Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pomoc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pomoc. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 czerwca 2017

Panny Młode Akcja Charytatywna 2017

Fot. art of look – Weronika Krysiak / www.panny-mlode.pl/
Nie będzie kłamstwem jeśli powiem Wam, że na Panny Młode Akcja Charytatywna czekałam od dwóch lat, czyli dokładnie od poprzedniej edycji w której miałam okazję wziąć udział. Jeśli jesteście zaintrygowane, jeśli macie ochotę komuś pomóc, pobiegać po mieście w sukni ślubnej i pozować do zdjęć – mam dla Was propozycję nie-do-odrzucenia :)

27 sierpnia, na ulicach pięciu polskich miast (Bydgoszcz, Inowrocław, Poznań, Warszawa i najlepsze na koniec – mój Wrocław), pojawią się Panny Młode. Najprawdziwsze, bo wyczesane, wymalować, w sukniach ślubnych, ale z różnym stażem małżeńskim. Będą pozować do zdjęć i co najważniejsze: tak będą pomagać.

Na czym polega akcja?
Celem akcji jest pomoc konkretnemu dziecku poprzez dobrą zabawę i sponsoring oraz pozytywny PR i reklamę.
Jak to wygląda w praktyce? Panny Młode biorą udział w sesjach, w najbardziej charakterystycznych miejscach miasta i w zdjęciach reklamowych dla firm wspierających finansowo wybrane w danym mieście dziecko.
Sesje wykonuje kilku fotografów, studio filmowe przygotowuje film, a dziewczyny biorące udział w akcji mogą takie materiały zakupić (ponownie wspierając dziecko i działania fundacji).
To akcja, która ma zrobić wrażenie. Bo im większe ono będzie, tym więcej środków uda nam się zebrać i zrobić lepszy PR dla akcji na kolejne lata :)

Chcesz wziąć udział w Akcji jako Panna Młoda, ale…
Nie masz sukienki? Żaden problem, dostaniesz możliwość darmowego wypożyczenia.
Jesteś 15 lat po ślubie? Gratulacje, chodź się bawić z nami :)

Jesteś w ciąży lub masz małe dziecko? Wszystko, w miarę Twoich sił i możliwości, da się pogodzić!

Jak wygląda dzień Panny Młodej Wolontariuszki?
O tym pisałam dwa lata temu, więc nie będę się powtarzać. Zerknijcie tu.
W tym wpisie znajdziecie też moje wrażenia z poprzedniej edycji we Wrocławiu, a poniżej trailer :)



Jak się zgłosić?
Wypełnij formularz zgłoszeniowy dla właściwego miasta (w zakładce Edycja 2017). Przy zapisie do udziału w akcji obowiązuje wpisowe (30 zł), które zostaje przekazane na pomoc dzieciom. Oficjalnie zapisy trwają do 30 czerwca, ale... zazwyczaj się przedłużały ;)

Komu pomaga PMAC?
Dziecku, najczęściej potrzebującemu środków finansowych na leczenie i rehabilitację, które wybierane jest przez Panny Młode biorące udział w akcji.
 
A może… zechcesz zostać innym superbohaterem - sponsorem i/lub partnerem? :)
Im nas więcej, tym lepiej. Do Akcji potrzebni są... wszyscy. Osoby, które o akcji napiszą. Osoby, które zadbają o przygotowanie Panien Młodych (uczeszą i umalują), pomogą w ich nakarmieniu i transporcie, przygotują dla nich bukiety i zrobią zdjęcia. Sponsorzy, którzy zdecydują się na określoną wpłatę na rzecz dziecka w zamian za zdjęcia reklamowe.

To okazja do świetnej zabawy, wyjątkowej pamiątki i zrobienia czegoś dobrego.
Panny Młode Wolontariuszki, ja sobie tego dnia bez Was nie wyobrażam!

To co, z kim się widzę? :D

Wiadomości o Akcji PM2017 znajdziecie na stronie: www.panny-mlode.pl

wtorek, 31 stycznia 2017

Galeria Niepoprawnych Panien Młodych: Monika

Historia Moniki:

Cześć!
Chciałabym podzielić się opowieścią o naszym ślubie i weselu, ze wszystkimi Pannami Młodymi, które myślą, że coś jest awykonalne, czegoś nie wypada zrobić albo absolutnie nie można zrobić, bo co ludzie powiedzą. Ślub i wesele jest tylko i wyłącznie Waszym dniem, możecie je zorganizować w sposób jaki tylko sobie wymarzyliście. Możecie iść w czerwonej sukni i bez garnituru, nie robić przyjęcia, zrobić to w Las Vegas albo w Bieszczadach, zaprosić swoich gości, zrobić nietypowy poczęstunek. Co tylko chcecie. My tak zrobiliśmy i gorąco polecamy :)

Zacznijmy od początku. Razem z Panem Młodym nie jesteśmy zwolennikami brania kredytu, aby zrobić wesele - jest to dla nas nie do przyjęcia. Owszem, jest to jedyny taki dzień w życiu, ale mierzmy siły na zamiary. Bez sensu jest spłacać kredyt kilka lat po ślubie, gdzie już z powodzeniem moglibyście za te pieniążki kupić sobie mieszkanie, samochód, czy co tam Wam do szczęścia jest potrzebne. Druga sprawa to, z racji, że jesteśmy dorosłymi osobami i potrafimy na siebie zarobić, uważamy, że rodzice nie powinni płacić za nasze wesele.

