Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przygotowania do ślubu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przygotowania do ślubu. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 listopada 2017

Fryzjer w lesie, James Bond w spódnicy i kakao jako recepta na wszystko - sześć miesięcy do ślubu! [Ula]

Priscila Valentina, Instagram
Ach... Kocham weekendy. Po szalonym pędzie tygodnia, nauczyłam się już niemal czuć na języku słodki smak piątku i tych rozpościerających się przede mną dziesiątek możliwości. A jeszcze bardziej kocham jesienne weekendy, bo chociaż stworzenie ze mnie raczej spacerowe, to nie mogę nie docenić tej cudownej przytulności domu, w którego ramiona wpycha mnie każdy październik i listopad. Nigdy gorąca czekolada nie smakuje tak cudownie, jak teraz!

W domu pachnie chlebem – jeśli nie piekliście nigdy własnego, to koniecznie spróbujcie, to naprawdę proste, wymaga tylko trochę czasu, sprawnego piekarnika, i …. miłości. :) Chętnych zapraszam po przepis i zakwas na Pragę! :) I cóż, myślę, że czas już opowiedzieć Wam trochę o naszych świadkach.

Druhna. Anioł stróż, Leon Zawodowiec, James Bond w spódnicy (zazwyczaj bladoróżowej). Trzyma nas za rękę, kiedy za gardło łapie nas wzruszenie, a zdarza się, że trzyma nasze włosy, kiedy garmażerka nie dopisze. ;) Planuje panieński, pamięta o kosmetyczce, koordynuje makijaże, zabawia gości, biega po wódkę, pilnuje, aby klimatyzacja działała... Lista rzeczy, które robi druhna, nie ma końca. Ciekawa jestem, kim są dla Was Wasze druhny – siostrami, przyjaciółkami od piaskownicy, bratnimi duszami, przyszłymi szwagierkami? Czy po prostu – znajomymi, które cenicie z uwagi na praktyczne podejście i zdolności organizacyjne? A może wybrałyście na świadka brata, serdecznego przyjaciela, ciocię, córkę chrzestną?

Jaka powinna być druhna idealna? W zasadzie widzę tylko jeden warunek – musi Ci dobrze życzyć. :) Reszta to bardzo indywidualna sprawa – czy ma to być wulkan energii, który zaleczy Twoją skłonność do "przymułek", cichutki, dobry duszek, który poda chusteczkę w odpowiednim momencie, a może petarda, która da do słuchu osobnikowi sprawiającemu problemy na weselu? W tym przypadku doskonale jest się zdać na kobiecą intuicję, jak widać sprawdza się ona nieźle, nigdy bowiem nie słyszałam od znanych mi panien młodych, żeby były zawiedzione swoim wyborem.

Dla mnie z kolei wybór druhny nie był taki oczywisty, i chociaż są dziewczyny, za którymi poszłabym w ogień, to nie wiedziałam, którą należy poprosić o pełnienie tej funkcji. Dlatego właśnie zrezygnowałam z druhny, i... wybrałam trzy! :) Kiedy decyzja zapadła, poczułam ogromną ulgę, tak jakby coś nagle wskoczyło na swoje miejsce. Przecież to było takie oczywiste, naturalne... Co trzy głowy, to nie jedna! A zatem: druhny: moja młodsza siostra - P. Siostra Pawła - A. Przyjaciółka - P. Zupełnie inne, ale wszystkie niezawodne, kochane, dziewczyny, które znają mnie na wylot (niestety... ;) ) i akceptują taką, jaką jestem. Razem tworzymy jedyny w swoim rodzaju PUPA squad. ;) One są jednym z powodów, dla których nie mogę się tego dnia doczekać...! Na ślub i wesele nie zamierzam moich druhen ubierać w identyczne sukienki. Tak, zapewne świetnie to wygląda na zdjęciach. Tak samo, jak świetnie wyglądam na zdjęciach w wieku pięciu lat przebrana w kwiecistą różową sukieneczkę z Reichu... Nigdy więcej. ;) Przy odmienności ich temperamentów i typów urody byłoby to przebieranie ze szkodą dla naturalnego uroku. Na razie stoi tylko na podobnej kolorystyce, ale co z tego wyjdzie, nie mam pojęcia! ;)

Pierwsze spotkanie organizacyjne sztabu generalnego miałyśmy 21 października i powiedziałabym, że to był wieczór, który zapamiętam na długo... ale bym skłamała. :D Nie zmienia to faktu, że było wspaniale i cieszę się, że tak wybrałam – zanosi się na to, że wieczór panieński odbędzie się przynajmniej trzy razy, a jednocześnie – nie będę miała żadnego tradycyjnego panieńskiego.

