czwartek, 20 października 2016

Gdzie spędzić długi listopadowy weekend? W Gdańsku na ATŚ :)

Nie macie pomysłu na długi listopadowy weekend? To ja mam pomysł za Was :) Morze Bałtyckie cudownie prezentuje się poza sezonem, molo w Sopocie otoczone mgłą sprawia, że każde zdjęcie wyjdzie Wam niesamowicie, a dodatkowo, w takim małym gratisie, na sam koniec tak udanego weekendu możecie odwiedzić Alternatywne Targi Ślubne w Sztuce Wyboru w Gdańsku. Pierwsze, prekursorskie i jedne z najlepszych alternatywnych targów jakie odwiedziłam (no dobra, najlepsze), w odsłonie nr 2 :)

Dlaczego najlepsze? ;) Powód jest banalny. Organizatorzy chcą "promować estetykę, dobry dizajn, jakość i ciekawy pomysł", więc SAMI wybierają i zapraszają najlepsze firmy z branży ślubnej w Polsce. Tym sposobem nie znajdziecie tu nikogo przypadkowego i nie na miejscu.

Jak wygląda na dzień dzisiejszy lista wystawców? Na ATŚ będziecie mogli zobaczyć (i przymierzyć) suknie z atelier lawenda, Moons Varsovie, Róży Lis, WUEM. Obejrzeć zaproszenia Love Prints, florystykę Floral Design czy Bukiety Bankiety, zdjęcia Kasi Pyrchały, spróbować ciast z naturalnych składników cukierni Cedrowy Dworek (Cedrowy Dworek i Żuławskie Wypieki). A to dopiero początek… :)

Podczas targów odbywać się będą także prelekcje i warsztaty dla narzeczonych, czyli macie gwarancję, że wyjdziecie nie tylko zainspirowani, ale i odrobinę wyedukowani. Magdalena Paszkiewicz  opowie o możliwości samodzielnego tworzenia obrączek ślubnych, Asia Blicharska wprowadzi dziewczyny w meandry makijażu ślubnego. Będziecie mogli również posłuchać ciekawej prelekcji o tym jak zorganizować ślub odpowiedzialny społecznie (to brzmi rewelacyjnie!).

Zachęceni, zainteresowani?
Jeśli potrzebujecie więcej informacji o tym dlaczego warto, to odsyłam Was do mojej relacji z I edycji targów lub wywiad z organizatorami z lutego.

Garść praktycznych informacji:
Data: 13 listopada 2016 w godz. 12:00- 19:00
Miejsce: Sztuka Wyboru, ul. Słowackiego 19 Gdańsk
Link do wydarzenia: klik

środa, 19 października 2016

Pierwsze wrażenia po "Ślubie od pierwszego wejrzenia"

Początek będzie na zachętę :) To nie jest typowy program dla Par Młodych przygotowujących się do ślubu. Nastawiony jest raczej na... lekkie szokowanie ;) Nie wyciągniecie z niego nic co ułatwi Wam przygotowania lub do czegoś Was zainspiruje, ale... dostaniecie okazję do przyjrzenia się relacjom między ludźmi. Ich emocjom, nastawieniom, oczekiwaniom, podejściu. I choć najpewniej Wasze ślubu będą zaliczać się do "tych normalnych", to wszystko w sferze emocjonalnej będzie zadziwiająco podobne.

Jak przystało na osobę, która w telewizji ogląda jedynie wydarzenia sportowe nie miałabym o tym programie pojęcia, gdyby nie obserwacja ślubno-weselnych fanpage'y :) Przeczytałam krótkie streszczenie, założenia programu i... pomijając lekkie przerażenie uznałam, że będzie to genialny program do wyśmiania i siedzenia przez 45 minut z bananem na twarzy. No bo... można inaczej zareagować? Mój zabawowy nastrój ostudziły pierwsze minuty programu i poczucie, że ja jednego z ekspertów chyba znam. I znam, bo jednym z ekspertów jest mój były profesor, jeden z najmądrzejszych i najbardziej fascynujących ludzi jakich spotkałam na studiach. Potem sprawdziłam pozostałą dwójkę. Ochota na wyśmiewanie trochę mi opadała, bo to co wyczytałam wróżyło jednak... jakąś więcej niż przyzwoitą jakość w przeprowadzanych badaniach w których eksperci uczestniczyli.

