środa, 2 grudnia 2015

Galeria Niepoprawnych Panien Młodych: Aśka!!! :)

Historia Aśki: 

"Jestem trzy dni po ślubie! I już piszę do Was ten tekst, abyście mogły przeczytać go za pół roku :) Niby nie warto niczego robić pod wpływem emocji, jednak spisywanie wspomnień uważam za coś najlepszego! Szalejąca radość i euforia tworzą brak ładu i składu, zamieszanie słowne i cudowny nieład, który najlepiej odzwierciedla to ogromne szczęście, którym chciałabym się podzielić!
Zacznijmy od początku... Jesteśmy ze sobą pięć lat. Połączyła nas muzyka i internet. Przesłuchaliśmy ze sobą miliony płyt i wypiliśmy hektolitry herbat. Praktycznie od początku związku mieszkaliśmy ze sobą w Poznaniu, moim rodzinnym mieście, gdzie Bartosz (bełchatowianin) przyjechał niegdyś studiować. Oświadczyny - dzień przed sylwestrem w 2013 roku. Byłam bardzo romantyczna czepiając się dlaczego nie zrobił obiadu, tylko zamówił sushi, i skąd ma te świeczniki, bo ja ich nie kupiłam! :D No a później zaczęło się wielkie planowanie wielkiego dnia!
Tworzeniem mojej ślubnej bajki zajęłam się sama. Odkryłam w sobie niesamowite umiejętności planowania i zorganizowania. Uwierzyłam w siebie i siłę swoich argumentów; pewność siebie zaskoczyła mnie równie mocno jak nagła umiejętność korzystania z telefonu ;) (nienawidzę rozmawiać przez telefon!). Dowiedziałam się, że momentami potrafię być niezwykle perfekcyjna! Mój ślub pokazał mi, że jak chcę, to potrafię!
Ustaliliśmy datę, znaleźliśmy cudowne miejsce, odkryłam genialny zespół - muzyka na naszym weselu była dla nas najważniejsza! I gdy zarezerwowałam terminy stwierdziłam, że czas na Urząd. A tutaj niespodzianka! Okazało się, że jedyna pani urzędnik ma w tym czasie urlop! Panika! - chociaż nie, w sytuacjach kryzysowych okazuje się, że wspinam się na wyżyny swoich wszelakich umiejętności logistyczno-emocjonalnych i po prostu robię co trzeba - miliony telefonów i przesuwanie terminu; po dwóch godzinach naszym wielkim dniem stał się 11 lipca 2015, a nie końcówka sierpnia.
Planowanie- z pomocą harmonogramu NPM, wszystko rozłożyłam sobie w czasie i ze spokojem odhaczałam kolejne punkty z listy.
Ślub miał się odbyć w plenerze z czym nie było najmniejszego problemu, ponieważ sporo par przetarło nam szlaki. A więc ślub w plenerze, w altanie znajdującej się na terenie obiektu, gdzie organizowaliśmy przyjęcie weselne. Plener - spełnienie marzeń :)
Wybór sukni ślubnej - poszukiwania rozpoczęłam rok przed, z nadzieją, że poczuję te motylki w brzuchu, łzy napłyną do oczu, bo to TA JEDYNA! Z rozmaitych wizji i koncepcji zostałam wierna tiulowi i wybrałam gorsetową suknie z tiulowym dołem i odrobiną koronki. Ale! Wcześniej zauroczyłam się totalnie inną suknią i zaliczka została wpłacona... Dwa dni przeryczałam i ze skulonym ogonem poszłam z niej zrezygnować. Miałam jeszcze dwie faworytki; wybrałam co wybrałam. I lament trzy miesiące później, że powinnam wybrać tamtą... (dziękuję za wielkie wsparcie dziewczynom z ślubnej grupy!)
 