Osobom, które rozważają kilka druhen od razu mówię, że to rozwiązanie nie jest pozbawione pewnych wyzwań. Jednym z największych jest konieczność wejścia na wyższy poziom logistyki. Mówię to po tym, jak biegnąc w deszczu na zajęcia trzymałam w zębach komórkę na głośnomówiącym, a ołówkiem rozpaczliwie notowałam na jakimś luźnym karteluchu godziny zaproponowane przez fryzjerkę, próbując to w głowie zestawić z grafikiem makijażystki. Ale wystarczy, że wyobrażam sobie spędzenie przygotowań do ślubu w towarzystwie kilku bardzo bliskich mi kobiet, a wiem, że jest to warte wszelkich szpagatów grafikowych. ;)

Jeśli chodzi o Pawła, to mogę ten temat streścić w kilku krótkich żołnierskich słowach, bo nie miał on żadnych rozterek i wątpliwości w kwestii świadka. Pawłowi drużbuje brat. Chociaż ma kilku bliższych i dalszych kumpli, to jednak najbardziej polega na K. Co tu kryć, grunt to rodzinka. :) Natomiast kawalerski sprowadzi się najprawdopodobniej do zabrania ziomów, wędek i piwa nad jezioro. Czego można chcieć więcej? ;)

My tu gadu gadu, a ja zapomniałam się Wam pochwalić – mamy zaproszenia! W realizacji pomogła nam bardzo ekipa ze Ślub i papier muszę przyznać, że działają ekspresowo, a ceny mają bardzo konkurencyjne. Ostatnia korekta i przelew był w czwartek, a zaproszenia przyszły w poniedziałek! Bardzo podobała mi się możliwość przejrzenia w pdfie gotowego projektu zaproszeń dla wszystkich gości. Dzięki temu wyłapaliśmy... nie, nie chcecie nawet wiedzieć, ile literówek może kryć się w stu zaproszeniach... W jednym przypadku z rozpędu omal nie użyłam ksywy znajomego jako nazwiska, tak dobrze do niego przylgnęła! :D Wzór zaproszenia wybraliśmy wspólnie, a P. zaproponował cytat na okładkę (ten oryginalny, o ruinie serca, jakoś średnio przypadł nam do gustu ;).

Konieczność zamówienia zaproszeń wiązała się również z rozmową z rodzicami na temat listy gości. Pamiętam, jak pisałam Milenie w moim pierwszym mailu, że obawiam się, że to będzie najbardziej problematyczny element wesela. Tymczasem wszystko odbyło się tak gładko, że jestem niemal zawiedziona! ;) Lista gotowa, a my zaczęliśmy już nawet zapraszać gości (i bardzo dobrze, bo to zajmuje dużo, patrzcie mi na usta: D U Ż O czasu – i jest świetne, ale przy dwustu gościach nierealne do wykonania w mniej niż dwa miesiące, co oznacza, że tak naprawdę właśnie teraz, pół roku przed ślubem, jest najlepszy czas, żeby to ogarnąć).

Kolejna rzecz, o której pisałam w mailach do Mileny to moja wielka ekscytacja pomysłem, że przygotowania do ślubu odbyłyby się całkowicie w domkach umiejscowionych w środku lasu, dzięki temu, że przyjechałaby do nas zarówno makijażystka jak i fryzjerka. To uda się wykonać tylko w części. Miałam tyle przygód z szukaniem dobrego fryzjera, który zgodzi się na przyjazd i zmieści się w budżecie, że w końcu dałam sobie spokój i wybrałam dobry salon 15 minut od naszej bazy i załatwiłam kierowcę, który będzie nas transportował tam i z powrotem. Trudno, czasem nie warto się szarpać, szczególnie jeśli mogą na tym ucierpieć włosy.