Na czym polega program Ślub od pierwszego wejrzenia? 
Specjaliści: psycholog, seksuolog i antropolog na podstawie licznych testów (w których skuteczność ja wierzę, ale… czy to wystarczy?) dobierają uczestników programu w pary, które przy pierwszym spotkaniu mają stanąć przed ołtarzem. A dokładniej przed urzędnikiem USC, ale takim prawdziwym, najprawdziwszym. Jest ślub, wesele i normalne życie, które ma wszystkie założenia zweryfikować.

Co jednak, z perspektywy osoby piszącej o ślubach od niemal 3 lat, wydało mi się w całym pomyśle niefajne (z typowo ludzkiej, nie naukowej, perspektywy)?
1) Brak informacji typowo formalnych. Jak wyglądał złożenie orzeczeń w USC (to które musi mieć miejsce na miesiąc przed ślubem, obyło się bez, tylko z takim w dniu ślubu?), czy osoby miały okazję do kontaktu z prawnikiem, czy ktoś myślał o intercyzie? To ważne.
2) To taka hardcorowa wersja "Randki w ciemno" (w końcu mamy XXI wiek!), lekko przypominająca mi organizowane na koloniach śluby (bo z mocno ograniczonym wyborem), ale tu już z poważnymi konsekwencjami.
3) Jestem zdania, że każdy powinien być przygotowany 1) do ślubu, 2) do małżeństwa. W tym przypadku wszystko za zainteresowanych odbębnili specjaliści ;) Czy skutecznie? Uważam, że pomoc specjalistów byłaby fajnym dodatkiem do istniejących już par, nie tak fikuśnie/odwrotnie ;)
Wiem, że o wiele kwestii specjaliści mogą zapytać, ale... co z życiem po, co z mieszkaniem, z pracą, co z planami?! Pytam poważnie, bo w tym programie jeszcze nie widziałam nikogo, kto traktowałby to jak żart/zabawę.
4) Popularność programu jest/będzie budowana na emocjach, które wręcz pływają po ekranie. Przeraża mnie, że wszystko jest budowane na jednej z podstawowych potrzeb: przynależności i miłości. Większość osób marzy o tej drugiej osobie, większość rodziców chce tego, w najlepszym wydaniu, dla swojego dziecka, większość rodzin uważa to za jeden z najważniejszych elementów bycia szczęśliwym. I czasem traci na znaczeniu to w jaki sposób tę osobę się znajduje... 
I tu jest fragment dla Was. Wasze rodziny mają tak samo, Wasze rodziny w całe przygotowania i małżeństwo są bardziej zaangażowane niż Wam się wydaje, bo to nie tylko Wasze sprawy, to też duża część ich życia.
5) Co odbiera tak spontaniczny ślub? Całą frajdę! Frajdę ze znalezienia tej osoby, z poznawania, ze dobywania wspólnych przeżyć na totalnym luzie, oświadczyn, z przygotowań do ślubu, a nawet ślubu i wesela w tej wymarzonej wersji (choćby z najbliższymi osobami). A może bohaterowie programu tego nie chcą? Chcą, wystarczy słuchać i cytować: "żal, że nie mogę tego zrobić w normalnych warunkach".

Czy możliwy jest szczęśliwy finał dla którejś z par? Pomimo wszystko... dlaczego nie? Różni ludzie w różnych sytuacjach reagują różnie ;) A narodowa powaga w podchodzeniu do małżeństwa będzie temu sprzyjać.

wtorek, 18 października 2016

Wreszcie się udało, czyli NPM na Silesia Wedding Day

Rok temu, przy tworzeniu relacji z pewnych targów, napisałam "i tu takie moje marzenie... może ktoś zorganizuje rustykalne targi ślubne, hm?". Mówisz i masz, pierwsze targi odbyły się 14 lutego (nadające wszystkim kolejnym etykietkę "alternatywnych"), a obecnie mam na koncie odwiedzonych już kilka innych imprez tego typu m.in. drugą edycję Silesia Wedding Day, o której będzie poniżej :)
*Zadziałało, więc... co radzicie mi teraz sobie wymarzyć? Bo jak widać mam chody u spełniających ślubno-weselne marzenia ;)