Nie mieszkamy w Polsce na chwilę obecną, więc wielu osobom może się również wydawać, że zorganizowanie wesela jest niemożliwe. Absurd :) Jeśli tylko macie, tak jak my, rodzinę i przyjaciół na miejscu, wszystko da się załatwić! Bez nich nie dalibyśmy rady!!! Było mnóstwo wysłanych zdjęć, filmiki kręcone w sali bankietowej, tylko po to, żeby ocenić wizualnie wielkość i możliwości miejsca, a nawet degustacja tortu – wszystko odbywało się drogą elektroniczną. Internet też oczywiście okazał się niezbędnym środkiem komunikacji z usługodawcami :)

Od początku wiedzieliśmy, że nasze wesele nie będzie klasycznym weselem, które odbywają się w województwie podlaskim, skąd pochodzimy. Po prostu nie przepadamy za takimi klimatami: disco polo, zabawy oczepinowe z podtekstem erotycznym, świniak nadziewany jabłkiem wjeżdżający przy akompaniamencie soundtracku z "Piratów z Karaibów", wszystko według określonego od 30 lat schematu. Nie, nie, nie. Zdecydowaliśmy się na dziwny twór ślubno-weselny, na wieść o którym ludzie pytali: "a nie mogliście zrobić normalnie?". Nie, nie mogliśmy – chcieliśmy po swojemu ;)

Wesele zaplanowaliśmy w stylu wiejskim, a kolorem przewodnim było bordo.

Pierwsza niepoprawność: Forma i organizacja wesela. Wesele dwudniowe. Na pierwszy dzień zaplanowaliśmy ślub i małe przyjęcie dla rodziców, rodzeństwa, dziadków i rodzeństwa rodziców. Przyjęcie trwało do godziny pierwszej w nocy, goście bardzo dobrze się bawili, dzięki DJowi-wodzirejowi, który perfekcyjnie wpasował się w klimat imprezy. Podzieliliśmy cały wieczór na "bloki tematyczne", gdzie dominowała muzyka różnych dekad. W ramach podziękowania rodzicom przygotowaliśmy prezentację z naszych zdjęć z dzieciństwa, przeplataną słowami, za co im dziękujemy. I nie było "Cudownych rodziców mam", tylko piękna poezja śpiewana zespołów Dom o Zielonych Progach i Cisza Jak Ta, które uwielbiam. Tort wjechał o godzinie 22, a z oczepin zrezygnowaliśmy.
Drugi dzień był dla przyjaciół i młodszej części rodziny, pod namiotem i z grillem. Tu również super wsparciem był nasz DJ, który potrafił rozkręcić zabawę na styl zabawy w klubie, o co nam chodziło. Młodzi goście czuli się bardzo komfortowo, nie będąc po obserwacją starszej części rodziny  ;>  Tort i oczepiny były o godzinie 22, a nie jak zwyczajowo o północy.
Pierwszego tańca nauczyliśmy się sami do piosenki z bajki "Piękna i Bestia".

Druga niepoprawność: Specjały na stole. Prócz tego, że wśród ciast na weselach królują marcinki i sękacze, my postawiliśmy również na litewski specjał – pierekaczewnik. Ciasta na drugi dzień wesela piekłam ja, siostry, mama, teściowa i babcia – i nie było to robione "po nocach", na wszystko znalazł się czas. A domowej roboty ciasta są 1000 razy smaczniejsze niż zamawiane w nawet najlepszej cukierni! Sami przygotowaliśmy również pyszną cytrynówkę i inne trunki. Idąc za inspiracją znalezioną w internecie przygotowaliśmy również "męski kącik" z selekcją whisky i burbonów oraz cygar, który zrobił furorę wśród panów. Obydwa dni obfitowały w wiejskie, podlaskie przysmaki, m.in.: pierogi z gęsiną, tatar, smalec z ogórkami kiszonymi, grillowana karkówka, kiełbaski, boczek.

Trzecia niepoprawność: Własnoręcznie przygotowane dekoracje. W przygotowaniach dekoracji ślubnych pomagały mi siostry i mama. Niektóre półprodukty zamawiałam na ebayu z Chin, niektóre, ku mojej rozpaczy, zagubiły się w dostawie… Zaczynając 3 miesiące wcześniej stworzyłyśmy winietki, wazony na kwiaty, lampki ledowe z kulkami ratanowymi, zawieszki na alkohol (każda zawieszka zawierała inny toast – niektóre żartobliwe, niektóre na poważnie – gościom bardzo spodobał się ten pomysł), bieżniki i inne duperele. Kilka dni przed weselem piekłyśmy też podziękowania dla gości w formie pierniczków i własnoręcznie je zapakowałyśmy. Jedyną rzeczą, którą zamówiłam w finalnym stanie, było pudełko na obrączki i napis na stół.

Czwarta niepoprawność: Strój Panny Młodej. Nie kupiłam sukni w salonie sukien ślubnych. Zamówiłam ją przez Internet i zapłaciłam 10% ceny którą przeważnie płacą Panny Młode. Była prosta, delikatnie zdobiona, zwiewna i pasowała do mnie. Los chciał, że kilka dni później znalazłam perfekcyjną biżuterię w podobnie niskiej cenie. Chce tylko powiedzieć Pannom Młodym, że jeśli przeraża was 10 tys. zł wydanych na wielką, bezową suknię dla księżniczki, w której będziecie czuć się sztucznie – da się inaczej!
W bukiecie ślubnym oraz wianku dominowały nie kwiaty, a owoce – dziurawca. I nie robiłam też upięcia, jak większość kobiet. Po prostu tego nie lubię.