Z dziedziny sacrum: zaczęliśmy właśnie uczęszczać na nauki do Dominikanów na Freta w Warszawie, mogę je serdecznie polecić, w ślad za dziesiątkami innych zadowolonych par. Nauki dobywają się w trybie weekendowym, w ciepłej, przystępnej atmosferze, odczarowują stereotyp zaściankowego, wstydliwego katolickiego małżeństwa. ;) Pozostawiły też uczucie, że nad kilkoma sprawami trzeba jeszcze popracować... Ojciec Pilśniak potrafi zmienić perspektywę. Chociaż jest wielu chętnych, a mało miejsc, to naprawdę zachęcam do starań o udział w tych naukach, szczególnie jeśli jesteście zapracowani i nie macie czasu na większą ilość spotkań.

Z dziedziny pesymistyczne: nadal nie ćwiczę, nadal jem majonez, nadal nie uczę się do egzaminu i nadal nie mam na nic czasu. Na szczęście bezpieczniki przepaliły mi się już dawno, więc z mojej twarzy nie schodzi szeroki uśmiech, a w razie zakłóceń mam w odwodzie kakao. :>

Na grudzień zostaje nam maraton zaproszeniowy, dalsza część nauk i wizyta w poradni, ostatnie panieńsko-kawalerskie święta i dekoratorzy (nadal czekamy na detale realizacji). I pewnie milion innych rzeczy, o których teraz nie pamiętam, a które przypomną mi się pewnie w najmniej odpowiednim momencie. To dobry moment na zacytowanie Scarlett: I can't think about that right now. If I do, I'll go crazy. I'll think about that tomorrow. 

czwartek, 29 września 2016

Dlaczego warto zaangażować narzeczonego w przygotowania do ślubu?

Our Love Is Loud / greenweddingshoes
O tym, że jak zaangażować narzeczonego w przygotowania do ślubu napisze Wam większość portali i blogów. O tym, że większość dziewczyn tego oczekuje wywnioskujecie na forach i grupach. O tym, że nie zawsze kończy się to tak jak narzeczona sobie wymarzyła, nawet ja kiedyś pisałam (o tu). Wychodzę więc z założenia, że Ty chcesz (pomimo wszystko ;)), ja to popieram i części mającej wątpliwości udowodnię, że, mimo wszystko, WARTO :)

Dlaczego warto zaangażować narzeczonego w przygotowania do ślubu i wesela?

1) Bo to też jego ślub!
Proste i oczywiste. Bez niego ten ślub się nie odbędzie, bez niego to wesele będzie wybrakowane. Dlaczego więc, na pierwszym etapie Waszego wspólnego życia jako narzeczeństwo/małżeństwo, jego ma nie być?
Jeśli ten dzień jest Wasz, to powinien zaspokoić potrzebu obu stron.
Ktoś mądry zapytał mnie czy brak narzeczonego na etapie przygotowań to nie jest, w niektórych przypadkach, początek złej relacji i brak odpowiedniego podziału ról? Jeśli tak uważasz, to jest. Bo jeśli on nie będzie z Tobą w tym momencie, to dlaczego potem ma z Tobą sprzątać, urządzać mieszkanie i zajmować się dzieckiem. Przecież, we wszystkim, Ty jako kobieta będziesz lepsza ;)
Wiem, to duże uogólnienie, ale... coś prawdziwego w tym jest.

2) Sprawdzenie się w sytuacjach organizowania
To prawdopodobnie pierwsza okazja do sprawdzenia się przy wspólnym organizowaniu, ale z pewnością nie będzie ostatnią. Przed Wami parapetówki, chrzciny, imieniny, święta i cała masa innych wydarzeń wymagających współpracy, chodzenia na kompromisy, negocjowania, radzenia sobie ze stresem i działania pod presją. Warto wiedzieć czego po drugiej osobie możesz się spodziewać i co zrobić, aby działało się Wam lepiej :)

3) Nauka współpracy
Punkt trzeci wynika z punktu drugiego. Wspólne działanie uczy. Uczy o Tobie, o drugiej osobie i o tym co jest miedzy Wami. Uczy komunikatywności, odpowiedzialności, wzajemnej pomocy, dzielenia się, zespołowego wykonywania zadań, nie wchodzenia w swoje kompetencje, ustępowania, osiągania wspólnych celów i wspólnego rozwiązywania problemów (teraz banalnych, potem... być może większych). To coś co wykorzystacie nie tylko przy organizacji, ale i w codziennym życiu, choćby w postępowaniu z dzieckiem.
Wiecie jak współpracę definiuje choćby Wikipedia? Jako "zdolność tworzenia więzi". Więc... no jasne, że WARTO :)

