Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DJ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DJ. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 maja 2017

Wszyscy na pokład, czyli miesiąc do ślubu! [Jagoda]

Machina przygotowań rusza ze zdwojoną mocą! Wszystkie dni do końca maja mamy zaplanowane, ten miesiąc wydaje się być jak z gumy – jak to ogarniamy? Jakoś się kręci ;) Upakowaliśmy sobie kalendarz tak bardzo, że musieliśmy powiedzieć świadkom, żeby nie planowali niespodziankowych wieczorów panieńskich/kawalerskich, tylko dali nam znać z dwumiesięcznym wyprzedzeniem o ich dacie. Niezły spontan, co?

Powoli rysuje nam się dokładny obraz dnia ślubu – i już czujemy dreszczyk nerwowej ekscytacji. Jak będzie? Czy będzie dobrze? Czy uda nam się to wszystko zgrać? Co po drodze pójdzie nie tak, jak temu zapobiec? Ciągle gdzieś nam się telepią po głowie pytania. Ale zaciskamy zęby, uśmiech na twarz i jedziemy z tym koksem ;) Na szczęście jesteśmy spokojni o finanse – już w tej chwili mamy dopięty budżet.

Sukienka oddana do krawcowej na ostateczne dopasowanie – trochę jednak udało mi się schudnąć, do tego jednak trzeba ją skrócić, bo postawiłam ostatecznie na trochę niższe buty. Powinna być gotowa w przyszłym tygodniu. Po długich wojażach udało mi się kupić bieliznę, w zasadzie zostało mi już tylko skombinować biżuterię. W przyszłym tygodniu ma być też gotowa kamizelka PM zamówiona u krawca, a już z nią pojedziemy na poprawki krawieckie garnituru.

Kilka dni temu odbyliśmy naradę wojenną z djem. Prawdę mówiąc spotkaliśmy się z nim pierwszy raz od wesela znajomych, na którym go wypatrzyliśmy :) Umowę i rezerwację terminu załatwiliśmy zdalnie. W międzyczasie oczywiście uruchomiło się moje czarnowidztwo i oczyma wyobraźni widziałam, jak próbuje on nas przekonać, że najlepiej będziemy się bawić przy disco polo na półtoragodzinnych oczepinach… Ale po dwóch minutach rozmowy byliśmy w domu. Wyszliśmy z niej z wielkimi uśmiechami i z jedną wspólną myślą – będzie dobrze! Podobne odczucia mieliśmy po spotkaniu z panią manager sali weselnej. Ostateczne ustalenia co do menu, dekoracji, planu całej imprezy. Sala tak ładna jak była i to najważniejsze ;) Managerka widać, że jest na czasie, od razu na przykład powiedziała, żebyśmy razem z alkoholem i wszystkimi dekoracjami, winietkami i tak dalej, dostarczyli zawartość koszyczków ratunkowych do toalet – same koszyczki już mają. I proszę jaka telepatia – spojrzałam na rzeczone koszyczki w toaletach, a tutaj identyczne, jakie kupiłam pół roku do tego celu ;)
Daliśmy sobie powciskać rzeczy, których nie planowaliśmy, ale które wydają się być całkiem do rzeczy – fontannę czekoladową i słodki kącik z deserami w słoiczkach i babeczkami, kosztem zmniejszenia ilości ciast. Ostatecznie wychodzi to nawet taniej, więc same plusy. A mając ściśnięty z emocji żołądek, prędzej poleci mi ślina na creme brulee niż na jakiegoś placka ;) Żeby nie było – pobiegliśmy też zamówić do cukierni sernik. Mój tata chyba by cofnął błogosławieństwo gdyby nie było sernika! ;)

Po wielkich kalkulacjach i przemyśleniach zakupiliśmy alkohol – uff. Kolejna rzecz na liście odhaczona, a nie było to łatwe. W końcu zrobiliśmy jeden wielki mieszalnik, mam nadzieję, że goście będą choć trochę rozsądni! Wódka, wino (dużo wina), do tego whisky, nalewki i bimber od dziadków. Co my najlepszego narobiliśmy… O, jeszcze piwo i cydr, ale to raczej na poprawiny lub na wyraźną prośbę gości.
Żeby nie było, że sprawami duchowymi się nie zajmujemy, spisaliśmy też protokół w naszej parafii i za tydzień, po okresie zapowiedzi, odbieramy licencję. "Test zgodności" oczywiście zdaliśmy pozytywnie ;)

