywołać ich zmianę – to oczekiwania, które dotyczą bezpośrednio i wyłącznie nas, takie nad którymi mamy kontrolę. To oczekiwania, które możemy same realizować ("chcę mieć wyższe wykształcenie – będę się uczyć i pójdę na studia") lub same z nich zrezygnować ("albo jednak nie, bo wolę teraz poświęcić czas dziecku").
- te na które mamy pośredni wpływ – dotyczące innych osób z którymi nawiązujemy relacje ("mógłby mnie częściej przytulać"). Na drodze rozmów, negocjacji, próśb, kompromisów możemy o tych oczekiwaniach rozmawiać. Możemy je egzekwować, modyfikować, rezygnować z nich.
- te na które ani my, ani nikt z naszego otoczenia nie ma wpływu ("chciałabym mieć piękną pogodę w dniu ślubu").
Jak sobie z tymi ostatnimi poradzić? Co w sytuacji w której nie istnieją alternatywne rozwiązania sytuacji i pozostaje tylko pogodzenie się z nią? Być z najbliższą osobą i pozwolić sobie przeżyć to tak jak przeżywa się stratę lub żałobę. Wiem, to wielkie słowo, ale adekwatne do wielu sytuacji związanych ze stratą. Trzeba pozwolić sobie na wszystkie fazy: zaprzeczenie, gniew, negocjacje, depresję i w końcu akceptację. W zależności od rodzaju sytuacji fazy mogą mieć różny przebieg i długość. W niektórych sytuacjach utrata wizji, marzeń i oczekiwań może oznaczać konieczność przepracowania straty z terapeutą.

Jak o oczekiwaniach rozmawiać z drugą osobą?
 

To w jaki sposób komunikujesz swoje oczekiwania będzie miało znaczny wpływ na Twoje życie i relacje z innymi osobami. Nie ma od tego drogi ucieczki i drogi na skróty, bo komunikować się musisz (ucieczka i milczenie to niestety też komunikat).
Gdy życie idzie nie po naszej myśli najczęściej mamy ochotę zmienić tę drugą osobę, nie siebie. Chcemy tę osobę naprawić, naprostować, zmienić na taką, która będzie spełniała nasze oczekiwania. Czy to dobra droga?
Zacznij od siebie. Zastanów się:
Czego oczekuję? Co w tym jest ważnego dla mnie? Co mi w osiągnięciu tego pomoże, a co przeszkodzi? Po czym poznam, że to mam? Od kogo spełnienie tego oczekiwania zależy? Ode mnie, od innych, od losu? Jaki mam realny wpływ na jego spełnienie? Czy moje oczekiwania są adekwatne do sytuacji i możliwości drugiej osoby? Czy nie są irracjonalne i wygórowane?
Pamiętaj, że największe rozczarowania w życiu przynosi złe ulokowanie swoich oczekiwań.
Idź do drugiego człowieka.
Daj mu szansę, aby o swoich oczekiwaniach też, w podobny do Twojego sposób, mógł powiedzieć. Dowiedz się jakie ma oczekiwania i dlaczego dla niego są ważne. Czy wszystkie je spełniasz? Czy z tymi które spełniasz jest Ci po drodze? Jak się z tymi oczekiwaniami czujesz?
I miej gdzieś z tyłu głowy, że kochanie i szanowanie innych oznacza także pozwolenie im na bycie sobą i nieoczekiwanie, że się zmienią zgodnie z naszymi marzeniami, a przeciw swoim.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Panny Młode Akcja Charytatywna, czyli nietypowa wycieczka po Wrocławiu [27.08.2017]

Zacznę, już w kolejnym akapicie, od kilku słów o akcji, a potem... zrobię to co marzyło mi się od dłuższego czasu, ale jakoś prowadząc ślubno-weselnego bloga nie miałam do tego okazji. Napiszę blogową wersję przewodnika po Wrocławiu, bo w tej edycji trafili się wrocławskiej akcji partnerzy i sponsorzy, których odwiedzenie polecić śmiało mogą każdemu turyście :D To co, startujemy?

