Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gry i zabawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gry i zabawy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 lutego 2017

Czego nie lubiłam i nadal nie lubię w polskich weselach?

Mitchell Orr
Nie lubię nie lubić i nie lubię narzekać. Wolę porozumiewać się w języku z krainy jednorożców, a w rzeczywistości: doceniać i chwalić to co zachwyca, zamiast zajmować się tym co irytuje. Czasem, jak typowego człowieka, kusi mnie taki negatywny temat, bo są rzeczy o których... nie da się napisać inaczej. Dziś więc się skuszę ;)

Bardzo chciałam, aby ta lista nie była długa, aby nie była wylewaniem żali i pomyj na polskie wesela (bo są coraz lepsze i to trzeba podkreślać), dlatego postanowiłam ograniczyć ją do trzech punktów. 

Czego nie lubiłam i nadal nie lubię w polskich weselach?

To nie moje poczucie humoru 

Mam tu na myśli... dużo. 
Oczepiny i zabawy. Wymagające wystawiania się na pośmiewisko, psujące wizerunek biorących w nich udział osób i organizatorów (tu o jednego worka wrzucę zespół/wodzireja i Parę Młodą, bo to odpowiedzialność zbiorowa) i wywołujące zażenowanie u obserwujących. Od dmuchania w talerz z mąką, przez rozbieranie się, po kopulowanie na niby. Wszystko w celu wygrania... flaszki lub... "śmiesznej" nagrody (np. taśmy z wesela, czyli papieru toaletowego).
Typowo ślubne teksty, którymi obkleja się buty, auta i co tylko się da. Niby śmieszne, niby straszne. W większości przypadków żenujące (dla osób jak ja - bez odpowiedniego poczucia humoru). O nich już kiedyś było, w moim pierwszym hejterskim tekście ;)
Złe zachowania. Przymuszanie do tańca ("Chodź zatańczyć z wujkiem" ledwo trzymającym się na nogach), picia ("Ze mną się nie napijesz?"), uczestnictwa w zabawach ("No chodź cykorze, to tylko zabawa")... Przesada z alkoholem, rozwiązły język, brak umiaru... Wszystko to na co się nie zdecydujecie i usłyszycie, że "jesteście sztywne, nie potraficie się bawić, nie macie poczucia humoru, a przecież to tylko zabawa".

Dziwne myślenie i głupie gadanie

Są rzeczy o których ludzie nie potrafią mówić. Mówią z zażenowaniem, onieśmieleniem, chamstwem, wścibstwem, brakiem wiedzy, poczuciem niedowartościowania, brakiem spełnienia/zadowolenia ze swojego życia...
Tym razem nie mam tu na myśli Pary Młodej, ale całe jej otoczenie i "mądrości", które można od niego usłyszeć.
"Zobaczysz, po ślubie wszystko się zmieni..." Samo. Na lepsze lub gorsza, a dokładniej: na takie jakiego byś nie chciała.
"Po co wam ślub?", "Po co to robisz w tak młodym wieku?, "Teraz Wam się zachciało, po tylu latach z cywilnym i dziećmi?"
"Wyjdź za mąż. Dlaczego masz mieć lepiej niż ja?" ;)
"To teraz możesz jeść do woli i tyć."
"No stary, teraz już przepadłeś, już Cię po ślubie nie zobaczymy", "Masz już swoją kotwice, kule u nogi, idziesz na smycz."
"Nie wiem co będzie w przyszłym roku, bo przecież po ślubie nie będziesz mieć czasu."
"Gdzie masz narzeczonego?", "Co robicie w sobotę?", "Co myślicie o tym?"... Bo teraz to już tylko Wy, nie Ty i on (i o tym, mniej więcej, też na blogu było) ;)
"To co, ślub i od razu dzieci? Bo nie ma na co czekać."
I mój zasłyszany hit: "Co, boisz się nocy poślubnej? Nie bój się. Trochę poboli, ale zapomnisz o tym."     
Dobrze się bawicie? ;) Bo ja... jestem przerażona.

Przesada

Przaśność to takie popularne słowo, ale... chyba niewłaściwe. Bo ja lubię motywy gypsy, bo lubię odwagę, kolor i oryginalność, które są trudne i czasem ocierają się o kicz.
Nie lubię za to przesady i nadmiaru. Nie lubię ślubnych zdobień na każdej duperelce (butelkach, domu, aucie...), przebierania się i grania lepszej/bogatszej/piękniejszej niż zazwyczaj - ten jeden raz w życiu, poczucia, że ten dzień jest tak wyjątkowy, że lepszego nigdy nie będzie. Nie lubię wszystkiego co jest "za bardzo", "za dużo", bez większego celu i sensu, bo trochę na pokaz.