A więc nastał 11 lipiec 2015! :) I to słoneczny 11 lipiec! Bo dwa dni wcześniej wiało, lało i totalnie nie wierzyłam w prognozy pogody. Przyjechaliśmy na miejsce koło 13:00. Odtańczyliśmy jeszcze nasz pierwszy taniec i rozpoczęły się przygotowania rozdzielające nas praktycznie aż do momentu ceremonii. Fryzura, makijaż, popijanie winka... zero stresu! Byłam tak naładowana szczęściem, że uśmiech nie schodził mi z twarzy! Totalny luz - życzę każdej takiego spokoju ducha :) Błogość, radość, szczęście - to wszystko po prostu się ze mnie wylewało! Mały stres złapał mnie za dziesięć piąta, kiedy to jeszcze nie byłam ubrana, bo mama gdzieś się zapodziała i nie było komu sznurować mi gorsetu! (chyba zostałam najszybciej ubraną PM ever!). Oczywiście nie muszę chyba dodawać, że w związku z tym spóźniliśmy się na swój ślub ;)
Nic to! Leciałam zobaczyć Pana Młodego! A gdy go ujrzałam... oniemiałam! Wyglądał cudownie! W surducie, z fularem, elegancki, uśmiechnięty, zakochany! Brakowało mi słów!
Gdy nieco ochłonęliśmy ruszyliśmy w kierunku altany. Goście już na nas czekali. Nie organizowaliśmy sobie żadnego tła muzycznego, naszą muzyką miał być wiatr - i tak też było! Wiatr i słodko brzęczące dzwoneczki ze ślubnych różdżek, które wykonałam, aby niczym nas nie obsypywano. Miałam ochotę krzyczeć "jejku! jak pięknie!" Altana została przystrojona w piękne kolorowe kwiaty i wstążki przez Farmę Florystyczną. Wykonali też mój wianek, którym wszyscy się zachwycali, bukiet oraz moje marzenie - gniazdko na obrączki :)
Ceremonia była dla nas miłym zaskoczeniem, ponieważ okazała się być nieco inna niż te w których dotychczas uczestniczyliśmy. Oświadczaliśmy m.in. jakie nazwiska będziemy nosić po ślubie. PM chciał założyć mi swoją obrączkę, choć są rożne od siebie ;) I już! Staliśmy się rodziną!  Wracając z altany jako Para Młoda, goście utworzyli szpaler trzymając w rękach moje kolorowe różdżki!
Po ceremonii, również w plenerze, wznieśliśmy toast i przyjmowaliśmy życzenia. Zdjęcie grupowe i goście poszli na salę, a my zostaliśmy na zdjęcie w ramach podziękowań, które rozesłaliśmy po ślubie.
Zrezygnowaliśmy z powitania chlebem i solą; powitał nas zespół, wznieśliśmy toast i nie tłukliśmy kieliszków.
Został jeszcze pierwszy taniec - walc wiedeński! Nie, nie do utworu z nocy i dni ;) Było bajkowo - Disney i Śpiąca Królewna! Układ mieliśmy opanowany tak do perfekcji, że drobne wpadki były niezauważalne. Cieszyliśmy się tym tańcem; a moja mama rozpłakała się jak dzieciak ;)
No i zaczęła się zabawa! Wszyscy byli zachwyceni muzyką, jedzeniem, atmosferą, NAMI! Atrakcją dla gości była fotobudka i tworzenie księgi gości (niezawodna grupa wsparcia pomogła mi znaleźć Made by Goga, która wykonała dla nas księgę oraz dodatki do niej, mając ślub w ten sam dzień!).
Tort został podany w okolicach 20:00. Wymarzony, pyszny, lekki, ze świeżymi owocami - naked cake. O tej porze każdy zjadł go jeszcze z przyjemnością :)
O północy, tradycyjne oczepiny i jedna, jedyna zabawa, w której podzieleni na dwa zespoły odgadywaliśmy utwory.
Impreza zakończyła się po 3:00 - i choć wydaje się, że dość szybko, wszyscy byli zadowoleni, wybawieni i z przyjemnością szli spać.

Zmiany? Gdybym miała coś zmieniać... - pierwsza myśl suknia :p Ale za nią poszłoby po kolei wszystko! Z przyjemnością zrobiłabym wszystko inaczej pod warunkiem, że wzięlibyśmy ślub w przeciągu trzech miesięcy, aby moja wizja nie zdążyła się zmienić ;)" 


Niepoprawne:
- wesele bez dzieci (dla niektórych z naszej rodziny było to niespotykane)
- ślub cywilny w plenerze
- tort o 20:00
- wesele bez zabaw weselnych
- ślubne różdżki zamiast confetti, ryżu i miedziaków
- nie rozbijaliśmy kieliszków
- bez powitania chlebem i solą
- bez publicznych podziękowań dla rodziców 

Rady:
- zapiszcie się do Ślubno - Weselnej Grupy Wsparcia!
- szukajcie inspiracji wszędzie!
- bądźcie uparte ;)
- ... i spełniajcie swoje marzenia!
- cieszcie się każdą chwilą w tym dniu
- uśmiech!!! 