O co całe halo, czyli kilka słów o Akcji :)

O Panny Młode Akcja Charytatywna pisałam na blogu już kilkakrotnie. M.in. dwa lata temu, gdy także brałam w niej udział. W skrócie, dla tych, którzy jeszcze nie słyszeli: "Panny Młode biorą udział w sesjach w najbardziej charakterystycznych miejscach miasta (tam też zbierają  do puszki) i w zdjęciach reklamowych dla firm wspierających finansowo wybrane w danym mieście dziecko.". Panny Młode, czyli wszystkie dziewczyny, które kiedyś wzięły ślub. Nie na znaczenia ich obecny stan cywilny, nie ma znaczenia jaką mają suknie (czasem to suknie wypożyczone, łupy z allegro, pamiątki ze ślubów sprzed kilkunastu lat, estetyczne bezy, które kompletnie nie wpisują się w modne hasła ślubu bez bez), nie ma znaczeniu, że ten makijaż i ta fryzura to nie do końca wizja ich wymarzonego wizerunku - bo liczy się chęć pomagania i, dla czegoś ważniejszego, czasem wychodzenia poza swoją strefę komfortu (dla mnie Akcja polegająca także na zbieraniu pieniędzy do puszek jest z tym mocno związana).

Suknia. Sama w tym roku skończyłam w wypożyczonej sukni, która wywoływała u mnie skojarzenia z "Wielkim Ptakiem" i jej wygląd bawił mnie już przez kilka dni przed Akcją (bo normalność i prostota są nudne, co nie? ;)) :) Przez chwilę rozważałam opcję pt. "Wrzucę na fb informację, że szukam sukni, może ktoś mi wypożyczy coś wystrzałowego.", ale skończyło się to wnioskiem, że jednak nie, że jednak wolę tak jak wszyscy. A w ramach gratisu, przy Outlecie, który wypożyczał suknie na Akcje znalazłam najpiękniej pachnąca we Wrocławiu (i okolicach) lawendę :)

Coś niesamowitego? Było! Fakt, że ludzie dotrzymują słowa. Dwa late temu Panny Młode z Wrocławia zbierały pieniądze na leczenie i rehabilitację Anielki. Na sam koniec Akcji jej mama - Jagna dziękując dziewczynom za zaangażowanie obiecała, że zrobi wszystko, aby zmieścić się w swoją suknie ślubną i za dwa lata wziąć udział w Akcji. I dotrzymała słowa :)))

Komu w tym roku pomagał Wrocław? Patrykowi, który w październiku skończy 3 latka. Chłopiec urodził się w 6 miesiącu ciąży jako skrajny wcześniak. Ważył mniej niż torebka cukru – 960 g, a mierzył 38 cm. Dostał 6 punktów APGAR. Po tak wczesnych i niespodziewanych narodzinach wynikło wiele komplikacji związanych z jego rozwojem. Spędził w szpitalu 123 długich dni. Od wyjścia ze szpitala jest pod opieką rehabilitantów, gdyż walczy z mózgowym porażeniem dziecięcym.
Jeśli chcecie o Patryku dowiedzieć się więcej i pomóc w zbiórce funduszy na jego leczenie, klikajcie tu. Dziękuję :)

I wreszcie, obiecane zwiedzanie Wrocławia z PMAC w pięciu punktach :)

1. Papugarnia - na ul. Ruskiej, prowadzącej do rynku,więc zawsze po drodze. Miejsce dla dzieciaków i dla odważnych dorosłych, bo to ewidente wejście do królestwa papug. I to one tu rządzą ;) Można je wziąć na rękę (choć wolą na głowę ;)), można nakarmić i zrobić sobie zdjęcia, można... oberwać pamiątką ;)

2. Renoma (galeria handlowa) i dach z widokiem na miasto :) Również po drodze na rynek, choć z innej strony. Jedno z tych miejsca, które czasem odwiedzają narzeczeni i Pary Młode na sesjach.
Nie jest to najlepsze miejsce widokowe w mieście, ale... jest darmowe, więc żal tego nie wykorzystać.

