Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeżka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeżka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 grudnia 2017

Panna Urszulka w podróży, czyli zapraszamy Gości! - 5 miesięcy do ślubu (serio?)

Little Keepsakes Photography / pinterest

Święta, święta...  Nie wiem jak Wy, ale my gnijemy przed choinką w moim rodzinnym domu. Kiedy już nam się źle leży, przenosimy się przed kominek i tam zalegamy na kolejne godziny.

W takie dni jak dziś wiem, jak może się czuć boa dusiciel po zeżarciu antylopy. Jutro przenosimy się do rodziny Pawła, gdzie dostaniemy do wsunięcia blachę snickersa (na to przynajmniej liczę, bo sernik mojej przyszłej teściowej naprawdę miażdży cycki!). Cóż, postaram się to brzemię dźwigać z godnością, licząc na to że suknia ma sporą domieszkę elastanu. ;) 

To są ważne dni - ostatnie Boże Narodzenie spędzone jeszcze z panieńskim nazwiskiem. Na następne przyjedziemy do Rodziców już jaka podstawowa komórka społeczna - prawdę mówiąc, już się nie mogę doczekać! :) 

Zaliczyliśmy już drugie weekendowe zajęcia na naukach przedmałżeńskich – w sobotę mieliśmy część warsztatową z Fundacją Sto Pociech, w niedzielę dalszy ciąg wykładów. Tak jak już pisałam – wykłady ojca Pilśniaka są łatwo przyswajalne i z życia wzięte, warsztaty z kolei wydały nam się nieco mniej życiowe (np. kalambury o potrzebach), ale niektóre ćwiczenia były super – chociażby dowiadywanie się o swoich wzajemnych oczekiwaniach wobec siebie. Nigdy wcześniej wprost o tym nie rozmawialiśmy. Po tylu wspólnych latach naturalnie podzieliliśmy się obowiązkami (ja robię listę zakupów i odpowiadam za szeroko pojętą socjalizację, Paweł wyrzuca śmieci i naprawia usterki ;) ), ale zaskoczył mnie  prośba Pawła, abym to ja zajęła się pilnowaniem terminów wizyt u lekarzy i była adminem podczas naszych wychowawczych rozmów z dziećmi. :D

Przed nami jeszcze trzy spotkania w poradni - fingers crossed! Poradnie są owiane dziesiątkami anegdot i budzących grozę historii, ale ja jestem raczej dobrze nastawiona. Oczywiście, kwestie poruszane na tych spotkaniach to nie są sprawy, o których lubię rozmawiać z obcymi ludźmi,  ale rozumiem intencję i chętnie sama się dowiem, jak to całe NPR działa.

Po ostatnich przejściach z szukaniem dekoratorów na sam dźwięk słowa "florystyka" włosy stawały mi dęba. Wstępnie zagadywałam dekoratorów białostockich, ale szczerze mówiąc bez przekonania, bo niestety estetyka i wykonanie firm z Podlasia mocno kłóciło się z naszym gustem. W dodatku spora ich część nie raczyła odpowiadać na wiadomości. ;) Chyba właśnie dlatego uczepiłam się olsztyńskich florystów jak rzep psiego ogona. Pamiętacie co pisałam o kurczowym trzymaniu się upatrzonych wykonawców? W tym samym czasie kurczowo trzymałam się upatrzonego wykonawcy... ;) Po czterech miesiącach wymiany maili, inspiracji, ba, nawet osobistego pofatygowania się (dekoratora na salę, a mnie do dekoratora), otrzymałam wycenę o połowę wyższą niż wyznaczony na wstępie budżet. W dodatku styl wykonania w ogóle nie podobał się Pawłowi... A naprawdę nie chcieliśmy żadnych cudów na kiju. Załamałam się. Pomyślałam: kurde, a może faktycznie to jest tak, że jak chcesz coś ładnego, to musisz zapłacić kilkanaście tysięcy, a do kilku to raczej nastaw się na butelki pomalowane złotą farba olejną i rzucone tu i ówdzie gałęzie eukaliptusa? Wiecie, tak jak to jest z torebkami - albo tandeta za 70 zł, albo porządna skóra za 700 zł. Nic pośrodku. Przeżyłam to jak wszystkie kobiety w mojej rodzinie - jeden dzień załamania, a potem trzy dni jeszcze bardziej wytężonych poszukiwań.

