wtorek, 19 sierpnia 2014

Moje ulubione filmy oświadczynowe

Z racji tego, że uwielbiam oświadczyny mam ogromny sentyment do zdjęć i filmów prezentujących ten moment. Czasem wręcz dziwi mnie, że tak mało osób jest zainteresowanych sfilmowaniem czy sfotografowaniem, na pamiątkę, tej jednej z najważniejszych chwil. W końcu to wyjątkowe wydarzenie, a z pewnością intymnością (i chęcią zachowania jej tylko dla siebie) nie przerasta błogosławieństwa rodziców czy przysięgi. 

Jak to zrobiły pary na moich ulubionych filmach? Pięknie :D

Uwielbiam oświadczyny z muzyką (mam sentyment do tej przesłodzonej piosenki) i tańcem w tle, uwielbiam miny tego chłopaka i ten świetnie wpasowujący się w moment tłum, który miał czego dziewczynie zazdrościć ;)


To chyba mój ulubiony film i najbardziej wbijający w fotel pomysł na zapytanie "Czy zostaniesz moją żoną?" :)


Z miłości do podróży... Chłopak jest uroczy, piosenka rozbarwiająca, a widoki mnie zachwycają. Ale nie wybaczyłabym facetowi, gdyby mnie na taką wyprawę nie zabrał!


Reklama, która zachwyca i jest najpiękniej zrobionym (bo już profesjonalnie) filmem :)


Serialowo
Oglądacie "How I Met Your Mother" lub "Glee"? Z "Glee" kojarzy mi się właśnie piosenka "Marry You", a serial całkiem dobrze sobie radzi z pomysłami na oświadczyny z muzyką i tańcem na pierwszym miejscu (Will-Emma, Blaine-Kurt). Ale moim numerem jeden i jednymi z najlepszych oświadczyn w historii seriali jakie widziałam są te: Barney 'Legendary' Stinson i Robin ;) 

Wszystkie moje ulubione, w tym i oświadczynowe, filmiki znajdziecie tu. Jeśli macie jakieś, które polecacie, to czekam na linki :) 

P.S. Jak przystało na niepoprawną ja nawet nie posiadam zdjęcia pierścionka z dnia oświadczyn. Troszkę szkoda.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Zaręczyny, a konkretniej... kilka słów o oświadczaniu się ;)

blog.theknot, Amie Reinholz
Z okazji zbliżającej się mojej/naszej rocznicy oświadczyn (zaręczyn) najbliższy tydzień (poza sobotnim wpisem z odliczaniem do ślubu) i dwa dni kolejnego będą poświęcone wpisom o tematyce zaręczynowej*.

To chyba dobra tematyka na początek po przerwie od pisania i chwilowej depresji po-podróżniczej ;) Dlaczego? Większość osób płacze podczas przysięgi małżeńskiej, wzrusza ich wejście do kościoła pod rękę z tatą, a nawet sam widok białej sukni. Mnie, po troszku, wzrusza to wszystko, ale nic nie przebije frajdy i wzruszenia jakie daje mi patrzenie na zaręczyny :)

Czysto subiektywnie mam wrażenie, że to najpiękniejszy z momentów związanych ze ślubem. Prywatny, tylko dla zainteresowanych, bez stresu, który wywołuje obecność innych ludzi. W końcu kobieta może powiedzieć co najwyżej "nie" lub "nie wiem" (wybaczcie Panowie uproszczenie) ;) To mój ulubiony moment każdego serialu i filmu, to moje ulubione historie zasłyszane od innych. To sytuacja w której mamy o wiele większe pole manewru niż przy organizowaniu ślubów i sama chyba wolałabym organizować zaręczyny niż wesele ;)

Czasem, gdy przyjedzie mi do głowy, że fajnie byłoby organizować śluby zawodowo (ale nie w weekendy, bo wtedy podróżuję :P ha!), budzę się z myślą, że przecież ja wolę początki tych historii. UWIELBIAM obserwować mężczyzn szukających pierścionków zaręczynowych, uwielbiam na forach internetowych czytać ich rozterki co do najdoskonalszej formy tego wydarzenia, dostrzegać ich ogromne zaangażowanie i jeszcze większe przejęcie całą sytuacją.