4) Poznanie swoich granic i preferencji
Oczywistym jest, że nie każdy we wszystkim będzie ekspertem, że są zadania, które komuś można odpuścić, bo ich nie cierpi, a Ty radzisz sobie z nimi dużo lepiej. Wszystko jest kwestią wyczucia i/lub rozmowy, zaangażowania się w to co Wam odpowiada, sprawiedliwego w odczuciu obojga podziału zadań, doceniania umiejętności drugiej osoby, pomocy w sytuacjach, gdy ona sobie nie radzi i podejmowania wspólnych decyzji.

5) Zaangażowanie w... Was
Razem możecie więcej/lepiej :)
Jedno z najfaniejszych zdań jakie przeczytłam o  wspólnych przygotowaniach brzmiało: 

"Tak naprawdę to dzięki temu te przygotowania były takie super, bo zbliżyły nas do siebie we wspólnym projekcie, w końcu to nasz dzień, a nie tylko mój.". Bo tak to działa, gdy działa dobrze :)

wtorek, 24 lutego 2015

3 miesiące do ślubu, czyli... zombie zombie zombie

modwedding
3 miesiące do ślubu... I chyba po raz pierwszy odczuwam, że to bliżej niż dalej i jako jedyna z zainteresowanych na pytanie: "To jak, macie wszystko załatwione?" odpowiadam "Jeju, nic nie mamy..." ;)

Zaczynamy intensywny okres. Prawie kupiona sukienka, końcowe odbieranie zaproszeń, zapraszanie gości, maraton po kancelariach w związku z naukami i spisaniem protokołu, degustacje tortów i cała masa rzeczy, która przede mną. Będzie cała masa wpisów na te tematy, więc wolałabym żadnego z nich nie poruszać tu i nic nie zdradzać ;) Obecnie dzielnie siedzę w rodzinnym domu do końca tygodnia, odwiedzam kolejne punkty z listy do odhaczenia, biegam po lekarzach (to jest pech :/), czuję się jak zombie odwiedzające ludzi, pijące herbaty oraz jedzące placki i zerkam z trwogą na harmonogram... 

3 miesiące przed ślubem warto: 
- dopełnić formalności w USC i kościele,
- kupić obrączki, oddać je do wygrawerowania,
- rozpocząć spotkania w poradni małżeńskiej,
- dać na zapowiedzi w kościele,
- wybrać upominki dla gości i rodziców,
- wybrać animatorkę zabaw dla dzieci na weselu,
- zaplanować poprawiny (zarezerwować i kupić to co do nich potrzebne),
- zamówić dekoracje i kwiaty do kościoła, sali weselnej, samochodu,
- zrealizować wszystkie wcześniej pominięte punkty. 

2/3 rzeczy z listy zostaje nam do zrobienia, zwłaszcza punkt ostatni ;) Sprawy kościelne i urzędowe mają się dobrze, na myśl o upominkach dla gości i rodziców mam pustkę w głowie (pomysłów jest cała masa, ale żaden nie robi na mnie wrażenia), o animatorce pomyślę, gdy podliczę ilość dzieci na weselu i ogromnie mnie cieszy, że nie mam poprawin ;)