I nagle na Ślubno-Weselnej Grupie Wsparcia (a jakże!) zobaczyłam, że Panny Młode polecają warszawską pracownię florystyczną. Na początku miałam obawy, bo stolica kojarzyła mi się z wyższymi cenami, ale w końcu napisałam maila. Termin okazał  się wolny i już trzy dni później spotkaliśmy się we czwórkę na kawie i chyba zaiskrzyło. :) Świetnie nam się gadało, zrobiliśmy małą burzę mózgów i obie strony zdają się cieszyć ze współpracy! Od razu czuję ulgę, że oto jest ktoś, kto zna się na tym co robi, lubi to co robi, i chce z nami pracować. :)

Mam buty! Te buty to 10 cm szpilki. Do butów przydałyby mi się zapasowe nogi, na razie zadowolę się zabraniem ze sobą używanych, porządnie rozchodzonych szpilek na zmianę. Na razie odkurzam sobie w tych szczudłach i mierzę czas, po którym moje palce zaczynają myśleć o wyprowadzce. Staram się jednak być dobrej myśli, bo bardzo wiele dziewczyn polecało markę m-but ze względu na wygodę (ja akurat mam model espirito czy jakieś inne descpacito ;) ). Rzeczywiście - kopyto jest dla mnie idealne, nawet mimo tego, że moje stopy bardzo źle znoszą ucisk i wszelką niewolę.

Mam też coś niesamowitego. To coś ulepiła mi Kasia - Jeżka. Pokazałam Kasi suknię i mniej więcej opisałam, czego szukam, a ona wyczarowała mi dedykowaną ozdobę do włosów. Jestem nią urzeczona i jak tylko mam okazję sprawdzam, czy leży bezpiecznie w swojej kryjówce, wyjmuję, oglądam, mówię do siebie i takie tam, jednym słowem - zachowuję się jak Gollum. ;) Ale to nie koniec. Ponieważ nie zdecydowałam się na ustrojenie druhen w takie same sukienki, to chciałam im zapewnić coś innego, co byłoby takim naszym osobistym motywem przewodnim. Dlatego poprosiłam Kasię, aby dorobiła również trzy kokówki w tym samym stylu, co ozdoba, i oto są! :) Każda z nich została przyozdobiona jednym, dwoma lub trzema listkami, zależnie od kolejności, w jakiej się poznałyśmy. :)

Aha. Gdybyście byli ciekawi, jak idzie przyszłej pannie młodej dbanie o siebie, to przestańcie. ;) A nie, mogę się pochwalić, że końcu zaczęłam trochę systematyczniej biegać, choć to akurat zasługa ludzi z pracy i naszej kameralnej rywalizacji na endomondo. Nagrodą jest wielki burger, więc chyba jasne, że to nie cud figura jest głównym motywatorem? ;)

W listopadzie zaczęliśmy zapraszać gości, ale większość zaproszeń wręczyliśmy przez ostatnie kilka dni. Najważniejsze okazały się trzy rzeczy:  

1. Uprzedzać o wizycie (tak nakazuje savoir-vivre), ale już raczej z trasy, z wyprzedzeniem kwadransa lub dwóch. Chodzi o umożliwienie cioci zdjęcia przysłowiowych wałków z głowy, ale uniemożliwienie jej ugotowanie trzydaniowego obiadu. Zapewne pierwszy obiad byłby do przełknięcia, ale co z dwoma kolejnymi...? My osobiście nie mogliśmy tego uniknąć – w okolicy świąt o pierożki, krokieciki i karpika nietrudno. I tu wkracza zasada numer dwa: 

