![]() |
| modwedding |
Zaczynamy intensywny okres. Prawie kupiona sukienka, końcowe odbieranie zaproszeń, zapraszanie gości, maraton po kancelariach w związku z naukami i spisaniem protokołu, degustacje tortów i cała masa rzeczy, która przede mną. Będzie cała masa wpisów na te tematy, więc wolałabym żadnego z nich nie poruszać tu i nic nie zdradzać ;) Obecnie dzielnie siedzę w rodzinnym domu do końca tygodnia, odwiedzam kolejne punkty z listy do odhaczenia, biegam po lekarzach (to jest pech :/), czuję się jak zombie odwiedzające ludzi, pijące herbaty oraz jedzące placki i zerkam z trwogą na harmonogram...
3 miesiące przed ślubem warto:
- dopełnić formalności w USC i
kościele,
- kupić obrączki, oddać je do wygrawerowania,
- rozpocząć spotkania w poradni małżeńskiej,
- dać na zapowiedzi w kościele,
- wybrać upominki dla gości i rodziców,
- wybrać animatorkę zabaw dla dzieci na weselu,
- zaplanować poprawiny (zarezerwować i kupić to co do nich potrzebne),
- zamówić dekoracje i kwiaty do kościoła, sali weselnej, samochodu,
- zrealizować wszystkie wcześniej pominięte punkty.
2/3 rzeczy z listy zostaje nam do zrobienia, zwłaszcza punkt ostatni ;) Sprawy kościelne i urzędowe mają się dobrze, na myśl o upominkach dla gości i rodziców mam pustkę w głowie (pomysłów jest cała masa, ale żaden nie robi na mnie wrażenia), o animatorce pomyślę, gdy podliczę ilość dzieci na weselu i ogromnie mnie cieszy, że nie mam poprawin ;)
Pobyt w domu jest dla mnie okazją do uświadomienia sobie jak wyglądają wesela w mojej rodzinie. Razem z tatą oglądamy filmy z wesel z ostatnich 5 lat: on się cieszy, ja jestem przerażona… Bo nawet moja, dość nastawiona na dogodzenie gościom niepoprawność, będzie dla nich szokiem… I nie będzie miało znaczenia to, że będę pierwszą Panną Młodą, która nie pije alkoholu i notorycznie odmawia każdym błagalnym prośbom i szantażom, „ze mną się nie napijesz”, gości. Sukienka do kościoła będzie najskromniejszą w historii rodzinnych wesel (taką do której połowa zaproszonych osób będzie miała ochotę dorzucić 100 zł na dokupienie i doszycie jakichś błyskotek), a sukienka na wesele to będzie coś co „przechodzi ludzkie pojęcie” (bo tak świętokrzyskie Panny Młode nie wyglądają). Fakt, że będę miała ochotę grać i bawić się z nastolatkami, a nie tańczyć (w odmawianiu też jestem mistrzem),dawać się namówić co 5 minut na słodzenie gorzkiej wódki (mam ciocię, która na wszystkich weselnych kasetach przekrzykiwała zespół i wyczynem będzie jej nie pozwolić – trzymam kciuki za zespół ;)) i inne romantyczne gesty (my z PM jesteśmy aromantyczni). A to dopiero początek lodowej góry przerażenia ;) Od samego początku byłam przekonana, że poziom niepoprawności zależy nie ode mnie, a od tradycji i zwyczajów w rodzinie. U mnie będzie zadziwiać (i oby nie szokować) nawet to co drobne… Więc muszę to dobrze…. opakować i sprzedać ;)
P.S. I ponownie, ze względu na liczne pytania, informuję, że blog po ślubie ma zamiar istnieć. I zamierza być jeszcze lepszy :
- kupić obrączki, oddać je do wygrawerowania,
- rozpocząć spotkania w poradni małżeńskiej,
- dać na zapowiedzi w kościele,
- wybrać upominki dla gości i rodziców,
- wybrać animatorkę zabaw dla dzieci na weselu,
- zaplanować poprawiny (zarezerwować i kupić to co do nich potrzebne),
- zamówić dekoracje i kwiaty do kościoła, sali weselnej, samochodu,
- zrealizować wszystkie wcześniej pominięte punkty.
2/3 rzeczy z listy zostaje nam do zrobienia, zwłaszcza punkt ostatni ;) Sprawy kościelne i urzędowe mają się dobrze, na myśl o upominkach dla gości i rodziców mam pustkę w głowie (pomysłów jest cała masa, ale żaden nie robi na mnie wrażenia), o animatorce pomyślę, gdy podliczę ilość dzieci na weselu i ogromnie mnie cieszy, że nie mam poprawin ;)
Pobyt w domu jest dla mnie okazją do uświadomienia sobie jak wyglądają wesela w mojej rodzinie. Razem z tatą oglądamy filmy z wesel z ostatnich 5 lat: on się cieszy, ja jestem przerażona… Bo nawet moja, dość nastawiona na dogodzenie gościom niepoprawność, będzie dla nich szokiem… I nie będzie miało znaczenia to, że będę pierwszą Panną Młodą, która nie pije alkoholu i notorycznie odmawia każdym błagalnym prośbom i szantażom, „ze mną się nie napijesz”, gości. Sukienka do kościoła będzie najskromniejszą w historii rodzinnych wesel (taką do której połowa zaproszonych osób będzie miała ochotę dorzucić 100 zł na dokupienie i doszycie jakichś błyskotek), a sukienka na wesele to będzie coś co „przechodzi ludzkie pojęcie” (bo tak świętokrzyskie Panny Młode nie wyglądają). Fakt, że będę miała ochotę grać i bawić się z nastolatkami, a nie tańczyć (w odmawianiu też jestem mistrzem),dawać się namówić co 5 minut na słodzenie gorzkiej wódki (mam ciocię, która na wszystkich weselnych kasetach przekrzykiwała zespół i wyczynem będzie jej nie pozwolić – trzymam kciuki za zespół ;)) i inne romantyczne gesty (my z PM jesteśmy aromantyczni). A to dopiero początek lodowej góry przerażenia ;) Od samego początku byłam przekonana, że poziom niepoprawności zależy nie ode mnie, a od tradycji i zwyczajów w rodzinie. U mnie będzie zadziwiać (i oby nie szokować) nawet to co drobne… Więc muszę to dobrze…. opakować i sprzedać ;)
P.S. I ponownie, ze względu na liczne pytania, informuję, że blog po ślubie ma zamiar istnieć. I zamierza być jeszcze lepszy :







































