W sobotę byłam na Gali Szlachetnej Paczki we Wrocławiu. Gale polegają na tym, że wszyscy wszystkim dziękują, a potem jest afterparty. I właśnie to afterparty uświadomiło mi, że mam genialny pomysł na wesele.
Byłam pod
OGROMNYM wrażeniem tego jak bawią się ludzie, którymi wystarczy trochę pokierować
;), a nie jedynie puścić im muzykę i kazać pląsać w dwójkach. Wystarczy
zatrudnić (lub znaleźć wśród znajomych) kogoś pomiędzy wodzirejem, a tancerzem
(takie 2 w 1, ale profesjonalne) i poprosić o przygotowanie kilku tańców,
których można nauczyć gości. Taka nauka (grupowych tańców, to ważne) mogłaby
odbywać się raz na dwie godziny, nikt wtedy nie byłby zmęczony intensywnością nietypowych
atrakcji, a miałby okazję do wspólnej zabawy i integracji z innymi gośćmi. Gdyby
jeszcze wymieszać klasyczne tańce z czymś zabawnym (ale nie tandetnym), to byłby
wieczór idealny ;)
Co o tym myślicie?
Byliście kiedyś na weselach/imprezach na których były organizowane
"zajęcia z tańca"?