2. Nie siadać!!! Amerykańscy naukowcy odkryli, że siadanie wydłuża proces zapraszania o 350%! ;) Co do zasady strzeżcie się jak ognia sadzania szanownych czterech liter w domu Waszych gości weselnych. Jeśli to zrobicie - to koniec, kaput, kaplica. Będzie kawka, ciasteczka, przekąseczka, naleweczka i dobranoc. ;) Oczywiście powyższe nie tyczy się dawno nie widzianej, ulubionej kuzynki, albo rodziny z daleka, do której jechaliście 3 godziny, ale w większości przypadków zarówno odwiedzani jak i odwiedzający z ulgą powitają opcję desantową. W razie widocznego na buziach rozczarowania bądźcie otwarci  i szczerzy – Wasi goście na pewno to zrozumieją.

3. Skorzystać z nieocenionej możliwości spotkania gości aby delikatnie wypytać o wszystkie kwestie organizacyjne (aktualne dane kontaktowe, wstępne potwierdzenie, ewentualnie alergie i diety, zainteresowanie transportem, noclegiem, etc.). To sprawiło nam najwięcej problemów – zwyczajnie nie mamy wprawy – zapomnieliśmy o informacji nt. braku poprawin (a dla osób dojeżdżających ma to istotne znaczenie), o zebraniu wywiadu na temat uczuleń na produkty spożywcze – będziemy więc robić sondę przy potwierdzaniu udziału w imprezie. Nasza lista gości ma kolumnę na aktualne numery telefonów, żebyśmy mogli w stosownym terminie obdzwonić wszystkich niepotwierdzonych weselników. Takie rozmowy z gośćmi są też bardzo inspirujące – przyjaciele Rodziców podsunęli nam myśl, aby dla przyjeżdżających z daleka zarezerwować kilka pokoi po to, by mogli przebrać się przed ślubem. Inną wartą rozważenia radą były gotowe drinki (raczej nie planujemy drink baru) – podobno cieszą się dużym zainteresowaniem tych kilkunastu osób, które nie przepadają za wódką czy winem.

Ostatnia sprawa, jaką zaczęliśmy ogarniać, to obrączki. Mamy kilka poleconych rodzinnych salonów jubilerskich, chcieliśmy uniknąć kupowania w sieciówkach, z uwagi na bardzo różną jakość wykonania. Ku mojemu zaskoczeniu klasyczna obrączka, na którą się nastawiłam, nie wyglądała na mojej dłoni tak dobrze, jak z brylantami. Jednak koszt obrączek mocno skacze w górę po dodaniu tych kilku kamyczków. ;) Paweł wychodzi z założenia, że akurat w tym przypadku warto wybrać coś, do czego się wyrywa serce, w końcu będziemy na to patrzeć całe życie. Poważnym argumentem przeciwko jest z kolei niemożność zmiany rozmiaru tego rodzaju biżuterii. Chyba więc ostatecznie stanie na klasycznych obrączkach z białego złota. Musimy to jeszcze przetrawić.

A więc trawimy. Obrączki, kapustę z grzybami, a już niedługo - snickersika... ;)

Ponieważ jest już prawie po Świętach, to przyłączam się do pięknych życzeń Mileny, a od siebie życzę ponadto pełnego cudów Nowego 2018 Roku - niech należy on w stu procentach do Was i Waszych marzeń!  I bardzo, bardzo Was przepraszam, że ten wpis jest taki długi! Obiecuję popracować nad zwięzłością wypowiedzi. :)

środa, 8 marca 2017

Off Wedding i Miś Uszatek, czyli ślubnie o wizycie w Łodzi ;)

Jak grzyby po deszczu?  ;) No tak. I słusznie, bo w moim prywatnym odczuciu każde większe miasto powinno mieć swoje "alternatywne" targi ślubne. Targi z odgraniczoną liczbą wystawców, z selekcją, z klimatem, otwierające oczy nie tylko na to co modne, ale i na to co można zrobić po swojemu, odrobinę inaczej.

