Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozczarowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozczarowanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 września 2015

O depresji... poślubnej

danslesbasketsdelamariee
Pamiętam, że na dzień po ślubie czekałam jak na Świętego Mikołaja. W niedzielę obudziłam się z myślą „Jejku, jak jest pięknie. Jak super mieć to już z głowy.”. I wtedy nawet by mi na myśl nie przyszło, że są na tym świecie osoby, które ten pierwszy dzień przeraża i u których wywołuje łzy. A jednak są i co więcej: akie reakcje są całkiem normalne.

Okres przygotowań do ślubu i wesela to intensywny czas. Bardzo często Pary Młode ze wszystkich sił starają się, aby ich wesele było wyjątkowe. Może nie idealne, może nie jak z bajki, ale takie, aby sprawiało im frajdę i aby mogli w finale powiedzieć "niczego nie żałujemy". To czas w którym ślubem żyje się niemal 24h na dobę (w pracy też, a gdy myśli się o nim cały dzień, to... ciężko o nim nie śnić), planuje kolejne atrakcje, negocjuje ze sceptyczne nastawioną rodziną, rozmyśla jak ten wyjątkowy dzień będzie wyglądał... A ten dzień mija błyskawicznie. Budzisz się drugiego dnia rano i już nic co do wczoraj było dla Ciebie codziennością nie jest aktualne i może nawet nie okazało się zadowalające.

Nie wszystko mogło pójść idealnie... Ta myśl jest największym utrapieniem perfekcjonistek. Miały jeden dzień w życiu i tylko jedną okazję do zrealizowania go zgodnie z marzeniami. Cóż, mogło nie wyjść. Ulubiona ciocia mogła pokłócić się z wujkiem, przyjaciółka nie dać rady dojechać, sukienka mogła rozedrzeć się jeszcze przed wyjściem do urzędu, goście niechętnie tańczyć na parkiecie, a tort okazać kompletną katastrofą. Mogło nawet wszystko się udać, ale... nie był to najpiękniejszy dzień w Twoim życiu. To rzeczy, których nigdy nie będzie można powtórzyć i... trochę tego żal.

Po kilkunastotysięcznym okresie intensywnej pracy możesz, po raz pierwszy, odczuć zmęczenie. Towarzyszy Ci huśtawka emocjonalna, opada adrenalina, podekscytowanie ustępuje miejsca... rzeczywistości i ogarnia Cię zmęczenie, fizyczne i psychiczne.

"Jak to teraz będzie?" to pytanie, które może przerazić. No bo... czasem nie było okazji do pomyślenia o tym, czasem miało się wrażenie, że to oczywiste, że jest się pewną i zna się odpowiedź na każde pytanie. I pomimo tego można poczuć się przerażoną, bo... teraz to już nie plan na przyszłość, a teraźniejszość.

Coś się zmienia, coś się kończy... Od zawsze przerażało mnie słowo koniec i w zakończeniach byłam beznadziejna. Starałam się nigdy nie widzieć końca i zawsze pamiętać jedynie o tym, że zaraz za nim jest nowy początek. Myślę, że wiele osób ma podobnie. A w dniu ślubu, nawet jeśli napisy "game over" uważasz za głupie, to musisz przyznać, że coś się kończy. Coś co nie jest drobnostką. Kończy się Twoje panieństwo. Nawet pomimo wspólnego mieszkania z narzeczonym i bycia razem 10 lat, choćbyś się zapierała nogami i rękami - to fakt, kończy się (choć nie każdego musi ten koniec mocno "ruszać"). Kończy się rola społeczna, którą przez kilkanaście miesięcy piastowałaś - rola Panny Młodej. Nie będziesz spędzała już dni na wyborze kwiatów do bukietu, degustacji tortów, rozmach z fotografem o zdjęciach czy z gośćmi, którzy ekscytowali się Twoim dniem. W jedną noc wszystko to czym zajmowałaś się, czym żyłaś, przez ostatnie miesiące znika.

O tym się rzadko mówi. To ten moment w którym kończy się filmowa bajka... To ten moment w którym dla rodziny kolejną atrakcja z Twojego życia będzie ciąża i urodzenie dziecka. I jego, nie Twoje, kolejne imprezy... To moment w którym mogą "puścić" emocje. Gdy po policzku popłyną łzy, gdy będziesz miała ochotę krzyczeć i uciec, gdy sama możesz mieć problem ze zrozumieniem tego co czujesz.