Rady dla przyszłych Par Młodych: Polecamy wszystkim organizowanie tzw. "małych wesel". My, jako Para Młoda, czuliśmy się bardzo dobrze z tym, że podczas obu dni, mieliśmy możliwość porozmawiać z każdym, nie patrząc czy minęły już zarezerwowane dla niego 3 minuty. Uważam, że każdy gość zasługuje na dłuższą uwagę, a dzięki małej ilości gości, można się poczuć naprawdę rodzinnie.
Róbcie też wszystko, co Wy uważacie za słuszne, a nie jak wypada. Formę wesela, jaką wybraliśmy, teraz chcą powielać nasi znajomi. Więc czasem warto zostać takim prekursorem weselnych tradycji :)






















Kilka słów od NPM:
Samą mnie zaskakuje fakt, że czytając relacje dziewczyn coraz bardziej podoba mi się pomysł na dwudniowe wesela. Bez typowych poprawin, a z podziałem na najbliższą rodzinę i młodszych znajomych. To trochę jak... organizacja dwóch zupełnie różnych wesel :)
Świetnym pomysłem jest stworzenie męskiego kącika (co wg Was mogłoby się znaleźć w damskim?), podejście z dystansem (choćby do zakupu sukni ślubnej!), samodzielność i współpraca z najbliższymi w celu osiągnięcia wymarzonego efektu. To nie tylko buduje wspomnienia, ale i więzi.

czwartek, 10 listopada 2016

7 miesięcy do ślubu, czyli nic nie załatwiłam! [Jagoda]


Czas leci jak zwariowany, a ja nawet nie nadążam odliczać dni do ślubu. Nie mam aplikacji na telefonie, jakiś czas temu napisałam na tablicy w kuchni: "10 miesięcy do ślubu!" i nadal to hasło tkwi niezmienione. Tymczasem to już szczęśliwa siódemka!
Nadal nieprzekroczona granica pół roku, a my… Nic nie robimy. Nie wiem, czy to dobrze, czy wszyscy tak mają? Po prostu nadszedł moment, kiedy nie było nic do załatwienia. Październik był dla nas dziwnym miesiącem, ja byłam trochę na rozdrożu zawodowym, a przez ten deszcz i brzydką pogodę chęć do działania jakoś oklapła i po prostu czekamy.

Czekam, bo zamówiona na wymiary sukienka się szyje. Czekamy, bo nauki przedmałżeńskie dopiero za dwa tygodnie. Czekamy, bo w grudniu mamy dać drugą część zadatku za salę i za hotel, a przy okazji spotkamy się pewnie z DJ-em, żeby wstępnie pogadać o wizji wesela (rezerwowaliśmy termin na odległość, a znaliśmy go z wesela znajomych). Czekam, bo w grudniu umówiłam się na próbne czesanie do fryzjera (oby była trafiona, bo w zasadzie to jedyny salon, który polecają mi znajomi w rodzinnej mieścinie).

Oprócz czekania – zbieram słoiczki na wszelkiego rodzaju wazony i świeczniki (gdzie ja to wszystko pomieszczę, zrobiłam już magazyn na balkonie). Moja mama też się wkręciła w rękodzieło i chce zrobić świeczniki na tealighty z małych słoiczków :) Realizuję wytrwale swoje hobby, czyli haftuję małe upominki dla gości. To dla mnie najlepszy sposób na relaks i poleniuchowanie przy serialu bez wyrzutów sumienia ;) Już gotowe 80 sztuk! Czyli nawet z zapasem. Chociaż kto wie, bo słyszymy co chwilę to ze strony jednej rodziny, to drugiej - "powinniście zaprosić tego wujka i tamtą kuzynkę, skoro zapraszacie tego wujka, bo jego syn zaprosił was na swoje wesele"... Wstępna lista gości liczyła 70 osób (i na tyle gości zarezerwowaliśmy salę), a wygląda na to, że rozrosła się już do około 80 i koncert życzeń trwa. Przecież nie zakrzywimy w karczmie czasoprzestrzeni! Próbujemy odpierać ataki, ale niektóre argumenty są naprawdę słuszne i miękniemy… Daliśmy sobie czas do grudnia, żeby to dopracować i wtedy pewnie zajmiemy się drukiem zaproszeń. Motyw graficzny już czeka, zapisany na kilku dyskach i chmurze. Po komputerowych złych doświadczeniach z lipca nauczyłam się robić backupy, szczególnie rzeczy, nad którymi siedziałam całą noc ;)
Poza tym, mimo że do wesela tyle czasu, to już zaczynają się organizacyjne wpadki. Zamówiłam śliczny retro-stempel z motywem przewodnim takim jak na save the date i zaproszeniach. Pochwaliłam się nim kilku znajomym i rodzinie, wszyscy zachwyceni! Aż do momentu, kiedy jedna z koleżanek zapytała, czemu na pieczątce jest data z rokiem 2016… Klasyczna zeszytowa pomyłka. Miało być 2017. Z sercem w gardle otwierałam skoroszyt z umowami na salę, foto, video i dja… Całe szczęście błąd był tylko na stemplu. Trudno, zdrapiemy datę i będziemy odbijać tylko grafikę i  imiona :)

Z całych przygotowań to chyba najważniejsze są rozmowy. Większość tematów "przedślubnych" mamy bardziej lub mniej przegadanych – czego od siebie oczekujemy, jak wyobrażamy sobie przyszłość, gdzie chcielibyśmy mieszkać, jak dużą mieć rodzinę, powoli klaruje nam się obraz jak chcemy zarządzać małżeńskimi finansami… Tylko ze sprzątaniem jeszcze nic nie wymyśliliśmy ;) Pewnie i tak życie przyniesie sporo niespodzianek i kwestii, o których teraz nawet byśmy nie pomyśleli, ale mam nadzieję, że zawsze będziemy w stanie osiągnąć konsensus, jak zwykle do tej pory.

