Historia Weroniki, autorki bloga Młoda Pani Domu:
Ślub braliśmy z Łukaszem 22 września 2012 roku w moich
ukochanych Kielcach. Jak to wszystko wyglądało? Oto moja historia.
Migawkowy skrót najważniejszych
wydarzeń z tego dnia:
- Nie przespałam pół nocy. O szóstej rano, kiedy zaczęło pojawiać się
słońce na niebie, wstałam, bo stwierdziłam, że to moje leżenie nie ma już sensu
- O ósmej rano byłam już u
fryzjerki, która ratowała mnie przed
stresem czekoladą
- W trakcie robienia fryzury dzwoniła kucharka, że nie może dostać się
do remizy. Okazało się, że panowie, którzy mieli jej otworzyć - zaspali, a
po wejściu panie obsługujące odkryły, że brakuje
kilku stołów. Tak trzeba było poruszyć niebo i ziemię w dzień wesela, żeby
goście mieli przy czym siedzieć. Nie chcecie znać szczegółów mojej rozmowy z
Panem, z którym podpisywaliśmy umowę o wynajem sali!
- U kosmetyczki słuchałam audycji
w Dzień Dobry TVN o przygotowaniach weselnych. Takie niezaplanowane podsumowanie, co zrobiliśmy, a czego nie.
- Wyfryzurowana i wymalowana
wracałam samochodem do mieszkania i płakałam
jak bóbr. Chyba jednak się trochę denerwowałam.
- Do ślubu wyjechaliśmy za wcześnie i krążyliśmy po mieście niczym
para królewska chyba ze 20 minut. Dla mnie to wtedy była wieczność. Dla zabicia
czasu psikałam się po rękach sprayem z brokatem. W domu zapomniałam tego
zrobić.
- Kiedy zaczął się ślub, życie
przeleciało mi przed oczami. Czułam, że
się duszę i zastanawiałam się, czemu ktoś zamknął drzwi od sali, skoro ja chcę
wyjść! Omal nie podskoczyłam z radości, kiedy to mój Mąż pierwszy mówił
przysięgę. Gdybym miała to być ja (a totalnie zapomniałam, kto zaczyna),
zalałabym się łzami i nie powiedziałabym ani słowa. Tak przynajmniej miałam
chwilę, żeby się w myślach uspokajać. Nawet nie wiem, czy mój Mąż się pomylił i
co mi obiecał.
- Kiedy podjechaliśmy pod salę
weselną, poczułam się strasznie głodna. Chciałam jak najszybciej zasiąść do
rosołu. Ale nie! Bo Kamerzysta się musi ustawić, bo trzeba gości powitać… A mnie w głowie było tylko jedno: jeeeeść!
- Podczas pierwszego tańca DJe
wystrzelili konfetti. I chociaż sama ustalałam, w którym momencie piosenki ma
to być zrobione, to i tak się wystraszyłam
i potknęłam o koło w sukni.
- Kiedy wyjeżdżaliśmy na sesję
fotograficzną, zaczęło padać i
musieliśmy na szybko zmieniać plany, o czym jeszcze wspomnę.
- Tort przywieźli godzinę wcześniej i musieliśmy go podać jeszcze
przed 11
- O godzinie drugiej w nocy, kiedy
puścił nas stres i za dużo wódki polało się w kieliszki, poczuliśmy się z Mężem
tak zmęczeni i senni, że musieliśmy opuścić wesele. A kiedy wróciliśmy do domu
i kładliśmy się spać, rozbolały nas żołądki. Tak to w efekcie o piątej nad ranem piliśmy miętę i oglądaliśmy
prezenty.
Co było według mnie nietypowego?
- całość zorganizowana w 4 miesiące i to na wrzesień - miesiąc, kiedy sezon ślubny jeszcze
trwa i wolne terminy nie są tak oczywiste,
- nie mieliśmy motywu przewodniego - wszystko dobierane na wyczucie,
- własnoręcznie
zrobione zaproszenia i winietki: zaproszenie każde inne, winietki już jakoś
bardziej podobne do siebie,
- wódka weselna
własnej roboty Teścia i zamiast wina
- pigwówka domowego wyrobu cioci mojego Męża,
- nie mieliśmy
szampana na przywitanie gości,
- nie robiliśmy „obchodu” po gościach po dwunastej, tylko obfotografowaliśmy ich przy składaniu
życzeń, kiedy jeszcze ładnie wyglądali,
- w zasadzie większość obsługujących nasze wesele (czyli
fotograf, kamerzysta, DJe, fryzjerka) to
byli znajomi, którzy pracują w branży, a przy okazji bawili się na naszym
weselu; nawet do ślubu wiózł nas Kuzyn mojego Męża swoim własnym autem,
- ślub braliśmy w USC
przy przekochanej Pani Urzędnik, która kazała naszym Rodzicom wspierać nas
finansowo J
,
- wesele zorganizowaliśmy w remizie, ale było tak fajnie jak w niejednym domu weselnym,
- tort był zamawiany
całkowicie w ciemno, a okazał się najpyszniejszy na świecie!