Podsumowanie:
Fotograf: Kamila Piech, www.kamilapiech.com <3 (Entuzjazm, radość, miłość, optymizm, szaleństwo... cudowna istotka! Dziękuję to o wiele, wiele za mało! Kocham ją!)
Kwiaty/wianek/dekoracje altany: Farma Florystyczna
Obrączki: Wasze Obrączki
Zespół: The Swing Thing
Zaproszenia: Studio Brzoza 
 














































































Kilka słów od NPM:
Są dziewczyny na których relacje czekam bardziej. Takie, których przedślubne historie mogłam poznać, którym szalenie mocno kibicowałam i o których, przez pewne soboty, myślałam od rana do rana :) Tak było z Aśką, więc dziś, mogąc Wam pokazać tę relację, podskakuję z radości na krześle :)
Uwielbiam kolorowe śluby, bardziej niż jakiekolwiek inne, a tu doskonale moje potrzeby zostały zaspokojone :) Przez cudowne kwiaty (zwróćcie uwagę na to jak świetnie prezentuje się mały bukiet), wstążki (taką ilość wstążek!!!), magiczne różdżki (gdyby Aśka brała ślub przede mną, to zdecydowanie ściągnęłabym z niej ten pomysł!) i genialny kolor jej włosów.
Aśka i Bartosz to prawdopodobnie pierwsza para w GNPM, która zdecydowała się na amerykański (czyt. nie polski, w czterech brzydkich ścianach) "first look". Ilość emocji i magii, które mu towarzyszyły, doskonale widać na tych kilku zdjęciach, które krok po kroku, go pokazują! To doskonałe rozwiązanie, dla par, które do kościoła/urzędu/gdziekolwiek :) chcą wejść razem, a zależy im na wyjątkowym pierwszym spojrzeniu na siebie w tym dniu.
Zachwyca mnie to kipiące z tego wpisu szczęście (dziewczyny, spisujcie te wspomnienia, choćby dla samych siebie)! 
Chyba jeszcze nigdy w tej części i w tym cyklu nie zwracałam uwagi na fotografa. Dziś zwrócę, bo niezmiernie mnie cieszy, że zdjęcia, które trafiły do GNPM wykonała jedna z najlepszych w swoich fachu w Polsce - Kamila Piech :)

poniedziałek, 30 listopada 2015

Targi Ślubne Wedding, czyli o kilku powodach dla których warto zawitać w Warszawie

Potrzebuje wyjątkowo solidnej motywacji, aby z własnej woli wsiąść w autobus do Warszawy i spędzić w nim kilka godzin. Ostatnio zmotywowana jestem coraz częściej, tym bardziej, gdy do stoicy wzywają mnie dwa powody. Pierwszym, o którym dziś napiszę, były Targi Ślubne Wedding i moja mała lista punktów do odhaczenia ;)

Wychodzę z założenia, że najlepiej wykorzystane Targi to te na których swój pobyt dokładnie się zaplanuje. Przemyśli który pokaz się obejrzy, której prelekcji wysłucha, do których wystawców podejdzie (ja ćwiczyłam tekst: "Cześć. Jestem Milena, z bloga NPM, "byliście" u mnie na weselu.") i które suknie ślubne wygłaska ;)

Moja prywatna lista powodów dla których dotarłam na Targi Wedding:

1) Stadion Narodowy. A nawet jeszcze lepiej: Zimowy Narodowy!

To był mój pierwszy raz na stadionie i tak jak się spodziewałam (po doświadczeniach z różnego rodzaju targami na stadionie we Wrocławiu), to co ma związek ze sportem robi na mnie największe wrażenie. W połączeniu ze świątecznym klimatem - no cudo!
Od soboty to moja ulubiona lokalizacja targowa. Taki widok w gratisie jest bezcenny!
I teraz... wyobraźcie sobie pokazy sukien ślubnych na lodzie, przemarzniętych odwiedzających targi kręcących się gdzieś między stoiskami ogrzewanymi kominkami z palącym się drewnem... Bardziej zachwycona nie mogłabym być, więc... może ktoś, kiedyś na taką realizacje się odważy :)


2) Poznanie osób, które "wirtualnie" znam i z których usług korzystałam na swoim weselu.