Dla narzeczonych
Bardzo trudno na podstawie wizyty na takich targach określić co będzie w trendach w nadchodzącym sezonie, dużo łatwiej mówić już o modzie. Modne jest boho, modne jest to co rustykalne i industrialne, modne jest złoto i błysk, więc to samo o czym pisałam w teście o trendach 2016. Cieszy jednak, że klimaty typowo sielskie zaczynają mieć choć minimalną konkurencję ;)
Na kogo, z wystawców, tym razem zwróciłam uwagę:
Ślub w jurcie - widzieliście te ilości filmików i zdjęć z wesel w jurcie? Jeden z nich pokazywałam Wam nawet na moim fanpage'u. Byłam więc bardzo ciekawa jak wygląda to w praktyce i na ile elastyczna (to moja ulubiona rzecz do sprawdzania) jest taka organizacja. Tym co bardzo mi się spodobało to fakt, że wynajmując jurtę możecie liczyć na pomoc w całej organizacji. Nie martwicie się o teren do postawienia jurty (właściciele mogą go znaleźć za Was), o całe wyposażenie jurty i zbudowanie otoczenia wokół niej, catering, dekoracje... Za dużo dobrego? Da się negocjować, aby część rzeczy zrobić ze swoimi ludźmi ;)
Light Me -duży wybór solidnie wykonanych podświetlanych napisów różnej wielkość. Po angielsku, po polsku (i nie mogę się powstrzymać przed napisaniem, że pierwszą Miłość znajdziecie też tu). Dodatkowo znajdziecie też tu girlandy świetlne i oświetlenie ledowe.
Ślub w dechę - wszystko z drewna co tylko możecie sobie wyobrazić na swoim ślubie. Księgi gości, podstawki, wieszaki, cake toppery, znaki, akcesoria do słodkich stołów, personalizowane korki do wina, pudełka na koperty i obrączki, podziękowania dla gości... Wszystko solidnie wykonane, a podstawki pod kubki nawet od grudnia wypróbowywane w moim domu. A, wtedy ich chyba też sobie w wersji ślubnej wymarzyłam ;)
Cinnamon Stories - powinniście Blankę, początkującą konsultantkę ślubna, kojarzyć z mojego bloga, z GNPM. Myślę, że też sporo o niej powie fakt, że spośród wszystkich wystawców targów, działających w branży od kilku(nastu) lat, to ona miała najpiękniejsze stoisko :)
Zdjęcia (i filmy): koniecznie zerknijcie na prace Zatrzymaj Czas (kogoś tym stwierdzeniem zaskoczyłam? poza pięknymi zdjęciami to też świetni ludzie), Jacka Siwko i jednej z organizatorek: Kasi Pyrchały, bo Kasia się bardzo fajnie rozkręca :)
Wyjątkowo nie wspomnę dłużej o tych o  których miałam okazję kiedyś, przy okazji innych targów, wspominać, a jedynie, że zaznaczę, że warto na ich prace zerknąć: atelier lawenda (suknie m.in.Rue De Seine i Daughters of Simone), Kotulińskiego6 (sala) i dodatkowo Dollhouse lingerie (bielizna), BIZOE i Lilu2art (biżuteria, nie tylko ślubna).

Dla firm
Czymś na co zawsze zwracam uwagę obserwując stoiska jest jasność komunikatu. Bardzo nie lubię, gdy podchodząc do jakiegoś miejsca nie mam bladego pojęcia co dana firma oferuje. Trochę tam dekoracji, trochę papeterii, trochę kwiatów, nazwa niewiele wyjaśniająca i kompletny brak informacji czym stojący obok człowiek się zajmuje. Organizacją, dekoracją, papeterią, a może prowadzi obiekt weselny? I jeśli na starcie nie wiem czy go potrzebuję, a on mnie to tego wizualnie nie przekona, to… po co zaczynać rozmowę?

