środa, 12 kwietnia 2017

Między młotem a kowadłem, czyli o oczekiwaniach świata od Twojego ślubu

On się oświadczył, Ty się oświadczyłaś, a może we wspólnej rozmowie podjęliście decyzję o ślubie. Niezależnie od tego jak wyglądał początek, zapewne po chwili wspólnej radości mieliście ochotę wykrzyczeć to całemu światu, a w wersji minimalistycznej: najważniejszym bliskim. Niech świat wie, niech świat cieszy się razem z Wami :) I to piękne, do momentu w którym… świat zaczyna odczuwać potrzebę wypowiadania się lub decydowania o ważnych aspektach Waszego ślubu.

Dobre rady
"Co to jest zorganizować wesele? To pryszcz.". Tym  bardziej w kraju w którym ludzie są ekspertami w większości dziedzin życia. A takie wesela – każdy na kilkunastu bywał, więc wie: wódka, dobre jedzenie i muzyka to podstawa, resztę jakoś się ogarnie. Chyba, że traficie na kogoś z bardziej "nowoczesnym" myśleniem. I usłyszycie o tym co teraz modne, że boho, że minimalistycznie, że po swojemu, że 3 lata wcześniej, ale slow.
Od kogo dobrej rady możecie się spodziewać? Od każdego (no dobra, od ¾) z kim rozpoczniecie temat ślubu i wesela. I nie prawdą jest, że wszystkie rady będą złe, ale… wszystkie będą przedstawiały perspektywę osoby radzącej, nie Waszą. Wy wszystko co usłyszycie musicie przecisnąć przez własne filtry.

Oczekiwania
Babcia marzy, aby zobaczyć się w kościele w katedralnym welonie, tata chciałby, abyś z nim szalała na oczepinach, Twoja siostra już szykuje się na świadkową (bo druhna to za niskie progi), a sąsiedzi planują rozstawienie bram weselnych.
Każda z osób z Waszego otoczenia ma swoje wyobrażenie o Waszym ślubie i weselu i zapewne, gdzieś po cichu, liczy, że zobaczy to co chce zobaczyć. Prawdopodobnie, jeśli tylko zajdzie do tego okazja, chętnie się nimi z Wami podzieli. Im więcej osób włączycie do rozmów, tym więcej różnych scenariuszy Waszego dnia poznacie. Najlepszych scenariuszy.

Presja
Czasem wyobrażenia ślubu i wesela nie są zgodne z wyobrażeniami gości… Bo zamiast w katedrze, to w lesie, bo zamiast przed urzędnikiem, to przed celebrantem, bo zamiast z obrączką na prawej ręce, to na lewej, bo zamiast… też na wywrót, w świecie który potrzebuje normalności ;)
Są środowiska, miejscowości, rodziny, które nie potrafią zrozumieć, że inaczej wcale nie oznacza źle. I posuwają się nacisku, przymusu, a nawet szantażu.

Różni ludzie, różne opinie
Jakie wesela są nietypowe i oryginalne? Na jakich bawi się najlepiej i jakie wspomina się przez długie lata? Lepsze są małe i kameralne czy wielkie, na których bawią się wszyscy ważni ludzie?
Prawdopodobnie zupełnie inaczej na te pytania odpowiedzą Wam ludzie w różnych przedziałach wiekowych. Zupełnie inaczej powiedzą dziś, zupełnie inaczej w dniu Waszego ślubu  i zupełnie inaczej za 5 lat.
A właśnie, jak Wy będziecie ten ślub widzieć dziś i jak za 40 lat?