Jeśli, gdzieś przypadkiem, znajdzie się na moim blogu jakiś pan planujący się oświadczyć i szukający pomysłu na ten dzień, to jestem pierwszą chętną do pomocy. Możecie pisać, pytać, dyskutować, a ja będę miała największą przedślubną frajdę z rozmowy z Wami :)

Jakich wpisów możecie spodziewać się w tym tygodniu?
Jak przygotować się do zaręczyn. Jak zaręczyny powinny wyglądać (+ moje ulubione filmy z zaręczyn). Moje miejsce zaręczyn jako inspiracja.
A w przyszłym:
Jak kupić pierścionek (i "obłędne" rady PM!) i jak wygląda mój (to będzie jego debiut na blogu). Kilka słów o moich zaręczynach (aromantycznie i na wesoło).

* Zamiast słowa "oświadczyny" będę używała, dla ułatwienia, słowa "zaręczyny" (jako wyrażenia woli zostania małżeństwem).

piątek, 15 sierpnia 2014

Czym obsypać Parę Młodą?

quoteko
Obsypywanie, wychodzącej z Kościoła czy urzędy Pary Młodej, jest już tradycją. Aby tą tradycję uwspółcześnić Pary Młode i ich świadkowie prześcigają się w pomysłach na to co zrobi największe wrażenie. 

Kto jest za obsypywanie odpowiedzialny? 
Kiedyś zadbanie o ten element ceremonii leżało po stronie świadkowej i są rejony w Polsce w których ta niepisana zasada nadal obowiązuje. Coraz częściej jednak to Panna Młoda dbając o przebieg i wygląd całej uroczystości nie zapomina także o tym elemencie. Rozwiązanie idealne? Najlepiej wspólnie to omówić i bez znaczenia jest, która pierwsza ten temat poruszy (choć gdybym była świadkową, to wolałabym, dla własnego bezpieczeństwa, zapytać pierwsza).

W króciutkim opisie tego co mi się jako materiał do obsypywania podoba, a co nie pominęłam wszystkie atrakcje, które latają, ale nie są sypane: balony, motylki, gołąbki, itp. Zostawmy je na chwilę później.

Co mi się podoba? 
Duże, kolorowe elementy. Takie, które nie mają szans wpaść we włosy, za dekolt i wyglądają zjawiskowo na fotografiach (przede wszystkim są widoczne jako elementy, a nie plama*). Najchętniej postawiłabym na ciekawie wycięte konfetti (serduszka z mapy? wow!) lub płatki kwiatów. 

Czego nie lubię? 
Drobnych elementów, ryżu, a zwłaszcza monet. Nie chciałabym przez całe wesele wyskubywać z siebie resztek konfetti czy ziaren. Nie chciałabym dostać po głowie i po rękach  monetami. Nawet więcej: mój PM twierdzi, że zbieranie monet kojarzy mu się z bezdomnymi/żebrakami (już nie pamiętam) i on za żadne skarby nie będzie się po nie schylał (czasem jego upór jest mi bardzo na rękę). 

Gdy brakuje sypiących...
Mało prawdopodobne, a jednak... Zdarzają się sytuacje w których nikt nie chce sypać. Ja nie miałam chętnych ("ja nie chce, znajdź kogoś innego"), a goście z łapanki pod kościołem nie do końca ogarnęli całą procedurę.
Moja propozycja: obsypcie się sami :) Weźcie w ręce drobne konfetti i zdmuchnijcie je pod odpowiednim kątem, troszkę tak jak na czwartym od końca zdjeciu. Efekt nie będzie standardowym ŁAŁ, ale będzie niesamowicie uroczy :)

Czym sypać? 
Wszystkim co lata i jest lekkie, ogranicza nas tylko wyobraźnia. Płatkami kwiatów, konfetti, bańkami mydlanymi, pomponami, miniaturowymi cukierkami (to bym zbierała!!!), piórkami (na ptasie wesela), papierowymi samolotami, liśćmi, ziarnem (karmimy ptaszki), opiłkami złota.
Ryż i monety możecie sobie odpuścić ;) Pamiętajcie przy tym, aby celować przed, a nie w Młodą Parę, zwłaszcza tym co brudzi, wpada we włosy i jest ciężkie. 