Ja na targach :)
Teraz będę się tłumaczyć. Bardzo ceniłam sobie swoją anonimowość, zwłaszcza przed ślubem. Fakt, że mogę do każdego podejść i naopowiadać mu bzdur o swoim potencjalnym ślubie był zabawny i dawał mi poczucie dobrego szpiegowania ;) Obecnie udawanie jest trudniejsze, często więc słucham (*podsłuchuję) rozmów wystawców z narzeczonymi. Sama nie zawsze się przedstawiam, bo to daje mi możliwość zadania najdziwniejszych pytań (i gorąco przepraszam za wszystkie irytujące pytania i twierdzenia sugerujące, że nawet kometa może Wam na głowę spaść ;)) i wiarę w szczerość odpowiedzi. 







Więcej zdjęć znajdziecie na instagramie. Wyjątkowo też pojawiło się kilka filmików na snapchacie (milenanpm).

czwartek, 13 października 2016

Czy braku filmu z wesela będziesz żałować?

MIKI Photography
Bardzo często szukając sposobów na zaoszczędzienie, albo raczej nie wydawania fortuny na ślub i wesele, narzeczeni zastanawiają się z których wyborów zrezygnować. I jednym z pierwszych, który przychodzi im do głowy jest film. Po co im film, w końcu będą mieli zdjęcia. Czy to słuszne myślenie? Czy braku filmu z wesela się żałuje?

Prawdopodobnie TAK
Musi być szczerze, prawda? Bo wiecie, ja najchętniej bym Was wszystkich okłamała i wmówiła Wam, że po co - jak oszczędzać, to na filmie. Bo to moje, wcale nie poprawne, myślenie. Ale... jeśli zapytacie młode małżeństwa, czego w dniu ślubu żałują to odpowiedź będzie brzmiała "tego, że nie mieliśmy nagranego dnia ślubu, choćby amatorsko, choćby przysięgi".
Co może dać Wam film, a nie da tego nic innego?
1) Z dnia ślubu, ze względu na emocje i stres, niewiele zapamiętacie, a nawet jeśli wiele - to nie wszystko. Nie zwrócicie uwagi na dekoracje na aucie, na kreacje znajomych, może nawet zabraknie Wam czasu na podejście do słodkiego stołu na który tylko rzucicie okiem.
2) Bez filmu nie zobaczycie rzeczy, ale też nie dostrzeżecie emocji, których nie pokażą (albo pokażą nie w pełni) Wam zdjęcia. Nie zobaczycie łez w oczach mamy przy składaniu przez Was przysięgi, nie usłyszycie swojego drżenia głosu, nie zobaczycie jak On ukradkiem na Was zerka i co wtedy kryje się w jego oczach.
3) Film to taka... żywa pamiątka. Taka, którą z wypiekami na Twarzy będą oglądać... Wasze dzieci (taką mamy rzeczywistość, dzieci zostaną największymi fanami Waszego filmu), Wasi najbliżsi i Wy - w rocznice albo potwornie zimne jesienne wieczory. Będziecie mogli odświeżyć wspomnienia, zobaczyć jak ludzie się zmieniają i jak zmienia się ich życie, wspomnieć tych, których z Wami już nie będzie (wrzucę Wam tu najbardziej ckliwe zdanie, które spotkałam jako argument na tak, bo "coś" w nim jest: "Zobacz, to Twoja babcia, śmieje się dokładnie jak Ty").

Ale może i NIE
1) Bardzo dobry film kosztuje, potwornie dużo.
Kiepski lub przeciętny film nie jest wart uwagi i wg mnie szkoda na niego każdej złotówki.
2) Będzie prywatnie, ale może Wy też tak macie :D Ja lubię swoją pamięć, lubię to co ona wyłapie i czego nie, a nawet to w czym mnie oszuka. Jestem świecie przekonana, że ja pamiętam najlepiej. Niewyraźnie, ale z moim filtrem, który tworzy genialne wspomnienia. I skoro ja pamiętam najlepiej, to film mógłby mi to tylko popsuć ;)

3) Jeśli szczerze nie cierpicie siebie oglądać na filmach, jeśli nie czujecie się dobrze przed kamerą, to...film wcale nie jest dla Was dobrą pamiątką. Ani w dniu ślubu, ani za rok, ani 30 lat po.
4) Nie jest łatwo wybrać "zgrany" duet fotografów i operatorów kamery, którzy nie będą sobie wchodzili w drogę i psuli ujęć.