Pobyt w domu jest dla mnie okazją do uświadomienia sobie jak wyglądają wesela w mojej rodzinie. Razem z tatą oglądamy filmy z wesel z ostatnich 5 lat: on się cieszy, ja jestem przerażona… Bo nawet moja, dość nastawiona na dogodzenie gościom niepoprawność, będzie dla nich szokiem…  I nie będzie miało znaczenia to, że będę pierwszą Panną Młodą, która nie pije alkoholu i notorycznie odmawia każdym błagalnym prośbom i szantażom, „ze mną się nie napijesz”, gości. Sukienka do kościoła będzie najskromniejszą w historii rodzinnych wesel (taką do której połowa zaproszonych osób będzie miała ochotę dorzucić 100 zł na dokupienie i doszycie jakichś błyskotek), a sukienka na wesele to będzie coś co „przechodzi ludzkie pojęcie” (bo tak świętokrzyskie Panny Młode nie wyglądają). Fakt, że będę miała ochotę grać i bawić się z nastolatkami, a nie tańczyć (w odmawianiu też jestem mistrzem),dawać się namówić co 5 minut na słodzenie gorzkiej wódki (mam ciocię, która na wszystkich weselnych kasetach przekrzykiwała zespół i wyczynem będzie jej nie pozwolić – trzymam kciuki za zespół ;)) i inne romantyczne gesty (my z PM jesteśmy aromantyczni). A to dopiero początek lodowej góry przerażenia ;) Od samego początku byłam przekonana, że poziom niepoprawności zależy nie ode mnie, a od tradycji i zwyczajów w rodzinie. U mnie będzie zadziwiać (i oby nie szokować) nawet to co drobne… Więc muszę to dobrze…. opakować i sprzedać ;) 

P.S. I ponownie, ze względu na liczne pytania, informuję, że blog po ślubie ma zamiar istnieć. I zamierza być jeszcze lepszy :

piątek, 23 stycznia 2015

4 miesiące do ślubu, czyli... wesele nieidealne

weddbook
Kompletnie w głowie mi się nie mieści, że istnieją na świecie ludzie, którzy mają idealne wesela. To jest w ogóle wykonalne? Bo ja, na 4 miesiące przed, mam wrażenie, że coraz więcej spraw zamiast wyglądać "ok", wygląda kiepsko...

Tu nawet nie trzeba czepiać się tego, że na coś budżet nie pozwoli lub zakup czegoś to prawdziwy koszmar (czyt. zakup sukni ślubnej). Tu wystarczy nic nie robić i czekać na to co zgotuje los.
Chciałam mieć druhny? Przyznam, że w życiu nie spodziewałam się, że na cztery dziewczyny tylko dwie mogą mieć możliwość uczestnictwa w ceremonii, a tylko jedna będzie miała głowę wolną od problemów (cóż, ma 16 lat). Hitem hitów jest fakt, że można w godzinach popołudniowych,  w normalnym LO, zdawać maturę w sobotę ;) 
Zamiast, jak standardowi ludzie w naszym wieku przygotowujący się do ślubu, jeździć po weselach, to jeździmy po pogrzebach. Ze świadomością, że nawet jeśli nie umiera nam nikt najbliższy, to i tak połowę rodziny będziemy mieć na weselu w żałobie.

Czasem "rączki opadają". I na irytację mam jedno lekarstwo o którym czasem zapominam. Niepoprawność.
Są tu osoby, które były ze mną na samiutkim początku, jeszcze tylko na fanpage'u? Pierwsze słowo brzmiało inaczej, mniej poprawnie. Bo to wcale nie miała być kreatywna, oryginalna, nietypowa Panna Młoda... Ona miała być (i jest, choć to nie każdy widzi) zagubiona i beznadziejna w swojej roli ;) Miała mieć cechy, z których nie da się być dumnym, ale które pozwalają spokojnie oddychać, nawet, gdy coś się wali na głowę. Bo w końcu nie jest idealna, a nawet więcej: nie jest poprawna.

Zerkając, z chęcią przerażenia się, na punkty z harmonogramu:

4 miesiące przed ślubem warto: 
- zacząć przygotowywać wszystkie niezbędne dokumenty (większość ważna (najczęściej) jest tylko 3 miesiące),
- ustalić wygląd oczepin,
- przygotować się do podróży poślubnej: kupić bilety lotnicze, zarezerwować noclegi itp.,
- dopracować listę prezentów ślubnych, 
- rozpocząć zapraszanie gości.

Dobrze jest podróż poślubną planować najwcześniej na listopad i czekać na tanie loty jeszcze przez kilka miesięcy. Dobrze nie chcieć mieć listy prezentów. Dobrze mieć poczucie, że ma się czas na dokumenty i zapraszanie ;)
I zdecydowanie niedobrze wymyślać oczepiny bez oczepin i nadrabiać zaległości z poprzednich miesięcy ;)

wtorek, 23 grudnia 2014

5 miesięcy do ślubu, czyli... jeszcze mam czas ;)


5 miesięcy... To mało, to już ten moment w którym można stwierdzić, że za mało na większe zmiany. Można, ale ja nie planuję tego robić. Jeszcze, na wszystko, jest czas :D

