Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nietypowy ślub. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nietypowy ślub. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 maja 2015

Galeria Niepoprawnych Panien Młodych: Joanna

Historia Joasi:

1) Bardzo bardzo subiektywny i przydługi opis ;)

 
Zacznę od tego, że ostatnie dwa tygodnie przed ślubem, czyli czas od początku lutego był dla nas bardzo ciężki, Michał tak bardzo się stresował, że był po prostu NIE DO WY-TRZY-MA-NIA. Myślałam, że zwariuję, dopiero dzień przed ślubem wszystko się jakoś unormowało, a po jest już nawet lepiej niż kiedykolwiek było ;)

Michał jest spod Warszawy, więc przyjechał do Białegostoku dopiero na dzień przed ślubem, przyjechał po mnie i pojechaliśmy załatwiać jakieś ostatnie rzeczy. Wieczorem pojechaliśmy do Pięciu Dębów, aby Michał zostawił swoje rzeczy i abyśmy mogli razem poćwiczyć taniec. Na miejscu było już z dwadzieścia osób ze strony Michała. Wszystkim bardzo podobało się miejsce, sala, wyściskali nas, jeden mówił przez drugiego jak mu tu dobrze i pięknie, i że nie może doczekać się ślubu :) To na bardzo fajnie nastawiło :) Później z godzinkę potańczyliśmy, miałam na sobie już halkę, która zdecydowanie utrudniała ruchy, a jeszcze później pojechaliśmy do spowiedzi, po czym Michał odwiózł mnie do domu, a sam wrócił do hotelu rozstawiać winietki i ustawiać plany stołów. Ja wyszłam na spotkanie z przyjaciółkami, które na co dzień mieszkają za granicą ;) Usłyszałam wspaniały komplement - że jestem taka, taka normalna, nie stresuje się, nie wariuje, tylko jestem taka ja zawsze :) Wróciłam po 23 i przed północą położyłam się spać :) Spałam jak zabita do 5.40, obudziłam się, kiedy mama weszła, żeby zamknąć drzwi od mojego pokoju, szła się kąpać i nie chciała mnie zbudzić. Jak tylko się obudziłam, dostałam jakiegoś ataku stresu, który trwał na szczęście bardzo krótko, bo z jakieś 20 minut, dopóki nie wstałam z łóżka. Później już do końca byłam spokojna :) Mój Michał podobno nie spał do 4 rano ze stresu ;) A śmieliśmy się przed ślubem, że to ja jestem panikara i pewnie moje emocje dadzą czadu, a on będzie spokojny :)

Przed 8 wyszłam do fryzjerki, zrobiła mi herbatkę, pogadałyśmy, jak skończyła mnie czesać, przyjechali do salonu Michała Rodzice z Siostrą, dziewczyny zostały na czesanie, a Tata odwiózł mnie na makijaż. Tam już była moja mama :) Pani Ania, która mnie malowała,  jest wspaniałą osobą! Dzięki niej nie stresowałam się już nic a nic, bardzo miło spędziłam czas, a makijaż przeszedł moje najśmielsze oczekiwania :) Wyglądałam naprawdę zimowo, szkoda tylko, że śniegu nie było ;)

Tylko zdążyłyśmy z Moją Mamą wrócić do domu, przyjechali fotograf z kamerzystą- Justyna i Łukasz. Naprawdę wspaniali ludzie, byli zachwyceni spersonalizowanymi wieszakami, dodatkami, ale szczególnie to moją Mamą :D Współpracowało nam się genialnie :) Zadzwoniłam po świadkową, szybciutko przybiegła i pomogła mi się ubrać :) Kiedy ekipa pojechała, Mama pobiegła do Kościoła zobaczyć jak dekoracje i czy wszystko gra, a my z Ewą (świadkową) i moją Chrzestną się relaksowałyśmy, przebrałam się na szybko w dżinsy, zrobiłam sobie maskę na dłonie - w zimie mam zawsze bardzo wysuszone, i łyknęłam sobie trochę cytrynówki, z którą przyszła Ewa ;) Mama szybko wróciła, powiedziała, że wszystko w porządku, że Michała brat cioteczny z narzeczoną już się rozstawiają w Kościele (zajęli się oprawa muzyczną), księża już przyjechali, a kwiaty są przepiękne :)