Na starcie odrzuciłam argument o tym, że filmy są długie, nudne i kiepskie jakościowo. Bo są, ale tylko te sprzed 10 lat lub w zadziwiająco niskich cenach. Dziś film to często praca nie jednej osoby, a... czasem nawet pięć osób biegających po całym kościele :), to operator, montażysta, scenarzysta, reżyser itd. w jednej lub kilku osobach, to w efekcie film trwający najczęściej 40-60 minut i krótki teledysk, dla tych kompletnie niewytrwałych ;)

Podsumowując i starając się mieć na uwadze to co ja myślę i to co myśli świat:
Jeśli w swoim życiu macie wystąpić w jednym filmie, to niech to będzie zajebisty film.

poniedziałek, 10 października 2016

8 miesięcy do ślubu, czyli staram się nie dać jesiennemu marazmowi [Jagoda]


Ciągle nie wierzę, że ten czas tak szybko ucieka… Rok temu dopiero poszukiwaliśmy sali i przy podpisywaniu umowy wszystko wydawało się wręcz niewiarygodnie odległe. A tymczasem zostało osiem miesięcy. Ale kolejne pozycje odhaczamy i jesteśmy coraz bardziej podekscytowani!
Jakiś czas temu stwierdziliśmy, że oczekiwanie na ślub przypomina nam trochę atmosferę oczekiwania na Boże Narodzenie za dzieciaka ;) Poznajemy się wciąż z różnych stron i wciąż w nowych sytuacjach, w tych dobrych i w tych gorszych – i ja na pewno, a PM tak twierdzi ;) - chcemy ślubu coraz bardziej. Coraz częściej słyszę i czytam, że "po ślubie wszystko się zmieni, już nie będzie taki wspaniały", "w małżeństwie nie będzie już tak bajkowo"… Podzieliłam się nawet tym z G. (w ramach ciekawostki, bo po około 2 latach wspólnego mieszkania nie chce mi się w to wierzyć). Stwierdził tylko, że przecież nie jest palantem :P

Machina dalej się kręci. Odwiedziliśmy kancelarie parafialne – tę do której należymy i tę, w której bierzemy ślub, żeby dowiedzieć się różnych szczególików. Poznaliśmy księdza, z którym od razu złapaliśmy dobry kontakt, pośmialiśmy się, potem okazało się, że jest on z naszego rocznika i zapytał nas w końcu, czy chcielibyśmy, żeby to on poprowadził Mszę ślubną. Zgodziliśmy się, a mi nawet ulżyło, bo nie mieszkam w rodzinnym mieście od siedmiu lat, księża się pozmieniali i ich nie znam. Po nocach śnili mi się podpici, czerwoni na twarzy księża, którzy podczas przysięgi mylą nasze imiona...
Poza tym umówiliśmy się do poradni rodzinnej i zdecydowaliśmy się na miejsce i termin nauk przedmałżeńskich, żeby o to również nie musieć martwić się tuż przed czerwcem.
Ah! No i zarezerwowaliśmy hotel dla gości i dla siebie. Nie wiem jeszcze jak to wszystko rozwiążemy organizacyjnie, bo odległość pomiędzy kościołem i salą to jakieś 30 kilometrów, hotel z kolei 5 minut taksówką od karczmy.

Tyle jeszcze pierdółek do ogarnięcia… Fryzjer, kosmetyczka, kwiaty, dekoracje… Póki co na nowo odtworzyłam oprawę graficzną na zaproszenia (poprzednia umarła razem z twardym dyskiem, a kopii zapasowej nie zrobiłam :P) i zabrałam się za manufakturę prezencików dla gości :) Postanowiłam wykonać wszystkie 70 własnoręcznie (PM stwierdził, że chyba jestem szalona, a ja to lubię ;) ). I ogarnął mnie październikowy marazm. Dalsze przygotowania chyba ruszą dopiero po ustabilizowaniu jesiennego nastroju.