3. Forma Płynna - Beach Bar Wrocław - przyznam, że nie bywam często w okolicach Grunwaldu i jedyne plaże i bary jakie odwiedzam w tej części Wrocławia, to te troszkę dalej, przy ZOO (informacja dla turystów potrafiących dużo chodzić - Forma Płynna jest po drodze do ZOO i Hali Stulecia). Formę Płynną odwiedziłam więc po raz pierwszy i... już planuję w najbliższy weekend zabrać tam męża. Aby poleżeć w hamaku, poćwiczyć jogę, wypić i zjeść coś pysznego :)
W gratisie: obok Formy Płynnej znajduje się boisko do siatkówki plażowej :)

4. Park Trampolin JumpWorld - ale to jest fajne!!! Dla każdego i dla mnie - koniecznie do powtórzenia! Możesz skakać na trampolinach, możesz huśtać się na linie (jak Tarzan), możesz lądować w morzy gąbek, możesz grać w siatkówkę. I do tego dostajesz fajne skarpetki ;)

5. Zamek Topacz - wiedziałam, że tam będzie pięknie, słyszałam o tym od wielu osób, ale... nie zakładałam, że spodoba mi się tak bardzo :) To idealnie miejsce na weekend (wizyta w SPA i na basenie, spacery przy jeziorku, obiad w restauracji, bliskość Wrocławia), a także na wesele (Sala Balowa, jedna z trzech sal w obiekcie, jest cudna!, a tereny sprzyjają spacerom i pięknym zdjęciom). Teraz tylko czekam na okazję i pretekst, aby tam wrócić :)))

Na koniec: moja snapchatowa relacja :)






piątek, 25 sierpnia 2017

Jak odmówić zaręczyn?

O czym na blogu napisać w (prawie) rocznicę swoich zaręczyn? No pewnie, że jeśli wyczerpało się najsłodsze oblicze tematu, to... o  tym jak odmówić ;) Ale już tu i teraz, żarty na bok.

Wyobraź sobie sytuację w której dostajesz pierścionek i... jesteś w totalnym szoku. Bo ten facet na kolanach, ten jego drżący głos, ten pierścionek w pudełeczku... to mała rewolucja. Może krzyczysz radosne "tak", może nie wiesz co odpowiedzieć, może chcesz odmówić, a może mówisz zszokowane "tak", bo takie są zasady, a  Ty nie masz ani minuty do namysłu... Po chwili na ochłonięcie dochodzisz do wniosku, że nie chcesz tego pierścionka. I co teraz?

Czy teraz jest już za późno, bo mleko się rozlało? Nigdy nie jest za późno. Narzeczeństwo jest okresem przygotowania się do ślubu i do małżeństwa. W każdym jego momencie, coraz bliżej się poznając, omawiając swoje wizje przyszłości i wspólnego życia, możecie dojść do wniosku, że coś tu nie gra. I albo zaczniecie nad tym pracować, albo z tego zrezygnujecie.

Zgodziłaś się, a teraz chcesz odmówić? A może przeczuwasz, że dostaniesz pierścionek w najbliższym czasie?

