![]() |
| tuoabito |
Dawno, dawno temu, bo w lipcu, dostałam od pewnej M emaila zatytułowanego "też jestem... niepoprawna!". Jak się domyślacie, email musiał mieć niezwykłą treść, skoro o nim dziś, w rocznicę utworzenie NPM, wspominam. M pisała mi o swoim podejściu do ślubu, o ślubie jednej z bliskich jej osób i w finale o swoich przygotowaniach... Niby tak jak wszyscy, a jednak inaczej. Bo M nie chodziło o to jak bardzo jej pomysł odbiega od tradycji, jak niezwykle nietypowy i oryginalny jest, ale o to jak bardzo ten pomysł jest nieakceptowany przez innych ludzi. Ile przykrych komentarzy, nieprzyjemnego zdziwienia, niezrozumienia i wręcz nietolerancji wywołuje. No bo jak można tak... inaczej?
"Takie niestandardowe podejście nie jest szanowane ani przez
najbliższych, ani przez znajomych... i to mnie boli najbardziej. Jest to
ważny dzień w moim życiu, a inni nie potrafią nawet przemilczeć faktu,
że chcemy, aby byli jego częścią..."
Kto wie jak trudno być Niepoprawnym? Kto choć raz musiał powtarzać wszystkim dookoła "Nie, nie będę robić tak jak wszyscy, zrobię to po swojemu."? Ja się chyba nauczyłam odmawiając picia alkoholu i teraz wręcz mnie skręca na myśl, że miałabym robić coś niezgodnie ze sobą.
W przeciągu ostatniego tygodnia kilka razy usłyszałam: "Ale jak to? To bez sensu...", "I tak nie będzie Ci się to wesele podobało. I tak inni zrobią coś po swojemu.", z ironią "Myślisz, że wprowadzisz coś nietypowego?", "Po co to oglądasz, skoro i tak nie będziesz tego miała?"... To tylko kilka, ocenzurowanych, cytatów. Jak widać to był wyjątkowo ciężki tydzień, zwłaszcza, że słyszałam to od bardzo bliskich osób...
I muszę dziś wyjątkowo mocno zgodzić się z M. Bo nie jest dobrze, gdy goście zamiast cieszyć się z zaproszenia mówią, że im taki pomysł na wesele się nie podoba. Jakim prawem? Inny gust, inne oczekiwania? To za mało, aby zabierać się za krytykowanie czyichś pomysłów i czyjegoś, długimi miesiącami planowanego, dnia. Bo nie jest dobrze, gdy słyszy się "Odpuść, daj się szantażować." (to nie jest to co ktoś mówi, to jest to co ja słyszę :P). Szantaż to szantaż - jeśli ktoś mówi "Nie przyjdę na wesele.", "Wpędzisz mnie tym do grobu", to jest to szantaż. Bo jest tragikomicznie, gdy osoba lecząca ból głowy spacerem, przed spotkaniami z innymi myśli o tym, że może powinna udać się do apteki po tabletki na uspokojenie... ;)
Bardzo... Troszkę... Albo po prostu trudno być "Niepoprawnym" w rozumieniu innych ludzi. Bo sami w głowie nigdy nie damy sobie takie etykietki, dla nas wszystko to jest normalne. Dziwne i niepoprawne jest dla innych, czasem bliskich, tych, którzy nie patrzą na świat naszymi oczami.
Dziś, z okazji roczku NPM :) i jednocześnie święta każdej Niepoprawnej Panny Młodej chciałam napisać Wam o tym, że nie jest łatwo myśleć inaczej niż reszta. Są osoby, którym ze względu na specyficzne otoczenie jest dziesięć razy trudniej. Doskonale rozumiem jak może takiej NPM łamać się serce, gdy jej mama płacze na widok jej sukienki i nie są to łzy filmowego wzruszenia. Gdy ojciec odmawia jej poprowadzenia "w tym paskudztwie" do ołtarza... I doskonale wiem jak niedobrze (dosłownie) robi się na myśl "A może odpuszczę i zrobię to tak, aby inni się cieszyli.". Więc... Odwagi dziewczyny! Wytrwałości! Siły! Poczucia, że wiecie co robicie, że warto przez największe W. I przynajmniej jednej osoby, która Was doskonale zrozumie i poprze. A na samym końcu, w tym dniu, całej zachwyconej Waszym dniem sali, albo przynajmniej... zachwytu w oczach Waszej dwójki. Wiem, że nie będzie łatwo, ale ciągle myślę, że warto i szalenie mocno trzymam kciuki!