P.S. Upewnijcie się czy ksiądz lub urzędnik nie mają nic przeciwko. W razie potrzeby zawsze możecie zaoferować błyskawiczne sprzątanie (znalezienie osoby, która zgodzi sie Wam pomóc (nikogo z gości!) nie powinno być trudne).

* Chcecie plamy? Może proszek holi? Mnie ten pomysł się wyjątkowo spodobał! Tak, przy wyjściu z kościoła :D 

yesbabydaily

quoteko

myday

tressugar.

smile0n

vivelesmaries

it-it.facebook

quoteko

m.trusper

blovedweddings

blovedweddings

confettidaydreams

danielefaverzani

danielefaverzani

agencjaslubow

środa, 13 sierpnia 2014

Przysięga małżeńska oczami NPM

weddingchicks
Przysięga małżeńska, czyli to, o co w tym całym zamieszaniu chodzi. To najważniejsza chwila ceremonii, a nawet całego ślubnego dnia. To ten moment w którym całe miesiące przygotowań zaczynają mieć uzasadnienie i sens, bo wreszcie mamy co świętować.

Znacie tekst przysięgi?
Tak? Nie? Nie wiem? Na początek mała powtórka (dla mnie też).

Tekst przysięgi w Kościele (Pan Młody mówi jako pierwszy):
Ja (imię Pana Młodego) biorę Ciebie (imię Panny Młodej) za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.

Podczas wymiany obrączek padają słowa:
(imię Panny Młodej) przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

Tekst przysięgi w Urzędzie Stanu Cywilnego:
Świadomy(a) praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z (imię i nazwisko panny młodej/pana młodego) i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.

Jak Wam się podobają?
Różnice, nie tylko w słowach
Ślub Kościelny jest sakramentem, ma duchowy wymiar i jest troszkę patetyczny (taka prawda). Co ważne: to młodzi udzielają sobie sakramentu maleństwa, a ksiądz jedynie dba o prawidłowość przysięgi, aby była ważna. Jeśli jedna z osób jest niewierząca, to pomijane są w przysiędze słowa związane z religią.
Ślub Cywilny jest wg niektórych aromantyczny. Tak właściwie... to on nawet nie jest ślubem, a czynnością administracyjną. To nie ślubowanie, to złożenie oświadczenia.

Jak wypowiedzieć przysięgę, aby miała jeszcze WIĘKSZE znaczenie?

1. Przećwiczcie ją, dla pewności, że w momencie ślubu/oświadczenia nie będziecie tych słów słyszeli po raz pierwszy. Że sprawdzicie jak wychodzi Wam w warunkach bezstresowych patrzenie w oczy drugiej osobie, opanowywanie drżenia głosu, uśmiech. Wspomnienie tej sytuacji może Wam (przerażonym tym momentem) pomóc przetrwać przed ołtarzem.
Z życia wzięte: Mój PM jeszcze nie chce ćwiczyć, ale zapewnia, że w dniu ślubu da radę: "Przy księdzu nawet się nie będę stawiał." :) Cóż, na chwilę obecną pozostaje mi wizualizacja (też polecam!). 

2. Pamiętajcie, że słów przysięgi nie musicie powtarzać po księdzu/urzędniku (bardzo mi się to nie podoba), a możecie je wypowiadać z pamięci, a nawet czytać.