Szczególnie stresujący był dla mnie wybór sukni ślubnej. Na co dzień niezbyt się stroję, a od kiedy zaczęłam pracę, w której przebieram się od stóp do głów, to już całkiem postawiłam na wygodę i praktycznie codziennie wskakuję w dżinsy i bluzy – w końcu i tak nikt nie ogląda mojego outfitu ;)

Na rozgrzewkę umówiłam się do salonu sukien ślubnych niedaleko domu. Poszłyśmy tam z przyjaciółką i…Jakoś nie poczułam tego dreszczyku emocji. Ot, wisiało dużo białych kiecek. W mojej głowie od jakiegoś czasu kiełkowały dwa pomysły na kreację – skrajnie różne. Jeden zainspirowany modą i wszechobecnym stylem rustykalnym, drugi – niech pozostanie tajemnicą, bo sporo osób odradza mi ten eksperyment ;) Poprosiłam panią w salonie o niezbyt połyskliwe, proste i delikatne suknie, ewentualnie z koronką. Sprzedawczyni gimnastykowała się jak mogła, poznosiła kilka sukien – naprawdę, obiektywnie bardzo ładnych – ale wciąż nic. Wszystkie znajome, z którymi rozmawiałam, mówiły o niesamowitym wzruszeniu, łzach i zapartym tchu, a ja… nic. Co prawda dwie sukienki "podobały mi się", ale po usłyszeniu ceny mina mi zrzedła. Na ukradkowych zdjęciach cykniętych przez przyjaciółkę też wyglądałam po prostu zwyczajnie. Normalnie, jak w długiej sukni. Żadnego szału. Trochę nawet było mi smutno.

Drugi salon odwiedziłam z koleżankami z pracy i on nie był tak przyjemny jak poprzedni. Na wstępie dostałam burę za spóźnienie (którego nie było, to właścicielka pomyliła godziny). Salonik mały, zatłoczony, a suknie zakurzone i poszarzałe. Nauczona wcześniejszym doświadczeniem, poprosiłam sprzedawczynię, aby dawała mi do przymiarki kreacje tylko w pewnym zakresie cenowym. W tym momencie naprawdę atmosfera jeszcze się pogorszyła, a temperatura spadła o 5 stopni ;) Wyszłyśmy niezadowolone i trochę rozśmieszone postawą pani z salonu.

Potem przeanalizowałam sytuację i przejrzałam trzy czwarte internetu w poszukiwaniu tańszych alternatyw. Używane na olx, allegro, ogłoszenia. Brałam pod uwagę szycie u krawcowej, ale chyba zjadłby mnie stres w czasie oczekiwania, bo nasłuchałam się opowieści o nieudanych sukniach odbieranych tydzień przed weselem.

I jest, eureka! Fajna, tania, nowa ;), ze strony internetowej. Dokładnie nadająca się do mojego eksperymentalnego pomysłu na suknię ślubną. Możliwość uszycia pod indywidualne wymiary. Zamówiłam rozmiar standardowy z możliwością zwrotu, przysłali, przymierzyłam… Znowu nie poczułam palpitacji serca, ale cena i jakość mnie przekonała. Przymierzałam ją sama, w domu, z samego rana (kiedy przyjechał kurier, wyskoczyłam do niego w piżamie), bez makijażu i fryzury, z narzeczonym śpiącym za ścianą ;), a w dodatku nie dopinała się w biuście. Nakręciłam filmik komórką i rozesłałam po moich druhnach. A potem jeszcze pokazałam mamie i babci. Same pozytywne reakcje! Siostra nadrobiła moją niewzruszoną postawę, bo "zaszkliły się jej oczy". Miałam jeszcze chwilę wątpliwości, czy jednak nie zdecydować się na styl rustykalny, więc zwróciłam się do wyroczni ostatecznej…
… Czyli PM, bo to on ma patrzeć na mnie jak w obrazek :) A on zdecydował, żeby brać to, o czym zawsze marzyłam, a nie to, co jest modne na pintereście :)