Ostatnio NPM napisała notatkę o "reżyserowaniu swojego ślubu", która dość mocno mnie poruszyła. Bo kiedyś naprawdę myślałam, że jestem odporna na ślubno-weselny przemysł i że jak przyjdzie do własnego wesela, to zrobię je po kosztach i bez stresu… Ale coraz więcej siedzę w tym temacie, przeglądam relacje z pięknych wesel, sesje zdjęciowe jak z okładki, kiecki od projektantów i cudowne dekoracje. I zastanawiam się, jak długo jeszcze będę broniła się przed potrzebą, żeby ten dzień był perfekcyjny i jak z obrazka.

czwartek, 7 lipca 2016

Dlaczego rodzice chcą "pomagać"?

samm blake via style me pretty
Gdy jakiś czas temu przygotowywałam się do wystąpienia o radzeniu sobie z niechcianą pomocą ze strony rodziców, pomyślałam, że warto przeanalizować także motywacje rodziców. Spojrzeć na całą sytuacje z ich perspektywy, zobaczyć ich nieracjonalne argumenty, a także te, które pozwoliłyby redagować na ich kolejne próby pomocy z mniejszą złością. Bo przecież... oni nie mogą chcieć tylko źle, muszą mieć dobre intencje i tylko czasem się gdzieś po drodze w tym mętliku wydarzeń i emocji zagubić.

Dlaczego rodzice chcą Wam "pomagać"?

Szczera chęć pomocy i wsparcie.
Każdej pomocy jakiej są w stanie Wam udzielić: finansowej, organizacyjnej, logistycznej, doradczej, fizycznej, emocjonalnej.
Bardzo często rodzice są wręcz zaprogramowani na pomoc i wsparcie dzieci. Dla nich to całkowicie naturalne, że mogą i chcą pomóc. 

Odciążenie.
Teraz przypomnijcie sobie ile razy dzwoniliście do rodziców i opowiadaliście im o swoim ciężkim dniu. O tym jak wymęczyli Was na uczelni, ile godzin spędziliście w pracy, o tym, że brakuje Wam sił na to, aby iść do biblioteki oddać książkę albo zrobić sobie kolację. A gdy rodzice pytają o ślub, to Wasza odpowiedź brzmi: "Jeszcze tego nie mam, nie ma czasu, poszukam w weekend.", "Nie wiem, nie umiem się zdecydować", "Jeszcze o tym nie myślałam, teraz mam ochotę jedynie spać."
Jeśli sprawiacie wrażenie zmęczonych, zagubionych i nie radzących sobie, to dlaczego tak bardzo dziwi Was to, że ktoś chce Wam pomóc? Jeśli tej pomocy nie chcecie, to... róbcie lepsze wrażenie :)
 
Nie chcą, żeby dzieci pomyślały, że się nimi nie interesują.
Wiem, to takie "głupie", ale... to właśnie działania są formą zainteresowania drugą osobą i zakomunikowania jej, że się nią interesuje. I rodzice to robią, pokazują, że się interesują i że im zależy.

Dla nich to też ważny dzień i go przeżywają.
Pary Młode bardzo często są przekonane o wyjątkowości tego dnia dla nich. Oczekują też, że ten dzień będzie ważny/wzruszający/piękny także dla innych, ale... bez przesady, wszystko z umiarem. Umiarem, który sprawi, że nikt nie będzie Wam przeszkadzał. Jednak o umiar możecie posądzić każdego, ale bardzo często nie rodziców. Im zależy bardziej niż Wam się wydaje. Dla nich to też wyjątkowo ważny dzień.

Przekonanie o swoim doświadczeniu 
Moi też tak myśleli! Bo więcej wesel widzieli, bo organizowali swoje, bo pomagali przy organizacji najbliższej rodzinie. 

Myślą w trzech kategoriach
O wszystkich, o tym, że wesela ma być: dla nich, dla ich dziecka i, co najważniejsze, dla gości!
To myślenie, podobnie jak punkt wyżej, które zawsze warto wziąć pod uwagę, bo często pokaże Wam świat z zupełnie innej perspektywy. I tak, zawsze róbcie wesele dla siebie (im więcej o organizacji ślubów czytam, tym bardziej jestem przekonana, że goście stają się coraz bardziej roszczeniowi i zadowolenie siebie to podstawa, bo innym nigdy się nie dogodzi), ale uwag rodziców wysłuchajcie.

Chcą dobrze wypaść w oczach pozostałych członków rodziny i znajomych.
Jako pomocni i interesujący się dziećmi rodzice, jako osoby organizujące i po części zbierające pochwały za finalny efekt. Dla niektórych to nie tyle obowiązek, norma w postępowaniu (bo wszyscy w rodzinie tak robili), co wręcz tradycja!