Jeśli chodzi o rodzinę, to oni wszyscy w dołkach startowych ;) Moja mama szyje sobie kreację u krawcowej, babcia już ma srebrne pantofelki i szałową, granatowo-srebrną suknię, a dziadkowie PM, którzy są z Podlasia, zapowiedzieli, że zjawią się z trzema sękaczami. Strasznie mi się to podoba w przygotowaniach do ślubu – widzę, że nasze rodziny naprawdę się cieszą i że nasz ślub i wesele jest dla nich wielkim przeżyciem. :)

A my trochę się stresujemy, trochę się bawimy. Stresem w sumie jest dogranie wszystkich terminów, bo naprawdę ciężko nam to ogarnąć z pracą i musimy co rusz marnować urlopy… Organizowanie wesela i ślubu nie w miejscu zamieszkania – odradzam. Gdybym wiedziała, jak to będzie wyglądać, wolałabym więcej wydać na hotel dla gości, ale mieć wszystko pod ręką. Do tej pory przygotowania były mocno rozłożone w czasie i dojazdy tak nie męczyły, ale ostatni miesiąc dał nam popalić.

Wiele się jeszcze działo fajowych rzeczy, o których już nie będę Wam pisać, bo wpis byłby dwa razy dłuższy… Wykańczam powoli wszelkie rękodzielnicze sprawy, ćwiczymy pierwszy taniec, śpiewamy sobie :) A największe szczęście czuję, kiedy sobie pomyślę, że za miesiąc klapniemy na kanapę albo pójdziemy sobie na spacer, albo wybierzemy się na wycieczkę rowerową, już jako mąż i żona.
I nic nie będziemy musieli organizować! ;)

poniedziałek, 21 grudnia 2015

5 miesięcy do ślubu, czyli wciąż nie czuję, że wychodzę za mąż [Dagmara]

livvyland
Biorę ślub! Choć nawet teraz jak to piszę to nadal do mnie nie dociera, że to się dzieje naprawdę. :P Wychodzę za mąż za moją licealną miłość, za faceta w którym zakochałam się mając niecałe 17 lat i z którym tworzymy parę już ponad 7 lat. Uroczystość odbędzie się 21 maja 2016. Zostało więc już tylko 5 miesięcy! Brzmi jakby to miało być już za chwilę. A w praktyce? W praktyce to ja nadal nie czuję, że wychodzę za mąż. ;) Większość tych dużych rzeczy mamy już załatwionych, ponieważ uwaga, uwaga… zaręczyliśmy się dwa lata i trzy miesiące temu! Szmat czasu prawda? A żeby było jeszcze śmiesznej to właśnie w dzień zaręczyn wymyśliliśmy dokładną datę ślubu i tak, był to właśnie 21 maja 2016. Co za tym idzie, ślub zaczęliśmy planować z naprawdę dużym wyprzedzeniem. Pierwszą rzeczą jaką załatwiliśmy byli fotografowie oraz sala - podpisywaliśmy z nimi umowę już sporo ponad rok temu. Wszystko inne dzieje się powoli, a rzeczy załatwionych ciągle przybywa. Przyznaje, że czekam na moment gdy ten czas naprawdę przyśpieszy choć pewnie jeszcze zatęsknię do spokoju, który jest teraz.

Cały ślub i wesele będzie utrzymane w klimacie rustykalnym, polnym, sielskim, anielskim. ;) Ślub  w małym drewnianym kościele, a wesele w pięknej, również drewnianej sali z duszą. Na stołach polne kwiaty, słoiki, drewno, koronka... Będzie cudnie! Tak przynajmniej ma być.