I teraz pomyślcie sobie jaką reklamę wesel i małżeństwa robimy dzieciakom, które na takie imprezy zabieramy... lub którym pokazujemy je na zdjęciach czy filmie.

P.S. Ja wiem, że nie wszystkie wesela tak wyglądają. Ale wiem też, że nie wszystkie wyglądają tak doskonale jak pokazuje je nam internet. I bardzo chciałabym widzieć wszystko, a nie tylko to co miłe dla oczu.

piątek, 23 października 2015

Galeria Niepoprawnych Panien Młodych: Milena

Kilka słów od NPM, tym razem na początku:
 
Wiele osób pytało mnie o ten wpis. Wpisu nie było, bo najpierw czekałam na zdjęcia, a potem... potem miałam wrażenie, że nie napiszę nic co dodaje energii, uskrzydla i podnosi na duchu. Nie przeczytacie tu o najpiękniejszym dniu w życiu, bo piękniejsze były wszystkie moje podróże z PM. Nie usłyszcie, że dzień ślubu trwał za krótko, bo mnie taka długość zadowalała. Dowiecie się, że najpiękniejszy z całej palety dni był ten pierwszy po: bo obudziłam się u jego boku jako jego żona i... nie musiałam już, ani przez sekundę, myśleć o ślubie i weselu :)
 

Historia M:

"Życie układa się zależnie od tego małego momentu, od jednego gestu, od jednego słowa.
I w ogóle nie wiemy, jak byłoby, gdyby tego gestu czy słowa nie było."
Jarosław Iwaszkiewicz, "Ogrody"

Nie napiszę Wam o tym co było przed dniem ślubu. Wspominałam o oświadczynach, o tym, że jesteśmy razem 8 lat (teraz już 9) i żyjemy jak małżeństwo, w comiesięcznych harmonogramach było widać co i jak się zmienia. I to wystarczy.

Wyobraźnie sobie ślub dwójki ludzi, którzy za normalnymi weselami nie przepadają (oficjalnie oznajmiam... nadal, nawet ja!). Nie lubią tańczyć, jedno z nich nie pije alkoholu, drugie woli towarzystwo szaf elektrycznych (pisz to to, które się na tym sprzęcie nie zna) niż ludzi. Chcieliby na swoim weselu zostać zdjęci ze świecznika, wtopić się w gości, robić tylko to z czym czują się dobrze. Prawie się udało... Prawie, bo bardzo ciężko nie przykuć uwagi wszystkich, gdy na sekundę wyjdzie się na parkiet ;)