Przygotuj się do rozmowy
Przed podjęciem rozmowy z nim zastanów się nad trzema kwestiami:
1) Dlaczego on się oświadczył?
Rzadko zdarza się, że mężczyzna wyskakuje z pierścionkiem jak Filip z konopi. Najczęściej takie pytanie jest poprzedzone licznymi rozmowami, planowaniem przyszłości, zastanawianiem się co będzie za 10 lat i jak to będzie, gdy... Postaraj się przypomn8ieć czy takie rozmowy miały miejsce? Jeśli tak, to czego dotyczyły? Co mówił on? Jak reagowałaś na jego plany? Co mówiłaś Ty? Co czułaś podczas tych rozmów? Czy wtedy tego chciałaś?
2) Czego tak właściwie nie chcesz... ślubu czy jego?
Czy chcesz wziąć ślub? Czy chcesz być z nim? Na co nie jesteś gotowa? Na ceremonie, na bycie żoną czy na bycie z nim?
Znam wiele par, które nie decydują się na małżeństwo, bo nie czują, że jest im ono potrzebne. I to jest dobre, bo oboje chcą tego samego. Znam pary w których ktoś zawsze nie był gotowy na małżeństwo, ale był pewny zwiazku. Znam tez i takie, w których gotowość do ślubu wzrastała wraz ze zmianą partnera. Jak jest u Ciebie? Czy z kimś innym byłoby Ci łatwiej?
3) Dlaczego?
Nie ma decyzji, bez uzasadnienia (choćby uzasadnieniem miało być przeczucie i brak gotowości).
Nie mydl  tu o nim i o jego zachowaniu, myśl o sobie. O tym jak się przy nim czujesz, jak jego zachowania wpływają na Ciebie, czego Ci brakuje i czego potrzebujesz
Czy go kochasz? Czy jesteś z nim szczęśliwa? Czy wyobrażasz sobie życie z nim? Jak Twoje życie powinno wyglądać za 10 lat? Czy jest tam dla niego miejsce? Co stracisz, a co zyskasz mówiąc mu "tak"?
4) Zerknij tu.

Porozmawiaj 
Na spokojnie, starając się kontrolować emocje, mając dokładnie przemyślane to co chcesz powiedzieć i co chcesz w efekcie tej rozmowy uzyskać.
Wytłumacz mu swoje stanowisko. Nie mów o nim, o jego złych zachowaniach i wadach. Mów o sobie, o swoich uczuciach. Nie przerzucaj na niego odpowiedzialności za swoje uczucia i wszystko co złe, nie przerywaj mu, nie uciekaj w trakcie rozmowy, jeśli nie będzie szła po Twojej myśli. Jeśli rozmowa stanie się zbyt emocjonalna, jeśli zaczniecie krzyczeć, zróbcie sobie przerwę i później do niej wróćcie.

czwartek, 17 sierpnia 2017

Poweselne przemyślenia "niepoprawnego" gościa

Rzadko, bo średnio raz w roku, zdarza nam się chodzić na wesele. Nasi bliscy zdecydowanie są nieweselni ;) Rzadko mam więc okazję do przyjrzenia się weselom w perspektywy gościa. W tym miesiącu wyczerpaliśmy nasz roczny limit i dzięki temu - mam o czym Wam dziś napisać.
O ślubie, weselu, sukience, tańcach i... dwóch polecanych miejscach we Wrocławiu :)

Ślubne oblicze Wrocławia, czyli makijaż, fryzura i sukienka :)
Pomimo tego, że na wesele wybieraliśmy się w okolice Warszawy, to jednak we Wrocławiu szukałam kogoś kto mnie umaluje i uczesze. Na miesiąc przed (dobrze, że na piątek), więc nie było łatwo i trafiłam do wybranych osób po raz pierwszy, za podstawowe kryterium wyboru stawiając odległość od domu. Nie należę do osób, które z takich miejsc wychodzą usatysfakcjonowane, zawsze mam z tyłu głowy wizję tego co w domu rozwalę lub zmienię, ale... tym razem wyszło całkiem trafnie, nie zmieniałam nic :) I myślę, że śmiało mogę Wam polecić makijaż u Katarzyny Antoniszyn (ślubny także) i fryzurę w KASUN. Sprawdźcie :)
Trzy słowa o mojej sukience, bo... muszę ;) Nie mam zwyczaju ubierania na wesele sukienek o długości przed kolano, które kojarzą mi się z wakacjami. Kombinuję więc z łączeniem spódnic (mam w domu solidną kolekcję tiulówek) z bluzkami, kombinezonami, długimi sukienkami. Lubię to, że nie wyglądam jak 3/4 pozostałych kobiet. A później mam wątpliwości czy aby na pewno trafię w styl wesela i nie będę zbyt rzucała się w oczy (to efekt naczytania się na grupach ślubnych o tym co wypada a co nie, co urazi Pannę Młodą a co nie) ;) 
Tym razem, już późną nocą, skończyło się tak:

Baczność, będzie zdjęcie!
Telefon chwilowo zmienił się w toster.