W tym momencie przyszło mi do głowy, że troszkę jestem taką…  testerką alternatywnych targów ślubnych (o ile można być testerem na co czwartym stoisku mówiąc "Cześć, fajnie Cię znów widzieć", ale niech będzie, bo brzmi fajnie, a nadal czasem udaje mi się ściemniać i udawać pannę młodą). Nie mogłam więc nie sprawdzić jak na tle moich dotychczasowych doświadczeń wypadnie Łódź i targi Off Wedding. I wypadła na 5 :)

A teraz, dla tych którzy nie mogli być, którzy lubią relacje i małe smaczki z pomysłami i inspiracjami: Co ciekawego znalazłam na Off Wedding i na co ciekawego wpadłam? ;)

Suknie ślubne
Prawda, że po  targach w Łodzi, tak stereotypowo, trzeba się spodziewać stoisk z sukniami ślubnymi? Z innymi niż wszędzie, z dobrze uszytymi, w większej ilości. I tak było, bo znalazłam tam kilka marek o których a gdzieś słyszałam, ale Wy może jeszcze nie, a… warto na nie zwrócić uwagę. M.in. Karolinę Tomczak (piękne suknie, cudowne stoisko), Szyjemy Sukienki (ten kolor!), Pannę na wydaniu (tak, dopiero tu odkryłam, że Anita ma też swoją kolekcję), Po Prostu i Agatę Wojtkiewicz (minimalizm i cudownie miejskie kolekcje w internetowym gąszczu rustykalnego siana ;)).

Najładniejsze stoiska
Podoba mi się to, że klimat targów z typowo rustykalnych przesuwa się w kierunku boho i odrobinę miejskich. Podoba mi się, że pośród tego co modne, można znaleźć coś kontrowersyjnego (serio, trzy lata temu dla ludzi było to mniej kontrowersyjne, dziś trochę naturalność zabija wszystko inne), ale wyróżniającego się na tle reszty (np. Bukiety z broszek).
Zawsze zwracam uwagę na wygląd stoisk. Jest to dla mnie oznaka nie tylko tego, że ktoś się przygotował i chce przyciągnąć uwagę, ale także traktuję to jako formę… zaproszenia uczestników targów do swojego świata. Pokazania kawała siebie, swojej głowy i swojej pracy.
Co tym razem mi się spodobało? Wielki łapacz snów (nie wiem czyj!), stoisko Floral Deco (połączenie drewnianej ściany, wyglądającej trochę jak boazeria :D, z wielkimi zielonymi liśćmi i złoto-czarną dekoracją stołu, hm… Łódź jest bardzo miejska, a to bardzo komplement ;)) i wypieki Cake Stores Bakery. I o tych ostatnich będzie dłużej. Nadal spora ilość par wybiera naked cake. Smaczny, piękny, ale… nudny? Gdybym w ubiegłym lub tym roku brała ślub (jako ciekawostkę powiem Wam, że ostatnio sobie uświadomiłam, że dawno, dawno temu wyliczyłam sobie, że to miał być ten rok, tylko… wtedy jakoś strasznie odległy mi się wydawał ;)), to postawiłabym na tort bezowy. Te i inne wypieki Cake Stores Bakery wyglądają obłędnie apetycznie – zerknijcie na ich fb. Ja przez ich zdjęcia, w trakcie pisania tego wpisu, musiałam wyjść z domu po czekoladę (wiem, czekolada do ich wypieków się nie umywa, ale… lepsze to niż nic). I tak sobie myślę, że jeden z talentów o których marze to... dekorowanie wypieków (i cierpliwość do tego!).