Co, po prawie pięciu miesiącach, pamiętam z dnia ślubu? Pamiętam, że poszłam spać po północy (musiałam wrzucić wpis na bloga z datą 23.05.2015 i wysłać do dziewczyn biorących tego dnia śluby życzenia), na tyle zmęczona, że zasnęłam błyskawicznie i obudziłam się rano wyjątkowo wypoczęta. Z myślą, że dziś już wszystko co organizacyjne mam gdzieś, że niech sobie mamy robią co chcą (a poszalały), a ja będę udawać, że nic nie widzę, bo nic nie może psuć mi humoru ;) Poszłam do spowiedzi (lepiej późno niż wcale ;)), przypadkiem trafiłam na panią z kwiaciarni przywożącą kwiaty do kościoła i mogłam je zobaczyć przed premierą ;) Potem fryzjer, godzina nicnierobienia w domu, przyjazd makijażystki i fotografów. To też pierwszy (i chyba jedyny tak mocny) moment w którym poczułam stres. Patrycja mnie malowała, Gosia i Wojtek robili zdjęcia, a ja... czułam się lekko przerażona takim nadmiernym zainteresowaniem ;)
PM razem z rodzicami przyjechali do domu moich rodziców znacznie przed czasem i przez to zamiast sam na sam, to zobaczyliśmy się przypadkiem w przedpokoju (nieromantycznie, ale za to bez zbędnego stresu) :)
Przyznam, że  trakcie mszy przeleciało mi przez głowę milion myśli: od tego co się tu i teraz dzieje, po to co widziałam na innych ślubach. Miałam czas na analizowanie, na słuchanie i chyba dzięki temu zabrakło go na stres. Wiedziałam, że PM najbardziej boi się przysięgi, ja podeszłam do tego z myślą "najwyżej się nie uda i będę się poprawiać". Mówiliśmy przysięgi z pamięci, więc ksiądz, w ramach asekuracji, podstawił nam pod nos książkę z tekstem. PM nie zaczął mówić dopóki wzrokiem nie natrafił na miejsce z którego w razie W może ściągać, ja poszukałam go przez sekundę, nie znalazłam i stwierdziłam, że głupio tak zwlekać, więc... trudno, jedziemy ;) I to był ten moment w którym chyba po raz pierwszy zaczęliśmy się uśmiechać.
Najlepszy moment dnia? Jazda na salę, takie 25 minut, aby ochłonąć w doborowym towarzystwie :) Szkoda tylko, że nie chcieli ze mną uciec z imprezy (ja na serio byłabym w stanie to zrobić).
Wspominałam, że mieliśmy fatalną pogodę? Było zimno i padało. Na chwilę przed tym jak dojechaliśmy pod salę przestało i udało nam się wyjść z auta bez asekuracji parasoli. Bo oczywiście nie mieliśmy parasoli - to było takie moje zaklinanie deszczu, które jak widać nie wyszło.
Trzy słowa o weselu? To było pierwsze i prawdopodobnie ostatnie wesele w moim życiu na którym się nie nudziłam, nie usypiałam, nie byłam zmuszana do tańca/picia/typowo weselnych zabaw ;) I nawet dobrze się bawiłam.
Moi (ci najbliżsi) goście to specyficzne osoby, troszkę jak ja. Wiedziałam, że cokolwiek bym nie zrobiła (potrzebowałabym zmieniających się co 30 minut atrakcji i to najlepiej nie wymagających publicznego pokazywania się), to i tak nie zagospodaruję im w 100% czasu czymś fajnym. Mimo wszystko i tak jestem z nich dumna, całkiem długo wytrzymali :)

Nietypowe/niepoprawne:

Mało tańczyliśmy. Nie lubimy tańczyć i nie chcieliśmy tańczyć. Przyznam, że jeszcze nie widziałam na żadnym weselu drugiej pary, która tak mało tańczyła. Plus tej sytuacji był taki, że mieliśmy dużo czasu na rozmowy z gośćmi, czyli to co na weselach lubimy (choć brakło go na gry) :D
Nie piłam alkoholu, z nikim, za niczyje zdrowie. Dla mnie to norma, dla innych nie zawsze. W związku z tym nie mieliśmy też powitania wodą/wódką.
Spokojnie mogłabym zorganizować wesele bez muzyki i alkoholu, ale z PM wyszliśmy z założenia, że niech każdy na tej imprezie ma wolny wybór i robi to co lubi, my też :)
Przysięgi z pamięci. Ćwiczyliśmy z PM przysięgi kilka dni przed ślubem. Wychodziły nam kwiatki typu "miłość, wierność i poddaństwo" oraz "i że Cię nie opuszczę aż do ślubu". W planie było, że się nie damy, nie idziemy na łatwiznę i najwyżej będziemy to powtarzać po 5 razy, a goście padną ze śmiechu ;) W finale się udało: za pierwszy razem.
PM wspomina, że był z tego powodu mega zestresowany i w kościele było to bardzo widać. Przez chwilę miałam nawet wyrzuty sumienia, że go na to namówiłam, ale... obecnie po zobaczeniu każdej kolejnej przysięgi powtarzanej za księdzem utwierdza się w przekonaniu, że było warto.
Gry plenerowe. Bo nie można lepiej spędzić czasu na weselu! Mieliśmy ich kilka. Pogoda pokrzyżowała nam jednak plany. Deszcz sprawił, że na zewnątrz było mokro, a na tarasie zimno, więc nic z atrakcji na tarasie nie zostało zamontowane. Gry stały na sali i wzięcie miały tylko te nie wymagające dużej ilości ruchu i nie grożące wybiciem szyb w sali (m.in. karty, bierki, jenga).
Piñata. Nie wyobrażam sobie swojej, jakiejkolwiek, imprezy bez piñaty ;)
Księga Gości. Były dwa plany, w finale stanęło na tym mniej problematycznym i praktycznym - porcelanowych kubkach na podpisy. 
Oczepiny. Miało ich nie być, ale finalnie, na wniosek PM, były. Ograniczone do castingu na nową parę młodą (nie losowego, a zorganizowanego tak, aby "wkopać" parę, która niedługo po nas brała ślub) i belgijka (bo tańce grupowe to jedyne jakie lubię).
Przewodnik weselny i gift bag. W wersji zmodyfikowanej, wylądowały u przyjezdnych gości.
Zmiany. Dzień przed ślubem zmieniliśmy całą wizję dekoracji. Ze względu na pogodę musieliśmy zrezygnować z dekoracji tarasu, a ta na salę... nam się nie spodobała (niech żyje zmienność!) i ograniczyliśmy się do minimum minimum. Nasze stroje to też był mały roller coaster: dzień przed ciocia PM spaliła mu krawat (krawaty się prasuje?!, wieczorem w piątek biegaliśmy za nowym), ja złamałam obcas w bucie i rozbiłam kolano, więc krótka sukienka odpadła.
Było sporo mniej typowych, ale już popularnych rzeczy: naked cake, tytanowe obrączki z kulą ziemską (bez grawera), coś zamiast kwiatów, gipsówka w kościele w zastępstwie wielkich kwiatów.
Więcej rzeczy nie było niż było, na czele z oficjalnym buntem wobec fotobudki i pudełka na koperty ;)