Około 15 przyjechał Michał :) A w zasadzie to przed nim zeszła się rodzinka, Jego (już Nasi ;)) Rodzice, Rodzeństwo, Chrzestna z Mężem i dziećmi, Babcia. No i nadszedł mój Ukochany :) Przywitaliśmy się, poprosiliśmy o błogosławieństwo. Moja bardzo zestresowana Mama odczytała fragment z Pisma Świętego i rozpoczęła błogosławieństwo, po kolei Rodzice, Chrzestne (Chrzestni troszkę nawalili, mój przyjechał, ale tylko na ślub, a Michała nie mógł dojechać), no i Babcia :) Bałam się, że się wzruszę i popłaczę, jednak ciągle się uśmiechałam i byłam po prostu przeszczęśliwa :)  Pojechaliśmy do Kościoła :) Gdy podpisywaliśmy dokumenty, przyszedł ksiądz, który miał odprawiać Mszę, mój dobry przyjaciel, uspokoił nas :) Przyszedł też Michała znajomy Misjonarz- przywitać się :) Ogólnie było 8 księży ;) Dwóch moich przyjaciół, 5 misjonarzy z Michała stron i jeden ksiądz z mojej parafii :) To wszystko było niesamowite! Dodatkowo w tym samym czasie, moje dzieciaki z pracy (pracuję w domu dziecka u Sióstr Zakonnych w Warszawie) modliły się za nas, a także znajomi misjonarze w Krakowie odprawiali Mszę w naszej intencji :) Błogosławieństwa Bożego mamy po prostu tyle, że nie możemy tego schrzanić ;))

Poczekaliśmy z tyłu Kościoła na księdza, aż przyjdzie nas przywitać, a w między czasie rozejrzeliśmy się po Kościele. Jak zobaczyłam mojego 3-latka, chrześniaczka, miałam ochotę pobiec i go wyściskać :) Na szczęście się opanowałam i tylko do niego pomachałam ;) Zobaczyłam koleżankę, która już płakała ;) Wreszcie nadszedł Ksiądz, przywitał nas bardzo serdecznymi słowami i poszliśmy za nim do ołtarza :) Msza była niesamowita, kazanie skierowane konkretnie do nas, to był jedyny moment, w którym ledwo opanowałam łzy, ksiądz wspomniał o Moim Tacie, który nie żyje i to mnie kompletnie rozłożyło na łopatki. Narzeczona Michała Brata ciotecznego śpiewała Ave Maria, niesamowite było też to, że jest Szkotką, a uczyła się specjalnie polskiej wymowy, by pieśni śpiewać po polsku :) Na znak pokoju rozdzieliliśmy się, ja poszłam do naszych Rodziców i Bliskich, Michał do Księży ;) Zobaczyłam to dopiero jak już wracałam do klęcznika :) Cała Msza trwała ponad godzinę, druga Panna Młoda już się niecierpliwiła ;) Kiedy wychodziliśmy, zdążyliśmy na szybko złożyć tej Parze życzenia :) Nie mieliśmy życzeń pod Kościołem, podeszły do nas jedynie te osoby, które nie mogły przyjechać dalej na wesele, wyściskały nas, życzyły wszystkiego najlepszego. Moje dwie przyjaciółki wykorzystały moment i szybko do mnie podbiegły, powiedziały, że przepraszają, ale musiały mnie już teraz wyściskać :) Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy ze Świadkami do Mojego Taty na cmentarz :) Najpiękniejszy komplement jaki otrzymałam, już po ślubie, był związany właśnie z uroczystością w Kościele :) Koleżanka powiedziała mi, że byłam tak opanowana i spokojna, że wyglądałam jakby to miejsce było dla mnie stworzone, jakbym była we właściwym miejscu, we właściwym czasie u boku właściwej Osoby :)