Jak sobie z ingerującym w Wasze wydarzenie światem poradzić?
Robić po swojemu, robić zgodnie ze swoimi gustem, marzeniem i sumieniem. Iść drogą, która prowadzi daleko od młota i jeszcze dalej od kowadła.
Zgodnie z jedną z dwóch metod.
1. Nie rozmawiać ze światem. Nie poruszać tematu ślubu, a jeśli już trzeba – zrobić to ogólnie, bez wdawania się w szczegóły.
2. Zaplanować swoje działania i sposób zaangażowania świata w pomoc. Wystarczy umiejętnie delegować zadania, a wtedy i Wy jesteście zadowoleni i świat zostaje włączony w Wasze przygotowania. To wersja idealna dla tych, którzy nie wyobrażają sobie tego dnia bez zaangażowanych bliskich.
Kiedyś będzie o tym więcej. Cierpliwie poczekajcie :)

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

2 miesiące do ślubu, czyli jak wydłużyć dobę? [Jagoda]

Esther Haase / bridesmagazine
Wróciliśmy z naszej rajskiej podróży przedślubnej pełni dobrej energii i zrelaksowani. To był zdecydowanie najlepszy pomysł ostatnich tygodni i PM ciągle mi to powtarza (a ja sobie w duchu gratuluję, bo inicjatywa była moja ;)). W końcu mieliśmy chwilę wytchnienia od całego świata, skupiliśmy się tylko na relaksie i sobie nawzajem - kąpiele w basenie, książka, spacer, wyżera, masaże i wino - i jakikolwiek stres idzie w zapomnienie. Zamek w Rynie ugościł nas przecudownie! Zawsze uważaliśmy się za typ podróżników z plecakami, ale chyba polubię to uczucie bycia kobietą nieco luksusową ;) Na pewno po ślubie tam wrócimy, niech no się tylko ogarniemy z tym bajzlem...

Po powrocie - szara rzeczywistość uderzyła z podwójną mocą, bo połowę kwietnia spędzamy w rozjazdach - i to niestety w większości osobno. Nawet ten wpis powstaje w pociągu. Przez te rozjazdy i ściśle upakowane plany na maj, czas nam się kurczy przeokropnie i sama już nie wiem, jak na przykład uda nam się spotkać z wodzirejem czy zrobić zakupy alkoholowo-napojowe. Organizowanie wesela na odległość jest strasznie... Upierdliwe. Poproszę o przedłużenie doby na tyle, żeby po pracy móc na przykład pojechać do sali weselnej i wrócić na noc do domu o rozsądnej porze.

Ale poczyniliśmy kolejne małe kroczki do celu. Wiecie, jak to mówią - metoda małych kroczków. Wyznaczamy sobie zadania i je wykonujemy, jakoś się kula, w nagrodę dwa odcinki "Przyjaciół" i jedziemy dalej. Przy takim systemie działania po ślubie chyba będziemy zasługiwać na maraton Gwiezdnych Wojen :)

Na liście "to do" odhaczyliśmy na przykład już prawie cały strój pana młodego. Szczęście to naprawdę wielkie być facetem - można ubrać się w jednym sklepie od stóp do głów. W sumie odwiedziliśmy trzy salony mody męskiej, mój przystojniak według mnie wyglądał zabójczo we wszystkim, ale efekt "wow" na jego twarzy, który wywołał ostatni garnitur, przesądził sprawę. Udało się nam ogarnąć sprawę w sensownej cenie, w kwocie którą sobie założyliśmy i w ten sposób G. stał się właścicielem jednorzędowego, granatowego garniaka ze stuprocentowej wełny, butów, dwóch koszul w odcieniu ecru (tutaj narażamy się pewnie częściowo na krytykę znawców modowego savoir-vivre, ale moja suknia przy śnieżnobiałej koszuli PM wyglądałaby na brudną) i wszelkich innych męskich eleganckich duperelków. Jeszcze czekają go tylko drobne poprawki krawieckie, żeby lepiej dopasować wszystko i może startować do ołtarza :) Wszystko byłoby dość nudno, a my nie lubimy nudy, więc wymyśliliśmy do tego wszystkiego kraciastą kamizelkę. Oczywiście znalezienie gotowej graniczy z cudem, ale znaleźliśmy krawca szyjącego garnitury na miarę (jak się okazało, w tymże salonie stałym klientem jest były prezydent, ale cóż poradzić na tą naszą świeżo odkrytą luksusowość). Tam zamówiliśmy kraciaste cudeńko, po świętach ma być gotowe :)