Nie pokazuj, nie opowiadaj, pozwól mi to zrobić
Targi w większości polegają na gadaniu, pokazywaniu, zapraszaniu… To fajne, ale to trochę mało. Rewelacyjną jest możliwość zrobienia czegoś samodzielnie, z instrukcją lub pod okiem eksperta. Dokładnie to można było zrobić u Soap Opera – posłuchać instrukcji, skorzystać z rad, wybrać składniki i stworzyć swoje własne mydło. Potem się nim zachwycić, kupić potrzebne składniki i samemu zacząć produkcję – na wesele i na długie lata po ;) Jeśli mydła to dla Was pikuś, to wyzwaniem może okazać się samodzielne stworzenie obrączek – np. pod okiem Magdaleny Paszkiewicz. Podobno dadzą sobie z tym radę nawet bardzo niezdolni ludzie (tak sobie gdybam… pewnie i pierścionki zaręczynowe też da się zrobić, więc… do roboty panowie!) :)

Drobiazgi
Lubię chodzić po targach i wypatrywać… czegoś nieślubnego ;) Czegoś do wykorzystania w codziennym życiu, domu, na kolejnej fajniejszej imprezie. Tak też znalazłam pierścionek z jeleniem (u Ślub w dechę) i przypomniało mi się, że kiedyś planowałam mieć kwiaty bawełny (jak te od Kwiaty Bawełny) jako dekorację domu zimą  ;)

Fajne usługi
Coś… nowego. Coś, co gdybym miała magazyn, mogłabym robić sama, bo zbieranie sprawia mi frajdę i nawet nieźle mi idzie (a tylko przestrzeń mnie ogranicza) ;) Garden party (a raczej Siedzę na palecie) – firma zajmująca się wynajmem sprzętów tworzących strefy chilloutu i rekreacji ;) Od mebli wykonanych z palet, szpuli, skrzynek, przez gry i zabawy rekreacyjne, po altanki ślubny, namioty, foto ścianki i litery przestrzenne.

Inni
Alternatywne targi to miejsca na których najczęściej znajdziecie wystawców z wyższej (najwyższej?) pułki. Takich, którzy w innych miejscach nie mają po co się pojawiać. W Łodzi można było spotkać, a to rzadki widok na targach, trio świetnych fotografów (Kamila Piech, Kasia Pyrchała, Jacek i Kasia Siwko), Agatę z Love Prints (jest Agata, są świetne targi i ja zaczynam już w to wierzyć), Anię - konsultantkę z A nuż nie róż, Kasię z Jeżki (i ogromnie się cieszę, że wreszcie udało mi się Kasie poznać osobiście), Wasze Obrączki (to mój numer 2 w Polsce, bo wiecie… lepszych niż moje nie ma nigdzie).
I... to tyle, bo zabraknie mi miejsca we wpisie :P 











Więcej zdjęć, tradycyjnie, do zobaczenia na instagramie (a najwięcej zawsze na bieżąco na instastories i snapchacie - milenanpm).

czwartek, 5 listopada 2015

Mini rekomendacje po moim ślubie i weselu

Fabryka Kreatywna
Istnieją wpisy, które pisze kilka miesięcy. Czasem potrzebuję dużo czasu na zebranie materiału, czasem miesiące zabiera poukładanie myśli. Dziś większość mam poukładane, więc leci do Was wpis z moimi subiektywnymi, sprawdzonymi na własnej skórze, poleceniami. Myślę, że przyda się nie tylko mieszkańcom województwa świętokrzyskiego ;)

Studio Kwiatowe Allium
Kwiaty, Ostrowiec Św.
Ktoś z Was zauważył, że jestem mega niezdecydowana? Do ostatniej chwili nie wiedziałam czy chce kwiaty wyglądajace jak polne czy jednak mocniejsze kolory i sukulenty? Więc chodziłam po kwiaciarniach i pytałam o to co są w stanie mi zaoferować. Większość odsyłała mnie na łąkę (najtrudniej było o chętnych do zrywania), a sukulentów nie planowała sprawdzać. W Allium się dało, nikt nie ściemniał mi, że po kilku godzinach mój termin już zniknął (serio, trafiały mi się takie przypadki) i choć trochę zabrakło mi do pełnej satysfakcji, to i tak byłam zadowolona z efektu końcowego :)