Czują, że coś się zmienia.
Coś istotnego. Pewien rozdział w ich życiu się zamknie, zmienią się ich podstawowe role, będą musieli przygotować się do życia bez dziecka-dziecka. Tak, wiem, że większość decydujących się na ślub osób nie mieszka z rodzicami od X lat, jest niezależna finansowo, ale... co z tego? Przygotowania do ślubu to moment poprzedzający, czasem drugi, etap pustego gniazda. Dla części rodziców nadal jesteście dzieckiem, dla którego to oni są numerem jeden. Najbliższymi osobami, takimi z którymi jako pierwszymi podzielicie się informacją o sukcesie i na ramieniu których się wypłaczecie. Nadal czują się tymi najbardziej do tego wysłuchania zobowiązanymi i uprzywilejowanymi, bo nie ma oficjalnie (na 100%, na papierku, aż do śmierci) obok Was nikogo kto te obowiązki by przejął. A potem ten ktoś ma się pojawić.
Rodzice czują, że po raz ostatni mogą odegrać rolę pierwszoplanową w życiu swojego dziecka i trochę nieudolnie starają się temu dziecku (i sobie!) udowodnić, że nadal są mu potrzebni.

wtorek, 19 stycznia 2016

W czym pomoże i w czym nie przeszkodzi Ci konsultant ślubny – wywiad z Kariną Ciosk z Perfect Moments

Wszystkie wywiady z konsultantami ślubnymi na które natrafiłam w sieci były... identyczne. W kółko te same pytania, na które nawet ja w nocy o północy mogłabym wyrecytować odpowiedzi, w kółko nudno i nijako... Nie mam pojęcia czy to co ja wymyśliłam jest lepsze, ale wiem, że to coś na co odpowiedzi są potrzebne. Przygotowując się do stworzenia listy pytań doszłam do wniosku, że ja - dziewczyna, która ostatnio ciągle powtarza, że bez konsultanta drugi raz w życiu nie wzięłaby ślubu, jestem ostatnią osobą, która powinna je zadawać. Przerzuciłam więc odpowiedzialność na przyszłe Panny Młode, zadając im dwa pytania: "O co zapytałyby konsultanta ślubnego?" i "Z jakiego powodu z jego usług nie korzystają?". Komentarze dziewczyn były świetną bazą do stworzenia pytań do wywiadu i zdobycia odpowiedzi, które miały nie tylko rozwiać mity, ale także trochę niejasności w pojmowaniu roli konsultanta wyjaśnić.

Na wszystkie pytania odpowiedzi udzieliła mi Karina Ciosk - specjalistka w zakresie savoir-vivre’u i konsultantka ślubna, która stworzyła i ukształtowała markę Perfect Moments, a obecnie jest odpowiedzialna za wszystkie najważniejsze sprawy firmy, zarządza jej siecią franczyzową i szkoli przyszłych konsultantów ślubnych (a ja miałam okazję być na jej szkoleniu).

Zdjęcia, które macie okazję obejrzeć w tym wpisie pochodzą ze ślubu Kai - konsultantki Perfect Moments, a więc organizowanego dla i przez konsultantkę (więcej zdjęć znajdziecie na fanpage'u PM - tu):)
Autorką zdjęć jest Joanna Nowak.

Pierwsze pytanie będzie na rozgrzewkę. Często słyszy się, że konsultant jest dla osób mieszkających za granicą, gdzieś daleko od miejsca ceremonii albo dla tych, którzy nie mają ochoty bawić się w organizację ślubu. Dla kogo, według Ciebie, jest konsultant ślubny?
Dla każdego! Dla osób mieszkających za granicą jesteśmy niezbędni. Z naszych usług korzystają pary, które dużo pracują i po prostu nie mają czasu na całą organizację, a także takie, które nie wiedzą od czego zacząć lub też nie mają zmysłu organizacyjnego. Wśród naszych klientów są pary, które chcą zorganizować coś oryginalnego, nietuzinkowego i mają świadomość, że nie uda im się tego zrobić samodzielnie. Obsługujemy także narzeczonych, którzy szukają oszczędności, bo mają wyznaczony budżet i nie mogą go przekroczyć.


Szukają oszczędności, ale zatrudniają konsultanta ślubnego? Czy to nie jest dodatkowy koszt?
To jest tak jak z budową domu czy urządzaniem mieszkania – jeśli nie masz doświadczenia w tej branży, nie znasz cen, nie potrafisz ocenić podwykonawców, to nie zrobisz tego dobrze na własną rękę. To jedyny taki dzień w życiu i kosztuje niemałe pieniądze. Trzeba wydać je rozsądnie, co jest możliwe dzięki zatrudnieniu profesjonalnego konsultanta ślubnego.

Przejdźmy do konkretów - ile kosztuje usługa konsultanta ślubnego? Czy konsultant nie jest towarem luksusowym?
To usługa stosunkowo nowa na polskim rynku i w dużej mierze nieznana, dlatego wiele osób postrzega ją jako nieosiągalną, luksusowa, co za tym idzie – zbędną. W praktyce każdą parę młodą stać na to, aby zatrudnić profesjonalistę. Konsultant ślubny musi się zmieścić w określonym przez
państwa młodych budżecie ze wszystkimi wydatkami, łącznie ze swoim wynagrodzeniem. Cena usługi zależy od tego, jaki zakres obowiązków został określony w umowie.

Z jakim budżetem organizowaliście najtańsze i najdroższe wesela? Jaki jest taki średni budżet z którym trafiają do Was pary?
Średni budżet naszych klientów (przy średnio 100 zaproszonych osobach) waha się od 50 tys. zł do 100 tys. zł w zależności od województwa. Najtańsze wesele jakie udało mi się zorganizować miało budżet około 5 tysięcy złotych, najdroższe – pół miniona. Ostatnio coraz częściej mamy do dyspozycji tak duże budżety. Dla nas to okazja do zorganizowania przyjęcia z większym rozmachem i pokazania naszych umiejętności i możliwości.
 