Po krótkiej rozmowie z Tatą pojechaliśmy do Pięciu Dębów, tam w Karczmie, czyli na Sali obok, trwała już jakaś impreza ;) Ludzie zaczęli śpiewać nam sto lat i bić brawa :) Ewa śmiała się, że nie chciałam „harmoszki” to chociaż pod salą mam „harmoszkę” ;) To było bardzo miłe ze strony tych ludzi :) Poczekaliśmy z Michałem aż goście zejdą się do Sali i wyjdą do nas Rodzice, przywitali nas chlebem solą i wodą :) Stłukliśmy kieliszki, a Michał przeniósł mnie przez wszystkie progi aż do parkietu ;) Przywitał nas zespół, wypiliśmy szampana i przyszedł czas na życzenia ;) Było tylko 82 gości, a trwały bardzo długo :) To był bardzo miły czas i niesamowite przeżycie :) Po życzeniach usiedliśmy do zupki, wybraliśmy krem z marchwi i to był świetny wybór! Zupa była kapitalna! Nawet Michała Tata, który jest kucharzem i nie cierpi kremowych zup, był zdziwiony i przyznał, że bardzo mu smakowała :) Po zupie uciekłam z Ewa i Moją Mamą na górę, do pokoju, wyjąć koło z halki, zmienić buty i trochę się ogarnąć przed pierwszym tańcem ;) Wróciłyśmy, zjadłam pierwsze danie, nie cierpię grzybów, a były to polędwiczki w sosie z borowików i zjadłam wszystko! Kucharza mają naprawdę na medal :) Po daniu odtańczyliśmy swoje ;) Michała Siostra skombinowała nam konfetti, którego się nie spodziewaliśmy ;) Ja trochę pomyliłam na początku kroki, ale nikt oprócz nas się nie zorientował i… po wszystkim trochę już odetchnęłam :) Potańczyliśmy chwilkę, rozeszliśmy się do gości, przyjechał FotoKredens, też super sprawa, większość naszych gości, którzy biorą ślub w tym roku- a mamy przed sobą w tym roku tych ślubów aż 12!- chcieli na nich namiary ;) A obsługa zawołała nas na deser ;) Mieliśmy tez wliczonego w koszt Sali Barmana z drink barem, on to dopiero robił furorę! Właściwy człowiek we właściwym miejscu :) Bardzo też dbał o to, żebyśmy z Michałem byli zadowoleni i aby nic nam nie brakowało :) Chciał mi nawet zanieść picie i kwiaty na górę do pokoju ;)

Kolejnym ważniejszym punktem było podziękowanie Rodzicom, my postanowiliśmy podziękować jeszcze Babci i Naszym Chrzestnym. Nie przygotowywaliśmy żadnej mowy wcześniej, a wyszło super, i bardzo zabawnie i wzruszająco :) Miałam łzy w oczach, kiedy mówiłam do Mojej Mamy, to był drugi moment tego dnia, kiedy te łzy mnie dopadły…

Później były oczepiny, welon złapała moje najlepsza przyjaciółka, co było o tyle zabawne, że wcześniej rozmawiałyśmy o tym, że śmiesznie by było, jakby tak się stało ;)  Zabawy były bardzo fajne, kulturalne i zabawne :) Mężczyźni tańczący do jeziora łabędzi, gdzie działo się wszystko, podrzucali się w powietrzu, latali pomiędzy swoimi nogami, no po prostu było niesamowicie :D Nawet Piotrek z zespołu nie mógł się pohamować ze śmiechu :DDD

Później był tort i dalej tańce ;) Goście bawili się do 4 rano i chcieli przedłużać imprezę, jednak ja już nie dałam rady i bardzo cieszyłam się, że Piotrek nie zgodził się na to wydłużenie :) Po wszystkim poszliśmy z Michałem jeszcze do moich przyjaciółek do pokoju obok, pogadaliśmy troszkę i wróciliśmy do siebie. Była już 6 rano, zasnęliśmy wtuleni w siebie, już jako małżeństwo ;) O 7.30 Michał zarządził pobudkę :D Powiedział do mnie „Żono” chyba z 10 razy, był bardzo dumny :D Szybko się umył i poszedł budzić gości, którzy nocowali z nami w hotelu. Ja też się ogarnęłam i zeszłam na dół, śmiałam się jak zobaczyłam mojego Męża- bez skarpetek, w płaszczu, bez obrączki :D Zabrałam klucz ze sobą, jak wychodziłam i nie miał jak wejść :DD Do 12 posiedzieliśmy przy śniadanku, rozmawialiśmy, Michała Brat grał na gitarze, śpiewaliśmy :) i rozjechaliśmy się do domów ;)