Cukiernia u Ani
Tort/słodki stół, Ostrowiec Św.
Początkowo rozglądałam się za tortami i słodkimi stołami z dużych, znanych cukierni. Sprawdzonymi, rekomendowanymi, wręcz uwielbianymi przez pół Polski. Przerażały mnie jednak ceny za transport i postanowiłam rozejrzeć się za cukierniami w moim rodzinnym mieście. Trafiłam na Cukiernię u Ani w której nikogo nie wystraszyło hasło "naked cake" (bo wiecie... ono działało podobnie jak polne kwiaty, terminy magicznie w cukierniach znikały) i fakt, że prawdopodobnie taki tort będą robić po raz pierwszy.
W dniu wesela to z tortu byłam najbardziej zadowolona. Wyglądał fajne, smakował obłędnie! W Ostrowcu Św. prawdopodobnie nie ma lepszej cukierni, a chwilowo mam wątpliwości czy te najlepsze w Polsce robią smaczniejsze torty ;)

Unique Makeup
Makijaż, Ostrowiec Św.
Wybór usług Patrycji nie był moim pierwszym pomysłem. Trafiłam na nią, bo moja świadkowa i jej koleżanki odwiedzały jedynie ją, a makijażystka o której myślałam ja miała w dniu mojego ślubu już jedną zajętą godzinę - dokładnie tą, którą ubzdurałam sobie mieć ja.
Jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego (ale... usta na serio były mocne, nawet jeśli nikt inny tego nie widziała tak bardzo jak ja), a najlepszą rekomendacją dla Patrycji może być fakt, że zostałam jej stałą klientką i nawet mój PM z każdym kolejnym makijażem w jej wykonaniu stwierdza, że podobam mu się umalowana coraz bardziej (bo wy nie wiecie, ale oboje z PM jesteśmy przyzwyczajeni dla mnie w wersji naturalnie naturalnej).

Studio Fryzur Marta Wieczorek
Fryzjer, Ostrowiec Św.
Na wstępie muszę zaznaczyć, że nigdy w życiu nie wyszłam zadowolona z salonu fryzjerskiego. Pomimo fryzury próbnej, pomimo tego, że ta ślubna była zmieniona (ten fakt nie przemawia korzystnie za robieniem prób) i była lepsza, nadal nie wyszłam w 100% zadowolona. To i tak jednak była jedna z moich najlepszych fryzur dobra, najlepsza), bo miałam wrażenie, że przypominam w niej siebie, nie kogoś obcego :)
 
Woodbe
Gry, Częstochowa
Odpowiedzialni za część z grami (Cornhole, Ladder Golf, Woodbe Block) na moim weselu. Dla mnie już każde wesele bez gier jest nudne, więc to największa perełka na mojej liście - tym bardziej, że w Polsce nie mają godnej uwagi konkrecji, a ich gry można wykorzystywać do końca życia (ja mam taki plan) :) No i bardzo sympatyczni!

Deconatka
LOVE, Świętochłowice, śląskie
Natalię poznałam na ŚWGW, gdy szukałam osoby, która będzie na Targach Ślubnych w Katowicach, zechciałaby zostać moim szpiegiem i podejrzeć co w ofercie ma ekipa z Woodbe :D Natalia w roli szpiega spisała się świetnie, więc potem gdy ja szukałam napisu LOVE, a Natalia zastanawiała się nad jego "produkcją", to wiedziałam, że będę tak ładnie prosić, aż LOVE zdąży się zrobić przed moim ślubem. I się zrobił i był chyba najfajniejszym obiektem do fotografowania na naszym weselu (i co fajne - jest lekki i, w przeciwieństwie do innych napisów, można go podnieść/podrzucać :P) :D

Robimy Śluby
Zaproszenia, Łódź
Asia i Krzysiek to ekipa odpowiedzialna za moje zaproszenia, jedni z najlepszych w Polsce. Chętni do pomocy i ratowania, zawsze :) Ich tempo pracy jest w 100% zgodne z moim, myślenie Krzyśka o ślubach - prawie jak moje :)
Krzysiek ma w bonusie jednego, gigantycznego plusa: dostaliśmy od niego smsa z życzeniami w dniu ślubu, a to takie detale wpływają na zachwyt nad współpracami z ludźmi :)

MagnetCards
Zaproszenia, Wrocław!
Jeśli kliknęliście w linka przy części o Robimy śluby, to wiecie, że magnetCards też uwielbiam i polecam. Za produkty fenomenalnej jakości (miałam od nich długowieczne i wszystko znoszące, prawie jak miłość, magnesy), rewelacyjne podejście do klienta i... mój/nasz Wrocław!
 