Suknia ze standardowej rozmiarówki odesłana, a ja już zmierzona przez krawcową i w przyszłym tygodniu zamawiam na swoje wymiary. Im szybciej będę ją miała w szafie u mamy, tym spokojniej będę spać. A jak schudnę, to sobie tuż przed ślubem zwężę. Tyć nie planuję! Taka jestem niepoprawna ;)

piątek, 7 października 2016

Mini przewodnik po rodzajach butów do ślubu ;)

Proszę, patrząc na tytuł nie liczcie, że to będzie fachowo-profesjonalny poradnik dotyczący zakupu ślubnego obuwia. Więcej niż o szczegółach i detalach przeczytacie tu o możliwych do wyboru opcjach, także tych nie najpopulanniejszych, ale przecież... całkiem fascynujących.

Na początek podstawa.
O czym Warto pamiętać wybierając buty?
1) Mają być wygodne, to oczywiste :D
2) Na moich zdjęciach większość jest w jasnych kolorach, sporo jest białych. Jakie kolor są najbezpieczniejsze? Uniwersalne czyli takie, których nie będziecie się wstydzić za 20 lat. Ja postawiłabym na pastele, brązy, szarości.
3) Buty powinny pasować do sukni oraz motywu ślubu i wesela.
4) Chcecie mieć fajne buty? Nie kupujcie ich na ostatnią chwilę. Jeśli macie suknię lub jej dokładną wizję (taką nie do zmienienia), szukajcie ich już, teraz, wszędzie, zwłaszcza poza sklepami z napisem "ślubne".

Baleriny, oksfordy...
Znalezienie balerin do ślub jest, dla niewybrednych, najprostszym zadaniem. Wystarczy znaleźć odpowiedni kolor, a gdy ma się ochotę na "mały detal" można dopiąć do nich klipsy :) Nadal za mało elegancko? Szukajcie typowy ślubnych balerin np. Badgley Mischka czy Jimmy Choo (tu niestety buty już sporo kosztują).
Szukacie czegoś mniej typowego? Może oksfordy, może espadryle albo każde inne płaskie, buty nie przekraczające Waszych granic poprawności w noszeniu obuwia adekwatnego do okazji?



Czółenka, szpilki, melisy
Najpopularniejsze rowiązanie. Nie wymaga komentarza :)


Kalosze
Nie, wcale nie każe Wam wariować i  takich butach tańczyć na sali weselnej ;) Ale do nieogrzewanego kościoła czy na mini sesje w dniu ślubu, zawsze w połączeniu z porządnymi, grubymi rajstopami, mogą okazać się wybawieniem ;)


Koturny
To bardzo trudne w doborze buty, nie będą pasowały do każdej sukni, a przy niektórych modelach i sylwetkach noga może wyglądać jak... kopyto (widoczne w tańcu, gdy suknia się uniesie). Ale warto szukać, bo da się trafić na te bardziej eleganckie i całkiem ładne :)


Kozaki i półbuty...
Nie istnieją tradycyjnie ładne, zimowe buty ślubne. Nawet o "niepoprawnie ładne" trudno. Jeśli uważacie tak samo, a potrzebujecie takich butów, polecam zmienić myślenie. Jakie buty zakładacie na bale sylwestrowe, jakie miałyście na studniówce? Pamiętajcie, że podstawą zimą jest but, który dobrze kryje i osłania (palce i pięty :D) przed śniegiem i deszczem. Buty nie muszą być białe, mogą być w odcieniach brązu i szarości, złote lub srebrne (tak sylwestrowo!), zielone lub czerwone (tak bożonarodzeniowo!). 
Jeśli jednak uparcie decydujecie się na "cieplejsze buty", to zerknijcie tu... Emu i futerka są przynajmniej urocze ;)



Sandały
Na obcasie lub płaskie. Jeśli do sukni i ślubu w klimacie boho, to... tylko sandały (i najlepiej brązowe, jak w kampanii Anny Kary czy na ślubie Kasi i Patryka)!