Chciałam napisać wszystko w wielkim skrócie, trochę rzeczy pominęłam, a i tak się rozwlekłam, za co bardzo przepraszam ;)

2) Nietypowe/niepoprawne:


- zimowy ślub, mimo początkowego niezadowolenia i wątpliwości, zwłaszcza mojej Mamy ;),
- 8 Księży odprawiających Mszę Świętą,
- ślub był taki nasz- czytania, czytaliśmy my z Michałem, kazanie głosił nasz przyjaciel domu, tych 8 księży to zarazem bliskie nam osoby, oprawą muzyczną zajęli się Michała brat cioteczny z narzeczoną,
- usługodawcy: fotograf i kamerzysta zostali naszymi przyjaciółmi ;) i wprowadzili taką atmosferę, że nie dało się stresować :),
 - Pani Aniela szyjąca cuda- przewspaniała kobieta, która wkłada  ogrom serca w swoja pracę, ratowała mnie na dwa dni przed ślubem,
- Pani Ania- makijażystka, dzięki, której to jak wyglądałam przerosło moje oczekiwania, a przy tym rozmowa z nią rozwiała resztki stresu,
- wspaniali gospodarze- właściciele naszej Sali i wielu wielu innych; wszyscy, którzy byli zaangażowani w nasz ślub okazali nam dużo serdeczności i jesteśmy im bardzo wdzięczni :),
- zapraszaliśmy jedynie te osoby, na których obecności nam zależało i które są nam rzeczywiście bliskie, nie ulegliśmy presji zapraszania „bo wypada".

3) Rady dla Przyszłych Panien Młodych:

Słuchajcie, wszyscy mówią - nie ma co się stresować, korzystajcie z tego dnia, ile się da, bo on się już nie powtórzy- i muszę Wam powiedzieć/ napisać, że to rzeczywiście prawda. Ten dzień mija momentalnie, jest tak piękny, że chciałoby się go zatrzymać, nie ma co tracić czasu i sił na nerwy. Otaczajcie się ludźmi, którzy są Wam przyjaźni, którym na Was zależy i cieszcie się chwilą i tym, że od tego dnia Wasze życie będzie wspólne :) Wszystkie radości i smutki będą wspólne :) a po ślubie jest cudownie ;)


Zdjęcia i film: Inspiracja





















Joanna+Michał I Highlights
from INSPIRACJA on Vimeo.


Kilka zdań od NPM:
Uwielbiam zimowe śluby. Nawet jeśli nie ma na nich morza śniegu, to są ciepłe "koce" (i na sesję i zamiast strasznych futerek), nauszniki, rękawiczki, często nietypowe bukiety... Wszystko nietypowe i... przytulne.
8 Księży odprawiających Mszę Świętą? Modlitwa w innym kościele? Wow! Są aspekty przy ślubie i weselu z którymi można szalec, przy których można przesadzać... I chyba nie ma nic piękniejszego niż robić to wykorzystując do pomocy ogromne ilości bliskich i ważnych ludzi :) Niesamowicie tego Wam zazdroszczę :)
Ach, i boska koszulka!!! :)

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Galeria Niepoprawnych Panien Młodych: Maria

Historia Marysi: 

Od czego by tu zacząć… Może od naszej postawionej na głowie historii, która od początku zaczęła się od tradycyjnego końca ;) Najpierw byliśmy „MY” zakochani potajemnie na „rodzinnym” rejsie mazurskim (nasze mamy przyjaźnią się od 40 lat). Po trzech latach na świecie pojawiła się nasza córka, Róża (23.06.2010 – dzień taty), dwa lata później ślub cywilny (26.05.2012 – dzień mamy), ślub kościelny planowaliśmy na dzień dziecka 2014, ale ze względów organizacyjnych – 21.06.2014 i też fajnie - blisko nocy świętojańskiej… I tu się zaczęło… burza mózgów wśród zakręconych najbliższych - noc kupały, karczma, krajobraz, może jakaś woda? Wianki!!! Zaczęło być „niepoprawnie” ;) Ale w podpunktach, tak jak to mi się spodobało u jednej z NPM.
Zresztą u nas niepoprawność płynie we krwi – ślub cywilny zorganizowaliśmy w stylu lat 20. – każdy z gości był w stroju z epoki z cudownymi rekwizytami!