Zgodnie z rozkładem jazdy ślubnej odebraliśmy też obrączki - wyszły super, żadnych problemów, grawer się zmieścił, cud miód orzeszki :) Kolejny sukces świętowaliśmy pizzą, bo uświadomiliśmy sobie, że jubiler, u którego dokonaliśmy zakupu, jest tuż obok pizzerii, w której pierwszy raz zjedliśmy razem obiad. Nic innego, tylko przeznaczenie! ;) Tym samym przyznaję się bez bicia, że perspektywa ośmiu tygodni do wesela nadal nie motywuje mnie do trzymania diety...

Udało nam się też załatwić formalności w urzędzie stanu cywilnego - przyklepaliśmy nazwisko PM jako nasze rodzinne :) Wszystko idzie jak z płatka, czekam kiedy wystąpią te problemy z organizacją, o których mówią znajome pary i nic nie nadchodzi... Póki co.

Tańczyć jeszcze nie próbowaliśmy. Jakoś to będzie, byle robić dobrą minę do złej gry i ładną buzię do fotografa i kamerzysty ;)
W ogóle jakoś to wszystko będzie, no nie? Tak sobie tłumaczymy wciąż i wciąż. Spotkamy się ze znajomymi, przysięgniemy sobie miłość i wierność, zjemy dobre jedzenie, potańczymy, popijemy i będzie można wracać do normalnego życia, które tak bardzo lubimy :)

I zrobić maraton Gwiezdnych Wojen!

piątek, 7 kwietnia 2017

Ktoś mi ukradł świetny tytuł*, czyli bez tytułu o Back to nature ;)

To jedne z tych targów... no dobra, jedyne, przy których nie da się nie zachwycić wszystkim, nie da się obserwując stoiska wystawców do czegoś przyczepić, nie da się znaleźć czegoś, co z czymś innym by zgrzytało, bo ktoś miał inną niż zakładają targi koncepcję ;) Jest piękna pogoda, jest fenomenalne miejsca, jest masa genialnych wystawców, są leżaki i stoły z bębnów - więcej chyba nie trzeba ;)

Daga, kurtka i folwark
Trzy powody dla których stwierdziłam, że jestem wstanie wstać przeraźliwie rano (przesadzam) po przeraźliwie krótkiej nocy (nie przesadzam) i pojechać kilkaset (nie przesadzam?) kilometrów.
Po to, aby wreszcie spotkać na żywo Dagmarę, która była nie tylko obiektem do poznawania i obserwacji (w gratisie z Kubą), ale i wspaniałomyślnie została logistykiem mojej/naszej wyprawy Poznań-Wąsowo. Dla mnie, i prywatnie i blogowo, to był motywator numer jeden do wyjazdu i... bez niej nigdzie by mnie nie było :)
Po kurtkę, którą sobie wymarzyłam kilka miesięcy temu, planowałam szukać zdolnych ludzi malujących na kurtkach, a Olga, przy okazji WedCamp znalazła się sama i zgodziła się ją dla mnie zmalować ;) I mam swoją spersonalizowaną (jako NPM, w wersji dla niewtajemniczonych: nad poziomem morza ;)) kurtkę!
Folwark - WOW! Teraz, gdy sobie myślę o mojej liście najciekawszych miejsc na wesele, to... Folwark to zdecydowanie obiekt na podium, przy odpowiednim humorze i dniu (i zapominając, że mam już w 1/4 dolnośląskie serce) - wręcz numer jeden. Miejsce jest przepiękne, dopieszczone w każdym calu i szybko obala teorię pt. "wystarczy odziedziczyć stodołę, nic więcej nie trzeba robić" ;)