Średnie budżety, te o których ja słyszę najczęściej od par będących na początku przygotowań, wynoszą 30-40 tys. zł, przy chęci zaproszenia właśnie około 100 osób. Poradzicie sobie z takim budżetem?
Poradzimy sobie, bo na tym polega nasza praca. Wszystko zależy od rozwiązań, na które się zdecyduje para młoda - przy takich budżetach zamiast wystawnego przyjęcia proponujemy alternatywną formę świetnej imprezy, np. z ogniskiem, plenerowymi zabawami. Możemy się także skupić na ceremonii ślubnej i to na nią wydamy większość budżetu, natomiast uroczysty obiad zorganizujemy już tylko dla kilkunastu najbliższych osób.


Czy przy organizacji ślubu naprawdę pracy jest na tyle dużo, że potrzebna jest pomoc osoby trzeciej?
Oczywiście! Przecież wesele to przyjęcie – na 100, 150, 200 osób – tyle, że bardzo wyjątkowe, bo niepowtarzalne. A istnieją firmy, zajmujące się tylko organizacją imprez. My wyodbrębniliśmy z całej gamy przyjęć te najbardziej osobiste i emocjonujące - przyjęcia weselne.
Pracy przy organizacji przyjęcia weselnego jest mnóstwo! Sama codziennie odpisuję na dziesiątki maili z ustaleniami, szukam godzinami inspiracji i pomysłów, mnóstwo czasu zajmuje także przygotowanie ofert, porównanie ich. To ogromne przedsięwzięcie, które wymaga pomocy profesjonalisty.
W zasadzie nie wyobrażam sobie ślubu i wesela bez konsultanta ślubnego. W zeszłym roku sama wyszłam za mąż i przekonałam się o tym na własnej skórze. Co prawda sama wszystko organizowałam (dla mnie to była godzina pracy, bo wiedziałam kogo chcę zatrudnić na swoje wesele), ale dwie konsultantki koordynowały cały dzień. Dzięki temu ja i mój mąż mogliśmy się bawić, a nie przejmować sprawami organizacyjno-logistycznymi.
Zatrudnienie konsultanta ślubnego do pomocy w organizacji i przede wszystkim do koordynacji tego dnia to najlepszy prezent, jaki para młoda może sobie zrobić!
 

Na czym polega Twoja praca? Czy naprawdę odciąża parę młodą? Co takiego robi konsultant ślubny, do czego nie jest mu potrzebna para młoda?
Dajemy naszym klientom możliwości wyboru, różne alternatywy i pomysły. Przedstawiamy tylko gotowe oferty i propozycje - najlepsze z najlepszych, a na głowie państwa młodych pozostaje jedynie podejmowanie decyzji. Ich zadaniem jest pójście na kawę do wytypowanych przez nas cukierni, aby spróbować różnych smaków tortów lub do wybranych przez nas lokali na degustację potraw.


A jeśli para młoda chce i może wszystko zorganizować samodzielnie, obawia się jednak o stronę wizualną ślubu i wesela…  Może zamiast konsultanta ślubnego wystarczy zatrudnić dobrego dekoratora/florystę?
W moim odczuciu strona wizualna jest tą najprostszą i najłatwiejszą do zorganizowania. Z mojego doświadczenia wynika, że floryści raczej nie traktują klientów indywidualnie, bo sami nie mają czasu na wymyślanie, tworzenie i poszukiwanie inspiracji. Natomiast jeśli para młoda uważa, że poradzi sobie ze wszystkimi trudnymi elementami, a jedynym problemem jest wizualna strona ślubu – może przyjść do nas tylko po tę jedną, pojedynczą usługę.
 

To może ugryźmy temat z innej strony: czy konsultant ślubny nie odbiera pannie młodej przyjemności z przygotowań, nie zostawiając jej pola do działania?
Jest wręcz przeciwnie! Konsultant ślubny daje możliwości, inspiruje. Dzięki zatrudnieniu konsultanta ślubnego panna młoda ma ogromne pole do popisu!
 

Konsultant inspiruje, daje pole do popisu... Czy jednak pomysły konsultanta, jako specjalisty w branży, nie bywają zbyt oryginalne lub zbyt drogie?
To zależy, co uważamy za oryginalne czy drogie. Podkreślam - zawsze dostosowujemy się z naszymi pomysłami do budżetu i upodobań naszych klientów.


Co w takim razie panna młoda posiadająca konsultanta może zrobić samodzielnie?
Konsultant ślubny proponuje, podpowiada w co warto zainwestować, a na co lepiej nie wydawać pieniędzy. Do naszych zadań należy też dbałość o budżet, negocjowanie umów i warunków współpracy z podwykonawcami. Panna młoda podejmuje decyzje – my zajmujemy się resztą.

Jeśli jednak panna młoda chce bardziej zaangażować się w organizację, jest też pole dla niej. Rynek ślubny to kopalnia inspiracji i pomysłów. Nasze klientki często podpowiadają nam, co im się podoba, co chciałyby zastosować u siebie. Szukają prezentów dla rodziców albo, co także przyjemne, planują podróż poślubną.
 