Jak się czuję po roku? Tak jakbym zatoczyła koło i wróciła do punktu wyjścia. Nadal nieoswojona, nadal dzika i nadal niepoprawna ;)
Kto wie jak trudno być Niepoprawnym? Kto choć raz musiał powtarzać wszystkim dookoła "Nie, nie będę robić tak jak wszyscy, zrobię to po swojemu."? Ja się chyba nauczyłam odmawiając picia alkoholu i teraz wręcz mnie skręca na myśl, że miałabym robić coś niezgodnie ze sobą.
W przeciągu ostatniego tygodnia kilka razy usłyszałam: "Ale jak to? To bez sensu...", "I tak nie będzie Ci się to wesele podobało. I tak inni zrobią coś po swojemu.", z ironią "Myślisz, że wprowadzisz coś nietypowego?", "Po co to oglądasz, skoro i tak nie będziesz tego miała?"... To tylko kilka, ocenzurowanych, cytatów. Jak widać to był wyjątkowo ciężki tydzień, zwłaszcza, że słyszałam to od bardzo bliskich osób...
I muszę dziś wyjątkowo mocno zgodzić się z M. Bo nie jest dobrze, gdy goście zamiast cieszyć się z zaproszenia mówią, że im taki pomysł na wesele się nie podoba. Jakim prawem? Inny gust, inne oczekiwania? To za mało, aby zabierać się za krytykowanie czyichś pomysłów i czyjegoś, długimi miesiącami planowanego, dnia. Bo nie jest dobrze, gdy słyszy się "Odpuść, daj się szantażować." (to nie jest to co ktoś mówi, to jest to co ja słyszę :P). Szantaż to szantaż - jeśli ktoś mówi "Nie przyjdę na wesele.", "Wpędzisz mnie tym do grobu", to jest to szantaż. Bo jest tragikomicznie, gdy osoba lecząca ból głowy spacerem, przed spotkaniami z innymi myśli o tym, że może powinna udać się do apteki po tabletki na uspokojenie... ;)
Bardzo... Troszkę... Albo po prostu trudno być "Niepoprawnym" w rozumieniu innych ludzi. Bo sami w głowie nigdy nie damy sobie takie etykietki, dla nas wszystko to jest normalne. Dziwne i niepoprawne jest dla innych, czasem bliskich, tych, którzy nie patrzą na świat naszymi oczami.
Dziś, z okazji roczku NPM :) i jednocześnie święta każdej Niepoprawnej Panny Młodej chciałam napisać Wam o tym, że nie jest łatwo myśleć inaczej niż reszta. Są osoby, którym ze względu na specyficzne otoczenie jest dziesięć razy trudniej. Doskonale rozumiem jak może takiej NPM łamać się serce, gdy jej mama płacze na widok jej sukienki i nie są to łzy filmowego wzruszenia. Gdy ojciec odmawia jej poprowadzenia "w tym paskudztwie" do ołtarza... I doskonale wiem jak niedobrze (dosłownie) robi się na myśl "A może odpuszczę i zrobię to tak, aby inni się cieszyli.". Więc... Odwagi dziewczyny! Wytrwałości! Siły! Poczucia, że wiecie co robicie, że warto przez największe W. I przynajmniej jednej osoby, która Was doskonale zrozumie i poprze. A na samym końcu, w tym dniu, całej zachwyconej Waszym dniem sali, albo przynajmniej... zachwytu w oczach Waszej dwójki. Wiem, że nie będzie łatwo, ale ciągle myślę, że warto i szalenie mocno trzymam kciuki!
Jak się czuję po roku? Tak jakbym zatoczyła koło i wróciła do punktu wyjścia. Nadal nieoswojona, nadal dzika i nadal niepoprawna ;)
Zaciskam zęby, spadam i udaję, że lecę... A nawet więcej: ja w to wierze!