E jak elita
Nie lubię tego słowa, ale chyba jak żadne inne oddaje to co mamy na myśli. Wszystkie alternatywne targi ślubne mają wystawców na dobrym i bardzo dobrym poziomie, ale czasem w ich tłumie trafiają się prawdziwe perełki. Tacy, którzy na targach nie bywają, bo bez nich radzą sobie rewelacyjnie lub bywają okazjonalnie i tym mnie zaskakują ;)
W przypadku Back to nature najlepszych nie brakowało. Na czele z ARTSIZE, które dla mnie prywatnie są mistrzyniami w tworzeniu fenomenalnych opraw wizualnych, a w stodole w Wąsowie czują się fantastycznie (i widać to w każdej ich realizacji tam, na targowych stołach też). Ktoś szukał wyjątkowych sukien ślubnych? I zapewne znalazł - najlepsze, od  Atelier Lawenda (po te suknie warto pojechać nawet nad morze), przez WUEM, po Ochocka Atelier (od gimnazjum uwielbiam "fikuśnie" zakończone rękawy i na te (sukienki z prawej i lewej) nie mogłam się napatrzyć) i wiele innych. A może zaproszeń? Najlepiej na najwyższym poziomie, ręcznie malowanych i/lub kaligrafowanych (chyba na żadnych innych targach nie było tyle pięknie piszących osób: HELLO calligraphy, AgaPisze.Calligraphy, Love Prints i w gratisie White Letters na stoisku Flower Stories). A może... 

Florystyka i dekoracja Wielkopolska ;)
Jeśli coś Wielkopolska ma najlepszego w Polsce, to ja obstawiam, że jest to właśnie to. Zaczynając od wymienionych wcześniej mistrzyń, a kontynuując przez...
Flower Stories - co robi bloger, któremu "znudziło" się pisanie ślubnego bloga? Znika ze świata ślubów (tak bym zrobiła ja). A tu nie... Sonia jest, jej blog czeka na odrodzenie (jeśli nie znacie, to poznajcie Moje wielkie wiejskie wesele) i obecnie tworzy piękne kompozycje florystyczne. Nie znikła, a można się nią zachwycać i z nią pracować w zupełnie nowej odsłonie :)
Zapłotnia - moje okrycie targów. Nie znałam Zapłotni, a zachwyciłam się tym stoiskiem. Trochę przez kaktusy, trochę przez makramy, przez kolorowe szkło... I przez to, że w jesiennych miesiącach mój kuchenny stół wyglądał dokładnie tak jak ten stół i ładniejszego sobie nawet nie umiem wyobrazić ;)
Bungalow - prawda, że pierwsze wrażenie jest ważne? Prawda, więc jeśli idziesz na targi i na starcie widzisz taaakie stoisko, to nie tylko ono, ale i całe targi dostają +10 do oceny końcowej (i kolejne +10 za auto, globus i trochę motyw podróży ;))!
Pracownia Zieleni - chyba najbardziej obfotografowywane przeze mnie miejsce, takie przy którym można nacieszyć oko każdym detalem, bo jedno to piękne kwiaty, a drugie to zestawienie ich z najlepszymi dodatkami innych firm (tu możecie podziwiać, a ja już marzę o kolejnych talerzach do swojej kolekcji :D).

Jeśli do tego doliczymy Polne Kwiaty, Farmę Florystyczną, Napis miłość, to jak odpimpowany był PIMP MY BAR i może kogoś kogo jeszcze przegapiłam, to... teoria z pierwszego zdania mi się sama potwierdza ;)

Luźna myśl na koniec
Tak w tajemnicy, więc ciii ;) Opłaca się przychodzić na targi przed czasem. Jeśli przestrzeń jest otwarta i jeśli niektórzy wystawcy pomyśleli, że targi zaczynają się godzinę wcześniej, to... nie ma bardziej komfortowych warunków na rozglądanie się i rozmowy niż bycie chwilę przed czasem :D Przetestowane, polecam :D