Jak sobie z tym poradzić?

Nie wszystko poszło idealnie? Ideały nie istnieją. Tak, zapewne już wiele osób Ci powtórzyło, że "to tylko ślub", że "nie było tak źle", że "nie warto rozpaczać nad czymś na co nie masz już wpływu", że "przecież wyszło to co miało wyjść, on został Twoim mężem". Wiem, że ciężko Ci w to teraz uwierzyć i postawić się w szeregu z wszystkimi przeciętnymi weselami, ale... kiedyś to straci na znaczeniu. Tylko sobie na to pozwól, zdystansuj się do tego dnia, oswój z nową rzeczywistością i czekaj na kolejne wyjątkowe wydarzenia :)

Ludzie nie lubią negatywnych emocji, uważają je za złe i niepotrzebne. Bzdura. Jeśli tylko tego potrzebujesz, to pozwól sobie na chwilę płaczu i momentu w którym będziesz mogła to wszystko, co tak błyskawicznie (bo w jedną noc) zniknęło, odżałować. Możesz być rozgniewana, smutna, rozczarowana, a nawet obojętna. Masz praw do do negatywnych emocji zarówno przed ślubem (o tym pisałam tu), jak i po. Pozwól sobie na nie, a potem... wracaj na najlepsze dla siebie tory. Tak jak sportowcy po zawodach potrzebujesz regeneracji i masażu powysiłkowego, w końcu nie jesteś niezniszczalna :)

Wiesz, to trochę tak jak ze szklanką z wodą - dla jednych jest do połowy pełna, a dla drugich pusta. Dla jednych coś jest końcem, dla drugich początkiem. Dostrzeganie końca i pustej szklanki nie jest złe (jest naturalne), ważniejsze jest jednak, aby to dobrą stronę jednej i drugiej sytuacji jaśniej dostrzegać i móc się nią cieszyć.

Odpocznij. Bezpośrednio po ślubie. Wyjedź w podróż poślubna (o tym dlaczego warto, a nawet trzeba przeczytacie tu), a jeśli nie możesz, to wybierzcie się z mężem gdzieś na krótki weekendowy wypad lub urządźcie sobie wyjątkowy weekend we własnym mieszkaniu.

To nie koniec, to początek. I nowe życie... Może i dla innych będzie czekaniem na Twoje dziecko, ale dla Ciebie niezwykły powinien być każdy dzień i jego celebrowanie. Ten na wakacjach w Peru, ten spędzony na wyborze paneli do nowego mieszkania i ten, gdy zmęczona padasz na łóżko na którym po prawej stronie śpi ON :)

P.S. Wiem, wpis jest dość pesymistyczny. Uznałam jednak ten temat za rzadko poruszany, a wyjątkowo ważny i na moim blogu obowiązkowy. 
Ze specjalną dedykacją dla dziewczyn od tych emaili :)

środa, 12 sierpnia 2015

Krótka lista powodów "dlaczego nie warto organizować wesela"

mymysunshinegirl.tumblr
Odpowiedź na pytanie czy warto organizować wesele i wydawać na nie pieniądze jest bardzo subiektywna. Ja chciałabym dziś pokazać Wam drugą stronę imprezy, która jest kompletnie nieopłacalna, ale jest (czyt. powinna być!) rewelacyjnym wspomnieniem.
Lista ta została stworzona na podstawie opinii osób, które wesela organizowały/organizują i dostrzegają dwie strony medalu ;)

Dlaczego nie warto organizować wesela?

Tytułowe pytanie brzmi "dlaczego", nie "kiedy i w jakim przypadku" (np. "gdy nie lubi się wesel"). Nie ma tu powodów dla których nie warto organizować wesela (np. "dla rodziców", "bo wypada"). Są tu wątpliwości, trudności i nieprzyjemne sytuacje, które na swojej drodze napotkają osoby, które za organizację wesela się zabierają i często, nawet pomimo swojego optymistycznego podejścia do tematu, na nie natrafiają.