Robimy Śluby, odpowiedzialni za moje zaproszenia.
Kojarzycie pierwsze (najpierwszejsze :)) zaproszenie ślubne w formie biletu lotniczego? Albo moje ulubione retro-western? To dzieła perfekcjonisty Krzyśka :)
Asia i Krzysiek na targach mówili o drukach ślubnych i wszystkim co tworzą poza zaproszeniami. Ja niestety na ich wystąpienie się spóźniłam, ale biegłam na tyle szybko, że zdarzyłam na chwile przed jego zakończeniem i nie miałam problemu z ich rozpoznaniem ;) Opłacało się, bo byli świetnym towarzystwem do spędzenia części targów :)

Woodbe, gry plenerowe!
Jedyni w Polsce, tak totalnie subiektywnie: odpowiedzialni za najlepszą atrakcje weselną jaką można sobie wyobrazić. Gdzieś w styczniu tego roku wysyłałam na targi za nimi niezawodną Natalię, w ten weekend miałam przyjemność poznać Ewelinę i Bernarda osobiście :)

Weselny Drink Bar i Radek :)
Radek, czyli osoba z branży z którą najwięcej rozmawiałam przed jego, a potem przed moim ślubem (no i w wywiadzie). Zawsze wirtualnie, więc z przyjemnością skorzystałam z okazji do spotkania na żywo (i wypicia truskawkowego drinka, bo nikt nie robi lepszych i  piękniejszych drinków niż jego ekipa ;)).

3) Obejrzenia sukni ślubnych: na stoiskach i na pokazach.

Jak przystało na osobę, która mieszka w mieście z gwiazdami (:P), do stolicy mam daleko i rzadko miewam okazję do obejrzenia na żywo sukni ślubnych, które wirtualnie mnie zachwycają. A gdy pojawia się taka okazja, to nie wolno jej zmarnować:)

Śmiałam się, że do Warszawy pojadę dla tych sukni, tylko po to, aby móc zobaczyć je na żywo. I prawdopodobnie tak było :) To zdecydowanie najpiękniejsze suknie, które można było zobaczyć na targach. Jako jedyne (wyłączając Moons) wyróżniały się na tle pozostałych, które czasem ciężko bez dodatkowej wiedzy przyporządkować do konkretnego projektanta (bo wszystko jest do siebie przerażająco podobne) :)

To duet, który zrobił niesamowitą konkurencję stadionowi ;) Jeśli na początku wmówiłam Wam, że najbardziej zachwycił mnie stadion, to teraz muszę się przyznać, że w tym przypadku szczęka opadła mi z zachwytu jeszcze niżej.
Przenieść na Targi Ślubne kawałek swojego świata to prawdziwa sztuka. Nie wyrzucać na kilka metrów kwadratowych wszystkiego co ma się do zaoferowania, a pokazać coś więcej, coś co poza sukienką "kupuje" klient: detale, pomysł, atmosferę, klimat jaki marka tworzy. Zaprosić do swojego świata i pokazać, że jest w nim tak pięknie, że zechce się tam zostać - najchętniej nie tylko na całe Targi, nie tylko na swój ślub, ale na zawsze :)
Wręcz marzy mi się, aby wszystkie stoiska na targach wyglądały tak perfekcyjnie! A to dopiero początek komplementów, bo... pokaz Moons podobał mi się najbardziej ze wszystkich (cudowna muzyka, bose modelki, tylko pięć sukni - tyle, aby się zachwycić, nasycić, a mimo to nadal chcieć więcej) i już zabieram się za pisanie listu do Mikołaja z prośbą o cudną biżuterię, która powstała przy współpracy Moons z FROU- FROU by Jola Gazda (na fanpage'u zobaczycie więcej zdjęć ze świata Moons na Targach).