Drążąc dalej. Czy konsultant ślubny może przydać się osobie, która potrafi i chce dużo rzeczy zrobić samodzielnie, a także posiada chętną do pomocy rodzinę?
Jak to mówią – 'z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu'. W przypadku ślubu to powiedzenie ma także zastosowanie. Zdjęcia ślubne będą piękną pamiątką; niedopracowane detale przyjęcia już nie. A na początku przygotowań wszyscy są chętni i obiecują pomoc, a potem niestety wszystko i tak zostaje na głowie panny młodej. Zwykle elementy, za które odpowiadała rodzina są po prostu niedograne - zorganizować to nie tylko zadzwonić i zarezerwować, ale wszystko jeszcze omówić, spisać ustalenia, przypomnieć się kilka razy, nawet w dniu ślubu.
Z kolei jeśli sama panna młoda ma chęci, aby robić coś samodzielnie – nie ma żadnego problemu, trzeba tylko wszystko z góry ustalić i kontrolować sytuację: czy panna młoda daje sobie rzeczywiście radę, czy nie przeceniła swoich możliwości. Niestety często spotykam się z tą drugą opcją, dlatego jesteśmy my, konsultanci ślubni - pomagamy nawet w ostatniej chwili, bo mamy wiedzę i doświadczenie. Panna młoda może w którymś momencie się pogubić lub stracić siły; pierwszy raz znajduje się w takiej sytuacji. Jednak ja zorganizowałam ponad 200 ślubów! To tak jakbyśmy chcieli się sami leczyć, zamiast słuchać lekarza.
 

Jakich podwykonawców poleca konsultant? Najlepszych, ulubionych czy też tych z którymi ma podpisane umowy?
Profesjonalny konsultant ślubny nie ma podpisanych umów z żadną z firm na stałe. Musi być obiektywny, dlatego nie może polecać firm, które dają mu jakieś korzyści. Proponujemy podwykonawców pod konkretne zlecenie, czyli pod budżet i upodobania naszych klientów. Oczywiście mamy swoje ulubione firmy, ale stają się takimi właśnie ze względu na rzetelność i zadowolenie naszych klientów. Wtedy z czystym sumieniem polecamy je kolejnym parom, a przecież o to chodzi - żeby firma była sprawdzona i pewna.
 

Jeśli konsultant współpracuje z najlepszymi podwykonawcami w branży, to czy nie są oni przypadkiem również najdrożsi?
Sięgamy po podwykonawców z różnych półek cenowych, ale nie zdarza się, abyśmy polecali najtańszych. Warto zaznaczyć, że najdroższy podwykonawca w Kielcach będzie równocześnie oferował przystępne ceny dla klientów z Warszawy. Znając branżę z całego kraju mamy możliwość sprowadzać podwykonawców z różnych jego części. To ogromny plus, bo przeciętna para młoda zatrudnia firmy tylko ze swojego regionu i zdarza się, że przepłaca. Nie ma świadomości jaka powinna być cena za jaką usługę, bo porównała 10 firm z okolicy, podczas gdy konsultant z ogólnopolskiej agencji ma porównanie dwustu firm z całej Polski. Umiem ocenić czy dany podwykonawca jest dobry, czy tylko drogi - parze młodej brakuje punktu odniesienia.
 

Czy konsultant narzuca swoje zdanie? Co w sytuacji, w której para młoda chce coś, co konsultant uważa za okropny pomysł?
Absolutnie nie narzucamy swojego zdania! Możemy tylko sugerować, podpowiadać, porównywać, dawać przykłady, nakierunkowywać - zawsze jednak ostateczne zdanie należy do państwa młodych, nawet jeśli nasz gust jest zupełnie inny. To nie nasz ślub, to dzień naszych klientów i to oni decydują o tym, jak ten dzień będzie wyglądał.


Panna młoda często chce się czuć ekspertem od swojego ślubu, chce aby to ją chwalono za finalny efekt. Czy konsultant jej tego nie odbiera?
Zawsze wszelkie pochwały zbiera panna młoda, my stoimy w cieniu. Przecież to ona uczestniczyła w organizacji, wybierała i odrzucała różne propozycje konsultanta oraz podejmowała ostateczne decyzje. Nawet jeśli podpowiadamy różne koncepcje, ostateczny kształt przyjęcia to dzieło panny młodej.


Na forach można spotkać osoby, które usługami konsultanta się rozczarowały.  Zakładam, że nie każdy konsultant jest apodyktycznym oszustem, ostatnie pytanie więc brzmi: Gdzie szukać tych, którzy nie rozczarowują i jak ich sprawdzać?
Jeśli szukamy profesjonalistów, to na pewno znajdziemy ich wśród firm, które są członkami Polskiego Stowarzyszenia Konsultantów Ślubnych. Nie warto ryzykować i zatrudniać agencji spoza PSKŚ - przecież to najważniejszy dzień w życiu!
Oczywiście w samym Stowarzyszeniu też są firmy o większym i mniejszym doświadczeniu. Warto spytać o to, ile lat są na rynku, poprosić o referencje (także te telefoniczne), obejrzeć portfolio i przygotować sobie pakiet pytań. Porównanie ofert też wiele pomoże. Ostatecznie radzę wybrać tą osobę, z którą para młoda nadaje na tych samych falach.