Rady dla przyszłych Panien Młodych:

1) Zmęczcie się solidnie dzień przed, a to ułatwi Wam zaśnięcie. 
2) Starajcie się nie być koordynatorkami tego dnia. Znajdźcie jak najwięcej osób, które Wam w tym dniu pomogą, nawet jeśli nie zrobią czegoś perfekcyjnie. Ja nigdy więcej nie zdecydowałabym się na wesele bez konsultantki ślubnej i żałuję, że nie wpadłam na taki pomysł w odpowiednim momencie.
3) Unikajcie ślubno-weselnych panikarzy. To złe towarzystwo.
4) Znajdźcie sobie sojusznika i wsparcie w stresie. I nikt nie sprawdzi się tu tak rewelacyjnie jak Wasz narzeczony :)
5) Pamiętajcie, że jeśli coś nie wyjdzie, to... trudno ;) Z perspektywy, już godziny po, to wpadki wspomina się najdłużej i najlepiej (odrobina dystansu do siebie jest potrzebna).
6) Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Także pogodę i inne rzeczy na które nie macie wpływu. Podstawa to wmówienie sobie, że jest rewelacyjnie i uwierzenie w to. U mnie to zawsze działa ;)

7) W dniu ślubu, a najlepiej i dzień przed... odpuśćcie. Spokój wewnętrzny i dobre relacje z bliskimi są ważniejsze.
8) Róbcie tak jak chcecie i to co lubicie, do niczego się nie zmuszajcie :D Dbajcie o swoje zadowolenie. Często bywa tak, że rodzina krytykuje mniej konwencjonalne pomysły. Moja ogromnie tradycyjna rodzina krytykowała wszystko. Nie liczcie, że ktoś Was pochwali. U mnie mama chwaliła dopiero, gdy jej koleżanki, którym o weselu opowiadała i pokazywała zdjęcia, były niektórymi pomysłami zachwycone :)
9) Podobno... dzień ślubu mija błyskawicznie i trzeba korzystać z każdej chwili. Fakt, leci szybko, bo moje wesele było jak do tej pory jedynym na którym nie miałam czasu się nudzić :) 
10) Z praktycznej strony. Wpisujcie w umowy z podwykonawcami (mocno uczulam na sale weselne) wszystko czego od nich oczekujecie i co Wam obiecują, ewentualnie miejcie to zapisane w korespondencji emailowej.
11) Przygotujcie sobie plan B, na niepogodę i wszystko inne co może pójść nie po Waszej myśli. Wiem, że nie jest to fajne, że B to zawsze gorsza kategoria i nigdy nie będzie tak satysfakcjonująca jak A, ale... chyba warto.
12) Przygotujcie siebie, Pana Młodego, świadków/drużbów. Jak? Zacytuję sama siebie:
"Poinstruować Pana Młodego. On zdecydowanie wie o ślubach i weselach duuuuuużo mniej niż Wy i czasem będzie w tym wszystkim zagubiony. Nie uśmiechnie się, będzie siedział sztywno jak kołek, nie spojrzy na Was "w tym momencie", nie złapie Was w kościele za rękę. To drobiazgi o których warto mu powiedzieć.
Ty pilnuj siebie i poproś świadkową/druhny o pilnowanie Ciebie. W całym zgiełku nie pamięta się o trzymaniu nisko bukietu, powolnym chodzeniu, prostych plecach, uśmiechu (problem ponuraków jak ja :D)."