Inne salony sukien ślubnych
Na swojej liście do sprawdzenia miałam kilka salonów z sukniami m.in. Rina Cossack, Sylwia Kopczynska, atelier na Dolnej vie de chateau (mój numer dwa jeśli chodzi o aranżacje stoiska).
Wniosek: Wrocław ma czego w tej dziedzinie Warszawie zazdrościć, bo każdemu salonowi, na etapie poszukiwania swojej sukni, warto się przyjrzeć :)

4) Pozostałe :)

Paprocki i Brzozowski - nigdy nie byłam fanką ich sukien ślubnych i nie rozumiałam co ludzie w nich widzą. Obecnie za największy ich atut można uznać to, że w przeciwieństwie do innych nie toną jedynie w koronkach.
Śluby na Sycylii - przyznam, że tu najbardziej interesował mnie cennik. W niektórych przypadkach jest zaskakująco dobry, w innych... mogący lekko zaboleć ;) Ale kusi ogromnie (mam piękny plan polecanie do Włoch na którąś rocznicę ślubu w celu ponownego złożenia przysięgi)!
AromaCorp - przy organizacji wesela dba się o zmysły swoje i gosci: wzroku (jest tak ładnie ;)), słuchu (muzyka), dotyku (taniec, życzenia), smaku (jedzenie), węchu (kwiaty?)... I o ten ostatni można zadbać piękniej i bardziej wyraziście. To świetna opcja dla wszystkich, którzy zmysł węchu mają wyostrzony i kochają się w zapachach :)
Sucre - makaroniki i lody naturalne. Te drugie pyszne, próbowałam.
Tort Artystyczny - świetne kształty, stworzone na eleganckie śluby (w większości ;)). Polecam obejrzenie ich galerii, robi wrażenie.
Mały gratis:
Paula Romanowska Photography - chyba najmilsza osoba na targach, byłam pod wrażeniem jej rozmów z potencjalnymi klientami :)

czwartek, 26 listopada 2015

Bridelle Style - recenzja i konkurs

Na "Bridelle Style" czekałam od kilku miesięcy. Czekałam tym bardziej, że jej wydaniem ekscytowała się, niemal każdego dnia, cała branża ślubna i tej zbiorowej ekscytacji nie dało się uniknąć (to troszkę tak jak z własnym ślubem, nie da się uciec od rozemocjonowanej rodziny). Ekscytacji, która jednocześnie wiązała się z ogromnymi oczekiwaniami.
Wiedziałam, że to musi być dobra książka, że jest wydawana przez ludzi, który wiedzą co robią i robią to doskonale. Ale... i tak przez głowę przemknęło mi pytanie: "A co ja tu napiszę, jeśli mi się nie spodoba?". Uff, na szczęście mi się spodobała ;)

To nie będzie typowa recenzja, to będzie kilka luźnych myśli, które nasunęły mi się po lekturze.

O wiedzy: Często odnoszę wrażenie, że w polskim, ślubno-weselnym, internecie jest ciągle to samo, także w zakresie prezentowanej wiedzy. Ja od dawna nie dowiedziałam się nic nowego, nic ciekawego i czasem mam poczucie, że marnuję swój czas. A ja bardzo lubię, gdy ktoś mi pokazuje, że niewiele wiem i od niego mogę się czegoś nauczyć. Tak miałam z "Bridelle Style", bo niby wiem, że motyw przewodni ślubu i wesela można wybrać sobie najdowolniej w świecie, ale tu miałam okazję przekonać się, że o stylach zawsze można dowiadywać się więcej :)

O braku tekstu: Lubię czytać, do tego stopnia, że z dużo większą przyjemnością oglądam fotoreportaże ze ślubów, gdy są odpowiednio opisane. Byłam przygotowana na to, że "Bridelle Styl" to będę zdjęcia, że tekstu dostanę tu niewiele. Tym co mnie zaskoczyło to fakt, że zdjęcia w zupełności zastąpiły mi jego "brak". Chyba po raz pierwszy w życiu ;)

O zdjęciach: Pisałam o tym na fanpage'u Magdy, napiszę i tu, bo nie czuję potrzeby bycia obiektywną i sprawiedliwą :) Wiem, że trzeba docenić Karolinę i Anię (i bardzo doceniam), że bez nich nie byłoby takiego efektu (a nawet więcej: nie byłoby książki), ale to zdjęcia dla mnie grają tu pierwsze skrzypce. Jestem pod ogromnym ich wrażeniem. Książka jest niezwykła i w mojej prywatnej opinii to w bardzo dużej mierze ich zasługa. Brawo Magda, niech się po anglojęzycznej publikacji bije o Ciebie świat :)