Moja piękna opaska (albo raczej opasko-wianek, jak kto woli) :D, Łódź
Kompletnie nie miałam pojęcia co chcę w dniu ślubu włożyć na głowę, nic mi się wystarczająco nie podobało, więc stwierdziłam, że napiszę do Kasi i... niech się Kasia za mnie martwi ;) Kasia się martwiła, interesowała moimi sukienkami, wyglądem, a nawet pilnowała, abym nie przegapiła terminu do którego powinnam podjąć decyzję, aby ona zdążyła dla mnie ozdobę wykonać. Dokładnie tak należy się o mnie troszczyć :)

Fein Fein 
Spinki PM, gdzieś z Polski ;)
Gdy po raz pierwszy je zobaczyłam wiedziałam, że PM oszaleje na ich punkcie i, że muszę je dla niego mieć :) Zamawiane troszkę na ostatnią chwilę, wg wzoru, którego już nie było w ofercie. Przyszły pięknie zapakowane, z dokładnaą instrukcją dbania o nie. Tak piękne, że... są takie momenty w których zdecydowanie wolałabym być Panem Młodym :)  

Spersonalizowane wieszaki
Wieszaki, gdzieś z Polski ;)
Ubzdurałam sobie, że chcę wieszak z napisem Niepoprawna Panna Młoda. Nie imię, nie datę, nawet nie NPM. I to co początkowo miało być niewykonalne, dało się zrobić, też z błyskawiczną wysyłką :)

Inne obrączki
Obrączki, Wrocław/Kraków
Mój gust odrobinę różni się od gustu PM - on lubi gdy się błyszczy, ja wolę "surowe" materiały. Oboje dokładnie wiedzieliśmy jakie obrączki chcemy, ale PM przeżył lekki szok, gdy otrzymaliśmy do obejrzenia nasze obrączki. Nic się nie świeciło, nic nie było gładziutko wypolerowane... Przeszło mu po kilku dniach, obecnie nasze obrączki uwielbia tak jak ja. Bo są genialne (i aż się prosi, aby je do upadłego fotografować)! Nie ma fajniejszych obrączek w Polsce, serio!

Kochani będziemy mieli dziecko... yyy... Ślub pełen miłości :)
Puszka :), Kraków
Coraz więcej osób włącza się w akcje wsparcia jakichś fundacji/organizacji ngo i zbierania pieniędzy dla nich zamiast kwiatów. Fajnie, gdy ma się poczucie, że to ma większy sens i gdy czuje się z tego powodu docenionym :)
Polecam, całą sobą :)

Przewodnik Młodej Pary 
Czasopismo, Wrocław!!!
To część o rzeczach niematerialnych. O zainteresowaniu, o ekscytacji, o niewidzialnym podtrzymywaniu na duchu, czasem o presji (haha, bo dla mnie presją było już zdanie "Pani ślub już niedługo" powtórzone dwa razy) ;) Poczucie, że nawet fajnie jest być Panną Młodą i jeszcze fajniej z tymi Pannami Młodymi pracować :)
Dziękuję, uwielbiam!

To.... koniec. Gdzieś na blogu już było, więc nie będę powtarzać, o save the date od Ani z Paper Story (Wrocław) i rewelacyjnym Weselnym Drink Barze (Warszawa i cała Polska). O sukienkach jeszcze kiedyś będzie (i osobny wpis o Aryi i o całej stylizacji mojej i PM), osobny wpis prawdopodobnie czeka również na fotografów.