Przygoda z FolkDesign, czyli podróże pod samiuśkie Tatry:
Wiedzieliśmy, że to będzie góralskie wesele. Darek pochodzi z Żywca, cała jego rodzina związana od pokoleń z górami, nasz temperament – tak musiało być, nie inaczej. Zaczęłam szukać sukni, we wszystkich czułam się źle, „księżniczkowato”, choćby nie wiem jak swobodne były. Czułam się w nich jak w przebraniu, jakbym przebierała się za księżniczkę, a przecież nią nie jestem! Szukając inspiracji w internecie trafiłam na twórczość pani Anety Larysy Knap, która po pierwszej wizycie w jej studiu skradła mi serce. Wiedziałam, że to ona zaprojektuje moją wymarzoną suknię ślubną, oj ona również jest bardzo „niepoprawna” :) w najlepszym znaczeniu tego słowa. Przymierzając przykładowy gorset uszyty „z chusty góralskiej” poczułam, że to to: wygodnie!, elegancko, z pazurem! Do tego koszula z akcentami dla PM… A uszyciem spódniczki w stylu Cleo ;) dla Róży zajęła się Babcia.

Jak wyglądał ten dzień:
Przygotowania: Mieszkamy w jednym domu z Teściami, więc ja ubierałam się u nas w mieszkaniu na dole, Mąż na górze. Róża biegała między nami ;) Przyjechał kamerzysta, przyjechał fotograf z żoną (serdeczni przyjaciele, z żoną Magdą znamy się od mazurskiej „piaskownicy”) - było wesoło, bez stresu i na luzie. Cieszyłam się, że wszystkie bliskie mi osoby są obok mnie, razem. Magda miała jasną sukienkę, tak jak moje druhny (które w domyśle miały być mężatkami jak ja ;)), więc się jej zapytałam czy chce być kolejną druhną, a ona: „Oczywiście!” i tak z łapanki, ale bardzo serdecznie stanęła tego dnia jeszcze bliżej mnie :) Wesoła atmosfera udzieliła się mojej przyjaciółce, która zawsze jest na bakier ze wszystkimi „kobiecymi upiększankami” i spytała mnie, będącą już w sukni ślubnej, czy jak zwykle pomaluję jej paznokcie na czarno :P Nietypowe było moje „pojawienie się”, czyli nasz spotkanie. Poprosiliśmy, aby wszyscy już się zebrali w pokoju u Rodziców na błogosławieństwo, a Darek poszedł do mnie sam. To był cudowny moment, intymny, tylko dla nas. W tym szybkim, zagonionym dniu mieliśmy się tylko dla siebie, polecam to wszystkim NPM… I tak razem weszliśmy na piętro błogosławić się. Kapela góralska przygrywała, zebrała się najbliższa rodzina i tu nie było niepoprawnie, ale tradycyjnie, wzruszająco.
Jazda! do ślubu: Mieliśmy do wyboru wśród najbliższej rodziny kilka limuzyn, ale stwierdziliśmy, że nie ważne czym do ślubu, ale z kim! Tak więc poprosiliśmy Rodziców o udostępnienie wygodnego auta, a za kierowców poprosiliśmy naszych serdecznych kompanów, największe ładunki humorystyczne w zasięgu ręki – siostrę Asię i szwagra Kubę. Wesoła atmosfera była kontynuowana całą drogę do kościoła, rozbawili nas, rozluźnili – w szczególności specjalnie dla nas wyselekcjonowaną muzyką na ten dzień ;)
Kościół: Mały, drewniany kościółek w Lalikach, nie potrzebujący żadnych ozdób,  w którym ksiądz Proboszcz nie robi problemu, aby kazanie prowadził inny kapłan.
Ksiądz Karol: Brat przyjaciół, byliśmy na ich ślubie, którego udzielał im właśnie on i całą mszę, po raz pierwszy w życiu mieliśmy uśmiech na twarzy i łzy w oczach :) Ksiądz Karol tydzień przed ślubem zadzwonił, że nasz ślub koliduje mu z wycieczką oazy, którą prowadzi, ale że chętnie zmienią destynacje na nasze góry, jeśli tylko wszyscy, 30 osób będą mogli przyjść  na mszę! My oczywiście na to z zaskoczeniem, rozbawieni: „Ok!”. Ksiądz zszedł z ekipą prosto z gór, w traperach, z plecakiem, poprosił o chwilę i przygotował się do mszy. Jeszcze przed rozpoczęciem mszy Ksiądz wygłosił wstęp bardzo wesoły, wprowadzający miłą atmosferę. Całą mszę mówił do nas, patrząc nam w oczy, uśmiechając się do nas i do Róży – cudownie! Dwa razy były oklaski, wszyscy w kościele uśmiechnięci od ucha do ucha. Ksiądz natchnął nas miłością i radością, zabawą w tym dniu – już w kościele! Na koniec oaza zaśpiewała nam pieśń w ramach prezentu, a my odwdzięczyliśmy wielkim pudłem swojskich drożdżówek.