Pieniądze możesz zainwestować w większe marzenia
To powód dla którego kilkakrotnie zastanawiałam się nad rezygnacją z wesela i momentami nieudolnie próbowałam do tego namówić PM. Nie było mi przykro, gdy ograniczałam swoje wydatki dotyczące ubrań czy książek, bo "trzeba oszczędzać na wesele". To były drobiazgi. Niewłaściwie czułam się, gdy na długie weekendy jechałam gdzieś gdzie jest taniej, a po spotkaniach z podróżnikami miałam kilkudniowego doła (i powstawały wtedy teksty takie jak Czy wesele jest warte tych pieniędzy).
Mnie bywało przykro, że wesele pochłania pieniądze za które powinnam zwiedzać świat (ale mnie zawsze jest przykro, gdy wydaję pieniądze na coś innego niż podróże). Inni wolą zainwestować w rzeczy materialne: kupno/remont mieszkania, samochód, perspektywiczne: dodatkowe kursy i szkoły, te które tworzą wspominania, wzbogacają doświadczania, a także każde inne cele, które wg nich są ważniejsze i bardziej niezwykłe.

Ludzie Cię rozczarują
Przerażająco często słyszałam ten powód od osób organizujących swoje śluby. To straszne i wyjątkowo przykre...
Ludzie mogą rozczarować wszystkim. Swoją nieobecnością, swoimi priorytetami, swoją niechęcią do pomocy, krytyką wizji wesela i buntem przeciwko uczestnictwu w czymś takim... Rozczarowują nie tylko bliscy, ale i ludzie z instytucji na których przy organizacji ślubu i wesela się polega.
Sama jestem bardzo rozczarowana niektórymi osobami. Do tego stopnia, że przyłapuję się na tym, że gdy kiedyś bez sekundy wahania jechałam 400 kilometrów, bo ktoś mnie potrzebował, a teraz załącza mi się egoistka, której nie chce się nic dla tych ludzi zrobić.
Tak, wiem, takie sytuacje pozwalają weryfikować nam ludzi, którzy są warci naszej uwagi i naszego czasu. Tylko to nie zmienia faktu, że przez jakiś czas będzie nam wyjątkowo przykro.

Będziesz się "kłócić"... z połową swojego świata ;)
Jeśli Twój i "świata" gust i wizja wesela są różne, jeśli nie jesteś wyjątkowo spokojnym i pokojowo nastawionym człowiekiem. Spierać możesz się ze wszystkimi: narzeczonym, rodzicami, teściami, świadkami, a nawet z usługodawcami, których zatrudnisz (to dużo rzadsze sytuacje, ale jednak występują). O co? O za małe zaangażowanie, wtrącanie się, chęć narzucenia swojego zdania, brak wsparcia i każdy pojedynczy element ślubu i wesela.
Tak, prawdopodobnie dla Ciebie będzie to świetna lekcja życia. Nauczysz się negocjacji, asertywności, przekonasz o konieczności chodzenia na kompromis (zwłaszcza z narzeczonym), poćwiczysz błyskawiczne uspakajanie się w sytuacjach w których masz ochotę eksplodować. Ale... zawsze wygodniej byłoby tych stresów nie przeżywać ;)

Prawdopodobnie będziesz musiała zakumplować się ze stressssssem
Jeśli stresuje Cię większość ważniejszych życiowych wydarzeń, to ślub będzie stresował Cię podwójnie. Nawet jeśli sama nie będziesz widziała do stresu powodów, to rodzina i znajomi zadbają o to, żebyś poznała wszystkie sytuacja, które powinny Cię niepokoić i napawać panicznym strachem.
Tu znajdziecie małą receptę na to jak sobie z nim poradzić.

Oczywistym jest, że nie każdy tak ma. Są osoby, które mają rewelacyjne, chętne do pomocy rodziny, są opanowane i niczym się nie stresują, a ich największym marzeniem (na ten moment) jest organizacja fenomenalnego wesela. I super... Prawdopodobnie poczują się przy organizacji jak w bajce :) A reszta, jeśli chce, może im zazdrościć ;)

Dlaczego, wg Was, nie warto organizować wesela? Jakie trudności i nieprzyjemności napotykacie/napotkałyście na tej drodze?