3. Nie możecie zmienić tekstu przysięgi, ale możecie do niej dodać coś od siebie.
Pamiętacie mój wpis o Prezencie dla najważniejszej osoby? Pisałam tam o liście z osobistą przysięgą. Taki list jest dobry dla wszystkich, którym wzruszenie i stres uniemożliwiają rozbudowanie wypowiadanej przysięgi, a chcieliby przekazać od siebie coś więcej (przykład: mój PM).
Zarówno w USC jaki i w Kościele, aby móc do przysięgi dodać coś od siebie potrzebna jest zgoda urzędnika/księdza (lepiej będzie, gdy tego nie skomentuję). Warto z nimi porozmawiać wcześniej, w ramach przekonania powiedzieć o czym chciałoby się w przysiędze mówić (aby urzędnikowi nie zabrać za dużo czasu, a księdza nie zaskoczyć czymś niezgodnym z religią). Jeśli otrzymacie taką zgodę, to dopiero po wypowiedzeniu w całości nietkniętej, oficjalnej formułki możecie dodać coś od siebie. Czasem jest to możliwe podczas nakładania obrączek (zamiast po przysiędze) lub (niestety) jedynie po przebiegu całej ceremonii.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Guest Libs, czyli ankieta z wesela


malaysiaweddingbells
To będzie chyba mój najbardziej kosmiczny pomysł. Postaram się jednak, aby nie raził zbytnio swoim niedopasowaniem do tego typu imprezy, a był złotym środkiem między tym czym być powinien i w jakiej roli ja bym go widziała ;)

Co mam na myśli pisząc "ankieta"? Ankietę ewaluacyjną. Poważnie. Gdy nie zajmuję się ślubami i sportowcami, to prowadzę szkolenia. Stąd zapewne moja ogromna potrzeba posiadania ewaluacji (lub chociaż informacji zwrotnej) do większości rzeczy które robię. Wspominałam Wam też kiedyś, że wesele (nie ślub) traktuję troszkę jak projekt do zrealizowania.
Tyle o mnie, teraz wróćmy do ślubów :)

Guest Libs
Na ślubach nie ma ankiet, chyba nawet nie wypada, aby były. Z jednym, coraz popularniejszym wyjątkiem - Guest Libs. Co to takiego? Pomysł na przepytanie gości w formie ankiety, często stosowany jako alternatywa dla księgi gości (pisałam o nim tu). O tym jakie pytania znajdą się w takiej ankiecie najczęściej decyduje Para Młoda decydując się na pytania o receptę na szczęśliwy związek, podróż poślubną, mieszkanie, posiadanie dzieci itp.

Na Guest Libs większą uwagę zwróciłam dopiero w momencie w którym wpadłam na pomysł dodania do GS i standardowych pytań czegoś od siebie, czyli pytania czysto ewaluacyjnego. Pytania, które w najprostszej formie brzmiałoby: "Co najbardziej podobało Ci się na weselu?". Ogromnie kusi mnie przeciwstawne pytanie ("Co byś zmienił?"), ale chyba nie wypada (nie opłaca się) go zadawać :D Rozpoczynam intensywne myślenie nad tym jakie dodatkowe, góra dwa, pytania ewaluacyjne na weselu mogłyby się sprawdzić. Macie pomysły?

Dla kogo GL, w tradycyjnym wydaniu, jest dobrym pomysłem?
GL jest przede wszystkim dla tych, którym nie brakuje odrobiny dystansu i poczucia humoru.
Są pytania na które ja nie chciałabym znać odpowiedzi gości. Nie wyobrażam sobie zapytania ich np. o to kiedy powinniśmy mieć dziecko. Istnieje cała masa tematów, które w GL sprawdzą się oraz takich, które wg mnie są nie do poruszenia. Dlatego jeśli już zdecydujemy się na GL, to warto wybrać je z ogromną starannością, mając na uwadze to, że goście w zabawowych nastrojach mogą napisać wszystko.

piątek, 8 sierpnia 2014

Galeria Niepoprawnych Panien Młodych: Weronika

Historia Weroniki, autorki bloga Młoda Pani Domu:

Ślub braliśmy z Łukaszem 22 września 2012 roku w moich ukochanych Kielcach. Jak to wszystko wyglądało? Oto moja historia.