13) Koniecznie przeczytajcie wpis Dzień ślubu i wesela - o czym warto pamiętać. 

Jeśli ktoś uznał, że tekstu jest za mało, to zapraszam do pierwszego wpisu o moim ślubie i weselu - o tu.

Zdjęcia… Dawno temu wymyśliłam osobie, że będzie ich tu nie więcej niż 10, bo… po co gwiazdorzyć ;) Potem, podczas pierwszego ich oglądania, bawiłam się tak dobrze wyśmiewając każdą nasza minę i wpadkę, że stworzyłam sobie w głowie doskonałą wizję wrzucenia tu pewnych zdjęć z pewnymi komentarzami. PM był jednak tym pomysłem tak przerażony (sądzę, że inni też by byli), że dostałam zakaz, na każde zdjęcie z głupim komentarzem, pod groźbą rozwodu ;) Więc, niestety, nie zobaczycie zdjęcia z robienia makijażu z pewnym dialogiem (i późniejszą opinią PM o moim wyglądzie), zdjęcia na widok którego krzyknęłam („O Boże, ja żyję w przekonaniu, że wyglądam na 15 lat, a tu 40 jak nic!”), nie zobaczycie mojej ironicznej ("Ty tak serio, chcesz ze mną tańczyć?")/przerażonej (przy wejściu na salę)/zaskoczonej („Ale co ja mam z tym zrobić?”) miny, tego jak w kościele wciskam swoją rękę w rękę PM, bo mi się przypomniało, że na zdjęciach ślubnych ludzie tak robią :D, zdjęcia na którym wyglądam jak… no właśnie mam zakaz napisania, naszej weselnej wtopy (udokumentowanej) i mojego ulubionego zdjęcia, z naszymi minami idealnie nadającymi się na okładkę harlequina ;)
Przed Wami: najmniej zabawne zdjęcia z wesela NPM, ale za to takie, gdzie nie ma księdza, znanego wujka, rodzinnej antyfanki zdjęć i innych, którzy musieliby zapaść się pod ziemię po odkryciu swojego zdjęcia na tym blogu :) Ilość selekcji przez które przeszły te zdjęcia jest tak duża, że to niemal cud, że jakieś tu się znalazły ;)

Zdjęcia: Fabryka Kreatywna
 
Widoczne na zdjęciach: Makijaż: Patrycja (Unique Makeup), Opasko-wianek: Kasia (Jeżka - biżuteria), Sukienka: Renata :) (Anna Kara) Obrączki: Inne Obrączki, Bukiet: Studio Kwiatowe ALLIUM, Tort: Cukiernia u Ani, Napis LOVE: Natalia (Deconatka), Jenga/Woodbe Block, Ladder Golf: Ewelina (Woodbe), Barmani: yyy... no chyba jednak Radek :) (Weselny Drink Bar)




















P.S. O sukienkach będą jeszcze dwa wpisy (1) o stylizacji - o mnie i o PM, 2) o Aryi - bo to fajna historia, w 100% antyporadnikowa), będzie wpis z podwykonawcami, których polecam i jeszcze w pewnym miejscu (o właściwej nazwie) będziecie mieli okazję zobaczyć kilka innych zdjęć ;)

czwartek, 22 maja 2014

Weselne gry i zabawy cz. 1

Nie lubię wesel. Głównie dlatego, że cała impreza polega na jedzeniu, tańcach i oczepinowych zabawach. Mogę zrobić coś, aby moje wesele było nie tylko znośne, ale i dawało mi frajdę? Oczywiście! Moja wizja wesela podoba mi się tak bardzo, że podczas pisania tego posta (i szukania do niego zdjęć) nie przestawałam o uczestnictwie w takim weselu marzyć. I marzę nadal :)