Co już mamy załatwione? Póki tego nie spisałam wydawało mi się, że niewiele.
- fotografów (najlepszych na świecie) - zrezygnowaliśmy zupełnie z kamerzysty, ale za to postawiliśmy na naprawdę dobrych fotografów. Nie jestem zwolennikiem filmów ślubnych, a zdjęcia uwielbiam. Choć gdyby nasz budżet był większy to jasne, że i kamerzysta by się pojawił.
- salę
- kościół
- DJ – ja od początku nie chciałam klasycznego zespołu, PM na początku nie był za to przekonany do DJ, ale ostatecznie zdanie zmienił
- florystykę/dekoratorkę – długi czas zastanawialiśmy się czy nie zająć się chociaż po części dekoracjami sami. Na pewno wyszło by to taniej i na pewno można to zrobić cudnie. Ale mi chyba brakuje zdolności i też chyba wolę zapłacić za spokój w tym dniu i pewność że ktoś to zrobi na pewno dobrze.
- makijażystkę, fryzjerkę – nikt, nigdy w życiu nie malował mnie ani nie czesał więc jest to dla mnie zupełnie abstrakcyjny temat. Nie znam osób do których idę, próbny makijaż i fryzura jeszcze przede mną- mam nadzieję że będzie dobrze. ;)
- zaproszenia – to był długi temat i w tym momencie mogę chyba powiedzieć że znam 90% stron z zaproszeniami jakie są w Internecie ;p W tym temacie o dziwo to nie ja byłam tą wybrzydzającą stroną tylko PM, który w rezultacie sam wymyślił modyfikacje do naszych zaproszeń. Są one w stylu eko i bardzo, bardzo mi się podobają. Dwa zaproszenia zostały już nawet rozdane! Ale tak konkretniej ruszymy z tym po nowym roku. Choć zastanawiamy się czy nie rozdać części zaproszeń już w święta korzystając z tego, że rodzina będzie w jednym miejscu.
- świadków – miałam wybraną świadkowi chyba nawet wcześniej niż narzeczonego :P Będzie nią moja najlepsza przyjaciółka i tutaj nigdy nie miałam wątpliwości. Nie było nawet jakiegoś takiego oficjalnego proszenia o zostanie świadkiem. My obie to po prostu wiedziałyśmy  PM jako świadka również poprosił przyjaciela.
- samochód – najświeższa sprawa, bo załatwiona kilka dni temu. Auto z 1976 r. , dwuosobowe więc jedziemy bez kierowcy – PM bardzo tego chciał.
- fotobudkę – postanowiliśmy zdecydować się na jedną z takich typowych atrakcji weselnych. Padło na fotobudkę i całkiem niedawno udało nam się trafić na promocyjną cenę.
- jesteśmy w trakcie nauk przedmałżeńskich
- tort - mamy wstępną rezerwację, będzie naked cake pasujący do całego klimatu
- oprawę muzyczną ceremonii
- suknię – z tym podejrzewałam, że będzie największy problem. Jestem typem panny młodej, która nigdy nie marzyła o swoim ślubie, o wielkiej białej sukni i o byciu księżniczką. Długi czas byłam (i pewnie wciąż jestem) zakochana w sukniach Anny Kary. Miałam okazję kilka mierzyć, ale jakoś na mnie nie zrobiły tego „wow”. W rezultacie padło na suknię zupełnie innej marki. PM natomiast nie ma jeszcze garnituru i jest przekonany, że ze spokojem znajdzie go w kwietniu. ;)

Co przed nami w planach na najbliższy czas? Wybranie obrączek, zakup wódki na wesele, dokończenie nauk. W styczniu wybieramy się również na targi ślubne. Coraz bardziej zaczyna mnie dręczyć gdzieś z tyłu głowy kwestia pierwszego tańca, bo tańczyć to my nie umiemy. ;) Może jeszcze wybierzemy się na jakiś szybki kurs. Na razie naprawdę wszystko przebiega bardzo spokojnie, a lista spraw załatwionych jest już całkiem spora. Jestem ciekawa czy dojdę do momentu, gdy zacznę panikować i na wszystko będzie brakować czasu. ;) A w tym momencie bardziej niż ślub zaprzątają mi głowę zbliżające się święta. Choć to ostatnie panieńskie, to te w przyszłym roku chyba nie będą się wiele różnić, ponieważ Wigilię już któryś raz spędzamy z PM wspólnie.

Tak więc za chwilę święta, potem sylwester i nowy rok. 2016! Ten 2016 na który czekam od tak dawna. ;)