O sesjach i drobiazgach: Wiedziałam, że gypsy spodoba mi się najbardziej i chyba nawet nie starałam się zobaczyć czegoś równie niezwykłego w pozostałych. Genialna stylizacja i aranżacja, fenomenalne zdjęcia, boska Eliza i najlepszy w całości: łapacz snów w roli żyrandola z Manekinowo (mam w planie zamówić sobie identyczny, co z tego, że do niczego mi nie będzie pasował!).
Mały detal: 1) Bardzo fajne i praktyczne DIY. 2) Będąc na etapie urządzania własnego mieszkania nie mogłam nie zachwycić się niemal wszystkimi obrusami! Boskie są!

O czepianiu się: Lubie się czepiać. I zastawiałam się czy znajdę tu jedno zdanie, którego bardzo nie lubię, zdanie o najważniejszym dniu w życiu. 1:0 dla Bridelle, bo zdanie brzmiało: "jeden z najważniejszych" dni w życiu ;)

O wydaniu: Książka jest świetnie wydana. Jest PIĘKNA i chyba żadne słowo nie opisze jej lepiej. Z cudnym stronami rozdziałów, rozłożeniem treści i zdjęć (zapomniałam jak się to nazywa) i doskonałą każdą stroną. Taka... stworzona do głaskania (tak, głaskam książki), wąchania i podziwiania, ukradkiem, na półce :)

Podsumowując: Staram się uważać pisząc, że coś powinna mieć każda Panna Młoda, która i tak tonie w ilości ślubno-weselnych wydatków. Muszę jedna stwierdzić, że każda Panna Młoda powinna "Bridelle Style" przynajmniej obejrzeć (nawet jeśli jej ślub miałby kompletnie odbiegać od tego co tu znajdzie). Nich to rodzina pomyśli o całkiem praktycznym prezencie dla niej, a Wy dziewczyny... im to delikatnie zasugerujcie ;)

KONKURS!
 
Co możecie wygrać?

Egzemplarz książki "Bridelle Style".

Zadanie konkursowe:
Napisz list, od Panny Młodej, do Świętego Mikołaja. Poproś o "Bridelle Style" i wszystko co uznasz za potrzebne Ci do pełnienia roli Panny Młodej :)

Uwaga: Nie trzeba być przyszłą Panną Młodą, aby wziąć udział w konkursie. Można sobie to wyobrazić ;)

Kilka zasad i informacji:
1. Konkurs trwa od 26.11.2015 do 05.12.2015.
2. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone (przez Św. Mikołaja :P) 6.12.2015 na fanpage'u i blogu NPM pod wpisem konkursowym.
3. Każdy uczestnik może zamieścić tylko jeden komentarz konkursowy z odpowiedzią. Powinien to zrobić w koment
arzu pod wpisem konkursowym na blogu Niepoprawna Panna Młoda i podpisać się pod nim imieniem i adresem e-mail.
4. Fundatorem nagrody jest Bridelle.
5. Nagroda nie podlega wymianie na ekwiwalent pieniężny.


P.S. Ci, którzy nie wierzą w Św. Mikołaja książkę mogą samodzielnie (ewentualnie pisząc list do narzeczonego/męża/mamy/itp.) zamówić na www.shop.bridellestyle.pl.

Wyniki:

Bardzo podobało mi się to zadanie konkursowe. Tak bardzo, że pomyślałam o tym, aby takie konkursy organizować co rok. I tak bardzo, że miałam ogormny problem z wyborem zwycięzcy (a Mikołaj nie pomagał). Mam nadzieję, że wszystkie Wasze życzenia się spełnią - te zaprezentowane tu i te gdzieś ukryte. Trzymam kciuki za Mikołaja i za Was samych! A "Bridelle Style" wędruje do Marii.

środa, 25 listopada 2015

Targi Ślubne w Jeleniej Górze - mini relacja

Miesiące od listopada do lutego to spokojniejszy czas dla branży ślubnej, która odpoczywa od intensywnej pracy, nabiera sił na nowy sezon, a Pary Młode szykujące się do ślubów i wesel mają okazję poszukania inspiracji i usługodawców na Targach Ślubnych. Jako osoba pisząca o ślubach zauważam, że to w tych zimnych miesiącach, w których nie chce wychodzić się z domu, mam więcej zajęć i więcej miejsc, które warto odwiedzić.