Migawkowy skrót najważniejszych wydarzeń z tego dnia:

- Nie przespałam pół nocy. O szóstej rano, kiedy zaczęło pojawiać się słońce na niebie, wstałam, bo stwierdziłam, że to moje leżenie nie ma już sensu
- O ósmej rano byłam już u fryzjerki, która ratowała mnie przed stresem czekoladą
- W trakcie robienia fryzury dzwoniła kucharka, że nie może dostać się do remizy. Okazało się, że panowie, którzy mieli jej otworzyć - zaspali, a po wejściu panie obsługujące odkryły, że brakuje kilku stołów. Tak trzeba było poruszyć niebo i ziemię w dzień wesela, żeby goście mieli przy czym siedzieć. Nie chcecie znać szczegółów mojej rozmowy z Panem, z którym podpisywaliśmy umowę o wynajem sali!
- U kosmetyczki słuchałam audycji w Dzień Dobry TVN o przygotowaniach weselnych. Takie niezaplanowane podsumowanie, co zrobiliśmy, a czego nie.
- Wyfryzurowana i wymalowana wracałam samochodem do mieszkania i płakałam jak bóbr. Chyba jednak się trochę denerwowałam.
- Do ślubu wyjechaliśmy za wcześnie i krążyliśmy po mieście niczym para królewska chyba ze 20 minut. Dla mnie to wtedy była wieczność. Dla zabicia czasu psikałam się po rękach sprayem z brokatem. W domu zapomniałam tego zrobić.
- Kiedy zaczął się ślub, życie przeleciało mi przed oczami. Czułam, że się duszę i zastanawiałam się, czemu ktoś zamknął drzwi od sali, skoro ja chcę wyjść! Omal nie podskoczyłam z radości, kiedy to mój Mąż pierwszy mówił przysięgę. Gdybym miała to być ja (a totalnie zapomniałam, kto zaczyna), zalałabym się łzami i nie powiedziałabym ani słowa. Tak przynajmniej miałam chwilę, żeby się w myślach uspokajać. Nawet nie wiem, czy mój Mąż się pomylił i co mi obiecał.
- Kiedy podjechaliśmy pod salę weselną, poczułam się strasznie głodna. Chciałam jak najszybciej zasiąść do rosołu. Ale nie! Bo Kamerzysta się musi ustawić, bo trzeba gości powitać… A mnie w głowie było tylko jedno: jeeeeść!
- Podczas pierwszego tańca DJe wystrzelili konfetti. I chociaż sama ustalałam, w którym momencie piosenki ma to być zrobione, to i tak się wystraszyłam i potknęłam o koło w sukni.
- Kiedy wyjeżdżaliśmy na sesję fotograficzną, zaczęło padać i musieliśmy na szybko zmieniać plany, o czym jeszcze wspomnę.
- Tort przywieźli godzinę wcześniej i musieliśmy go podać jeszcze przed 11
- O godzinie drugiej w nocy, kiedy puścił nas stres i za dużo wódki polało się w kieliszki, poczuliśmy się z Mężem tak zmęczeni i senni, że musieliśmy opuścić wesele. A kiedy wróciliśmy do domu i kładliśmy się spać, rozbolały nas żołądki. Tak to w efekcie o piątej nad ranem piliśmy miętę i oglądaliśmy prezenty.

Co było według mnie nietypowego?