Być może nie ma czasu na ślub kościelny w plenerze ;), ale nie brakuje mi czasu na to co uważam za ważne i ważniejsze. Mam jedynie nadzieję, że ten szybko biegnący czas da mi lekkiego kopniaka i wielką motywację :)

Na sekundkę zerknę do mojego harmonogramu:

5 miesięcy przed ślubem warto:
- wybrać strój i dodatki dla pana młodego,
- określić ostateczną listę gości,

- zarezerwować noclegi i transport dla gości,
- wybrać i zamówić zaproszenia, winietki, menu, itp.,
- zebrać dane kontaktowe do zapraszanych gości,
- opracować listę utworów weselnych, wybrać utwór na pierwszy taniec,
- rozpocząć naukę pierwszego tańca,
- zamówić oprawę muzyczną ceremonii.

Nie tak źle, mam załatwione 3,5 ;) I najbardziej niepokojąco brzmi ten "pierwszy taniec". To już ten moment, czas na moje drugie miejsce wśród ślubnych koszmarów, zaraz za zakupem sukni (a sukni jeszcze nie ma) :P

Pamiętacie, że chciałam mieć druhny? No i wszystko się sypie... Początkowo miałam jedynie wrażenie, że moja świadkowa wolałaby tego "stadka" dookoła siebie nie mieć. Teraz to już dziewczyny się wykruszają... Jedna, bo ma drugie wesele na którym prawdopodobnie będzie druhną i chce być pół na pół (wg mnie to nierealne). Druga, bo ma w dniu ślubu maturę ustną (w normalnym LO, gdzie w moim mieście nigdy w życiu nie było matur w soboty, nawet gdy klas było dwa razy tyle). Cudnie :/

Dziś będzie mało o przygotowaniach do ślubu, a więcej o tym co będzie po ślubie....

Zbliżające się święta, to moje ostatnie takie święta... "Ostatnie tak fajne." - serio, tak pomyślałam. Obraz tego jak moja rodzina i rodzina PM spędza święta jest dramatycznie różny i kompletnie nie mam pojęcia jak za rok odnajdę się w ich rzeczywistości.

Czemu za rok? Bo nie mamy zwyczaju z PM spędzać razem świąt. Widujemy się, pomijając godziny pracy, 24h na dobę, więc przerwa od siebie bardzo dobrze nam robi i takie dni odpoczynku wręcz uwielbiamy. Że też nie mam wizji przeszmuglowania tego na kolejne lata ;)

W drugi dzień świat będę miała pierwsze od chwili zaręczyn rodzinne spotkanie. Pierwsze na którym będziemy wszyscy z rodzicami, gdyż na dotychczasowych zazwyczaj kogoś brakowało (najczęściej PM lub jego rodziców). Przyznam, że mnie to przeraża, bo będę zmuszona do rozmowy i odpowiadania na pytania (i ataki), których staram się unikać.

W głowie przewiduję różne warianty tego spotkania, obmyślam pytania, odpowiedzi... Zagadnęłam więc przy okazji jednej z takich myśli PM.

[NPM] Jak myślisz, kto z nas dałby się łatwiej przekabacić, aby do teściów mówić "mamo-tato"?

[PM] Przekabacić to nie, ale przekupić tak. Np. za 50 tysięcy ;)

poniedziałek, 24 listopada 2014

6 miesięcy do ślubu, czyli... czas odpocząć ;)

nationaltravel
A dokładniej... Sześć miesięcy minus jeden dzień ;) Czy to ten moment w którym normalni ludzie panikują? Intensywnie szukają tego czego im brakuje, z podekscytowaniem lub zniecierpliwieniem ("Niech to się wreszcie skończy.") czekają na ten dzień. Ja mam inaczej... Od prawie miesiąca nie robię nic. Odpoczywam.

Myślenie o czymś, co nie jest nadrzędnym celem życia czy wyjątkowym marzeniem, przez ponad rok może być męczące. Tak męczące, że nie dziwię się, że dawno temu ktoś wpadł na to, że Parze Młodej należny się po tym (miesięczna) podróż poślubna ;)

Prawdopodobnie mogłabym w tym miejscu powtórzyć wszystko to co w "A kiedy spadam... udaję, że lecę! Pierwszy rok NPM!". Dodać, że tylko nic-nie-robienie pomaga mi zapomnieć, że nie będzie na ślubie i weselu kogoś ważnego (i to więcej niż jednej osoby), a lista gości mnie przeraża (cóż, nie każdy wybór zależy ode mnie).
 