Sala: Karczma oczywiście, Koniaków. Wszystko osadzone nie tyle co w góralskich klimatach, ale w krajobrazie tak bardzo dla mnie ważnym. Za każdym razem, gdy jeździliśmy do Koniakowa cieszyłam się, że będę mogła moim gościom z całej Polski pokazać w jak pięknych okolicznościach przyrody przyszło mi za-mąż-pójść (Mąż jest z Żywca). Dlaczego karczma? Przepyszne jedzenie, a wszyscy z rodziny, przyjaciół są smakoszami, przytulny klimat, nastrój, światło, ciepło. Jedynym przystrojeniem sali oprócz bukietów byliśmy my – wszystkie dziewczęta noszące wianki z polnych kwiatów.
Pierwszy taniec: Chcieliśmy oczywiście coś w naszym stylu, coś szalonego, coś naszego. Rękami i nogami broniliśmy się przed naukami i liczeniem kroków, jednak na kilka lekcji poszliśmy, ale kroków nie liczyliśmy ;) Za wszelką cenę chcieliśmy, aby muzyka cała od a do z była na żywo, tak więc poprosiliśmy nasz zespół, aby stworzył nam nasz mix: najpierw powolny taniec do "Ty i Tylko Ty" Golców a potem… „Bo jo cię kochom”. Tak więc do końca nie wiedzieliśmy jak to będzie brzmieć, na próbie nie byliśmy, bo po co się stresować, zaufałam PM, który prowadzi doskonale i zatańczyliśmy po prostu, po swojemu. Pod koniec utworu rozeszliśmy się i wzięliśmy do tańca następną parę – właśnie siostrę PM i jej przyszłego męża, którzy miesiąc po nas mieli mieć ślub. Takie było to przekazanie pałeczki ;) A oni wzięli do tańca następnych i następnych…  i w ten sposób zaraz przy drugiej piosence parkiet był cały zapełniony. Zespół później nam powiedział: „Po pierwszym secie, jak zobaczyliśmy jak się bawicie, wiedzieliśmy, że przed 5 nie zejdziemy.”.
Zabawa: Była nie do opisania, co chwilę zerkając, nikogo nie było przy stołach, parkiet pełen, cudowna zasługa zespołu Whisky, naprawdę ukłony dla nich. Zabawa o tyle była „do bólu”, że te dwie rodziny bardzo dobrze się znały, wszyscy wujkowie, ciocie kuzyni z obu stron spędziły ze sobą całe dzieciństwa, tak więc każdy się znał. Nawet młode pokolenie – naszych przyjaciół poprzez organizowane przez nas spotkania, narty, rejsy mazurskie, znajomi z całej Polski, z różnych środowisk, a też się znali :) Wydaję nam się, że goście bawili się naprawdę dobrze, bo nikt nam nie dawał wiary, że po ślubie cywilnym będziemy pragnęli jeszcze kościelnego :) Brakowała tylko zabaw… oj… to było niepoprawne, ale większość mówi, że po prostu nie było czasu, taka muzyka, takie tańce! Jeden z gości, zawodowy muzyk zrobił nam niespodziankę i zagrał na trąbce z zespołem. Dla nich i dla nas był to wielki zaszczyt i niesamowita moc blusowych kawałków!! Dzieci praktycznie zniknęły z wesela za sprawą urządzonego na strychu figlo-raju. Trochę tego żałujemy, bo nie było ich wśród nas, nie widać ich na zdjęciach, ale Róża mówi, że było najlepiej ;) Ufff… dobrze, że był kamerzysta i jest nagranie, aby zobaczyła, że wesele naprawdę było!
Honorowymi gości na weselu byli moi: Babcia i Dziadziu, którzy są ze sobą do dziś…. Od 70 lat. Cieszymy się, że w ten dzień ich wzruszyliśmy, uradowaliśmy i rozbawiliśmy, dodaliśmy sił na wiele, wiele lat :) 