Jeść na weselach chyba lubię najbardziej. Na parkiecie mnie nie zobaczycie, a z pewnością nie dłużej niż łącznie przez 30 min. podczas całego wesela. Jestem mistrzem w odmawianiu każdemu kto poprosi mnie do tańca: "nie teraz", "za troszkę", "jestem zmęczona" itp. I nie robi mi różnicy czy to ktoś obcy, czy ktoś z najbliższej rodziny (tato, dziadku, wybaczcie!). W oczepinach brałam udział raz w życiu (na prośbę koleżanki - Panny Młodej), a na pozostałych imprezach ukrywam się za wysokimi mężczyznami (a jak mnie ktoś zauważy i namawia, to załącza mi się wysoki poziom agresji w stosunku do natręta). Dlatego oczepin u mnie nie będzie (i powoli wykruszają mi się nawet chętne do łapania welonu mówiąc "Ja? Dla mnie chciałaś to zrobić? Ale ja już nie chcę.".).

Tym, co jest nieodłącznym elementem wesela, co będzie u mnie i co mnie przeraża jest przymus tańczenia. Nie lubię tańczyć. Nie umiem tańczyć. Nie chcę tańczyć.

Wiecie jak wyglądają imprezy rodzinne w mojej najbliższej rodzinie i do czego od zawsze byłam przyzwyczajona? Nigdy nie siedziałam przy stole dłużej niż 15 minut. Spacerowałam, rozmawiałam z innymi, grałam w gry. Tak, gry. Moje chrześnica Ola zawsze ma magiczną torebkę w której znajdują się trzy rzeczy ratujące każdą imprezę: kartki i długopisy, balon oraz karty do gry. Nigdy nie wydawało mi się to dziwne, aż do momentu w którym musiałam spędzać uroczystości w rodzinie mojego PM i siedzieć 5h przy stole, ewentualnie iść na parkiet. Zdecydowanie jestem w stanie oszaleć od siedzenia w jednym miejscu ;)

Nie lubię oczepinowych zabaw, ale jestem wielką fanką wszelkich podwórkowych oraz szkoleniowych zabaw i gier. Nie wyobrażam sobie więc, że czegoś takiego zabraknie na moim weselu. Mam nadzieję, że deszcz nas oszczędzi i nie będziemy musieli korzystać z dobrodziejstw tarasu (na szczęście jest duży). Wesele mające w sobie elementy takiego pikniku to mój obecny cel (zwolennicy tradycyjnych wesel zawsze mogą ten pomysł wykorzystać na poprawinach) :)

Plusy takich miejsc do zabawy? Dodatkowa atrakcja dla gości. Możliwość poruszania się po ogromnym obiedzie. Świetne, urozmaicone zdjęcia ;) I najważniejsze: błąkając się od jednej do drugiej gry mogę z gośćmi grać zamiast tańczyć (panów to z pewnością zainteresuje) :D

Jak z organizacją? Wierzę w dobrą pogodę, na wszelki wypadek mam wspomniany wcześniej taras. Kilka z wymienionych niżej sprzętów do gier zdobędę bez problemu, o trudniejsze w zdobyciu będę walczyć. Postaram się ograniczyć moją wyobraźnię i z ilością gier nie przesadzić :)

A teraz moja lista doskonałych, idealnych i 100% w moim stylu gier i zabaw:
- Tańce grupowe (a jednak coś z tańca będzie!).
- Krokiet.
- Molkky- Quoits (tak jak Mollkky i Jenga nie wymagaj tłumaczenia, tak nie mam pojęcia czy wiecie co to za gra i czy jej nazwę tłumaczy się na polski).
- Ladder Ball (j.w.)
- Duże karty.
- Duże kręgle.
- Duże szachy lub warcaby.
- Duże domino.
- Klanza.
- Duże scrable.
- Duże kostki.
- Babington/Badminton ;)
- Tenis stolowy.
- Michały/Piłkarzyki (moje najwieksze marzenie! i części rodziny też :D)
- Piłka siatkowa.
- Twister.
- Hula hop.
- Piniata :)
- Przeciąganie liny.
- Wyścig w workach (taaaak, to jest lepsze od tradycyjnych oczepin :D).
- Inne gry (wymieniając wszystkie nie skończyłabym do rana).

Jak to wygląda?
Więcej zdjęć znajdziecie na pinterescie.


eesti.tistory

thebridenextdoor

Pink Clouds

Pink Clouds

weddywood

mojuba

intimateweddings

trishlee


safarinow

jubileeevents