W sobotę miałam okazję być na drugiej edycji Targów Ślubnych w Jeleniej Górze zorganizowanych przez W&E "Wedding & Event". Po raz pierwszy w roli eksperta, który ma coś o ślubach i weselach, najlepiej sensownego, powiedzieć :)

Odważyłam się (dziękuję za zaproszenie!), bo robię się coraz odważniejsza ;) Przeżyłam. Nie zapadłam się po ziemię i miałam małą frajdę. Frajdę z tego, o czym wspominałam na fb. Zawsze zazdrościłam parom, które wspólnie pracowały. Wiedziałam, że mnie to nigdy nie czeka, ale... Od maja tego roku PM spędzał całe tygodnie w pracy przy Galerii Nowy Rynek w Jeleniej Górze (i to powód dla którego nie dojechaliśmy jeszcze na sesję poślubną :)), a w sobotę ja zawitałam w tym budynku ze ślubnymi tematami. To (było) prawie jak moje wymarzone razem ;)

Poza mną na Targach można było posłuchać ekspertów z branży ślubnej, odwiedzić stoiska kilkudziesięciu wystawców, posłuchać zespołu weselnego i kwartetu smyczkowego, obejrzeć pokazy tańca (m.in. występ pań tańczących w chustach z dziećmi - rewelacja!), obejrzeć pokazy mody ślubnej damskiej (zauroczyła mnie sukienka, która skojarzyła mi się z latami 20.) i męskiej oraz koktajlowej.

Filmową relację z targów możecie zobaczyć na fanpage'u chłopaków z Ślub w Karkonoszach.

piątek, 20 listopada 2015

Skandynawsko, naturalnie, normalnie!

Przeglądając ślubno-weselne reportaże za każdym razem zwracam uwagę na coś innego: ludzi, ich energię, ciekawe pomysły i rzeczy, które widzę gdzieś po raz pierwszy, piękne sale, itd. Tym razem zachwyciły mnie dekoracje. Jakie?

Proste, nietrudne do samodzielnego wykonania, prawdopodobnie niedrogie i potrzebujące jedynie klimatycznego wnętrza w tle. Złożone z lampek i lamp (im różniejszych, tym lepiej), słoików i butelek, świeczek i balonów z napisem LOVE, niedobranych "pod komplet" krzeseł. Z prosto ozdobionym stołem i roślinami, których nikt nie stara się oswoić i narzucić im swojej definicji "ładnych kwiatków" (bo naturalne są najładniejsze). Z drewnem i cegłą, które są tłem doskonałym, bo surowym i też naturalnym ;)

Zwróćcie uwagę na salę. Na jej stronie można przeczytać: "Lubimy normalność, naturę, skandynawską prostotę. Lubimy miejsca z duszą, historią, klimatem.". Dokładnie to o czym czytamy widać na zdjęciach, które doskonale pokazują to co w tym weselu najpiękniejsze. 

Trzy zdania o Parze Młodej? Panna Młoda ma cudowną sukienkę, piękne druhny, trampki na sesji, maszyna do pisania (księga gości?) i tort - pomysłowy i wyglądający tak apetycznie, że od patrzenia na niego mam ogromną ochotę na coś słodkiego.

Zdjęcia: Dorota Koperska Photography
Sala: Kotulińskiego6
































czwartek, 19 listopada 2015

Dla tych przed, w trakcie i po, czyli profesjonalnie o seksie [+ konkurs z Sex & Love School]

Niejednokrotnie wspominacie, że poza tematem ślubów i wesel interesuje Was także to co jest po nich. To troszkę wykracza poza tematykę bloga, ale dziś mam dla Was coś co jest ważne dla wszystkich: tych przed, tych w trakcie i tych po :) Co takiego? Pojawiający się coraz częściej na blogu: temat seksu i edukacji seksualnej, z wyjątkowym prezentem do wygrania :) Zainteresowane?