Niepoprawne, nietypowe były:
- niepoprawny Ksiądz: zszedł z szlaku z całą oazą, aby dać na ślub, tak po prostu z plecakiem, w butach trekkingowych, w których nadal odprawiał mszę ;)
- nasze kolorowe stroje
- pani, która wiła wianki dla dziewcząt podczas wesela
- kwiaty: nie, nie z kwiaciarni – jak na swojskie wesele przystało „same żeśmy zrobiły”,  kwiaty pochodziły z ogródka mamy i babci i „zza płota”, czyli od serdecznej sąsiadki – pozwoliła wykosić nam całą łąkę rumianków, chabrów i dwa krzewy hortensji!!
- nie było zwiastowania NPM Panu Młodemu przy wszystkich gościach, ale sami, w dwoje, czule i intymnie:) za ten pomysł PM jest wdzięczny do dziś :)
- druhnami były także mężatki – tak jak ja ;)
- na stołach nie było maślanych tortów, przekładańców, ale swojskie wypieki. Goście na koniec zabawy otrzymywali torebki ze swojskim drożdżówkami.
- wódka: wcale nie z najwyższej półki, ale przetestowana, wyselekcjonowana przez panów z rodziny… dla mnie: wódka jak wódka, ale z parzenicą, czyli wzorem góralskim będącym motywem przewodnim na wykonanych przeze mnie zaproszeniach, winietkach itp.
- jazda do ślubu: nie ważne CZYM, ale ważne z KIM
- plener: nie chcieliśmy wyjątkowo pozowanych zdjęć w przypadkowy dzień „po”, chcieliśmy zatrzymać chwilę, tu i teraz. Wyszliśmy ponad karczmę ok. 10 minut i tam w ciągu pół godziny uwieczniliśmy ten szczęśliwy dzień.

Rady dla przyszłych NPM:
W ślad za poprzedniczką, Magdaleną: Nie konsultujcie swych pomysłów ze zbyt dużą liczbą osób, idźcie za głosem serca, bo tyko to co z niego szczerze wypływa będzie wartościowe, godne zapamiętania. Wszystkie niuanse ślubne, stereotypy, tradycje nie są nic warte jeśli nie są WASZE. I tak ja u Magdaleny: najbardziej się podobało Babci (l.91) i Dziadziowi (l.94) i ich aprobata przekreśliła wszystkie moje zmartwienia na temat odbioru NASZYCH pomysłów. 






























Zdjęcia: Nanopixel fotografia Piotr Bałdys
Stroje Pary Młodej: Folk Design Aneta Larysa Knap 

Kilka zdań od NPM:
FolkDesign? Wspominałam wtedy, prawdopodobnie, także o męskich koszulach. I ta koszula Pana Młodego jest moim ideałem!
Druhna z łapanki, ksiądz, który dopiero co zszedł z gór, piosenka od oazy, podejście do pierwszego tańca ("tak więc do końca nie wiedzieliśmy jak to będzie brzmieć, na próbie nie byliśmy, bo po co się stresować") - idealne. Ale chyba nic nie przebije pani, która wiła wianki. Pomysł genialny, jedna z najlepszych "atrakcji weselnych" jakie mogę sobie wyobrazić i sama chętnie taką panią bym zatrudniła!