Razem z Kariną dziękujemy wszystkim za uwagę i spędzenie z nami tych kilkunastu/kilkudziesięciu minut. Mamy nadzieję, że z lektury wywiadu wynieśliście dla siebie coś nowego i/lub wartościowego :) Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, to zachęcamy do ich zadania w komentarzach na blogu.

wtorek, 21 lipca 2015

Panny Młode Akcja Charytatywna

Panny-Młode Akcja Charytatywna

23 sierpnia na ulicach trzech polskich miast pojawią się Panny Młode. Takie prawdziwe, w wielkich sukniach i fryzurach, z profesjonalnym make-up'em na twarzy, wyglądające jak z hollywoodzkich romansów ;) Będą sobie robić zdjęcia i co najważniejsze: tak będą pomagać. Dziś na Waszą prośbę napiszę o akcji Panny Młode troszkę więcej i mam nadzieję, że zechcecie pobawić się razem ze mną (bo ja się bawię, mimo wszystko!*) :)

O co chodzi w Akcji?

"O pomoc dziecku poprzez dobrą zabawę i sponsoring oraz pozytywny PR i reklamę."
Akcja Charytatywna Panny Młode to sesja Panien Młodych w sukniach ślubnych. Podczas całego dnia robione są dwa rodzaje zdjęć: 1) w najbardziej charakterystycznych punktach miast, 2) reklamowe dla firm wspierających finansowo wybrane przez Panny Młode w danym mieście dziecko. Sesje wykonuje kilku fotografów, studio filmowe przygotowuje film, a dziewczyny biorące udział w akcji mogą takie materiały zakupić (ponownie wspierając dziecko i działania Fundacji Mają Przyszłość).
To akcja, która ma zrobić wrażenie. Bo im większe ono będzie, tym więcej środków uda nam się zebrać i zrobić lepszy PR dla akcji na kolejne lata :)
W tym roku akcja odbywa się 23 sierpnia we Wrocławiu (tu będę ja!), Bydgoszczy i Poznaniu.

PANNY MŁODE

Dziewczyny, to jedna z niewielu okazji do ponownego założenia sukni ślubnej (kiedyś pisałam o tym we wpisie Co zrobić z suknią ślubną po ślubie?). Jeśli jej nie macie, to żaden problem - dla takich osób są przygotowane specjalne suknie z salonów współpracujących (warto jednak szybko się po nie zgłaszać). Jeśli jesteście 10 lat po ślubie, to... super, gratuluję stażu :) Akcja jest również dla Was, bo staż nie gra tu roli :) To okazja (a z nich trzeba korzystać) do świetnej zabawy, wyjątkowej pamiątki i zrobienia czegoś dobrego (Panny Młode Wolontariuszki, ja sobie tego dnia bez Was nie wyobrażam!).

Moje mimo wszystko :), czyli jak będzie wyglądał plan dnia Panny Młodej Wolontariuszki
Zdradzę Wam w małej tajemnicy jak taki dzień wygląda.  
1. Przygotowanie do akcji. Makijaż, fryzura. W domu lub korzystając z pomocy fryzjerek i wizażystek w pierwszej lokalizacji.
2. Sesja - plenery miasta, wnętrza wybrane przez sponsorów.
3. Zbieranie funduszy na malucha w charakterystycznych punktach miasta (np. na rynku).
W zamian za symboliczną cegiełkę przechodnie będą mogli sobie z grupą Panien Młodych zrobić zdjęcie (do osób, którzy przed wszystkimi Targami Ślubnymi pytały "Będziesz? Chciałabym Cię poznać." -  jest okazja! za jedyne kilka złotych ;)).
W dniu akcji Panny Młode są modelkami, wolontariuszkami i... ekspertkami od akcji (w razie pytań) :)
4. Tradycyjne... zakończenie na mokro.
No to teraz wyobraźcie sobie moją minę na wieść o tej wodzie, tych zdjęciach w niej i tym, że to tak jest... zawsze i nie ma zmiłuj (dla niewtajemniczonych: klik). Ale nie ma co, dam radę. Już teraz ćwiczę pozytywne nastawienie i uśmiech :) Bo mam dziką satysfakcję z przekraczania granic, aby zrobić coś fajnego, a dodatkowo: ważnego i dobrego dla drugiego człowieka.

Jak się zgłosić?
Wypełnij formularz zgłoszeniowy dla właściwego miasta (klik). Przy zapisie do udziału w akcji obowiązuje wpisowe (około 30 zł jeśli dobrze pamiętam), które zostaje przekazane na pomoc dzieciom (nie na organizacje akcji).

Mały apel: Dziewczyny, moje czytelniczki. Jeśli lubicie pomagać, jeśli macie ochotę na "małą przygodę", jeśli macie wolny weekend, to... nie wyobrażam sobie tego dnia bez Was! I przeogromnie liczę na Wrocław!

PARTNERZY I SPONSORZY

Im nas więcej, tym lepiej. Do Akcji potrzebni są... wszyscy. Osoby, które o akcji napiszą (publikacjami pomagamy przez kilka tygodni), osoby, które pomogą w przygotowaniu Panien Młodych (od ich wyglądu po ich transport czy nakarmienie ;)), po sponsorów, którzy zdecydują się na określoną wpłatę na rzecz dziecka w zamian za zdjęcia reklamowe.

Mały apel: Blogerzy, twórcy portali - piszcie! Wizażystki, fryzjerki, salony sukien ślubnych, kwiaciarnie (to coś dla Was, pomagamy bez "zamiast kwiatów"!), fotografowie, potencjalni sponsorzy, wszyscy chętni - zgłoście się, bo ja moooocno na Was liczę :)

Wiadomości o Akcji PM2015 znajdziecie:
Na stronie Akcji: www.panny-mlode.pl
Na stronie Fundacji: www.majaprzyszlosc.og.pl