I gratis do zdjęć. Fot. Ochocka Atelier

Jeśli macie ochotę obejrzeć film z wydarzenia, to voilà:
* w piosence jest mój niewykorzystany tytuł ;)


Jeśli chcecie zobaczyć więcej zdjęć, zapraszam na mój instagram. Jeśli potrzebujecie więcej ładnych zdjęć (tak, kiedyś planuję zainwestować w przyzwoity aparat, bo telefon nie zawsze wyrabia, a obecnie odsyłam Was do innych - podobno wiele osób wybierając fotografa sugeruje się takimi relacjami) klikajcie tu, tu, tu i tu.

środa, 5 kwietnia 2017

Jak usadzić gości i nie zwariować?

graceloveslace
Jak usadzić gości tak, aby wszyscy byli zadowoleni? Hm… nie będę Wam wmawiać, że w każdej rodzinie się da. Są takie, gdzie choćbyście stali na głowie i klaskali uszami, to tego nie osiągniecie. Możecie jednak zminimalizować liczbę osób niezadowolonych do takich, którym dogodzić, tak czy inaczej, będzie ciężko ;)

Czego potrzebujecie przed rozpoczęciem planowania usadzenia gości?
- Informacji o tym jakimi (ilu osobowymi i w jakim ustawieniu) stołami na sali dysponujecie.
- Ostatecznego potwierdzenia obecności od gości.
- Czasu i wybrania metody pracy.
W moim odczuciu najlepiej sprawdza się zwykła kartka pocięta na paseczki z nazwiskami gości, duży kawałek podłogi i zamknięte okno ;)
Ewentualnie możecie skorzystać z pomocnych stron internetowych np. goście przy stole.

Kilka wskazówek, które pomogą Wam usadzić gości:


1. Nie rezygnujcie z usadzenia gości w przypadku większych przyjęć.
Potrafię wyobrazić sobie, spokojnie i komfortowo, usadzających się samodzielnie gości w niewielkiej liczbie, ale nie umiem sobie tego wyobrazić przy liczbie gości przekraczającej, hm… 40.
Prawdopodobnie, będąc na etapie analizowania kto z kim może siedzieć, kto z kim ma podobne zainteresowania, kto z kim nie prowadzi wojen, kto jest na tyle elastyczny, że poradzi sobie w każdych warunkach, będziecie mieli całego usadzania dość (to ja!) i zacznie Was kusić opcja pt. "a niech biegną i rzucają tymi torebkami i płaszczami, kto pierwszy ten lepszy". Nie dajcie się tym myślom, bo ani gościom, ani Wam nie wyjdzie to na dobre.
Pamiętajcie, że obok winietek na sali powinien znaleźć się jeden lub dwa (w zależności od ilości gości) plan usadzenia, a świadkowie i rodzice mogą pomóc w odnalezieniu miejsc osobom, które mają problem z samodzielnym odnalezieniem miejsca.


2. Zacznijcie od siebie i od ważnych dla Was osób.
O tym kto jest dla Was ważny decydujecie Wy i aby ułatwić sobie rozmieszczenie ważnych osób zacznijcie od swojego miejsca (tu polecam tekst Jak usadzić... Parę Młodą? ) i stołu prezydialnego. Zastanówcie się kogo chcecie usadzić najbliżej siebie. Gdzie będą siedzieli świadkowie, Wasi bliscy przyjaciele, rodzeństwo, rodzice,  dziadkowie, ulubieni członkowie rodzin?


3. Nie pytajcie gości o zdanie.
W trakcie wszystkich lat prowadzenia bloga nasłuchałam się historii dziewczyn, które zapytały gości o ich preferencje dotyczące towarzystwa przy usadzeniu i noclegu. Po jednym pytaniu, niemal do dnia ślubu, nie mogły odgonić się od telefonów kontrolujących to gdzie gość siedzi, narzekających na miejsca i sugerujących narzeczonym lepsze usadzenie. Uwierzcie, nie chcecie się tym stresować na dzień przed ślubem.
Wasza rodzina taka nie jest? Tych dziewczyn rodziny też takie nie były ;)
Jedynymi osobami, które możecie spytać o zdanie, gdy sami nie wiecie jak daną osobę usadzić, są Wasi rodzice i ewentualnie dziadkowie. Pamiętajcie jednak, że im mniej osób zapytacie, tym mniejsze zamieszanie w planowanie usadzania wprowadzicie.