Od początku listopada nie zrobiłam nic z myślą o swoim ślubie. Dużo lepiej myśli mi się o ślubach i weselach ogólnie, więc przez ostatni miesiąc podróżowałam po Polsce i odwiedzałam Targi Ślubne. Wchodząc jak każda Panna Młoda, ale szukając czegoś z nastawieniem osoby, która nie traktuje tematu osobiście i z presją, a bardziej jako pracę. I to mi się podobało :) To dobry znak na przyszłość.

Wiecie jak wygląda moja wizyta na Targach? To sama zabawa ;) Chodzę anonimowo i ściemniam wystawcom, aby przykuć ich uwagę, że ślub biorę jakiś rok później. Tym sposobem mam okazję do doskonałego sprawdzenia jak firmy traktują swoich potencjalnych klientów.
Wczoraj, wyjątkowo, byliśmy z PM razem we Wrocławiu. I ludzie spojrzeli na nas jak na kosmitów słysząc nasz dialog przy wejściu:
[PM] To ja mam zapłacić?
[NPM] Tak, ja Ci wyśle w domu przelew za mój bilet.
Bez jednej głowy, jednego serca i jednego konta ;)

Odpoczywam, więc mam niewiele do napisania ;)

środa, 26 lutego 2014

Miłość w filmach, teledyskach i serialach

Obecnie intensywnie myślę o tym czy chce mieć film z wesela i w związku z tym namiętnie oglądam ślubne filmy na youtube. Na niektórych pękam ze śmiechu, przy niektórych płaczę, a jeszcze inne wprost mnie zachwycają. Nie na każdy z nich będę miała miejsce w swoich wpisach, więc postanowiłam dziś trzy z tych, które mnie zainteresowały wrzucić do postu w ramach ślubno-filmowego wieczoru ;) Zapraszam do oglądania.

Oświadczyny

- "Czy zostaniesz moją żoną?
- Ty chyba żartujesz sobie."

Bardzo lubię piosenkę, która leci w tle już od początku filmiku. Pan Narzeczony jest... brak mi słów, ale z pewnością nikt przy nim nie będzie się nudził. Choć na starość może to być kłopotliwe ;) Do tego jechał samochodem z rejestracją, którą lubię :D
Genialna pamiątka!


Oglądając ten filmik przyszło do głowy dodatkowo parę serialowych. Oglądacie "How I Met Your Mother" lub "Glee"? Z "Glee" kojarzy mi się właśnie piosenka "Marry You", a serial całkiem dobrze sobie radzi z pomysłami na oświadczyny z muzyką i tańcem na pierwszym miejscu (Will-Emma, Blaine-Kurt). Ale moim numerem jeden i jednymi z najlepszych oświadczyn w historii seriali jakie widziałam są te: Barney 'Legendary' Stinson i Robin ;)

Macie jakieś ulubione serialowe i filmowe sceny oświadczyn i ślubów?

A wracając do tematu... Punkt kolejny.

Przygotowania do ślubu

Mam specyficzne poczucie humoru i mało co mnie śmieszy. Temu teledyskowi udaje się to za każdym razem, nawet przy pięćdziesiątym wyświetlaniu ;) Nic tu do mnie nie pasuje (ani stylizacje, ani traktor!, ani siebie nie wyobrażam sobie w takim filmie), a jednocześnie wszystko wywołuje u mnie uśmiech od ucha do ucha i bardzo mi się podoba. Uwielbiam piosenkę, uwielbiam Pana Młodego (jest rewelacyjny). I traktor!


Pierwszy taniec

Osobiście nie przepadam za łączeniem tańców. Najbardziej podobają mi się te spokojne, klasyczne, w jakimś stopniu romantyczne. W tym wypadku jednak to druga cześć mnie zachwyciła. Jest fenomenalna! Wyuczony perfekcyjnie układ (już widzę entuzjazm na twarzach tych, którym powiedziałabym: "Tańczycie ze mną"), świetna Para Młoda, świetni tancerze i nieśmiertelny Jackson.