- sesję ślubną
mieliśmy w garażu poziomowym i w galerii handlowej, z której próbował nas
przegonić Pan Ochroniarz, ale nasz Kamerzysta przekonał go, że to dobra reklama
tejże galerii (miał być wieczorny spacer po rynku, ale zaczął padać deszcz i
trzeba było coś wymyślić, jak już wspominałam),
- nie zapraszaliśmy
gości „po uważaniu”, ale według tego, kto faktycznie jest dla nas ważny i z
kim chcielibyśmy spędzić ten dzień - bo kto ma się obrazić, to i tak to zrobi.
Kilka rad dla przyszłych Panien
Młodych:
Nie róbcie wszystkiego same czy tylko wraz z Narzeczonym. My tak
właśnie wzięliśmy całość przygotowań na własne barki i w piątek przed ślubem
mieliśmy ochotę wszystko odwołać. A jeszcze ten telefon kucharki w sobotę rano!
Nie… Zatrudnijcie do pomocy rodzinę, przyjaciół. Kogoś, na kim możecie polegać.
Dajcie sobie czas na przygotowania. 4 miesiące to czyste
szaleństwo! I to jeszcze w momencie, kiedy nie korzysta się z gotowej sali
weselnej, tylko wszystko po kolei załatwia: kucharkę, dekoratorkę itd. A kiedy
w środę przed ślubem zadzwoniłam do dekoratorki, żeby zapytać, kiedy przyjedzie
ustroić salę, a ona mi na to odpowiedziała, że nie ma dla mnie przygotowanej
dekoracji, bo nie podpisałyśmy umowy (no, ale ustalałyśmy szczegóły mailowo! no
cóż) - uwierzcie mi, stanęło mi serce! Dobrze, że się kobieta ulitowała i
ogarnęła temat, jeszcze z nawiązką.
Na pierwszym miejscu stawiajcie Wasze oczekiwania, nie innych. Ja
byłam bardzo rozczarowana podejściem niektórych, i to z grona najbliższych, do
tematu naszego ślubu. Myśleliśmy z Mężem, że każdy się będzie cieszył i nas
wspierał, a zamiast tego spotkaliśmy się z wymaganiami, skargami i fochami. A
to przecież miał być nasz dzień! Koszmar…
Życzę bezstresowych przygotowań
Przyszłym Pannom Młodym!
+Jeszcze+przed+-+nie+wiadomo,+czy+%C5%9Bmia%C4%87+si%C4%99+czy+p%C5%82aka%C4%87..jpg) |
| Jeszcze przed - nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać. |
+Sesja+z+go%C5%9B%C4%87mi+-+jedno+z+uj%C4%99%C4%87..jpg) |
| Sesja z gośćmi - jedno z ujęć. |
+Mitsubishi+Galant+-+m%C3%B3j+M%C4%85%C5%BC+innym+autem+do+%C5%9Blubu+by+nie+pojecha%C5%82..jpg) |
| Mitsubishi Galant - mój Mąż innym autem do ślubu by nie pojechał. |
+S%C5%82awne+konfetti..jpg) |
| Sławne konfetti. |
+Gara%C5%BCowa+cz%C4%99%C5%9B%C4%87+sesji..jpg) |
| Garażowa część sesji. |
+W+galerii..jpg) |
| W galerii. |
+W+galerii+2..jpg) |
| W galerii 2. |
+W+galerii+3..jpg) |
| W galerii 3. |
+Pyszny+wi%C5%9Bniowo+-+%C5%9Bmietankowy+tort+na+bitej+%C5%9Bmietanie..jpg) |
| Pyszny wiśniowo - śmietankowy tort na bitej śmietanie. |
+Od+prawej+-+w%C3%B3dka+i+pigw%C3%B3wka+udaj%C4%85ca+w%C3%B3dk%C4%99..jpg) |
| Od prawej - wódka i pigwówka udająca wódkę. |
+Nasze+winietki..jpg) |
| Nasze winietki. |
+Chc%C4%99+ju%C5%BC+do+domu!.jpg) |
| Chcę już do domu! |
Kilka zdań od NPM:
Jestem pod wrażeniem tego, że pomimo prawie dwóch lat od
ślubu Weronika tak dokładnie pamięta ten dzień. A to dzień ślubu, który umiem
sobie dokładnie wyobrazić jako mój: nieprzespane pół nocy, łzy bez powodu (lub
na samą "myśl"), stres podczas przysięgi, przedwczesne zmęczenie.
Jestem pełna podziwu dla umiejętności (i pewnie oceanu
spokoju) zorganizowania ślubu i wesela w tak krótkim czasie. Z wykorzystaniem
pomocy bliskich ludzi, samodzielnym dopracowywaniem szczególików, doskonałym
podejściem do zapraszania gości. Uwielbiam takie historie i uwielbiam sposób w
jaki mnie rozleniwiają :)
I strasznie podobają mi się rady Weroniki, jest czego
słuchać :)