4. Nie integrujcie gości.
Wesele niej jest dobrym miejscem na integracje gości, a już na pewno nie jest dobre na samym początku, gdzie nikt nikogo nie zna i marzy o tym, aby usiąść ze swoją najbliższą/ulubioną rodziną i zamiast integrować się z obcymi ludźmi (takimi, których może nigdy w życiu już nie zobaczyć), pogadać z dawno niewidzianą ciocią Marysią ;) Pozwólcie gościom na to, niech siedzą i bawią się z osobami z którymi mają ochotę to robić (nie jestem wrogiem integracji, ale można to robić inaczej).

5. Gdzie usadzić…
- rodziców?
To ważni, o ile nie najważniejsi, goście na Waszym weselu i zasługują na ważne miejsca. W niektórych rejonach Polski jest to miejsce obok Pary Młodej, w innych – przy stoliku obok. Zdecydowanie jestem fanką tej drugiej opcji i sadzania rodziców miedzy gośćmi z którymi mogą się bawić i o których mogą dbać ;)
-  starszych?
Z jednej strony są to osoby, które chcą posiedzieć i porozmawiać z rodziną, bez konieczności przekrzykiwania muzyki, z drugiej – często uwielbiają obserwować bawiących się ludzi. Z dala od parkietu tego nie zobaczą, z bliska – głośna muzyka utrudni im rozmowy. Najlepszym wyjściem wydaje się więc usadzenie gości z dala od parkietu, a w jego pobliżu postawienie kanapy czy kilku krzeseł dla pragnących się pogapić, w pozytywnym znaczeniu, na ludzi :)
Jeśli macie w rodzinie osoby chore i niepełnosprawne usadźcie ich w pobliżu istotnych miejsc (np. WC, bufetu) i osób z pomocy których będą korzystały.
-  dzieci?
Obowiązkowo z rodzicami powinny siedzieć dzieci, które nie jedzą samodzielnie i które są nieśmiałe (i dla których towarzystwo obcej bandy dzieciaków będzie stresujące). Jeśli nie znacie wystarczająco dobrze dzieciaków ze swoich rodzin, to usadźcie je z rodzicami, a zorganizujcie osobny stolik zabaw dla dzieci.
- młodzież i młodych dorosłych?
Wychodzę z założenia, że to najbardziej elastyczna grup i jeśli musicie kogoś mieszać i integrować, to najlepiej ich. Możecie usadzić ich dowolnie, czyli albo z rodziną, albo z innymi młodymi. Starajcie się robić jednak miksy ludzi, którzy mają ze sobą coś wspólnego i nie usadzajcie 17-latniej licealistki z młodą mamą po 30, jeśli te kobiety się nie znają.

6.Jak miksować gości, których nie ma gdzie usadzić?
Sadzajcie razem gości w zbliżonym wieku, o zbliżonych zainteresowaniach, charakterach, będące na podobnym etapie życiowym i w "dziury" miedzy nimi posadźcie najbardziej elastyczne osoby :)

Postarajcie się też, aby każdy przy każdym stole znał choć jedną osobę (idealnie, gdyby to nie był tylko jej partner/partnerka).
Zdecydowanie lepiej usadzić razem wszystkich, którzy się nie znają niż paczkę znajomych i jedną obca parę.

