![]() |
| Rysunek mojego autorstwa ;) |
"Wiesz,
wydaje mi się, że jestem strasznie mało kobieca, tak z psychologicznego punktu
widzenia. Nie cieszą mnie typowo kobiece rzeczy. Nie interesują. Nie kręcą. A
nawet więcej - czasem przerażają. Bo być biedną, delikatną, zależną, marzącą,
uradowaną - to jakieś takie nie moje. Nie wyobrażam sobie ślubu ze skaczącymi i
cieszącymi się wokół gośćmi, ja nawet nie wyobrażam sobie chwalenia się, komuś
tak prosto w twarz, pierścionkiem zaręczynowym. Nie, nie mam go jeszcze, ale myślę, że dostanę."
To email jaki niecały tydzień przed oświadczynami PM wysłałam do mojej Starszej Druhny. Bo wiedziałam, bo byłam pewna, bo mam duszę detektywa i jestem mistrzem w dostrzeganiu tego co niedostrzegalne ;)
Skąd wiedziałam? Pamiętacie wpis o Paryżu? PM z dwa razy w życiu (o dwa za dużo) powiedział, że fajne oświadczyny to oświadczyny w Paryżu. Na wakacje jechaliśmy do Paryża... Był dzień w którym wrócił z pracy ciut później (on nigdy nie wraca o tej samej porze, więc nie potrafię uzasadnić dlaczego uznałam to za "później") i przytulił mnie tak, że moje "A może" zamieniło się w "Kupił pierścionek" ;) Podczas pakowania torby na wakacje zabrał mi jedną, przypadkową torebkę. Miałam ją odłożoną w jakimś celu i chciałam, aby mi ją oddał, a on tak potajemnie wyciągał ją ze swojej teczki, że oddał mi ją w pięciu kawałkach ;)
Zanim dotarliśmy do Paryża zatrzymaliśmy się w Amsterdamie. Ale miałam ubaw (takie wewnętrzne turlanie się ze śmiechu), gdy w PM wjechał rower, a on w panice zaczął przeglądać teczkę i upewniać się, że z jej zawartością wszystko w porządku.
W Paryżu byłam najgrzeczniejszą wersją siebie w podróży. Nie marudziłam, nie chciałam decydować o trasach, nie miałam swojej wersji zwiedzania. Wręcz nie byłam sobą, aby mu nic nie utrudniać, a on i tak pamięta moje "idźmy wolniej", " o, zatrzymajmy się tu, zróbmy zdjęcie". Po jego zdenerwowaniu wiedziałam, że to to miejsce... I nagle, z całej mojej wewnętrznej frajdy, nie zostało nic poza rosnącym w zastraszającym tempie pozytywnym stresie :)
Dziewczyny, domyślałyście się, a może miałyście niespodziankę?
To email jaki niecały tydzień przed oświadczynami PM wysłałam do mojej Starszej Druhny. Bo wiedziałam, bo byłam pewna, bo mam duszę detektywa i jestem mistrzem w dostrzeganiu tego co niedostrzegalne ;)
Skąd wiedziałam? Pamiętacie wpis o Paryżu? PM z dwa razy w życiu (o dwa za dużo) powiedział, że fajne oświadczyny to oświadczyny w Paryżu. Na wakacje jechaliśmy do Paryża... Był dzień w którym wrócił z pracy ciut później (on nigdy nie wraca o tej samej porze, więc nie potrafię uzasadnić dlaczego uznałam to za "później") i przytulił mnie tak, że moje "A może" zamieniło się w "Kupił pierścionek" ;) Podczas pakowania torby na wakacje zabrał mi jedną, przypadkową torebkę. Miałam ją odłożoną w jakimś celu i chciałam, aby mi ją oddał, a on tak potajemnie wyciągał ją ze swojej teczki, że oddał mi ją w pięciu kawałkach ;)
Zanim dotarliśmy do Paryża zatrzymaliśmy się w Amsterdamie. Ale miałam ubaw (takie wewnętrzne turlanie się ze śmiechu), gdy w PM wjechał rower, a on w panice zaczął przeglądać teczkę i upewniać się, że z jej zawartością wszystko w porządku.
W Paryżu byłam najgrzeczniejszą wersją siebie w podróży. Nie marudziłam, nie chciałam decydować o trasach, nie miałam swojej wersji zwiedzania. Wręcz nie byłam sobą, aby mu nic nie utrudniać, a on i tak pamięta moje "idźmy wolniej", " o, zatrzymajmy się tu, zróbmy zdjęcie". Po jego zdenerwowaniu wiedziałam, że to to miejsce... I nagle, z całej mojej wewnętrznej frajdy, nie zostało nic poza rosnącym w zastraszającym tempie pozytywnym stresie :)
Dziewczyny, domyślałyście się, a może miałyście niespodziankę?
