![]() |
| Courtesy of Jamie Beck/Katie Ermilio |
Ślub i wesele kojarzyły mi się z konkurencją, z biegiem przez płotki w którym trzeba było nie tylko być na mecie pierwszym, ale i mieć czyste "płotkowe" konto. Każda dziewczyna biegła do swojej mety, swoim torem, w swoim czasie (czasem różniącym się latami!),a jednak... zawsze obserwowała jak radzą sobie przeciwniczki. I zawsze chciała być lepsza.
Presja na "bycie lepszą" jest nierozerwalnie związana z presją "idealnego ślubu". W głowach Panien Młodych układa się najdoskonalsza z możliwych wizja tego dnia, z dopracowanym każdym szczegółem. To perfekcyjny obraz i perfekcyjna wizja samej siebie w nim. I tym sposobem, w związku z takim przekonaniem, na forach, blogach i grupach roi się od tekstów, które mnie osłabiają...
"Zapomniałyście co w tym dniu jest najważniejsze... Straszne."
To tekst, którego chyba najbardziej nie lubię. Kompletnie nie rozumiem dlaczego w miejscach publicznych "wymaga się" zwierzeń ze swoich prywatnych uczuć i emocji. To tematy na które rozmawia się z najbliższymi osobami, nie resztą świata. Dla mnie normalne jest, że w miejscach publicznych mówi i pisze się o serwetkach, zaproszeniach, winietkach i tym podobnych drobiazgach z którymi każde wesele się wiąże. Nie widzę nic złego w, nawet przesadzonej, radości i entuzjazmie. Przecież to pozytywne emocje!
Fakt, że o swojej wielkiej miłości nie rozpowiada się na prawo i lewo, nie oznacza, że jest się gorszą Panną Młodą, a tym bardziej, że osoba, która takie poglądy wygłasza jest lepsza ;)
"Jak można tyle zapłacić za... Ja nigdy w życiu bym tyle nie wydała."
W miejscu trzech kropeczek wstawcie jakikolwiek ślubno-weselny wydatek. Każdy za swoje potrzeby płaci tyle ile uzna za stosowne i na ile go stać, niezależnie od tego czy ma na koncie 1 000 czy 100 000 i czy wyda je na "coś porządnego" czy na "jakąś głupotę". Osobiście wyczuwam w takich stwierdzeniach odrobinę zazdrości, która nie pozwala zaakceptować, że komuś może być w życiu łatwiej i lepiej ;) Przykre...
"Przecież na takim weselu nikt nie będzie się dobrze bawił! U mnie..."
"Co to za pomysł?! Powinno być elegancko i z klasą."
Dla niej jej ideał jest/musi być powszechnym ideałem. I nie ma zmiłuj... Ona ma zawsze rację i u niej zawsze będzie lepiej.
A to tylko początek...
Bardzo, baaardzo nie lubię Panien Młodych przekonanych, że "moje jest lepsze" i starających się to przekonanie innym narzucić, skrytykować każdy inny pomysł, nie starać się zrozumieć czyjegoś punktu widzenia i sytuacji, nie chcieć zobaczyć innych alternatyw... Głośno dziwiących się wszystkiemu obiegającemu od ich wizji i święcie przekonanych o tym, że ich miłość do partnera jest również lepsza, bo żadna inna Panna Młoda, nie myśli o tym uczuciu tyle co one ;)
Wiecie co jest najgorsze w byciu taką Lepszą Panną Młoda? To, że rzadziej lub częściej przytrafia się to każdej z nas. Nie w każdym aspekcie przygotowań i nie zawsze jawnie.
Ja sama powoli, z coraz większymi postępami, uczę się spoglądać na świat oczami drugiej Panny Młodej. Dostrzegać to co ona, próbować zrozumieć i docenić jej wizję. Bo nie ma jednej idealnej miłości, jednego idealnego ślubu i jednego idealnego wesela... Twoje nigdy nie będzie wystarczająco dobre dla innych. Może być wszystkim dla Ciebie.