7. Olejcie wszystkie pretensje i nie dajcie się ponieść emocjom. To nie dom na lata, to tylko krzesło na kilka godzin :)
Pamiętajcie, już na początku etapu rozsadzania gości, że Wy i Wasze relacje między sobą i Waszymi rodzinami są najważniejsze. Nie dajcie się ponieść emocjom i nie wywołujcie w rodzinach niepotrzebnych kłótni.

wtorek, 4 kwietnia 2017

Jakie są obowiązki świadków?

bridalguide
Obowiązki świadków są różne i ciężko jednoznacznie o nich pisać, bo w dużej mierze zależą od oczekiwań Pary Młodej. Czasem to tylko podpisaniu dokumentów i obecność obok, innym razem… bycie zawsze, wszędzie, na każde zawołanie. Jeśli będziesz świadkiem, najlepiej zrobisz, gdy zapytasz o to czego ona/on od Ciebie oczekuje :)

Jakie, wg zwyczajów, mogą być obowiązki świadków?

Pomagają przed ślubem
Mogą pomagać we wszystkim, w niemal każdym wyborze i działaniu, mogą być motorami wyszukującymi usługi, doradcami, szoferami, psychologami, współautorami koncepcji stylu wesela i stylizacji Pary Młodej (i swojej). A to dopiero początek ;)
- Pomagają w wyborze sukni ślubnej i garnituru, a także strojów na poprawiny. Pomagają dobrać dodatki. We współpracy z Parą Młodą wybierają także swoje stroje.
- Pomagają w stworzeniu i aktualizują listę prezentów.
- Organizują wieczór panieński i kawalerski.
- Pomagają przy projektach DIY (od sadzenia kwiatów, przez robienie zaproszeń, winietek, po dekoracje sali weselnej).
- Przygotowują torebkę ze wszystkimi gadżetami, które mogą się w dniu ślubu przydać (igły, nici, woda ze słomką, jakaś przekąska na nagły głód itd., więcej informacji o tym znajdziecie tu).
- Pomagają w zdobyciu czegoś pożyczonego/niebieskiego/nowego. W niektórych rejonach Polski to świadkowa kupuje Pannie Młodej podwiązkę.
Czy świadkowie na ślubie konkordatowym muszą iść do spowiedzi, przynieść zaświadczenia o chrzcie/bierzmowaniu, być osobami wierzącymi? Nie, nie muszą być osobami wierzącymi i spełniać ww kryteriów. Jedyne co muszą, to mieć skończone 18 lat. Być może traficie na sytuacje w których księża tego wymagają, ale nie ma to żadnego uzasadnienia (to trochę widzimisię księdza). Podobnie znaczenia nie ma płeć świadków (mogą to być i dwie kobiety i dwaj mężczyźni).

Pomagają na w dniu ślubu i wesela
- Są wsparciem emocjonalnym w dniu ślubu.
- Pomagają Parze Młodej się ubrać (tak, Panu Młodemu też da się pomóc ;) np. pożyczyć zgubiony element garderoby ;)), a potem przebrać (np. odpiąć tren, welon, zmienić suknie).
- Odbierają potrzebne rzeczy z miasta (np. bukiet, butonierki, dekoracja auta) – najczęściej to zadanie świadka płci męskiej. W razie potrzeby dowożą brakujące rzeczy na salę.

