Kiedyś podczas rozmów z najbliższymi stwierdziłam, że tort weselny mogę zrobić sama. Będzie i piękny i smaczny i mój (a moje ego będzie skakało z radości przy każdym komplemencie). Mój pomysł został natychmiastowo obalony, a ja ciągle przekonuję się, że to żadna filozofia. Tym bardziej, że równie mocno jak "lukrowe kopce" podobają mi się nagie torty (Naked cakes), które doskonale sprawdzą się np. na rustykalnym weselu.
Dla nielubiących masy cukrowej, lukru, marcepana, czekolady itp. na tortach takie rozwiązanie jest idealne. Dostajemy tu jedynie biszkoptowe ciasto i kremy, a dodatki i ozdoby stanowią owoce lub kwiaty. Tort z owocami brzmi niesamowicie pysznie, to coś (owoce + słodkie) co jadam na weselach odstawiając wszystkie inne potrawy, na które zaczyna brakować mi szufladek w żołądku (na słodycze mam osobne). To takie... domowe, przytulne ciasta, niczym z kuchni babci sprzed 20 lat. Naked cakes prezentują się przy tym wyjątkowo dobrze i wcale nie muszą być skromne, wszystko zależy od inwencji autora i wymagań Pary Młodej ;)
Mam
dla Was zagadnę: Jak myślicie, oceniając wzory, w jakim kraju został
upieczony ten tort? Połapią się wszyscy, że to nie polskie? Jego zdjęcie
znajdziecie tu.
P.S. Wczoraj miałam urodziny. Nadal przyjmuję gratulacje za przeżycie
tylu lat i wsparcie na kolejne 200 ;)
źródło zdjęć: pinterest
źródło zdjęć: pinterest