Trampki
Bo tak! Ostatnio usłyszałam, że są oklepane... Jeszcze nie, nie są. To nie fotobudka obecna na niemal każdym weselu ;)


A Wy w jakich butach planujecie iść do ślubu i przetańczyć wesele?

wtorek, 4 października 2016

Nowa przygoda, czyli NPM na Patronite

Jeśli nie masz pomysłu jak zacząć, to... zacznij odliczać ;) 3, 2, 1, założyłam konto na Patronite. Niezależnie od tego czy wiecie czy nie o co chodzi, zapraszam na bloga. Będzie trochę o blogu, trochę o planach, trochę o pieniądzach.

Co to jest Patronite
Patronite łączy twórców (m.in. blogerów), sportowców i wolontariat (indywidualne osoby i organizacje, znajdziecie tu np. Szlachetną Paczkę) z osobami, które chcą ich wesprzeć finansowo. Patroni wpłacają comiesięczne kwoty na konto Autorów, a ci mogą je wykorzystać na dowolny cel związany ze swoją działalnością. Tym sposobem Autorzy zyskują możliwość rozwoju, a Patroni, poza świadomość realnego wspierania, drobne (lub nie) podziękowania.

Dlaczego ja tam jestem i jak pomogą mi Wasze wpłaty?
Mój mąż mojego bloga nazywa "ślubną działalnością charytatywną". I pomimo tego, że to co robię daje mi frajdę, jest mi lekko głupio, gdy to słyszę. Bo fakt, z działalnością charytatywną mi po drodze, ale… blog kompletnie nie pasuje mi do mojej definicji takiej działalności.
Zastanawialiście się kiedyś dlaczego blog nie ma współprac komercyjnych czy ściany bannerów? Nie ma, ponieważ się do nich nie nadaję. Zazwyczaj to albo ja nie mam ochoty współpracować z daną firmą (bo jej praca, albo warunki współpracy, mi nie odpowiadają), albo prace danej firmy podobają mi się tak bardzo, że… tak czy inaczej o nich napiszę (mam nie pisać o czymś co jest warte uwagi tylko dlatego, że ten ktoś mi za to odpowiednio nie zapłaci? no nie, nie umiem) ;)
 
Dlaczego NPM nie ma logotypu i pięknej strony? Bo ja się na tym nie znam i nie mam znajomych, którzy byliby w stanie mi w tym pomóc. Blog na siebie nie zarabia, więc jedynym wyjściem byłoby przeznaczenie na to środków z domowego budżetu.
Stąd też pomysł na spróbowanie inaczej i sprawdzenie się na Patronite. Bez wyrzutów sumienia, że podkradam z domowego budżetu na wydatki, które prowadzeniu bloga towarzyszą i ze świadomością, że mogę pisać o czymkolwiek tylko zechcę, bez patrzenia na to czy za miejsce na blogu i/lub wpis ktoś mi zapłaci.
Wsparcie mnie nie jest obowiązkowe, nie jest żadnym warunkiem ani opłatą za czytanie bloga. Jest... propozycją, bez "co łaska" ;)
Jeśli zerkniecie na moja stronę na Patronite, to znajdziecie tam małą moich listę planów. Rzeczy, które planuję zrobić niezależnie od wsparcia na Patronite, bo zwyczajnie... bardzo chcę. Wiem jednak, że z Waszą pomocą będzie szybciej, łatwiej i bardziej po mojemu, czyli tak, że z efektu będę szalenie zadowolona (i Wy też) :)


Dla zainteresowanych: Jak w praktyce działają płatności?
1) Musicie założyć konto na Patronite.
2) Decydujecie jaką kwotę chcecie przekazać.
3) "Wpłaty mogą być realizowane za pomocą PayPala, ale także operatora płatności - tPay. Patroni mogą wykupić subskrypcje co najmniej na trzy miesiące, korzystając ze zwykłego przelewu bankowego. Gdy zbliża się termin wygaszenia subskrypcji, Patron otrzyma maila z przypomnieniem – i zachętą do dalszego wspierania talentów!".
4) W każdej chwili możecie zrezygnować.

Niezależnie od tego co po lekturze wpisu sobie pomyślicie, polecam Wam po Patronite poklikać, bo możecie tam znaleźć wyjątkowych ludzi. Ja znalazłam np. Globstory, którą obecnie oglądam do każdego śniadania :)


Patronite.pl/NPM