- Informują gości o miejscach w kościele, spytaniu po wyjściu, ewentualnym zdjęciu czy miejscu składania życzeń.
- Dbają o dobry wygląd Pary Młodej przed ołtarzem/stolikiem urzędnika (to nie tylko dobre ułożenie welonu, ale i podanie chusteczki w razie potrzeby) oraz w trakcie wesela (czasem pomoc w korzystaniu z toalety).
- Opiekują się obrączkami (w niektórych przypadkach), a także prywatnymi rzeczami Pary Młodej (telefony, dokumenty itd.).
- Poświadczają o przysiędze złożonej między małżonkami. Podpisują dokumenty (koniecznie muszą mieć przy sobie dokumenty tożsamości).
- Pomagają przy odbieraniu prezentów od gości (warto tu przemyśleć cała logistykę, aby nie zostać zawalonym prezentami i wiedzieć co z nimi potem zrobić).
- Wskazują gościom właściwe miejsca na sali.
- Wznoszą toasty (zazwyczaj zaczyna świadek-mężczyzna).
- Dawniej, zabawiali gości rozmowami, zapraszali do tańca itd. Pilnowali, aby niczego na stołach nie brakowała (jeśli nie było to zadaniem starosty czy rodziców).
- Są łącznikiem między Parą Młodą a zespołem/fotografem/obsługą/itp.
- Pomagają gościom w ich problemach ("Gdzie znajduje się...", "Potrzebuję...", "O której..."?).
- Zachęcają gości do zabaw, wspólnych zdjęć ("koordynują" ich przebieg).
- Pomagają przy zabawach i oczepinach (i biorą w nich udział).
- Pięknie wyglądają na zdjęciach:)

- Opłacają usługodawców (czyt. Para Młoda szykuje koperty, świadkowie je rozdają).
- Są na każde zawołanie przez całe wesele.
- Koordynują transport powrotny/noclegi gości.

Mogą, a nie muszą
- Zorganizować niespodziankę dla Pary Młodej i/lub podziękowanie za to wyróżnienie :D 

Pomagają po weselu
- Pomagają w transporcie prezentów, strojów i dekoracji pozostałych po weselu.

- Pomagają w ewentualnym sprzątnięciu sali.

Co robią druhny i drużbowie?
Zdecydowanie muszą ładnie wyglądać na zdjęciach :D Są też idealnymi osobami do odciążenia świadków z części ich zadań.

Czy świadkowie muszą to wszystko robić?
Nie, jak wspomniałam na początku, to Para Młoda decyduje o tym czego od nich oczekuje. Może obowiązki rozdzielić między kilka osób (rodzice, rodzeństwo, przyjaciele), może zdecydowaną ich większość przekazać konsultantce ślubnej. A świadkowie... zawsze, czując się przytłoczeniu obowiązkami narzuconymi przez Parę Młodą, mogą poprosić o kogoś jeszcze do pomocy.

piątek, 31 marca 2017

Najpiękniejsze polskie suknie ślubne cz. 2

Planowałam zamieścić na blogu wpis z podsumowaniem wszystkich najnowszych i wartych uwagi polskich kolekcji sukien ślubnych na 2017 rok. Nie wyszło, bo w między czasie stwierdziłam, że w swoim zeszłorocznym wpisie ominęłam kilka wartych uwagi nazwisk, dodatkowo odkryłam kilka nowych. I... wybór był prosty ;) Mam wrażenie, że zdecydowanie cenniejsze dla Was będzie poznanie (lub utrwalenie sobie) czegoś "nowego" :)

Poniżej znajdziecie moim zdaniem najciekawszą dziesiątkę o których jeszcze na blogu nie wspominałam. Z różnych rejonów Polski, z różnym stażem i rożnymi wizjami sukien ślubnych. Los chciał, że najwięcej zdjęć (nie umiałam się powstrzymać) znajdziecie pod nazwiskiem Angeliki Jakubas. Nie dało się inaczej, bo dla mnie Angelika to odkrycie ostatniego roku :) Drugą projektantką na którą koniecznie zwróćcie uwagę jest Anna i Ochocka (i Olga) i... ich malowane kurtki, którym ja wróżę bycie (moim prywatnym) hitem obecnego roku :) A dalej... zachwycajcie się sami :)

ANEMOI

Lokalizacja: Warszawa


Lokalizacja: Kraków



Lokalizacja: Kraków, Warszawa


Lokalizacja: Łódź


Lokalizacja: Śrem


Lokalizacja: Łódź


Lokalizacja: Gliwice

 Fot. Ewa Lena Brzozowska Photography dla Magazynu Wesele

Lokalizacja: Łódź


Lokalizacja: Warszawa


Lokalizacja: Poznań, Warszawa