Ślub cywilny
Mam nadzieję, że z czasem rzeczywistość wszystkim odczaruje śluby cywilne, że ludzie zaczną je doceniać, nie traktując jak ślubów drugiej kategorii. Bo są specyficzne (krótsze i bardziej urzędowe), ale tak samo ważne i piękne.
To był pierwszy od baaaaaardzo dawna ślub cywilny na którym byłam. I super!

Wesele
Małe wesela są fajne, na małych weselach znasz połowę gości  i z każdym masz temat do rozmowy. Na małych weselach nikogo nie boli brak oczepin, goście rozchodzący się we wszystkie strony świata, gdy nie mają ochoty tańczyć, a na koniec 1/4 gości śpi w jednym domu na wszystkich podłogach (i nie, nie oddałabym tego za żaden hotel!).

Taniec
To moja najcenniejsza obserwacja i punkt dla którego powstał ten wpis. Nie lubię tańczyć, PM podobnie. Tańczymy tylko wtedy, gdy Paweł zaczyna się nudzić, a wyspacerowaliśmy już całą okolicę i wyjedliśmy wszystko co lubimy ;) Na tym weselu nawet usłyszeliśmy, że tańczymy więcej niż na swoim ;) A wracając do tematu. Kiedyś potrafiłam odmówić tańca każdemu, proponując w zamian inną formę spędzenia wspólnego czasu. Z jednym wyjątkiem, który sobie właśnie obecnie uświadomiłam. Nie odmawiam nastolatkom. Być może dlatego, że X lat temu naodmawiałam się na potęgę i mam poczucie, że mogłam tym komuś zrobić krzywdę w najgorszym momencie. No, to teraz się poprawiam. A tak poza tym - mam fajnych nastolatków w rodzinie :)

piątek, 11 sierpnia 2017

Trochę jak ze starej książki, trochę jak z albumów moich dziadków [reportaż ze ślubu Diany i Simona]

Jeśli na luzie, to w stodole, jeśli elegancko, to w pałacu? Jeśli idąc w jakimś kierunku, to bez oglądania się na boki i jakiegokolwiek miksowania oczekiwań/styli/zachowań. To całkiem prosty, często wyciągany wniosek. I jak dobrze, że wcale nie musi być prawdziwy :)

Chyba przede wszystkim tym ujął mnie ten reportaż. Tym, że eleganckie przyjęcie (tu w Pałacu Walewice) można połączyć z luzem, który wynika z osobowości Pary Młodej i gości. Z bosymi stopami w kościele, z biało-czerwonymi flagami na policzkach i oglądaniem meczu (bo przecież meczu się nie odpuszcza), filmem wyświetlanym "na bogato" - bo na ogromnej fasadzie budynku, z uśmiechami, dziką radością i maczaniem nóg w rzece. 

To wspomniane przed chwila maczanie nóg w rzecze jest powodem dla którego zwróciłam uwagę na ten reportaż. Zaczęło się od zdjęcia, które Wam pokazałam na fb, publikując ten reportaż. Zobaczyłam je kilka miesimy temu i wpatrywałam się z nie jak zahipnotyzowana. Bo wyglądało doskonale, trochę jak ze starej książki, albo raczej trochę jak ze starych albumów moich dziadków. Jak zdjęcie z historią, jak zdjęcie mające większą wartość.
I tak nawiasem mówiąc - nie macie wrażenia, że coraz więcej zdjęć (i ślubów i wesel!) wygląda jak na fotografiach sprzed 50-60 lat? Ja tak ;)

Dla mnie to trochę reportaż, trochę dokument. Ze zdjeciami, które ogląda się z przyjemnością i gdzie każde z nich jest małym dziełem sztuki. W końcu to zdjęcia fotografa, którego pracami chyba nikt nie miał okazji się nie zachwycić :)

Zdjęcia: Adam Trzcionka
Więcej zdjęć z tego ślubu możecie zobaczyć tu.