- całość zorganizowana w 4 miesiące i to na wrzesień - miesiąc, kiedy sezon ślubny jeszcze trwa i wolne terminy nie są tak oczywiste,
- nie mieliśmy motywu przewodniego - wszystko dobierane na wyczucie,
- własnoręcznie zrobione zaproszenia i winietki: zaproszenie każde inne, winietki już jakoś bardziej podobne do siebie,
- wódka weselna własnej roboty Teścia i zamiast wina - pigwówka domowego wyrobu cioci mojego Męża,
- nie mieliśmy szampana na przywitanie gości,
- nie robiliśmy „obchodu” po gościach po dwunastej, tylko obfotografowaliśmy ich przy składaniu życzeń, kiedy jeszcze ładnie wyglądali,
- w zasadzie większość obsługujących nasze wesele (czyli fotograf, kamerzysta, DJe, fryzjerka) to byli znajomi, którzy pracują w branży, a przy okazji bawili się na naszym weselu; nawet do ślubu wiózł nas Kuzyn mojego Męża swoim własnym autem,
- ślub braliśmy w USC przy przekochanej Pani Urzędnik, która kazała naszym Rodzicom wspierać nas finansowo J ,
- wesele zorganizowaliśmy w remizie, ale było tak fajnie jak w niejednym domu weselnym,
- tort był zamawiany całkowicie w ciemno, a okazał się najpyszniejszy na świecie!
- sesję ślubną mieliśmy w garażu poziomowym i w galerii handlowej, z której próbował nas przegonić Pan Ochroniarz, ale nasz Kamerzysta przekonał go, że to dobra reklama tejże galerii (miał być wieczorny spacer po rynku, ale zaczął padać deszcz i trzeba było coś wymyślić, jak już wspominałam),
- nie zapraszaliśmy gości „po uważaniu”, ale według tego, kto faktycznie jest dla nas ważny i z kim chcielibyśmy spędzić ten dzień - bo kto ma się obrazić, to i tak to zrobi.

Kilka rad dla przyszłych Panien Młodych:

Nie róbcie wszystkiego same czy tylko wraz z Narzeczonym. My tak właśnie wzięliśmy całość przygotowań na własne barki i w piątek przed ślubem mieliśmy ochotę wszystko odwołać. A jeszcze ten telefon kucharki w sobotę rano! Nie… Zatrudnijcie do pomocy rodzinę, przyjaciół. Kogoś, na kim możecie polegać.

Dajcie sobie czas na przygotowania. 4 miesiące to czyste szaleństwo! I to jeszcze w momencie, kiedy nie korzysta się z gotowej sali weselnej, tylko wszystko po kolei załatwia: kucharkę, dekoratorkę itd. A kiedy w środę przed ślubem zadzwoniłam do dekoratorki, żeby zapytać, kiedy przyjedzie ustroić salę, a ona mi na to odpowiedziała, że nie ma dla mnie przygotowanej dekoracji, bo nie podpisałyśmy umowy (no, ale ustalałyśmy szczegóły mailowo! no cóż) - uwierzcie mi, stanęło mi serce! Dobrze, że się kobieta ulitowała i ogarnęła temat, jeszcze z nawiązką.

Na pierwszym miejscu stawiajcie Wasze oczekiwania, nie innych. Ja byłam bardzo rozczarowana podejściem niektórych, i to z grona najbliższych, do tematu naszego ślubu. Myśleliśmy z Mężem, że każdy się będzie cieszył i nas wspierał, a zamiast tego spotkaliśmy się z wymaganiami, skargami i fochami. A to przecież miał być nasz dzień! Koszmar…

Życzę bezstresowych przygotowań Przyszłym Pannom Młodym!

Jeszcze przed - nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać.

Sesja z gośćmi - jedno z ujęć.

Mitsubishi Galant - mój Mąż innym autem do ślubu by nie pojechał.

Sławne konfetti.

Garażowa część sesji.

W galerii.

W galerii 2.

W galerii 3.

Pyszny wiśniowo - śmietankowy tort na bitej śmietanie.

Od prawej - wódka i pigwówka udająca wódkę.

Nasze winietki.

Chcę już do domu!


Kilka zdań od NPM:
Jestem pod wrażeniem tego, że pomimo prawie dwóch lat od ślubu Weronika tak dokładnie pamięta ten dzień. A to dzień ślubu, który umiem sobie dokładnie wyobrazić jako mój: nieprzespane pół nocy, łzy bez powodu (lub na samą "myśl"), stres podczas przysięgi, przedwczesne zmęczenie.
Jestem pełna podziwu dla umiejętności (i pewnie oceanu spokoju) zorganizowania ślubu i wesela w tak krótkim czasie. Z wykorzystaniem pomocy bliskich ludzi, samodzielnym dopracowywaniem szczególików, doskonałym podejściem do zapraszania gości. Uwielbiam takie historie i uwielbiam sposób w jaki mnie rozleniwiają :)
I strasznie podobają mi się rady Weroniki, jest czego słuchać :)