Jakiś czas temu dostałam propozycję uczestnictwa w kursie Sex & Love School, dla mnie i jednej z moich czytelniczek. Nastąpiły trzy sekundy wahania i zastawienia się czy mnie to nie przeraża. Cóż, lekko przeraża, ale jednocześnie kręci i intryguje, podobnie jak jazda na nartach :) Więc próbujemy!

W czyje ręce oddałybyście się decydując się na udział w konkursie z kursem
Sex & Love School do wygrania? Kim jest Karo Akabal, osoba, która go stworzyła? 
Licencjonowanym sex coachem, edukatorką seksualną dla dorosłych, trenerką komunikacji intymnej. Wydawcą Sex & Love TV i założycielką Sex & Love School. Więcej o Karo znajdziecie tu.
Ja pierwszy raz z Karo Akabal "spotkałam" się przy lekturze książki „Seks. Pozycja dla praktykujących" Joanny Mielewczyk (tu znajdziecie wpis na niej oparty), gdzie Karo była jednym z wypowiadających się ekspertów. Później, przeglądając program Wedding Show, zobaczyłam, że Karo prowadzi warsztat i wystąpi w panelu eksperckim.  Błyskawicznie zapisałam się na ten pierwszy, którym byłam zachwycona (jak widać tu) i żałowałam, że na drugi zabraknie mi czasu. Te dwa pierwsze spotkania sprawiły, że Karo w moich oczach jest ekspertem z fachową wiedzą.

Rozjaśniając dalej. Co to takiego Sex & Love School?
Sex & Love School to pierwsza w Polsce Szkoła Seksu i Miłości dla kobiet. Kobiet, które chcą odkryć siłę swojej kobiecości, zgłębić tajniki Ars Amandi, żyć pełnią życia, zgodnie z mottem promującym Szkołę - #ChceMiSię. To miejsce w którym kobiety mogą poczuć się bezpiecznie, otworzyć, popracować nad sobą swoimi relacjami intymnymi, zwiększyć pewność siebie, świadomość swojego ciała i swojej seksualnej energii. To szansa na rozwój osobisty, który jest ważny, a o którym zapomina się goniąc za tym co zawodowe i biznesowe, a także na trochę inne przygotowanie się do nocy poślubnej.
Tym co mnie bardzo spodobało się w założeniach szkoły jest fakt, że nauka w niej zaczyna się od podstaw, pozwala przechodzić na kolejne etapy. Każda kobieta sama decyduje o swojej aktywności na zajęciach online, w których może uczestniczyć także anonimowo.
Więcej o Szkole możecie przeczytać na jej stronie internetowej: www.school.karoakabal.pl

I najważniejszy element wpisu - KONKURS!

 
Co możecie wygrać?
Trzymiesięczny kurs w Sex & Love School, który potrwa od 24 listopada do 14 lutego :)
Zajęcia obejmują:
- webinary z Karo i ze społecznością Szkoły,
- ćwiczenia indywidualne,
- ćwiczenia w dedykowanych grupach na specjalnie stworzonej platformie interaktywnej,
- cykl tematycznych lekcji video.
Wszystko odbędzie się w trybie online, więc to gdzie mieszkacie nie ma najmniejszego znaczenia.

Pytanie konkursowe:
Krótko i na temat: Jak dbacie o intymne relacje w swoim związku?

Kilka zasad i informacji:
1. Konkurs trwa od 19.11.2015 do 22.11.2015.
2. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone najpóźniej w poniedziałek z samego rana na blogu i na fanpage'u NPM pod wpisem konkursowym.
Proszę o sprawdzenie wyników zaraz po przebudzeniu, bo zależy nam na tym, aby jak najszybciej poinformować zwycięzcę o wygranej i dostać od niego dane niezbędne do zapisu na kurs (imię, nazwisko, adres emailowy).
3. Każdy uczestnik może zamieścić tylko jeden komentarz konkursowy z odpowiedzią. Powinien to zrobić w komentarzu pod wpisem konkursowym na blogu Niepoprawna Panna Młoda i podpisać się pod nim imieniem i adresem e-mail.
4. Fundatorem nagrody jest Sex & Love School.
5. Kurs Sex & Love School skierowany jest do dorosłych kobiet w każdym wieku. Całość kursu odbywa się przez Internet.
6. Nagroda nie podlega wymianie na ekwiwalent pieniężny.


WYNIKI:
Serdecznie dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Nagroda wędruje do Magdy :)